Sprzedana bezlitosnemu władcy

Sprzedana bezlitosnemu władcy

Autor: Winston.W

#Rozdział 4 - Ucieczka
Autor: Winston.W
15 cze 2026
W duchu dziękuję Dantemu Rossiemu, pędząc przed siebie. Ściskam pieniądze i rzucam się przez kotarę na tyłach baru. Za plecami słyszę krzyki i dźwięk przypominający uderzenie pięścią w ciało. Boże, mam nadzieję, że z Dantem wszystko w porządku... Ale nie mam czasu się o niego martwić. W połowie korytarza słyszę kolejny okrzyk i nagle dociera do mnie, że nie ma mowy, bym dostała się do garderoby, nie zostając zauważoną, jeśli ci dwaj idioci rzucą się w pogoń. Podejmuję błyskawiczną decyzję i chwytam za klamkę rzadko używanego schowka, o którym wiem, że tu jest. Szarpię drzwi i wpadam do środka. Nagle w klubie rozlega się huk. HUK! HUK! Zatykam uszy dłońmi. Boże, to brzmi jak fajerwerki... albo jak strzały z pistoletu. W sali VIP wybuchają wrzaski, a dziewczyny w garderobie również zaczynają krzyczeć i panikować. Z trudem łapię oddech, wciskając się głębiej w ciemność schowka. Słyszę dudnienie kroków na korytarzu – wszyscy próbują uciec na zewnątrz. – Musiała pobiec do garderoby! – ryczy gruby głos tuż za drzwiami. Przygryzam wargę, a w moje serce wstępuje nadzieja, bo to brzmiało zupełnie jak ten wielkolud. – Co wy, do kurwy nędzy, wyrabiacie w moim klubie?! Oddech zamiera mi w piersi. Nadzieja pryska, bo to Pietro, mój menedżer – i zatrzymał się dokładnie przed schowkiem. – Wypierdalać stąd! To porządny lokal, nie możecie tu tak wpadać i... – Słuchaj no, dupku – warczy wielkolud. Nie mogę się powstrzymać i zaglądam przez szparę w drzwiach. Typ chwyta Pietra za kołnierz, napinając biceps tak, że menedżer praktycznie dynda na jego pięści, przebierając nogami w powietrzu. – Robimy tu, co nam się podoba, jasne? – rzuca brutal, pochylając się tak blisko twarzy Pietra, że opluwa go śliną. Bladnę, gdy gangster wyciąga z marynarki pistolet i celuje prosto w głowę Pietra. – A teraz – mówi cichym, niebezpiecznym głosem – pokażesz mi, gdzie poszła ta dziewczyna. – Tędy... – piszczy Pietro, a jego twarz czerwienieje ze strachu i braku powietrza. – Pokażę wam... W duchu przeklinam Pietra za to, że okazał się zdrajcą, tak jak Julian – choć szczerze mówiąc, z pistoletem przyłożonym do skroni, pewnie trudno go oceniać sprawiedliwie. Wielkolud stawia Pietra na ziemi, a ten rzuca się naprzód, prowadząc go do garderoby. Nagle wydaję z siebie krótki krzyk i gwałtownie podnoszę głowę, słysząc dwa kolejne strzały, a drzwi schowka otwierają się z impetem. W moich oczach maluje się czyste przerażenie. Spodziewam się zobaczyć brutala albo jego mniejszego, cwaniakowatego kumpla... Ale ten człowiek... to żaden z nich. Ma ciemne włosy opadające na oczy, a ja wzdycham z zaskoczenia, widząc, że jego koszula jest splamiona krwią. – Chodź, Piccola – rzuca mężczyzna suchym tonem. Sięga do schowka, chwyta mnie za nadgarstek i wyciąga na korytarz. Wychodząc, potykam się o coś i rozdziawiam usta, gdy dostrzegam ciało leżące w przejściu do garderoby, z krwią rozlaną wokół głowy... Z tej odległości nie