Mogłam fizycznie poczuć, jak ciężkie, palące spojrzenia wszystkich zgromadzonych w salonie skupiają się na mnie w absolutnym szoku. Cisza, która zapadła po mojej deklaracji, była gęsta, napięta i dusząca. Nie mogłam ich winić za to, że patrzyli na mnie, jakby nagle wyrosła mi druga głowa. W końcu to stanowcze, nieugięte oświadczenie nie było rodzajem pewnej siebie deklaracji, na którą dawna, naiwna ja kiedykolwiek by się odważyła. Ale moje wewnętrzne zdecydowanie pozostało całkowicie niezachwiane, kotwicząc mnie w miejscu. Absolutnie nigdy w tym nowym życiu nie pozwolę, by Varn został Alfą watahy mojej rodziny. Nie będę patrzeć, jak moje dziedzictwo jest mi odbierane i przekazywane w ręce zdrajcy. To ja stanę na wysokości zadania. To ja przejmę władzę po ojcu.
– Co nagle zmieniło twoje zdanie? – zażądał głośno ojciec Varna, Alfa Thorne, a jego głos przeciął ciężkie napięcie. Spoglądał na mnie z otwartą pogardą, a jego twarz wykrzywiła się w grymasie. – Zawsze odmawiałaś nauki tego, jak być Alfą. Na ten moment nie wiesz absolutnie nic o prowadzeniu watahy. Co jest takiego złego w tym, by pozwolić Varnowi pomóc ci w zarządzaniu twoim własnym terytorium?
Utrzymałam idealnie gładki wyraz twarzy, mimo że mój umysł zalały mroczne, bolesne wspomnienia. Za pierwszym razem, w moim poprzednim życiu, moja całkowita naiwność i ślepe zaufanie z łatwością pozwoliły Varnowi przejąć władzę. Ojciec zawsze mnie rozpieszczał, będąc całkowicie przekonanym, że mogę spędzić kolejne kilka lat, po prostu będąc jego niewinną małą córeczką, idealnie chronioną przed surowymi realiami świata. Z tego powodu nie wiedziałam nic o tym, czego tak naprawdę wymaga prowadzenie watahy. Ta słabość sprawiła, że cała władza została oddana Varnowi bez namysłu, gdy zmarł mój ojciec.
Ale ja desperacko pragnęłam, by moja wataha przetrwała. By rozkwitała. Ta desperacja ostatecznie zmusiła mnie do gorączkowej nauki zarządzania naszym terytorium z cienia, tylko po to, by utrzymać watahę finansowo na powierzchni. Musiałam uczyć się wszystkiego na własnych błędach, ponieważ to wszystko przerastało możliwości samego Varna. Każdy poważny problem, każdy kryzys, każda nadciągająca katastrofa – to ja cicho je rozwiązywałam.
Teraz, uzbrojona w brutalne, bolesne wspomnienia z poprzedniego życia, byłam znacznie mądrzejsza. Nie byłam już tą nieświadomą małą dziewczynką.
Uśmiechnęłam się do niego ostro, robiąc krok naprzód, by zmniejszyć dystans. – Uważam to za wysoce zabawne, że kwestionujesz moją zdolność do przywództwa – oświadczyłam, a mój głos odbijał się czystym echem od ścian salonu. – Zwłaszcza, że twoja własna wataha cierpi obecnie z powodu poważnego kryzysu finansowego pod twoim bezpośrednim kierownictwem.
Alfiemu Thorne'owi opadła szczęka. Zanim zdążył wykrztusić z siebie słowo obrony, głośno wyliczyłam jego porażki, by całe pomieszczenie mogło być tego świadkiem. – Dochód waszej watahy opiera się w całości na waszych ciężko pracujących farmerach, a mimo to nie macie wdrożonego żadnego zarządzania ryzykiem. Wydawałeś wystawnie. Całkowicie zmarnowałeś podatki, które zebrałeś od tych farmerów w ciągu ostatnich kilku lat. A teraz? Brakuje wam podstawowych funduszy, by zrekompensować druzgocące straty w plonach spowodowane tą surową zimą.
Nie poprzestałam na tym. Zestawiłam jego żałosną porażkę z naszą własną siłą. – Tymczasem nasza wataha rozkwita. Jesteśmy w pełni przygotowani na sytuacje awaryjne. Upewniliśmy się absolutnie, że mamy odłożone wystarczająco dużo pieniędzy, by przetrwać każdy kryzys, i gwarantujemy, że fundusze, których nasi ludzie potrzebują do wykonywania swojej pracy – pracy, która zapewnia naszej watasze bezpieczeństwo i zdrowie – są dla nich zawsze dostępne. Znamy naszych ludzi. Pomagamy im w ich zmaganiach, i to czyni naszą watahę silniejszą. – Przechyliłam głowę, utkwiając w nim wzrok z asertywną dominacją. – Stanowczo sugeruję, że to lekcja, którą dobrze byś zrobił, przyswajając sobie.
