Cora
„Gratulacje, spodziewa się pani bliźniąt” – lekarka uśmiechnęła się do mnie.
„Bliźniąt?” – Leżąc na szpitalnym łóżku, spojrzałam na doktor z szoku. Czy dobrze słyszałam? Jak mogłam być w ciąży bliźniaczej?
Po opuszczeniu terytorium Watahy Veridian Flare zaczęłam źle się czuć. Wymiotowałam na poboczu drogi i czułam coraz większe zawroty głowy. Emocjonalny zamęt odbił się na moim zdrowiu, a moja wilczyca odmawiała komunikacji. Przyszłam do lekarza na badania kontrolne, ale nigdy nie spodziewałam się otrzymać największej niespodzianki w moim życiu.
„Tak, bliźnięta” – potwierdziła, wskazując na monitor, by pokazać mi dwa niewinne istnienia zdrowo rosnące w moim brzuchu. Łzy napłynęły mi do oczu. To naprawdę były bliźnięta.
Lekarka przepisała mi leki, a ja opuściłam szpital w oszołomieniu. Podświadomie położyłam dłonie na brzuchu i wyszeptałam: „Nie martwcie się, moje maleństwa. Nawet jeśli tatuś was nie chce, mamusia bardzo was kocha. Wychowam was oboje, dając wam wszystko, co mam” – pociągnęłam nosem.
Z bagażem w ręku udałam się na dworzec autobusowy, ale nie wiedziałam, dokąd jechać. Wataha Veridian Flare była moim jedynym domem, nie miałam rodziny ani krewnych, na których mogłabym polegać. Byłam sama w tym ogromnym świecie. Po raz kolejny pomyślałam o Vanderze, co sprawiło, że serce mnie zabolało, a w oczach stanęły łzy. Gdy tak trwałam w zamyśleniu, na opustoszałej ulicy samochód z ogłuszającym hukiem uderzył w pobliskie drzewo.
Przestraszona, patrzyłam na wypadek przed sobą szeroko otwartymi oczami i podbiegłam do auta, by sprawdzić sytuację. Przód samochodu był mocno zmiażdżony, a na siedzeniu kierowcy siedział tylko mężczyzna w średnim wieku, z którego głowy obficie płynęła krew.
„O Bogini!” – westchnęłam, wyciągając telefon, by wezwać karetkę. Zanim jednak zdążyłam cokolwiek zrobić, mężczyzna o własnych siłach wyczołgał się z auta i upadł u moich stóp. Szybko spróbowałam go złapać i podtrzymać, pytając: „Proszę pana, wszystko w porządku?”. Pomogłam mu oprzeć się o samochód. Jego silna aura i zapach potwierdziły, że był wilkołakiem, Alfą.
„Czekaj, wezwę karetkę” – zaczęłam wybierać numer, ale chwycił mnie za rękę.
„Jesteś Cora Blackwood, prawda?” – zapytał głosem pełnym szoku.
„Skąd... skąd pan wie?” – Moje oczy rozszerzyły się, gdy wymienił moje nazwisko, które zawsze było ukrywane przed światem.
****
Sześć lat później, Wielka Brytania.
Kawa na stole pozostała nietknięta i po raz kolejny wystygła. Ostrożnie przypięłam koronkową suknię do manekina, upewniając się, że idealnie na nim leży, podkreślając krągłości i kontury kreacji. To był ostatni szlif mojego dzieła. W końcu odsunęłam zasłonę dzielącą mój pokój na dwie części.
„Wow...” – Becca, która właśnie weszła do pokoju, westchnęła, stojąc w drzwiach. Wpatrywała się w długą czerwoną suknię z szeroko otwartymi oczami i ustami. „Więc to jest to arcydzieło, które stworzyłaś w ciągu zaledwie dwóch nieprzespanych nocy” – zachwycała się, powoli wchodząc do środka. „Jesteś naprawdę błogosławiona!” – wykrzyknęła.
Byłam najsławniejszą projektantką mody w kraju. Moje projekty zdobiły ciała modelek, celebrytek i uświetniały wybiegi niezliczonych pokazów mody. Dzięki mojej niezwykłej zdolności rozumienia pragnień ludzi w kwestii ubioru, stałam się najmłodszą projektantką mody, która zajęła pierwsze miejsce w branży, gromadząc na swoim koncie liczne nagrody i wyróżnienia.
