„Został ci rok życia, Luno. Twoja wilczyca umiera z powodu odrzucenia”. Przez pięć lat Elara była Luną Watahy Pustułek tylko z nazwy. Poślubiona swojemu przeznaczonemu partnerowi, Alfie Kaelenowi, znosiła jego chłód, dystans i ostateczne upokorzenie: brak naznaczenia. Wierzyła, że jej miłość i cierpliwość w końcu roztopią jego lodowate serce. Zamiast tego, powoli ją zabijały. Zdiagnozowana z nieuleczalną chorobą wywołaną brakiem bliskości i zaniedbaną więzią partnerską, Elara otrzymuje dokładnie 365 dni, zanim jej uśpiona wilczyca całkowicie zgaśnie. Zamiast spędzać ostatnie miesiące na błaganiu o miłość, której Kaelen nigdy jej nie da, Elara dokonuje wyboru. Odejdzie. Podpisze papiery rozwodowe, zrzeknie się tytułu niekochanej Luny i spędzi ostatni rok, żyjąc wreszcie dla siebie. Lecz w chwili, gdy wręcza mu akt odrzucenia, zimny i nieosiągalny Alfa rozpada się na kawałki. Nagle Kaelen desperacko pragnie ją zatrzymać, gotów zburzyć świat i poświęcić wszystko, by uratować partnerkę, którą przez pięć lat ignorował. Chce ją posiąść. Chce ją naznaczyć. Za mało, za późno, Alfo. Gdy Elara odchodzi, by stawić czoła śmierci, odkrywa przerażającą, starożytną moc budzącą się w jej umierającej krwi. Ona nie tylko walczy o przetrwanie – ona sama ewoluuje w Alfę. A Kaelen będzie musiał uklęknąć i patrzeć, jak ona panuje bez niego.

Pierwszy Rozdział

Perspektywa Elary — Luno, zostało ci... tylko rok życia. — Doktor powoli zdjęła okulary i utknęła wzrok w podłodze. — Twój wilk zapadł w stan uśpienia. Nie mogłam uwierzyć w słowa doktor Evangeline. — Mój wilk... śpi? — wykrztusiłam. — To na pewno jakaś pomyłka... — Przykro mi, Luno, ale dwukrotnie sprawdziliśmy wyniki badań. Ta choroba może być spowodowana długotrwałym stresem oraz... — zawahała się, rzucając mi niepewne spojrzenie. — ...brakiem bliskości z odnalezionym, lecz nienaznaczonym przeznaczonym towarzyszem. Przełknęłam ciężko ślinę. Stres i brak bliskości z moim partnerem... To brzmiało dokładnie jak opis mojego życia. — Opierając się na tych nielicznych, rzadkich przypadkach, które udało mi się odnaleźć, powinnam zasugerować ci naznaczenie partnera lub całkowite wzajemne odrzucenie. Ale jesteś moją Luną, a twój towarzysz to nasz Alfa... — Głos doktor Evangeline brzmiał niepewnie. — Nie jestem nawet naznaczona — szepnęłam, starając się nie wprawiać tej miłej młodej kobiety w jeszcze większe zakłopotanie, niż już to zrobiłam. Doktor Evangeline spojrzała na mnie z zaskoczeniem. — Pani i Alfa Kaelen nie jesteście naznaczeni? Przecież jesteście małżeństwem. Przygryzłam wargę, a moja twarz zapłonęła rumieńcem wstydu. To była prawda; byłam żoną mojego przeznaczonego partnera, Alfy Kaelena Vance'a z watahy Kestrel. Od pięciu lat byliśmy mężem i żoną, a do tej pory powinniśmy już dawno zostać naznaczeni. Ale nie byliśmy. Od chwili, gdy rozpoznałam w nim swojego towarzysza na dorocznym balu Alf, byłam nim oczarowana — jego przystojną, choć upartą szczęką, kępą rudych włosów na czubku głowy, jego szałwiowymi oczami. Był też niezwykłym przywódcą, inteligentnym, nieustępliwym i posiadającym wszystkie cechy, które powinien mieć Alfa. Jednak w dniu naszych zaślubin Kaelen wręczył mi kontrakt i kazał go podpisać. — Nasz związek będzie czysto kontraktowy — powiedział wtedy. — Ze względu na moją reputację jako