Całkowicie pozbawiony daru wymowy i wprost upokorzony moją bezlitośnie trafną analizą finansową, ojciec Varna po prostu się we mnie wpatrywał. Wyglądał, jakby chciał wrzeszczeć, krzyczeć, ale absolutna prawda moich słów zapędziła go w kozi róg. Wściekły, brutalnie chwycił swoją żonę, Opal, za ramię. Oboje nie powiedzieli ani słowa więcej, pośpiesznie opuszczając mój dom, zdesperowani, by uciec od wstydu.
Varn natychmiast stanął tuż przede mną, a jego wyraz twarzy idealnie wykrzywił się w bolesnym, głęboko ofiarnym spojrzeniu. – Co się dzieje? – zapytał głosem ociekającym spreparowanym zranieniem. – Dlaczego celowo kompromitujesz mnie w ten sposób przed moją rodziną?
Spojrzałam na niego szczerze, a moja twarz była maską niewinności. – Nie próbuję cię skompromitować – oświadczyłam, utrzymując całkowicie rozsądny ton. – Uważam po prostu, że to ważne, abym nauczyła się przewodzić własnej watasze. W końcu z pewnością będziesz chciał mojej kompetentnej pomocy, gdy już będziemy małżeństwem, prawda?
Obserwowałam, jak jego wzrok ucieka, gdy przetwarzał moje słowa. Wiedziałam z całkowitą pewnością, że przełknie tę wygodną wymówkę. Przedstawienie silnej, niezależnej dziedziczki Alfy jako panny młodej tylko znacząco wzmocniłoby jego nadchodzącą kampanię polityczną przed wyborami na Króla Alf. Potrzebował, by świat zobaczył zjednoczony, niezwykle potężny front. Nigdy nie przepuściłby okazji, by wykorzystać moją nową ambicję jako potężny atut polityczny.
– Przepraszam za to, jak kiepsko to dziś wszystko wyszło – mruknęłam, unosząc dłoń do skroni i udając nagły, silny ból głowy. Duszące, toksyczne napięcie w pokoju sprawiało, że skóra zaczynała mi cierpnąć, i desperacko potrzebowałam uciec. – Naprawdę nie czuję się dobrze. Muszę odpocząć.
– Jesteś chora? – zapytała szybko Vesper, podchodząc bliżej.
– To tylko ból głowy – odpowiedziałam słabo.
– Zrobię ci herbaty – powiedziała łagodnie matka, szybko opuszczając pokój, by udać się do kuchni. Ojciec poklepał mnie po ramieniu ze wsparciem, rzucając mi spojrzenie cichej dumy, po czym podążył za nią. Zostałam całkowicie sama z Varnem i Vesper.
– Powinnam po prostu przeprosić i wycofać się na górę – westchnęłam. – Na pewno poczuję się lepiej, gdy trochę odpocznę.
– Pójdę z tobą – upierała się gorliwie Vesper. – Nie chcę, żebyś potknęła się na schodach.
Zmusiłam się do uśmiechu w jej stronę, mimo zdrady palącej mnie w piersi. – Nic mi nie jest – nalegałam.
– Oboje odprowadzimy cię do sypialni – oświadczył Varn tonem nieznoszącym sprzeciwu.
Wiedziałam, że nie zdołam ich przekonać, by tego nie robili, bez robienia sceny, więc kiwnęłam głową. Gdy wchodziliśmy po schodach, Varn położył dłoń na dole moich pleców, by mnie prowadzić. Musiałam fizycznie stłumić gorzką żółć podchodzącą mi do gardła. Zacisnęłam zęby, desperacko maskując moje głębokie obrzydzenie na jego dotyk. Skóra cierpła mi z absolutnym wstrętem, a każdy nerw krzyczał, bym go odepchnęła.
Kiedy w końcu dotarliśmy do mojej sypialni, natychmiast podeszłam i usiadłam na krawędzi łóżka, tworząc między nami dystans. – Już mi lepiej – powiedziała stanowczo. – Dziękuję.
Varn wydawał się wahać, pozostając w drzwiach, ale nie próbował dalej dyskutować. – Porozmawiamy wkrótce – powiedział cicho, wychodząc na korytarz i zamykając za sobą drzwi z cichym trzaskiem.
W chwili, gdy zamek kliknął, moja wyczerpana fasada całkowicie opadła. Natychmiast zeskoczyłam z łóżka, podbiegłam do drzwi i docisnęłam ucho całkowicie płasko do solidnego drewna. Wstrzymałam oddech, desperacko licząc, że przyłapię ich na kompromitującej rozmowie na korytarzu.
– Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, co się dziś z nią dzieje – mruknęła Vesper zdezorientowanym, wysoce zirytowanym tonem.