„Chciałabym móc ją założyć. Tak zazdroszczę ci talentu!” – wykrzyknęła Becca.
Zaśmiałam się w odpowiedzi. Becca była człowiekiem i moją asystentką.
„Przyszłaś tu w jakiejś sprawie?” – zapytałam, podchodząc do umywalki, by obmyć twarz. Po nieprzespanej nocy plecy mnie bolały, a oczy miałam ciężkie. Jedyne, o czym marzyłam, to zamknąć je na chwilę.
„O tak! Prawie bym zapomniała. Właśnie dzwoniła nauczycielka z przedszkola!” – poinformowała niecierpliwie.
Zamarłam, a zmęczenie na moment poszło w niepamięć. „Tylko nie mów mi, że Kian i Kyra znowu coś zmalowali w przedszkolu”.
Becca posłała mi nerwowy uśmiech. „Sama powinnaś zobaczyć. Już wrócili z przedszkola”.
Znużona ucisnęłam czoło palcami. Wrócili po zaledwie godzinie? Co tym razem wymyśliły moje małe diabełki?
Sześć lat temu Bogini Księżyca pobłogosławiła mnie bliźniętami, synem i córką – Kianem i Kyrą. Z nimi w moim życiu odnalazłam cały swój świat. Aby ich wychować i zapewnić im świetlaną przyszłość, zaczęłam pracować i zdecydowałam się realizować swoje marzenia. Z trzymiesięcznym brzuchem opuściłam Amerykę i przyjechałam do Wielkiej Brytanii, gdzie kontynuowałam studia i dążyłam do zostania projektantką mody.
Przez te lata żyłam wśród ludzi, nie mając kontaktu ze światem wilkołaków. Idealnie wtopiłam się w ludzką populację i skupiłam na wychowywaniu dzieci. Moje dzieci były jednak wilkołakami i to nie byle jakimi – były Alfami, co niosło ze sobą zestaw unikalnych wyzwań.
Biorąc głęboki oddech, wyszłam z pokoju i zastałam dwójkę moich dzieci siedzących przy stole i zajadających się babeczkami. Widok ten sprawił, że moje serce zmiękło.
„Mamusiu!” – Gdy tylko mnie zauważyli, oboje zeskoczyli z krzeseł i podbiegli, by uścisnąć moje nogi. „Skończyłaś już wreszcie pracę?” – świergotali swoimi urokliwymi, dziecięcymi głosikami.
„Tak, i teraz mam wolne do końca tygodnia” – uklękłam przed nimi, całując ich w policzki.
„Hurra!” – Kyra mocno mnie przytuliła. „Mamusiu, obiecałaś, że jeśli będziemy grzeczni, dopóki nie skończysz pracy, to zabierzesz nas na lody, prawda?” – przypomniała mi z ekscytacją.
„Tak, ale...” – zawiesiłam głos i zmrużyłam oczy. „Minęła zaledwie godzina, odkąd poszliście do przedszkola, i już wróciliście? Nie mogłam wcześniej odebrać telefonu od waszej nauczycielki. Więc powiedzcie mi, co tym razem przeskrobaliście?” – Skrzyżowałam ręce na piersi i spojrzałam podejrzliwie, zwłaszcza na Kiana.
„Ja nic nie zrobiłem” – Kian wydął wargi. „Pani tylko dała nam tę kartkę dla ciebie i kazała iść do domu. Zrobiliśmy to, co nam kazała” – wyjaśnił, a Kyra przytaknęła.
Marszcząc brwi, wzięłam list z ręki Kiana, wstałam i patrząc podejrzliwie to na jedno, to na drugie, otworzyłam kopertę. Ich urok i niewinne spojrzenia mogły zmylić innych, ale ja wiedziałam, że ich psoty mogą być wyzwaniem dla każdego. Kręcąc lekko głową, zaczęłam czytać list.
„Panno Cora, niniejszy list ma na celu poinformowanie, że nie musi pani więcej przysyłać Kiana i Kyry do przedszkola. W ciągu ostatnich pięciu dni, odkąd zaczęli do nas uczęszczać, troje nauczycieli zrezygnowało z pracy. Obawiam się, że nie jesteśmy przygotowani na opiekę nad pani dziećmi”.
„Nauczyciele rzucili pracę?” – westchnęłam i spojrzałam na Kiana i Kyrę. „Co dokładnie się stało? Kyra, nie robiłaś psikusów nauczycielom, prawda?” – dopytywałam.