Alfy, nie mogę odrzucić swojej przeznaczonej pary. Ale nie naznaczę cię i nie będzie między nami żadnej bliskości. To wszystko. Myślałam o tym, by wziąć całą winę na siebie i odrzucić Kaelena, gdy dowiedziałam się, że jest po prostu draniem, ale mój ojciec, Alfa Roderick Everly z watahy Galeshadow, nalegał, bym się zgodziła, aby zyskać wsparcie Kestrel. Ojciec twierdził, że jest już za stary, by dalej zarządzać Galeshadow, a mój młodszy przyrodni brat, Braxton, był zbyt młody i naiwny, by poradzić sobie samemu. Rozpaczliwie potrzebowaliśmy pomocy Kestrel. W końcu Kaelen był potężnym Alfą; przejął Kestrel w młodym wieku po przedwczesnej śmierci rodziców. Pod rządami nastolatka wataha Kestrel nie tylko przetrwała — ona rozkwitła. A poza tym, ojciec wychował mnie na idealną Lunę — łagodną i posłuszną kobietę, która będzie stać u boku Alfy. To było moje przeznaczenie, więc kiedy ojciec błagał mnie, bym odłożyła uczucia na bok i wyszła za Kaelena, posłuchałam. Jak zawsze. Jak grzeczna dziewczynka, wyszłam za niego. Podpisałam kontrakt. Zostałam jego Luną z tytułu i obowiązków, ale za zamkniętymi drzwiami byliśmy dla siebie nikim. Zamieszkałam w zachodnim skrzydle jego rezydencji, na samym końcu domu, jak najdalej od jego sypialni. A bliskość? To w ogóle nie wchodziło w rachubę. Nawet gdy na początku próbowałam zaskarbić sobie jego względy, przygotowując posiłki, planując randki, a nawet po prostu starając się na niego wpaść na korytarzu, nie odwzajemniał tego. W końcu się poddałam. Pozostałam posłuszna, cicha i pracowita, dusząc wszystko w sobie, nawet jeśli serce mi pękało na myśl, że mój mąż nigdy mnie nie pokocha. Miałam jednak przeczucie, że nawet gdybym teraz powiedziała Kaelenowi o moim wyroku śmierci, on i tak by mnie nie pokochał. — Rok, Luno — powiedziała łagodnie doktor Evangeline, gdy zbierałam swoje rzeczy. — Jeśli chcesz żyć, musisz podjąć decyzję: naznaczyć Alfę Kaelena lub... odrzucić go. Liora, moja służąca o randze Gammy, czekała na mnie w lobby. Miała na sobie prosty szary kardigan i spódnicę, a jej srebrne włosy były upięte w zwyczajowy schludny koczek. Wstała szybko z krzesła, gdy zobaczyła, że nadchodzę. — I jak? Jak poszło? Wzięłam ją za rękę i wyprowadziłam ze szpitala na chłodne wiosenne powietrze. Bryza schłodziła moje rozpalone policzki, a zapach kwitnących kwiatów nieco mnie ukoił. Zawsze najbardziej kochałam wiosnę, a myśl, że już nigdy więcej jej nie doświadczę, była niemal nie do zniesienia. — Umieram — powiedziałam po prostu. Liora gwałtownie się zatrzymała. — Ty... co? — Słowa wydostały się z jej gardła zdławione, a kiedy na nią spojrzałam, w jej zmęczonych, piwnych oczach lśniły już łzy. Na ten widok w moich oczach również pojawiły się łzy. Liora była na tyle stara, by być moją matką, ale czułam się przy niej jak przy siostrze. Myśl o opuszczeniu jej była nawet gorsza niż myśl o tym, że już nigdy nie zobaczę wiosny. Ujęłam jej dłoń i ścisnęłam ją. — Mój wilk jednak śpi — powiedziałam spokojnie, miarowo, jakbyśmy rozmawiały o pogodzie — po części dlatego, że bałam się, iż jeśli ktokolwiek inny zobaczy mnie płaczącą lub drżącą, zaczną plotkować, twierdzić, że stęskniona za miłością Luna Kestrel w końcu się załamuje. — Został mi rok życia. Liora pociągnęła nosem. — Mówiłam ci, żebyś wcześniej poszła do lekarza, ty głupia