Varn odpowiedział z głęboką frustracją, wydając z siebie ostre westchnienie. – Nic z dzisiejszego dnia nie poszło tak, jak sobie wyobrażałem. To było dalekie od romantycznych, idealnych oświadczyn, które skrupulatnie zaplanowałem.
Ich kroki powoli cichły, pozostawiając po sobie jedynie ogłuszającą ciszę. Cofnęłam się na środek sypialni, a z moich ust uciekło ciężkie westchnienie. Przetarłam twarz dłonią, uświadamiając sobie, że mam na głowie poważny problem. Niezależnie od tego, czy już teraz łączył ich fizyczny romans, czy też nie, przy mnie byli niewiarygodnie ostrożni i wyrachowani.
Ujawnienie ich podłej zdrady opinii publicznej było absolutnie jedynym sposobem na czyste zerwanie tych zaręczyn bez narażania watahy mojego ojca na ogromne ryzyko finansowe i społeczne. Gdybym zerwała je bez niezaprzeczalnego powodu, polityczne konsekwencje zniszczyłyby pozycję mojej rodziny. Wiedziałam jednak, że nigdy nie przyłapię ich łatwo, zanim nadejdzie dzień ślubu. Byli po prostu zbyt sprytni i zbyt ostrożni.
Wiedziałam również, że nie mogę polegać na pomocy moich rodziców. Kochałam ich, ale nigdy nie uwierzyliby w tak szaloną, skandaliczną historię o mężczyźnie, któremu ufali, i dziewczynie, którą traktowali jak drugą córkę. Nie bez konkretnych, niezaprzeczalnych dowodów.
W pełni zdawałam sobie sprawę, że nie mogę przeprowadzić tej zemsty sama. Potrzebowałam siły z zewnątrz. Potrzebowałam dźwigni.
Nagle mój telefon komórkowy zapiszczał głośno z powodu powiadomienia o wiadomościach. Ostry dźwięk przebił się przez ciszę mojego pokoju. Sięgnęłam do kieszeni, wyciągnęłam go i spojrzałam na ekran. To był nagłówek z głównego portalu informacyjnego w mieście. Na ekranie zamigotało wyraźne zdjęcie bardzo znajomego, wyjątkowo przystojnego mężczyzny: Alfy Kaelena.
Wpatrywałam się w zdjęcie, a moje serce zaczęło bić szybciej, gdy tryby w moim umyśle gwałtownie się przestawiły. Alfa Kaelen. Był powszechnie znany w całym królestwie jako absolutnie największy rywal Varna w nadchodzących wyborach na Króla Alf. Był potężny, wpływowy i niesamowicie popularny. Całe królestwo wiedziało, że jedynym powodem, dla którego Varn miał w ogóle realne szanse w starciu z ogromnymi wpływami Kaelena, było to, że nasze małżeństwo scalało nasze terytoria. Poślubienie mnie natychmiast dawało Varnowi ogromną władzę polityczną i niezachwiane wsparcie finansowe.
Gdybym wykluczyła siebie z tego równania, Varn straciłby absolutnie wszystko. Jego kampania by się rozpadła, a Kaelen nieuchronnie zostałby Królem Alf.
Dlatego Kaelen miał wszystko na świecie do zyskania na rozpadzie mojego małżeństwa.
Przewinęłam krótki artykuł, a mój umysł pędził, snując wykalkulowane, strategiczne intrygi. Kaelen był powszechnie znany z tego, że w życiu osobistym był nieco niepoważny i lekkomyślny. Był potężnym kawalerem z zamiłowaniem do pakowania się w kłopoty. Wyraźnie pamiętałam przyszłe skandale medialne, które ostatecznie zniszczą jego kampanię w moim poprzednim życiu – skandale, które w ostatecznym rozrachunku podały Varnowi absolutne zwycięstwo na srebrnej tacy.
Zdałam sobie jednak sprawę, że gdyby Kaelen miał moje strategiczne wsparcie i moją konkretną wiedzę o przyszłości, mogłabym bezbłędnie przeprowadzić go przez te nadciągające pułapki. Mogłabym ostrzec go, zanim zatrzasną się wnyki. Nie wspominając o tym, że posiadałam ściśle tajne, niewiarygodnie obciążające informacje na temat finansów watahy Varna, z których Kaelen z łatwością mógłby uczynić broń przeciwko niemu.
Desperacko potrzebowałam potężnej pomocy, by obalić Varna i upewnić się, że nigdy nie zasiądzie na tronie. Potrzebowałam kogoś na tyle silnego, by całkowicie go zmiażdżyć.
Uśmiechnęłam się do ekranu telefonu, a zimny ogień zemsty płonął jasno w mojej piersi. Zdałam sobie sprawę, że absolutnie nie mogłam znaleźć lepszego sojusznika niż Alfa Kaelen.
