„Mamusiu, brat i ja naprawdę tym razem nic nie zrobiliśmy” – Kyra mrugnęła swoimi wielkimi, niewinnymi, niebieskimi oczami. „Po prostu pani była głupia!”
Głupia?
„....” Zabrakło mi słów.
Kyra wyjaśniła mi całe zajście. „Dzisiaj kilku chłopców z klasy wyzwało mojego brata na wyścig. Brat nie chciał brać udziału w tych dziecinnych rzeczach i wolał czytać książkę. Ale wtedy nauczyciel w-fu, który najwyraźniej faworyzuje niektórych uczniów, sprowokował brata, mówiąc, że boi się wyścigu, bo wie, że nie wygra. Brat nie dał się sprowokować, pamiętając twoje słowa o tym, żeby nie sprawiać kłopotów, ale nauczyciel w-fu odebrał milczenie brata jako uderzenie w swoje ego. Zmusił brata do udziału w wyścigu. Nauczyciel powiedział też pośrednio kilka brzydkich rzeczy o mamusi, co sprowokowało brata. W końcu, mając dość nękania, brat wyzwał nauczyciela w-fu na wyścig pod warunkiem, że jeśli nauczyciel przegra, będzie musiał przeprosić brata i mamusię. Ostatecznie nie tylko nauczyciel w-fu przegrał wyścig z bratem, ale stracił też godność przed całą szkołą i innymi nauczycielami. Stał się pośmiewiskiem i z upokorzenia zrezygnował z pracy”.
Słuchałam wyjaśnień Kyry z mieszaniną dumy i niepokoju. Odwaga i zaradność moich dzieci napawały mnie podziwem, ale i lękiem.
Westchnęłam głęboko. To było trzecie przedszkole, które musiałam zmienić w ciągu ostatnich pięciu miesięcy z powodu podobnych incydentów.
W rzeczywistości Kian i Kyra odziedziczyli po Vanderze silną linię krwi Alfy, co odróżniało ich od normalnych dzieci w ich wieku. Intelekt Kyry był znacznie ostrzejszy niż u rówieśników, co powodowało napięcia i poczucie niepewności u poprzednich nauczycieli. Zazwyczaj dzieci wilkołaków zaczynają rozwijać swoje zdolności około ósmego do dziesiątego roku życia, ale w przypadku moich bliźniąt dary zaczęły się manifestować znacznie wcześniej, około czwartego lub piątego roku życia. Byli silniejsi i bystrzejsi niż inne dzieci w ich wieku, a nawet niektórzy dorośli. W wyścigu pięcioletni Kian prześcignął nauczyciela w-fu, mimo że nie miał jeszcze swojego wilka.
„Mamusiu, jesteś na nas zła?” – zapytała Kyra i lekko przygryzła wargę, wyglądając jak mały śnieżny króliczek.
„Nie, mamusia nigdy nie mogłaby być zła na swoje skarby” – zapewniłam ich, posyłając kochający uśmiech i gładząc ich po główkach. To nie była ich wina, że różnili się od innych; w rzeczywistości było to błogosławieństwo, dar od Bogini. „Znajdziemy wam nowe przedszkole. Ale teraz chodźmy na lody!” – uśmiechnęłam się szeroko, próbując poprawić im humory.
„Hurra!” – Kian i Kyra podskakiwali z radości. Nie mogłam powstrzymać śmiechu na widok ich roześmianych buziek. Kian zaczął mi opowiadać, jaki smak chce zamówić, a ja kiwałam głową, słuchając jego uroczego głosiku. Miał leśnozielone oczy, dokładnie takie jak Vander, dziedzicząc po ojcu przystojność i ostre rysy twarzy. Był jak miniaturowa wersja Vandera.
„Mamusiu, ja chcę czekoladowe i waniliowe, oba” – Kyra szarpnęła mnie za rękaw, przyciągając moją uwagę. Na szczęście moja córeczka nie odziedziczyła po ojcu wszystkiego. Miała morskie oczy i emanowała słodyczą. Nie mogłam się oprzeć, by nie przytulić ich obojga mocno do siebie.
„Mama jest dzisiaj taka szczęśliwa, że możecie zjeść, co tylko chcecie” – uśmiechnęłam się, a ich oczy zabłysły z ekscytacji, gdy gorliwie przytaknęli.
