Mia James potrzebuje pilnie ratunku. Oskarżona o kradzież funduszy firmowych, jest na skraju utraty pracy, kiedy miliarder Adrian Knight oferuje jej niespodziewane wyjście: małżeństwo kontraktowe. Poślubienie go oczyści jej reputację, a dla Adriana oznacza uciszenie plotek, radzenie sobie z prasą na jego warunkach i spełnienie ostatniej woli dziadka. To czysty biznes… a przynajmniej tak oboje twierdzą. Ich plan wydaje się wystarczająco prosty: uśmiechać się do kamer, dbać o szczelność historii i zdecydowanie się w sobie nie zakochać. Ale kiedy wściekły były Mii przerywa ich pierwszą konferencję prasową, jest zmuszona zbliżyć się do Adriana bardziej, niż kiedykolwiek sobie wyobrażała. Nagle upozorowane pocałunki wydają się niebezpiecznie realne, a "udawanie" staje się trudniejsze z każdym spojrzeniem, którym się wymieniają. Teraz Mia balansuje między fałszywym małżeństwem, bardzo realną więzią z Adrianem a ryzykiem rozpadu całego jej świata. Z tajemnicami po obu stronach i sercem na szali, czy zdoła zachować zimną krew – czy oboje dadzą się porwać grze, którą rozpoczęli? W tej szalonej przejażdżce pełnej pasji, skandalu i oszustwa Mia i Adrian wkrótce dowiedzą się, że w miłości i życiu nic nigdy nie idzie dokładnie zgodnie z planem.

