Davina nie mogła zmrużyć oka. Nie wiedziała, co począć. Wciąż krążyły jej po głowie słowa Vaughna. Mężczyzna zapowiedział, że musi spłacić dług ojca, a jego szef daje jej zaledwie miesiąc na uregulowanie należności. Nie miała pojęcia, skąd wziąć dwa miliony w tak krótkim czasie.
— Dee, kochanie, tak mi przykro, że nie mogę ci w tym pomóc. Sama wiesz, w jakiej jesteśmy sytuacji. Moje zarobki w sklepie ledwie starczają na potrzeby moje i twoich kuzynów w szkole — powiedziała Clara, gładząc ją po plecach.
Davina rozumiała ciotkę; wiedziała, że bycie samotną matką z dwójką małych dzieci to ogromne wyzwanie. Clara była żoną jej stryja, brata ojca, który również zginął w wypadku podczas pracy jako cieśla.
— Wiem, ciociu. Po prostu nie wiem, co robić ani skąd wziąć takie pieniądze. Wiedzieliśmy, że tata jest nałogowym hazardzistą i na pewno ma jakieś długi, ale to? Tego się nie spodziewałam. Nie mam pojęcia, na co on wydał te dwa miliony — westchnęła głęboko i pokręciła głową.
Nadal nie mogła w to uwierzyć.
— Kochanie, czy jest jakaś szansa, żebyś mogła wydłużyć termin spłaty? Czy ten człowiek coś o tym wspominał? — zapytała Clara. Davina wbiła w nią wzrok i zamilkła. Jedyne, co jej pozostało, to skorzystać z sugestii Vaughna. Skinęła głową ciotce, co wyraźnie ją zdezorientowało.
— Vaughn, ten mężczyzna, z którym rozmawiałam, powiedział, że jego szef ma dla mnie inną propozycję, jeśli nie będę mogła oddać pieniędzy — wyznała.
— Naprawdę? W takim razie musisz porozmawiać z tym szefem. Wiem, że to będzie trudne, ale co, jeśli jego warunki będą lepsze niż spłata dwóch milionów w miesiąc? — pytała Clara.
Davina uznała, że ciotka ma rację. Wzruszyła ramionami i pokręciła głową. Była kompletnie zagubiona i nie wiedziała, jak poukładać sobie życie po stracie ojca, który zostawił jej tak potężny i stresujący problem. Następnego dnia zdecydowała się udać pod adres wskazany przez Vaughna. Tam miał czekać na nią on i szef, u którego jej ojciec zaciągnął dług. Chciała poznać te inne opcje.
— Dobrze, że pani przyszła, panno Vance. Tędy, proszę. Szef już na panią czeka — przywitał ją z uśmiechem Vaughn, podczas gdy ona stała osłupiała przed ogromną, rozłożystą rezydencją. Vaughn zachichotał cicho, widząc jej minę.
— Panno Vance? — przywołał ją do porządku.
Davina ocknęła się i przeprosiła.
— Przepraszam. Nie wiedziałam, że trafię do takiego domu. Myślałam, że... nieważne. Gdzie on jest?
Vaughn kazał jej iść za sobą, co posłusznie uczyniła. Nie mogła przestać podziwiać wnętrz rezydencji. W myślach podliczała, ile fortun musiał kosztować cały ten wystrój. Szła przed siebie, nie patrząc pod nogi.
— Aua! — usłyszała cichy, dziecięcy głos i jęknięcie.
Davina krzyknęła z przejęcia i pośpiesznie pomogła chłopcu wstać. Vaughn myślał, że ona cały czas idzie tuż za nim.
— O mój Boże, nic ci nie jest? Już, pomogę ci. Tak strasznie cię przepraszam, kochanie — mówiła Davina, sprawdzając gorączkowo, czy malec nie ma żadnych ran ani siniaków po zderzeniu. Zamarła jednak, gdy chłopiec spojrzał na nią swoimi błękitnymi oczami. Był niesamowicie uroczy, ale jeszcze bardziej zszokowało ją to, co stało się chwilę później — chłopiec rzucił się jej na szyję i mocno przytulił.
— Mamusia! — pisnął malec.
Oczy Daviny zrobiły się wielkie jak spodki. Nie wiedziała, co powiedzieć.
— Ojej, nie, kochanie. Nie jestem twoją mamusią — powiedziała, gładząc chłopca po plecach i próbując go delikatnie odsunąć, ale on zdawał się trzymać z całych sił. Vaughn i Callum obserwowali tę scenę w osłupieniu. Vaughn zamierzał interweniować, ale Callum go powstrzymał. Był zdumiony i pod wrażeniem, widząc swojego syna tulącego obcą dziewczynę w ten sposób.
— Nie! Jesteś moją mamusią. Wiedziałem, że wrócisz — upierał się chłopiec, a Davinę przeszły dreszcze. Na szczęście zjawiła się niania, by zabrać go na kąpiel. Chłopiec opierał się, nie chcąc iść z nianią, pragnął zostać przy Davinie. Serce jej pękło, gdy zobaczyła jego smutek w chwili, gdy nazwał ją mamą. Westchnęła ciężko.
— Możemy już iść? Szef czeka na górze — przypomniał Vaughn. Choć bardzo chciała zapytać, kim był ten chłopczyk, nie miała na to czasu; musiała jak najszybciej porozmawiać z ich pracodawcą.
— Proszę wejść. Czeka na panią — powiedział Vaughn, otwierając przed nią drzwi.
Davina nie czuła lęku na widok mężczyzny siedzącego naprzeciwko z pochyloną głową, pochłoniętego pracą. Nie wiedziała, jak zacząć rozmowę, więc tylko odchrząknęła.
— Musisz być córką Silasa — odezwał się Callum.
Davina uznała, że jego głos nie brzmi groźnie. Wzięła głęboki oddech i skinęła głową, czekając, aż Callum podniesie wzrok.
— Tak, proszę pana — odparła z całą dostępną jej odwagą.
Chwilę później mężczyzna powoli uniósł głowę, a ona niemal straciła dech z wrażenia. Ujrzała niesamowicie przystojnego mężczyznę o pięknych, błękitnych oczach. Poczuła, jak miękną jej nogi pod tym spojrzeniem — było w nim coś nieziemskiego. Callum tylko uśmiechnął się półgębkiem.
















