Pierwszy Rozdział
"Niech to szlag."
Elara usiadła przy biurku w swoim pokoju, przeglądając laptopa z wyrazem rozczarowania na twarzy.
"Tym razem też bez nadziei?" zapytał Theo, jej młodszy brat, który siedział za nią. Elara potrząsnęła głową, nie patrząc na niego. "Co teraz zrobisz?" Jego chłopięcy głos brzmiał łagodnie.
"Sama nie wiem". Dotknęła czoła, obracając krzesło w jego stronę. W tej samej chwili do pokoju weszła jej matka ze szklanką wody i witaminami.
"Elara, oto twoje witaminy" – powiedziała Evelyn, po czym przerwała, widząc zmartwioną twarz córki. "Wciąż te same wieści?"
"Tak, mamo... nie dostanę żadnej pracy. Dziesięć aplikacji i żadnych dobrych wiadomości". Elara ciężko westchnęła.
"Nie martw się, niedługo jakąś znajdziesz" – pocieszał ją Theo.
"Jak długo to 'niedługo' potrwa?" zapytała Elara, szukając odpowiedzi w ich oczach, ale oboje milczeli. "Domyślam się, że długo". Oparła głowę na blacie biurka.
Wtedy na ekranie laptopa pojawiło się powiadomienie o nowym e-mailu, na co Theo natychmiast wskazał palcem. "Elara, patrz, dostałaś kolejną wiadomość".
Elara natychmiast podniosła głowę, spojrzała na mamę i brata, po czym powoli przysunęła się do laptopa. "Niech no spojrzę, oby to były dobre wieści". Otworzyła wiadomość i przeczytała ją. To była kolejna odrzucona aplikacja po rozmowie kwalifikacyjnej.
"Mamo, nie zamierzam wysyłać już żadnych podań. Po prostu zostanę bezrobotna i wyjdę kiedyś za mąż za bogatego faceta, który będzie mnie kochał i traktował jak królową" – wyrzuciła z siebie.
Evelyn niemal natychmiast klepnęła ją w plecy. "Czy to wszystko, co masz do powiedzenia?" Elara jęknęła z bólu. "Mam nadzieję, że boli. Jak możesz tak mówić?"
"A dlaczego miałabym nie mówić? Spędziłam cztery lata na uniwersytecie, a teraz żadna firma nie chce mnie zatrudnić... co innego mam powiedzieć?"
"Z tego, co zauważyłem, dzisiejsi mężczyźni nie lubią bezrobotnych kobiet, wolą dziewczyny z klasą" – wtrącił Theo. Evelyn spojrzała na synka z zaskoczeniem.
"Jesteś tylko dziesięcioletnim chłopcem, co ty niby wiesz? Jeszcze długa droga przed tobą". Elara nie mogła się z nim zgodzić.
"Mamo, czy nie mam racji?" zapytał Theo zdumioną matkę.
"Kto cię tego nauczył?"
"Mam swój rozum, mamo". Theo uśmiechnął się.
"Na to wygląda". Evelyn pogładziła go po włosach. "W przeciwieństwie do twojej siostry".
"Mamo!" zawołała Elara, oburzona, że Evelyn mogła powiedzieć coś takiego, podczas gdy Theo wybuchnął śmiechem. "Theo, ty też? Trzymasz jej stronę?" Westchnęła. "Rozmowa z wami jest taka irytująca. Proszę, wyjdźcie z mojego pokoju, potrzebuję spokoju" – powiedziała im Elara.
"Mamo, myślę, że ona musi przemyśleć, jak spędziła te cztery lata na studiach i spróbować dopasować to do swojej obecnej sytuacji" – rzucił Theo, kierując się do drzwi, podczas gdy Elara prychnęła z pogardą. "Mamo, lepiej już pójdę, bo ona zaraz wybuchnie" – dodał na koniec, wybiegając z pokoju.
"Mamo, jak on może być tak irytujący? To mi wcale nie pomaga" – powiedziała Elara z marsową miną.
"Weź witaminę i odpocznij, będę na dole. Nie rozmyślaj za dużo". Evelyn poklepała ją po ramieniu, po czym wyszła.
Elara zażyła witaminę i położyła się na łóżku. "Nienawidzę tych wszystkich firm. Czy oni myślą, że potrzebuję pracy?" Przerwała i westchnęła. "Potrzebuję pracy, ale nie w waszych firmach, skoro odrzucacie moje aplikacje. Nawet mnie one nie interesują!" Mówiła do siebie. "Moje łóżko jest o wiele wygodniejsze niż te krzesła w waszych biurach". Westchnęła, szepcząc: "Ale ja naprawdę potrzebuję pracy!".
Alaric Sterling, bogaty i powszechnie znany miliarder, siedział przy zarezerwowanym stoliku w hotelu Regency Beaumont, czekając na swoją dziewczynę, Genevieve Rhodes. Podszedł do niego kelner.