dziewczyno. Powinnaś była pójść dawno temu, w tej samej chwili, gdy zauważyłaś, że twój wilk słabnie. Mogliby to wykryć, wyleczyć, zanim... — Jest sposób, żeby to naprawić. — Wyprostowałam ramiona i spojrzałam przyjaciółce prosto w oczy. — Kaelen musi mnie naznaczyć albo odrzucić — jedno z dwojga. Jeśli wybierze którąś z tych opcji, przeżyję. Ulga odmalowała się na twarzy Gammy, ale trwała krótko. — Jak myślisz, co on wybierze? — szepnęła tak cicho, bym tylko ja mogła ją usłyszeć. — Myślisz, że poradzisz sobie, jeśli z tobą zerwie? Nienawidziłam się do tego przyznawać, ale sama myśl o końcu naszego małżeństwa sprawiała, że serce boleśnie kołatało mi w piersi. Nie łączyła nas żadna więź, przynajmniej nie w tych istotnych kwestiach, ale... mała cząstka mnie pragnęła, by mnie naznaczył, a nie odrzucił. W końcu wykrztusiłam: — Będziemy musieli się przekonać. — Więc zamierzasz go zmusić do wyboru — powiedziała. Skinęłam głową. Oczy Liory rozszerzyły się, gdy gwałtownie odwróciłam się i skierowałam do samochodu. Jej szok nie był bezpodstawny; zawsze tłumiłam własne pragnienia i potrzeby, by być kompetentną Luną dla watahy i Kaelena, i zupełnie nie było w moim stylu, by nagle zacząć walczyć o swoje. Ale co innego mogłam zrobić? Musiałam się ratować. Nie mogłam już być Elarą, bezinteresowną Luną, która bez skargi znosi złamane serce, samotność i chorobę. Po raz pierwszy musiałam postawić na swoim. To było albo to... albo śmierć w wieku zaledwie dwudziestu dwóch lat. Kiedy wróciłyśmy do rezydencji, nie zdziwiło mnie, że Kaelen zaszył się w swoim gabinecie. Zawsze tak robił — zamiast przechadzać się po rozległych korytarzach starożytnego dworu czy cieszyć się licznymi ogrodami zimowymi i salonami, jakie oferowała ta przestrzeń, on zawsze był zamknięty w tym dusznym biurze, ślęcząc nad papierami. Podeszłam do wielkich, drewnianych, dwuskrzydłowych drzwi, słysząc dobiegający ze środka niski głos Kaelena. Jego Beta, Garret, stał na straży na zewnątrz — i zastąpił mi drogę dokładnie w momencie, gdy sięgnęłam po klamkę. — Nie jesteś umówiona — mruknął Garret. — Muszę porozmawiać z mężem. — Cóż, w takim razie trzeba było umówić się wcześniej. Alfa jest w tej chwili zajęty — jest w trakcie spotkania. Takiego, na które nie zostałaś zaproszona. Zjeżyłam się na to nieposłuszeństwo Bety. Garret zawsze patrzył na mnie z góry, zawsze okazywał mi brak szacunku. A ja mu na to pozwalałam. Ale nigdy więcej. Kiedy zostaje ci tylko rok życia, nagle tracisz czas na podtrzymywanie wizerunku łagodnego wilczątka, które kładzie się na plecach przy najmniejszej prowokacji. Zwłaszcza przed podwładnymi. — Odsuń się — rozkazałam. Garret zesztywniał, a jego brązowe oczy przybrały ten eteryczny, złoty blask, który widziałam wcześniej tylko wtedy, gdy Kaelen używał swojego głosu Alfy. Ja nigdy wcześniej nie użyłam swojego głosu Luny. Ale musiałam przyznać... dobrze było w końcu go użyć. Szczęka Garreta się zacisnęła i wiedziałam, że nie chce się ruszyć. Ale nie miał wyboru. Jego mięśnie poruszyły się same, głowa przechyliła się lekko, jakby odsłaniał przede mną gardło. Uniosłam podbródek i czekałam, zastygając w masce władczego spokoju. W końcu odsunął się na bok. — Jak sobie życzysz, Luno. Zacisnęłam zęby i pchnęłam drzwi, wpadając do środka.

Odkryj więcej niesamowitych treści