Właśnie gdy rozmawialiśmy, weszła Becca i powiedziała: „Cora, ktoś cię szuka”.
Odwróciłam się do niej, nieco zdziwiona. Nie przypominałam sobie, bym była z kimś umówiona. „Kto to taki?”
„To ja” – głęboki męski głos rozległ się w jadalni, a wraz z nim dźwięk zbliżających się kroków.
„Dziadku!” – wykrzyknęli jednocześnie Kian i Kyra i pobiegli w stronę mężczyzny. Odwróciłam się i zobaczyłam starszego wilka, który tulił i całował moje dwa maluchy.
„Tak bardzo tęskniliśmy, dziadku” – wtrąciła Kyra.
„Ja za wami też tęskniłem” – wziął ich na ręce. „Kyra, moja księżniczko, jak to się stało, że stałaś się jeszcze piękniejsza i słodsza? Co, jeśli zjawi się jakiś książę i mi cię ukradnie?” – wyglądał na szczerze zaniepokojonego.
„Dziadku, nie martw się. Kyra zawsze będzie księżniczką dziadka” – zapewniła go, mocno go ściskając i całując w policzek.
„Tak, Kyra jest tylko księżniczką dziadka” – zaśmiał się i dodał: „Moje aniołki stały się wyższe i silniejsze!” – Przesadnie akcentował słowa dla dramatycznego efektu.
Kian przytaknął poważnie i powiedział: „Tak, dziadku. Dzięki temu, że będę silniejszy, będę mógł chronić mamusię przed wszystkimi złymi facetami, którzy chcieliby zostać moim tatusiem”.
„To mój chłopiec!” – zauważył poważnie.
„Alfo Benedykcie, proszę ich nie zachęcać w tej kwestii” – upomniałam go z rękami skrzyżowanymi na piersi, wyraźnie niezadowolona. Odkąd Kian i Kyra zaczęli rozumieć złożoność relacji dorosłych i zauważyli zainteresowanie moją osobą ze strony kilku męskich modeli, stali się nadgorliwi w próbach chronienia mnie przed potencjalnymi zalotnikami.
„Po prostu nie chcemy, żeby jakiś zły człowiek był naszym tatusiem, mamusiu” – oświadczył Kian, a Kyra pokiwała głową. Przewróciłam oczami i odwróciłam się do nich, przyzwyczajona do ich opiekuńczej natury.
„Ja też nie chcę” – dodał Alfa Benedykt.
Alfa Benedykt był tym Alfą, którego uratowałam w wypadku samochodowym sześć lat temu. Tamtego pamiętnego dnia rozpoznał mnie, choć ja go nie pamiętałam. Okazało się, że był najlepszym przyjacielem mojego ojca. Z wdzięczności za uratowanie życia poprosił mnie, bym dołączyła do jego watahy, wyjaśniając, że mój ojciec kiedyś uratował mu życie, gdy Benedykt był młodym Alfą. Aby spłacić dług wobec mojego ojca, przyjął mnie jak własną córkę. Był tak miły, że zgodziłam się nią zostać.
Podczas mojego pobytu w jego watasze zapewnił mi dom i ojcowską miłość. Dzięki jego pomocy mogłam opuścić kraj i wyjechać do Wielkiej Brytanii, by odnieść sukces zawodowy. Alfa Benedykt był dla mnie jak ojciec i darzyłam go głębokim szacunkiem. Wychowywał moje bliźnięta jak własne wnuki i kochał je nad życie.
„Cora, jak się miewasz, moja dziewczynko?” – Alfa Benedykt podszedł bliżej i zamknął mnie w ciepłym uścisku.
„Dobrze, Alfo” – odpowiedziałam z uśmiechem, odwzajemniając uścisk. Nie widzieliśmy się od pół roku. „Co cię tu dzisiaj sprowadza?” – zapytałam, unosząc brew.
Zawsze, gdy składał wizytę, przynosił jakąś niespodziankę i byłam ciekawa, co to będzie tym razem.
„Cora, czas, żebyś wróciła do Ameryki, moja droga” – powiedział z uśmiechem.
„Do Ameryki? Dlaczego?” – Mój uśmiech zniknął. Nie było mnie tam od sześciu lat.
Alfa Benedykt wziął mnie za rękę i włożył w nią zaproszenie. „Pojedziesz na bal Alf w moim imieniu”.
















