Davina nie mogła oderwać wzroku od śpiącego Rowana. Widziała, że jest wykończony wspólną zabawą, ale sama też czuła się przy nim po prostu szczęśliwa. Zadrżała, gdy usłyszała ciche pukanie do drzwi, które po chwili powoli się uchyliły.
— Przepraszam, czy cię obudziłem? — to Callum wszedł do pokoju.
Davina była zaskoczona, ale uśmiechnęła się i pokręciła głową.
— Nie, skądże. Rowan już śpi. Za chwilę przeniosę go do jego sypialni — szepnęła. Czuła się nieco nieswojo; nie była przyzwyczajona do obecności mężczyzny w swoim pokoju. Callum stanął obok łóżka i zaczął gładzić syna po policzku.
— Dziękuję — wymruczał.
Zamurowało ją. Nie spodziewała się od niego takich słów.
— Nie ma za co. Robię to, bo Rowan naprawdę potrzebuje matczynego oparcia i cieszę się, że zaczyna czuć się lepiej — odparła.
Callum westchnął głęboko i pokręcił głową.
— Mój syn jest największym darem, jaki otrzymałem od losu. Nie chcę patrzeć, jak cierpi. Wiem, że go okłamujemy, ale zrozumię wszystko, gdy dorośnie — mruknął.
Davina czuła bijącą od niego miłość i troskę. Widziała, jak wspaniale go traktuje. Sposób, w jaki gładził twarz chłopca i jak na niego patrzył, sprawił, że sama zaczęła się uśmiechać. Szybko jednak odwróciła wzrok, gdy Callum na nią spojrzał. Nie mogła znieść głębi jego spojrzenia; czuła, że pod wpływem tych błękitnych oczu po prostu mięknie.
— Nie musisz go przenosić. Ja to zrobię. Jest ciężki, a ty na pewno też jesteś zmęczona. Odpocznij — uśmiechnął się do niej. Ten uśmiech, tak szczery i ciepły, sprawił, że jej serce zabiło szybciej. Wiedziała, że to błąd, ale czuła, że powoli ulega czarowi jego twarzy i oczu, przed czym tak bardzo chciała się bronić.
— Dobrze, otworzę panu drzwi — powiedziała.
Callum skinął głową. Wziął Rowana na ręce, a ona otworzyła drzwi do pokoju chłopca i patrzyła, jak ojciec delikatnie kładzie go do łóżka. Rowan mruknął coś przez sen, ale na szczęście się nie obudził. Davina zachichotała cicho, widząc, jak chłopiec zabawnie wydął wargi. Callum również się zaśmiał.
— Przepraszam, on zawsze tak robi — szepnął, pocierając kark.
— Wiem — odparła.
Callum westchnął i po raz ostatni zerknął na syna, zanim wyszli z pokoju. Davina chciała dowiedzieć się o Rowanie czegoś więcej, a wcześniej nie miała okazji, by porozmawiać z Callumem na osobności.
— Callum, chciałabym dowiedzieć się o Rowanie czegoś więcej. Ostatnio byłeś bardzo zajęty, ale teraz chyba masz chwilę? — uśmiechnęła się do niego.
Callum spojrzał na nią i na moment zatrzymał wzrok na jej uśmiechniętej twarzy. Szybko odwrócił oczy i przytaknął.
— Jasne. Masz ochotę na kieliszek wina? — zaproponował.
Davina nie przepadała za alkoholem.
— Nie, dziękuję, nie piję wina. Przepraszam — uśmiechnęła się przepraszająco.
— W porządku. Opowiem ci o nim. Rowan uwielbia niebieski, to jego ulubiony kolor. Na urodziny zawsze chce motyw Supermana, nic innego go nie interesuje. Urodził się 28 stycznia. Kocha się bawić... Co jeszcze chciałabyś wiedzieć? — zapytał.
Davina uznała, że Callum najwyraźniej przeoczył istotne szczegóły dotyczące własnego syna. Prychnęła i przewróciła oczami w żartobliwym geście.
— Myślę, że o wielu rzeczach zapomniałeś. Cóż, znam już jego upodobania, bo sam mi o nich opowiedział. Powiedział mi też, że tata nie ma czasu się z nim bawić przez pracę — wyznała. Chciała mu uświadomić, jak bardzo chłopiec tęskni za wspólnym czasem, a jej słowa wyraźnie go zaskoczyły.
— Wow — mruknął pod nosem.
— No właśnie. Callum, to może nie moja sprawa i jestem jego „mamą” dopiero od dwóch dni, ale... choć staram się nie stwarzać między nami niezręcznych sytuacji, muszę to powiedzieć. Twój syn potrzebuje czasu z tobą. Kiedy tylko masz wolną chwilę, baw się z nim. Stracił prawdziwą matkę i nie chcę, żeby myślał, że ojciec też go porzucił. To, że ja tu jestem, nie oznacza, że masz wolną rękę, by zajmować się tylko swoimi sprawami. Callum, jesteś ojcem, a bycie ojcem jest trudne, ale musisz wypełniać swoją rolę — wyrzuciła z siebie, nie chcąc brzmieć zbyt surowo, a jedynie dać mu do zrozumienia, że Rowanowi go brakuje.
Zauważyła, że po tych słowach odebrało mu mowę i natychmiast pożałowała swojej szczerości.
— Przepraszam. Rozgadałam się. Chyba powinnam już iść odpocząć — powiedziała, kręcąc głową nad własnymi myślami. Callum nic nie odpowiedział, ale gdy chciała odejść, chwycił ją za ramię, co sprawiło, że stanęła jak wryta. To, co zrobił potem, zaskoczyło ją jeszcze bardziej. Callum Wylde po prostu ją przytulił, a ona poczuła jego zapach, od którego zakręciło jej się w głowie.
— Callum, co ty robisz? — zapytała, próbując go delikatnie odsunąć.
— Dee... — po raz pierwszy użył jej imienia; wcześniej zawsze zwracał się do niej per „panno Vance”.
— Dziękuję, że tu jesteś. Dla mojego syna. Gdyby nie ty, nie wiedziałbym, że on tak bardzo za mną tęskni — powiedział Callum smutnym głosem.
