"Proszę pana, czy chciałby pan złożyć zamówienie już teraz?"
"Czekam na kogoś, złożymy zamówienie razem" – odpowiedział Alaric z uśmiechem.
"Oczywiście, proszę pana". Kelner odsunął się na bok.
Na drugim końcu sali dwie kelnerki szeptały do siebie.
"Ciekawe, kim jest ta szczęściara?"
"Też bym chciała wiedzieć. Słyszałam, że to spadkobierca słynnego Valerius Heights" – powiedziała jedna, zerkając na Alarica.
"Jest niesamowicie przystojny, a do tego ten majątek... Gdyby tylko moje marzenia mogły się spełnić, zostałabym jego żoną". Uśmiechnęła się.
"Nie mów mi, że znowu bujasz w obłokach. Lepiej się obudź, jesteś tylko kelnerką" – przypomniała jej druga.
"Wiem, to się nigdy nie spełni". Westchnęła.
"Wracajmy po prostu do pracy" – dodała w końcu i obie ruszyły na swoje stanowiska.
Alaric sprawdził godzinę na zegarku. "Powinna tu zaraz być". W tym momencie do hotelu weszła Genevieve Rhodes w pięknej czerwonej sukni wieczorowej. Jej włosy były podkręcone i upięte z tyłu, a makijaż sprawiał, że wyglądała olśniewająco. Dostrzegła Alarica, który machnął do niej ręką. Mężczyzna odsunął jej krzesło, a potem sam usiadł.
"Przepraszam za spóźnienie. Długo czekasz?" zapytała.
"Nie, przyjechałem kilka minut temu" – odrzekł Alaric, wpatrując się w piękność siedzącą przed nim.
"Musiałam pokończyć parę spraw w biurze" – powiedziała Rhodes, kładąc torebkę na kolanach.
"Musisz być wyczerpana". Alaric ujął jej dłonie i delikatnie je gładził.
"Nocny odpoczynek postawi mnie na nogi. Zamówiłeś już coś?"
"Czekałem na ciebie". Skinął na kelnera, złożył zamówienie i po chwili podano im wykwintne, pyszne dania.
"Masz jakieś wieści od rodziców?" zapytał Alaric w trakcie posiłku.
"Tak, zadzwonili zaraz po przyjeździe do Paryża. Musieli już się tam zadomowić". Rhodes wzięła kęs jedzenia.
"Dobrze, cieszę się".
"A jak postępuje proces produkcji?" zapytała Rhodes.
"Wszystko idzie dobrze, ale może nastąpić niewielki zastój". Alaric upił łyk wina.
"Dlaczego?"
"Mój sekretarz zrezygnował z pracy. Przeniósł się do Stanów, żeby kontynuować naukę, więc produkcja nieco się opóźnia" – powiedział z lekko zmęczoną miną; sama myśl o pracy sprawiała, że czuł znużenie.
"Myślałam, że przeprowadzałeś rozmowy kwalifikacyjne, żeby zatrudnić nowych ludzi" – zauważyła Rhodes.
"Tak, ale jego wyniki przyszły nieco za późno, zrezygnował tuż po ich ogłoszeniu. Ciężko mi teraz zdecydować, co robić, ale wkrótce znajdę rozwiązanie. Na razie wystarczy mi patrzenie na twoją piękną twarz" – powiedział z uśmiechem.
"Znowu zaczynasz z tymi swoimi słodkimi słówkami". Rhodes zarumieniła się. "Cieszę się, że jestem dla ciebie wsparciem".
"Zjedzmy i odzyskajmy siły na kolejne dni pracy" – powiedział Alaric. Uśmiechnęli się do siebie i jedli w milczeniu.
Bianca Sterling, młodsza siostra Alarica, siedziała przy basenie w rezydencji brata wraz z jego przyjaciółmi. Ubrana w bikini, jadła arbuza, podczas gdy wspólnie plotkowali.
"No więc, kto ma ochotę na gorące damskie ploteczki?" zapytała Bianca, prostując się.
"Bianca, słyszeliśmy już wystarczająco dużo" – odparł Caleb, jeden z przyjaciół Alarica.
"I najwyższy czas, żebyś zaczęła mieć jakieś koleżanki" – dodał Sebastian.
"Ej!" Bianca podniosła rękę, żeby go uciszyć. "Pilnuj swojego nosa. Koleżanki, akurat! Wszystkie wbijają nóż w plecy, nie potrzebuję żadnych przyjaciółek".
"To też słyszeliśmy niezliczoną ilość razy" – wtrącił z uśmiechem Harrison, który uwielbiał się z nią droczyć.
"Bianca, to nie one niszczą wasze relacje, tylko ty sama" – powiedział Caleb z kamienną twarzą.
