Świat Elowen Vance rozpada się w gruzy, gdy dziewczyna budzi się z trzymiesięcznej śpiączki. Choć bezinteresownie oddała nerkę, by ratować swojego chłopaka, Juliana, na miejscu odkrywa bolesną prawdę: mężczyzna uciekł z kraju, zostawiając ją z pustym kontem i astronomicznym długiem medycznym w wysokości 30 000 dolarów. Osaczona i zdesperowana Elowen podejmuje zuchwałą próbę ucieczki ze szpitala, trafiając prosto na Cilliana Sterlinga – chłodnego, enigmatycznego miliardera. Narzeczona Cilliana również leży w śpiączce, a on potrzebuje kogoś łudząco do niej podobnego, by zabezpieczyć rodzinne imperium. Składa Elowen propozycję nie do odrzucenia: rok małżeństwa w zamian za spłatę wszystkich jej zobowiązań. Teraz Elowen musi lawirować w świecie pełnym kłamstw elit i przetrwać w kontraktowym związku, próbując za wszelką cenę chronić swoje serce przed człowiekiem, który kupił jej wolność.

Pierwszy Rozdział

– Pan Julian nie przeżyje kolejnego miesiąca. Zgodnie z wynikami przeprowadzonych badań, może nie dociągnąć nawet do końca tego miesiąca. Musicie znaleźć dla niego dawcę nerki. Spojrzałam na Juliana. Serce waliło mi w piersi na widok jego bladej, niemal bez życia sylwetki leżącej na łóżku. Julian został zdiagnozowany z chorobą nerek kilka tygodni temu. Nasze życie toczyło się normalnie, dopóki nie zaczął tracić na wadze i narzekać na brak apetytu. Nie braliśmy tego na poważnie, dopóki jego skóra nie stała się sucha i swędząca, a on sam nie zaczął mieć problemów z oddychaniem. Udaliśmy się do szpitala, gdzie usłyszeliśmy diagnozę – niewydolność nerek. Od tamtej pory wciąż nie udało się znaleźć dawcy do przeszczepu. Niewylane łzy przesłoniły mi obraz, gdy przypomniałam sobie słowa lekarza sprzed chwili. Widziałam, jak bardzo Julian się zmienił. Jego niegdyś promienna, zdrowa cera była teraz blada i matowa, a usta spierzchnięte i niemal białe. – Elowen… – usłyszałam swoje imię wypowiedziane cichym, ochrypłym głosem. Szybko otarłam łzy i zobaczyłam, że się obudził. – Hej, kochanie – powiedziałam, próbując się uśmiechnąć. – Płaczesz? – zapytał, brzmiąc na bardzo zmęczonego. – Nie, po prostu zamyśliłam się. Jak się czujesz? – zapytałam, próbując uniknąć odpowiedzi na jego pytanie. – Sam nie wiem – westchnął ciężko. – A co z tym dawcą, którego badali wczoraj? – zapytał z nadzieją w głosie. – To wciąż nie było dopasowanie, przepraszam – odparłam, gładząc go po ramieniu. Westchnął z przygnębieniem. – Nie martw się, kochanie, niedługo znajdziemy dawcę – powiedziałam, próbując go pocieszyć, choć sama byłam już przerażona. – Kiedy to jest „niedługo”? – zakaszlał. Szybko sięgnęłam po wodę i podałam mu kilka łyków. – Wiem, że starasz się być dobrej myśli, ale ja nie czuję się najlepiej. Za każdym razem, gdy pojawia się dawca, okazuje się, że nie ma zgodności. Czuję, jakby mój koniec zbliżał się z każdym dniem – dodał bezradnie. – Nie mów tak! – wykrzyknęłam, czując narastający ból w sercu. – Znajdziemy dawcę i wyzdrowiejesz – powiedziałam stanowczo. W głębi duszy wiedziałam jednak, że ma rację. Z każdym dniem czuł się gorzej, a nikt z nas nie mógł tego powstrzymać. Musieliśmy tylko mieć nadzieję, że znajdziemy kogoś, zanim będzie za późno. Przez chwilę rozmawialiśmy o błahostkach, próbując poprawić sobie nastroje. Drzwi otworzyły się i do sali weszła jego matka, pani Adeline. – Ooo, Julian… – upuściła torebkę i podbiegła do syna. – Dzień dobry – powiedziałam, choć nie spodziewałam się odpowiedzi. I nie zawiodłam się – nawet na mnie nie spojrzała. – Jak się czujesz, maleństwo? – zapytała, pochylając się nad nim. – Dobrze, mamo – odpowiedział. – Jesteś pewien? – dopytywała. – Nie czujesz się zmęczony? Nie powinieneś marnować energii na niepotrzebne rozmowy – dodała, posyłając mi karcące spojrzenie. – Nie martw się, mamo – powiedział, uśmiechając się do niej, podczas gdy ona kontynuowała swoje oględziny, szukając Bóg wie jakich objawów. Usłyszeliśmy pukanie i do środka wszedł lekarz. – Dzień dobry panu – powiedziałam. – Dzień dobry – odpowiedział z uśmiechem. Podszedł do Juliana, zbadał go krótko i zanotował coś w dokumentach. Kiedy skończył, spojrzał na nas i westchnął. – Czy mogę mówić swobodnie? – zapytał. – Tak – odparła pani Adeline. – Jego stan zdrowia się pogarsza i potrzebuje dawcy jak najszybciej, w przeciwnym razie sytuacja wymknie się