Minęły trzy dni, odkąd Davina zgodziła się zostać u Calluma i udawać matkę Rowana, ponieważ chłopiec był przekonany, że nią jest. Dee nie miała wyboru – był to jej jedyny sposób na spłacenie długu ojca wobec Calluma.
— Mamusiu! — Pila właśnie kawę, gdy Rowan wpadł do pokoju i rzucił się w jej stronę.
Uśmiechnęła się na widok chłopca w mundurku szkolnym. Była jedyną osobą, która potrafiła namówić go do wyjścia do szkoły; wcześniej Rowan uczył się wyłącznie w domu.
— Wow! Ale ładnie i świeżo pachniesz. Czyż nie wyglądasz niesamowicie przystojnie? — zachichotała, żartobliwie szczypiąc go w policzki, co wywołało u malca radosny śmiech.
Callum wszedł za Rowanem i nie mógł przestać się uśmiechać, widząc ich oboje tak szczęśliwych. Vaughn odchrząknął znacząco za jego plecami, sprawiając, że Callum spojrzał na niego ze zmieszaniem.
— O co ci chodzi? — zapytał Callum.
Vaughn zaśmiał się pod nosem i pokręcił głową. Callum tylko zgromił go wzrokiem i zignorował, po czym skierował się do stołu na śniadanie. Vaughn ruszył za tą trójką, która wyglądała zupełnie jak rodzina. Jako ochroniarz, a zarazem najlepszy przyjaciel, czuł się już częścią tego domu i zawsze był tu mile widziany.
— Chodź zjeść śniadanie, synu. Musisz coś zjeść przed szkołą — powiedział Callum.
Rowan wydął wargi i spojrzał na Davinę. Wiedziała, że chłopiec nie przepada za śniadaniami, ale musiała go przekonać, bo to przecież najważniejszy posiłek dnia.
— Rowan, musisz słuchać taty. No chodź, dołącz do nas. Szef kuchni przygotował dla nas mnóstwo pyszności — powiedziała Davina.
Rowan wziął głęboki oddech i westchnął. Widziała w jego oczach błaganie, ale Davina jedynie odetchnęła i pokręciła przecząco głową.
— Rowan, no już — mruknęła.
— Dobrze. Ale musisz mnie odwieźć do szkoły — odparł z szerokim uśmiechem.
Zamurowało ich, gdy to usłyszeli, ponieważ zazwyczaj odwozili go Callum i Vaughn. Davina posłała Callumowi zaskoczone spojrzenie, nie wiedząc, co odpowiedzieć.
— Hmm, kochanie, nie mogę. Ale tata i wujek Vaughn podrzucą cię, zanim pojadą do pracy. Wiesz przecież, że mam tutaj mnóstwo rzeczy do zrobienia — powiedziała Davina.
Rowan posmutniał, co sprawiło, że Vaughn znacząco spojrzał na Calluma. Callum westchnął i prychnął cicho.
— Davino, pojedziesz z nami, skoro on tego chce — zdecydował Callum.
Zarówno Davina, jak i Rowan promienieli ze szczęścia, że Callum się zgodził. Vaughn uśmiechnął się pod nosem; nie mógł uwierzyć własnym oczom, widząc przed sobą niemal idealną rodzinę. Callum po prostu westchnął i zaczął jeść.
— Hurra! Mamusia jedzie z nami! Tak się cieszę! — Rowan nie posiadał się z radości, śmiejąc się wniebogłosy, ponieważ Dee miała pojechać z nimi po raz pierwszy.
Chłopiec był podekscytowany możliwością przedstawienia jej kolegom, bo bez przerwy opowiadał im o niej jako o swojej mamie. Davina uśmiechała się do niego ciepło i gładziła go po włosach, ponaglając do jedzenia.
— Wygląda na to, że na dobre zadomowiłaś się w życiu małego Rowana, szefie? — zapytał Vaughn z kpiarskim uśmiechem.
Callum nie odpowiedział. Nie czuł zazdrości ani irytacji, widząc syna trzymającego Davinę za rękę w drodze do samochodu. Po raz pierwszy widział Rowana tak autentycznie szczęśliwego.
— Nie dbam o to, dopóki on jest szczęśliwy. Wiesz, że matka to jego słaby punkt — wymruczał.
Vaughn wziął głęboki oddech. Znał historię prawdziwej matki Rowana, która odeszła, by gonić za karierą i realizować własne cele. Otworzył im drzwi samochodu, po czym sam usiadł za kierownicą, pełniąc również rolę ich kierowcy.
— Wszyscy gotowi? — zapytał, spoglądając do tyłu.
Callum siedział naprzeciwko Daviny i Rowana, którzy właśnie się bawili. Davina dostrzegła w lusterku smutek na jego twarzy. Uśmiechnęła się smutno i spojrzała na chłopca. Po chwili na jej twarzy pojawił się figlarny uśmieszek – coś wymyśliła. Callum zauważył, jak szepcze coś Rowanowi na ucho, a potem chłopiec spojrzał w jego stronę. Callum poczuł się skonsternowany. Rowan patrzył na Davinę z wahaniem, jakby nie był pewien, czy powinien zrobić to, o co go prosiła – a prosiła, by usiadł obok taty i pobawił się z nim.
— No idź — zachęciła go Davina.
Rowan skinął głową i uśmiechnął się. Callum był w szoku, gdy nagle syn usiadł tuż obok niego. Spojrzał na Davinę, a ona tylko kiwnęła mu głową z szerokim uśmiechem.
— Synku, o co chodzi? — zapytał.
— Mamusia kazała mi pobawić się z tobą, zanim pójdziesz do pracy, a ja do szkoły — odparł uroczo Rowan.
Callum był zaskoczony, ale uśmiechnął się i delikatnie pogłaskał syna po głowie.
— Nie musisz bawić się z tatusiem. Nie męcz się przed lekcjami. A może dasz tacie buziaka w policzek? — zapytał.
Rowan wydął wargi i westchnął. Posmutniał na myśl, że tata nie chce się z nim bawić. Davina ostrzegła Calluma, szeroko otwierając oczy i kręcąc głową. Callum przypomniał sobie to, co powiedziała mu ostatnim razem, i po prostu westchnął.
— Dobrze. Pobawię się z tobą jutro, bo to weekend, prawda? Nie masz lekcji, a tatuś nie musi iść do pracy. Co ty na to? — zapytał Callum.
Oczy Rowana rozszerzyły się z radości, co sprawiło, że i Davina poczuła się szczęśliwa. Nie mogła uwierzyć, że to powiedział, ale wiedziała, że musi dotrzymać słowa, bo Rowan bardzo by cierpiał, gdyby ojciec znów go zawiódł.
— Naprawdę? — zapytał uradowany chłopiec.
— Musisz mu to obiecać, Callum — rzucił z przodu Vaughn.
Callum westchnął i spojrzał na syna. Wiedział, że jutro, jak zresztą każdego dnia, może zostać wezwany do pracy, ale tym razem postanowił nie rozczarowywać dziecka.
— Dobrze. Tatuś obiecuje. Jutro pójdziemy do parku na piknik — powiedział Callum.
Davina nie mogła uwierzyć w to, co właśnie usłyszała.
