Pierwszy Rozdział

– Mio, masz coś na swoje usprawiedliwienie? – głos pana Wardena przeciął ciszę, zimny i pełen pogardy.  Przełknęłam ślinę, zmuszając się, by utrzymać równowagę w głosie. – Ja… nie wzięłam żadnych pieniędzy. Nie wiem, skąd to się wzięło.  Oczy pani Hawthorne zwęziły się, jej spojrzenie było ostre i wyrachowane. – Naprawdę? Bo dokładnie to powiedziałby złodziej.  – Co? Nie! – Rzuciłam okiem po pokoju, szukając kogoś, kto mógłby mnie poprzeć. Mój wzrok zatrzymał się na Adrianie na końcu stołu. Jego szczęka była zaciśnięta, wyraz twarzy nieczytelny.  – Panie Knight, pan w to nie wierzy, prawda? – Starałam się utrzymać ton pełen szacunku. Ale przebił się przez niego desperacja.  Jego wzrok spotkał się z moim, ale nie było w nim pocieszenia, ani zapewnienia. – Źle to wygląda, Mio.  Te słowa uderzyły we mnie jak policzek. Poczułam, jak serce mi opada, ale zmusiłam się, by trzymać głowę wysoko. – Znasz mnie. Wiesz, że bym tego nie zrobiła… Nie zrobiłam tego.  Milczenie Adriana było druzgocące. Lisa, która była przyjaciółką – a przynajmniej tak myślałam – pochyliła się do przodu, a jej usta wykrzywił rozbawiony uśmiech.  – Och, Mio, nie udawaj takiej niewiniątka. – Wzruszyła lekko ramionami. – Jak to mówią: "Apetyt rośnie w miarę jedzenia". (Dosł. "Pragnienie może napompować ego osoby.")  Odwróciłam się do Lisy, czując, jak zdrada ściska mi gardło. – Liso, jak mogłaś…  – Wszyscy to widzimy, Mio – weszła mi gładko w słowo. – Myślałaś, że ci się upiecze, bo jesteś taka… blisko z pewnymi osobami tutaj.  – Dość. – Głos pana Wardena był stanowczy, odprawiając mnie bez słowa. – Mio, ta firma ci zaufała i wszyscy tutaj widzą dokładnie, co zrobiłaś.  Przełknęłam złość, ignorując wstyd piekący moją skórę. – Dziękuję za możliwość wypowiedzenia się – powiedziałam, ledwo powstrzymując drżenie głosu. – Ja… już pójdę.  --  Droga do domu wydawała się dłuższa niż zwykle, każdy krok obciążony tysiącem myśli. Odtwarzałam w głowie każdą chwilę, każde słowo, mając nadzieję zrozumieć, jak wszystko tak nagle się rozpadło.  Kiedy w końcu dotarłam do mojego mieszkania, otworzyłam drzwi i weszłam do środka, gotowa paść z nóg po tym dniu. Jedyne, czego pragnęłam, to porozmawiać z Grzegorzem, opowiedzieć mu o wszystkim. Ale kiedy weszłam, usłyszałam głosy – śmiech, i to nie tylko Grzegorza.  – Grzegorz? – zawołałam, idąc w stronę dźwięku, czując skręcanie w żołądku. – Ja tylko… Miałam najgorszy dzień i muszę z tobą porozmawiać.  Doszłam do salonu i zamarłam.  Tam był, śmiejąc się z kobietą, której nigdy wcześniej nie widziałam. Siedziała blisko niego na kanapie, jej ręka spoczywała swobodnie na jego ramieniu, jakby tam należała.  Spojrzeli w górę, oboje zaskoczeni. Kobieta uśmiechnęła się, prawie z zadowoleniem, jakby prowokując mnie do reakcji.  – Mio… – zaczął Grzegorz, ale nie odsunął się od niej. Siedział tam, obserwując mnie, jakby to on był ofiarą.  – Czy ja… komuś przeszkadzam? – Mój głos był cichy, z gorzką nutą.  Kobieta uniosła brew. – Cóż, to niezręczne – mruknęła z uśmieszkiem, wstając powoli. Zmierzyła mnie wzrokiem od góry do dołu, jakby oceniając i odrzucając mnie jednocześnie. – Zostawię was dwoje, żebyście… porozmawiali.  Kiedy wyszła, Grzegorz westchnął, wstał i wsunął ręce do kieszeni. – Słuchaj, Mio. Między nami… od jakiegoś czasu coś jest nie tak. Zawsze jesteś taka zestresowana, zawsze pracujesz do późna…  – Och, więc to moja wina? – Przerwałam mu, czując, jak złość wypiera ból. – Zdradzasz mnie, bo pracuję, żeby zbudować przyszłość?  Wzruszył ramionami, unikając mojego wzroku. – Może po prostu chcemy różnych rzeczy. Nie mogę być z kimś, kto ma obsesję na punkcie swojej pracy.  Zaśmiałam się gorzko, krzyżując ramiona. – Wiedziałeś dokładnie, do czego dążę. A teraz, bo zrobiło się dla ciebie trochę trudniej, odrzucasz to wszystko?  Nie odpowiedział, tylko westchnął, jakby był znudzony tą rozmową. W końcu chwycił płaszcz. – Może tak będzie lepiej.  – Tak – wymamrotałam, patrząc, jak wychodzi. – Może i tak.  Drzwi się zamknęły i stałam tam sama w ciszy, próbując to wszystko przetrawić. Zdradzona w pracy, oskarżona o coś, czego nie zrobiłam, a teraz… to.  Chciałam krzyczeć, płakać albo się załamać. Ale nie mogłam sobie pozwolić na upadek. Nie teraz. Miałam rachunki do zapłacenia i drugą pracę, która na mnie czekała.  ---  Ciepłe, znajome dźwięki kawiarni otuliły mnie, gdy zawiązywałam fartuch. Szmer głosów, brzęk naczyń – to był pewien rodzaj komfortu, tymczasowa ucieczka od bałaganu w moim życiu.  – Ciężki dzień? – zapytał Sam, mój współpracownik, podając mi tacę z zamówieniami.  – Nie masz pojęcia – wymamrotałam, próbując się uśmiechnąć.  – Cóż, teraz tu jesteś – powiedział z uśmiechem. – Jedna filiżanka kawy na raz, prawda?  Skinęłam głową, skupiając się na zadaniu. Dam radę. Musiałam.  W miarę upływu wieczoru wpadłam w rytm przyjmowania zamówień i obsługiwania klientów. Powtarzalność znieczulała ból tego dnia, choćby trochę. Ale wtedy podniosłam wzrok i poczułam, jak serce mi podskakuje.  Adrian stał przy ladzie i obserwował mnie.  Zamrugałam, niepewna, czy sobie czegoś nie wyobrażam. Ale nie, to był on – mój szef, ten sam mężczyzna, który milczał, kiedy najbardziej go potrzebowałam. Odłożyłam tacę, wycierając ręce o fartuch, gdy podeszłam.  – Panie Knight – powiedziałam cicho, starając się utrzymać równowagę w głosie. – Ja… Nie spodziewałam się pana tutaj.  Uniósł brew. – Myślę, że jesteśmy już poza formalnościami, Mio.  – Racja. – Wymusiłam uśmiech. – Ja tylko… Chciałam panu powiedzieć, że tego nie zrobiłam. Nigdy bym nie ukradła firmie…  Podniósł rękę, przerywając mi. – Wiem.  Te słowa zaskoczyły mnie, odebrały mi mowę. – Pan… wie?  – Tak. – Jego spojrzenie złagodniało, cień czegoś w rodzaju żalu przemknął po jego twarzy. – Ale nie było innej opcji. Na razie ktoś musiał wziąć winę na siebie. Byłaś… wygodnym kozłem ofiarnym.  – Kozłem ofiarnym? – Mój głos zadrżał z frustracji. – Byłam lojalna wobec firmy. Ciężko pracowałam na wszystko, a teraz jestem po prostu…  – Mio. – Jego ton złagodniał. – Wiem, kim jesteś. Wiem, jakim jesteś człowiekiem.  – Więc… jak to naprawić? – Zapytałam, desperacja wkradła się do mojego głosu. – Jak oczyścić swoje imię?  Przez chwilę milczał, jego wzrok był utkwiony w moim. Potem, z wyrazem, którego nie potrafiłam odczytać, pochylił się bliżej.  – Jest jeden sposób – powiedział, ledwo słyszalnym szeptem.  Zmarszczyłam brwi, wpatrując się w jego twarz. – O czym pan mówi?  – Wyjdź za mnie – odpowiedział, jego ton był poważny i stanowczy.  Świat zdawał się przechylać wokół mnie. Zamrugałam, pewna, że się przesłyszałam. – Przepraszam?  Nie drgnął. – Wyjdź za mnie, Mio. To jedyny sposób, żeby to naprawić.

Odkryj więcej niesamowitych treści