nam spod kontroli – oznajmił. – O mój Boże! – wykrzyknęła matka Juliana. – Mamy duże trudności ze znalezieniem pasującego dawcy. On nie ma zbyt wiele czasu – podsumował lekarz. Łzy napłynęły mi do oczu, a sama myśl o stracie go sprawiła, że serce mi pękło. – Czy mogę prosić panią na chwilę? – lekarz zwrócił się do matki Juliana. – Dobrze – zajęczała i oboje wyszli na korytarz. Spojrzałam na Juliana. Moje serce płakało na widok wyrazu jego twarzy. Ujęłam go za rękę, próbując dodać mu otuchy. – Wszystko będzie dobrze, słyszysz? – powiedziałam, walcząc z łzami. – Niedługo znajdziemy dawcę i wyzdrowiejesz – kontynuowałam. – Nie, to już koniec – powiedział głosem wypranym z emocji. – Nie, nie, nie, nie mów tak, proszę – zapłakałam, nie będąc już w stanie powstrzymać łez. – Miałem dla nas tyle planów – ciągnął dalej, a po jego policzkach spływały łzy. – Nic ci się nie stanie, rozumiesz? – powiedziałam stanowczo. – Jak to? – zapytał. – Szukamy dawcy od tygodni i nic. Mam dość marnych nadziei, spójrzmy prawdzie w oczy: nie przeżyję tego – dodał. To była prawda – od tygodni szukaliśmy zgodności i nic z tego nie wychodziło. A jego stan pogarszał się z dnia na dzień. Nie byłam gotowa go stracić, więc wypaliłam szybko: – Poddam się badaniom i sprawdzę, czy ja mogę być dawcą. Zaśmiał się cicho. – Co sprawia, że myślisz, iż będziesz pasować po tylu nieudanych próbach? A nawet jeśli byś pasowała, nie pozwolę ci być moim dawcą – stwierdził. – Proszę, pozwól mi spróbować. Nie chcę cię stracić – błagałam. Wciąż odmawiał, twierdząc, że nie pozwoli mi podjąć takiego ryzyka dla niego. Pocieszałam go, mówiąc, że chcę po prostu wiedzieć, czy w ogóle istnieje taka możliwość. Prawda była taka, że przez całe życie nie zaznałam prawdziwej miłości. Choć byłam jedynaczką, rodzice zawsze mnie zaniedbywali, jakby obwiniali mnie o coś, na co nie miałam wpływu. Jeśli chodzi o związki, zawsze byłam wykorzystywana i kończyłam ze złamanym sercem. Julian był jedyną osobą, która naprawdę o mnie dbała. Nie był ideałem, ale był najlepszym z nich wszystkich. Choć był typowym synkiem mamusi i robił wszystko, o co go poprosiła, nawet jeśli psuło to relacje między nami, i tak był dla mnie ważny. Postanowiłam zrobić te badania i sprawdzić wynik, żeby mieć chociaż poczucie, że spróbowałam. Siedzieliśmy w ciszy, a nasze myśli biegły w nieznane. Po jakimś czasie wróciła jego matka i oznajmiła, że lekarz daje mu najwyżej tydzień. Krzątała się przy nim, dopóki nie zasnął. Wykorzystałam tę chwilę, by wymknąć się do gabinetu lekarza. Kiedy dotarłam na miejsce, zapukałam i usłyszawszy „proszę”, weszłam do środka. – Dzień dobry, chciałabym poddać się testom na zgodność do przeszczepu nerki dla pana Juliana – powiedziałam zdenerwowana. – Dobrze. Czy on wie, że chce pani to zrobić? – zapytał, wstając. – Tak, wie – skłamałam. – W porządku, proszę za mną. Udaliśmy się do laboratorium. Najpierw zrobiono mi RTG klatki piersiowej, a potem przystąpiono do kolejnych badań. Powiedziano mi, że wyniki będą za kilka godzin. Wróciłam do sali Juliana. Jego mama zasnęła na krześle obok łóżka, więc postanowiłam szybko pojechać do domu, odświeżyć się i wrócić przed ogłoszeniem wyników. – Uff! – westchnęłam, rzucając torbę na kanapę. Zamknęłam drzwi i poszłam do łazienki, rozbierając się po drodze. Odkręciłam prysznic i pozwoliłam, by woda spływała po moim ciele, podczas gdy ja analizowałam wydarzenia ostatnich tygodni. Zastanawiałam się, czy będę pasować. Szczerze mówiąc, bałam się wyniku. Bałam się, że będę pasować, ale jednocześnie bałam się, że nie będę i że go stracę. Około dwie godziny później odświeżona i pełna nadziei wróciłam do szpitala. Kiedy dotarłam na miejsce, Julian wciąż spał, ale jego matki już przy nim nie było. Usiadłam obok. Ocknęłam się, gdy usłyszałam pukanie do drzwi. Julian również się obudził. Musiałam przysnąć. Do sali wszedł lekarz z uśmiechem na twarzy, a moje serce przyspieszyło. – Gratulacje, jest pani idealnym dawcą – powiedział lekarz z entuzjazmem. – Jakim dawcą? – zapytał Julian, krztusząc się kaszlem. – Dawcą do pańskiego przeszczepu nerki – odpowiedział lekarz. – Sugerowałbym przeprowadzenie operacji jak najszybciej dla pańskiego bezpieczeństwa – lekarz spojrzał na mnie. – Absolutnie nie. Nie pozwolę jej poświęcać się dla mnie.

Odkryj więcej niesamowitych treści