"Caleb, to też powtarzałeś już mnóstwo razy". Bianca westchnęła i oparła się wygodniej.
"Rozmowy z dziewczynami są po prostu męczące". Sebastian potrząsnął głową.
"Sebastian, czy ty właśnie próbujesz mnie obrazić?" Bianca spojrzała na niego wilkiem.
"Z całym szacunkiem, przepraszam". Sebastian się pokajał; chociaż Bianca bywała czasem rozkapryszona, była dla nich jak siostra.
Harrison, który przeglądał telefon, zobaczył zdjęcie jakiejś dziewczyny i wykrzyknął: "Wow, ale ona jest piękna!".
"Mogę zobaczyć?" zapytała Bianca. Chciała porównać tę dziewczynę, którą zachwalał Harrison, ze sobą.
"Nie... Wiemy, co zazwyczaj robisz, więc nie tym razem".
"Aish... rozmowa z wami to beznadzieja". Prychnęła, rezygnując z walki o telefon.
"Właśnie cię wkurzyłem, co?" Harrison uśmiechnął się z satysfakcją, jakby zdobył medal.
"Chyba zapomniałeś, jak się zachowuję, kiedy jestem wściekła". Bianca zmrużyła oczy.
"Harrison, nie prowokuj jej, proszę. Potrzebujemy tu chwili spokoju". Caleb zaśmiał się.
"Caleb!" wykrzyknęła Bianca z gniewną miną.
"Co?! Nie patrz tak na mnie". Caleb udał przerażenie; jego serce zabiło szybciej, bo kiedy Bianca była w takim nastroju, jego włosy zawsze były w niebezpieczeństwie.
"Nie martw się, Caleb". Bianca uśmiechnęła się. "Nie wybuchnę, bo mój brat byłby wściekły, że skrzywdziłam jego przyjaciela".
"A już myślałem, że znowu ucierpi moja fryzura". Caleb odetchnął z ulgą.
"Spokojnie, nie będę cię już szarpać. Nienawidzę kazań brata, strasznie zrzędzi, a nie mam dziś na to siły". Bianca wstała i przeciągnęła się. "Jesteście po prostu bandą nudnych głupków. Zmykam stąd, pływanie zrobi mi lepiej niż siedzenie tutaj". skierowała się w stronę basenu.
"Cieszę się, że w końcu idziesz" – zawołał Sebastian.
"Na pewno" – odparła Bianca, nie odwracając się.
"Podać ci sok?" zaproponował Caleb.
"Daruj sobie, Caleb". Bianca westchnęła.
"Potrzebujesz przyjaciół, Bianca" – dodał Harrison.
"Harrison, ty potrzebujesz wyjechać z tego kraju" – odgryzła się Bianca, wchodząc do wody. "Sebastian, poszukaj jakiegoś nowego klubu na wieczorną imprezę".
"Jesteś beznadziejna, Bianca. Wieczorem zajmij się nauką, a zapomnij o klubach" – powiedział Sebastian z troską.
"Zrób coś pożytecznego ze swoim czasem" – dodał Caleb.
"Właśnie to robię. Noce są od imprezowania" – odparła z uśmiechem Bianca.
"Bianca, żadnych klubów dzisiejszego wieczoru". Alaric, który właśnie wrócił i usłyszał jej słowa, powiedział to stanowczym tonem.
"Oto i szef nadchodzi". Bianca westchnęła, zanurzyła się w wodzie i odpłynęła.
"Dzięki Bogu, że jesteś" – powiedział Caleb. Przyjaciele wyprostowali się, gdy tylko Alaric podszedł bliżej.
"Co cię tak długo trzymało?" zapytał Harrison.
"Byłem z Rhodes" – odparł Alaric, siadając.
"Następnym razem nie zostawiaj nas samych ze swoją siostrą, ona jest nie do opanowania" – rzucił Sebastian.
"Ma dwadzieścia lat, a wciąż zachowuje się jak dziecko" – powiedział Alaric z uśmiechem.
"Nie jak dziecko, to totalny bachor" – mruknął Caleb.
"Wiem". Alaric uśmiechnął się. Znał swoją siostrę aż za dobrze.
"Ona potrzebuje przyjaciół" – dodał Harrison.
"Nie. Ona musi zostać wysłana z tego kraju" – stwierdził Alaric.
"Słyszałam to!" zawołała Bianca z basenu, co wywołało ogólny śmiech.
"Baw się dobrze w basenie, mała syrenko" – odkrzyknął Alaric.
"Dzięki, wilku lądowy" – odpowiedziała Bianca przed kolejnym nurkowaniem.
Alaric uśmiechnął się ponownie, po czym spojrzał na przyjaciół z poważną miną.
"Dobra, czas na interesy". Wszyscy usiedli prosto, a na ich twarzach pojawiło się skupienie.