widzę dokładnie, ale mogłabym przysiąc, że to ten wielkolud, który mnie ścigał. Zanim jednak zdążę się przyjrzeć, mężczyzna stawia mnie do pionu, po czym uderza ramieniem w mój brzuch. Zostaję uniesiona w górę i przerzucona przez jego bark. Trzyma mnie mocno, obejmując ramieniem moje uda, i rusza szybkim krokiem w stronę głównej sali klubu. – Puść mnie! – krzyczę, okładając jego plecy pięściami, na tyle, na ile pozwalają mi trzymane w dłoniach pieniądze. On tylko potrząsa mną z irytacją, próbując mnie uciszyć, i idzie przez cały klub, gdzie goście i tancerki krzyczą, uciekając do wyjść. Krzyczę razem z nimi, moje słowa mieszają się z ich wrzaskami, ale ten człowiek kompletnie mnie ignoruje. Moje wołanie przechodzi w panikę. Dalej walę go po plecach – kim on jest?! Czy pracuje dla dona z Malavity, który mnie kupił? Czy zabiera mnie do burdelu?! Szamoczę się i kopę, ale nagle zamieram z szoku, gdy mężczyzna wymierza mi siarczystego klapsa w niemal goły tyłek płaską dłonią. – Siedź spokojnie, Piccola – rozkazuje z chłodnym śmiechem. – Sama to sobie utrudniasz. Wciąż oniemiała z wrażenia, daję się wynieść przez główne drzwi. Kręcę głową na wszystkie strony, próbując rozeznać się, dokąd mnie zabiera. Przed samym klubem z piskiem opon zatrzymuje się czarny SUV. Mężczyzna nie zwalnia kroku, obchodzi samochód, szarpie za klamkę tylnych drzwi i wrzuca mnie do środka. Trzaska drzwiami, a ja dyszę ciężko, czując, jak kręci mi się w głowie z lęku. Ale znów wstrzymuję oddech, słysząc, jak ktoś odchrząkuje. Wciskam się w drzwi auta, zdając sobie sprawę, że w mroku tylnego siedzenia ktoś już siedzi. Zastygam w bezruchu, wodząc wzrokiem po tej sylwetce, która przypomina równie mocno człowieka, co drapieżnika. Barczysty mężczyzna rozparty wygodnie na siedzeniu naprzeciwko mnie, o wysokiej sylwetce prężącej się od mięśni – siła biła z każdego cala jego ciała. Choć siedział w cieniu, smuga światła przecięła jego twarz, ukazując te niebieskie oczy, które rozpoznałam... Szczęka mi opada, gdy dociera do mnie, że... to Suweren Malavity. Kim... kim jest ten człowiek? Dlaczego jestem w jego samochodzie? Przecież... Suweren Malavity to ktoś inny niż Don Valenti, do którego najwyraźniej teraz należę – w zasadzie to znani rywale. Więc dlaczego... Wzdrygam się, gdy przednie drzwi od strony pasażera otwierają się gwałtownie i wskakuje przez nie mężczyzna, który mnie tu przyniósł. – Jedźmy stąd, kurwa! – krzyczy. – Gazuj, Finnian Sullivan! Moja głowa gwałtownie zwraca się w stronę kierowcy – czy to Finnian Sullivan? – który potakuje i wciska gaz do dechy. Samochód zrywa się z miejsca spod klubu. Zaczynam się trząść, zarówno z zimna, jak i z przerażenia... Kim są ci ludzie? Czego ode mnie chcą? Czy oni... czy oni zamierzają mnie... – No cóż, Piccola – odzywa się mężczyzna po drugiej stronie, ściągając na siebie mój wzrok. Jego głos dziwnie akcentuje moje sceniczne imię, jakby wiedział, że jest fałszywe. – Narobiłaś mi dziś sporo kłopotów. Będziemy musieli... Ale jego słowa przerywa potężny huk. Krzyczę, gdy tylna szyba samochodu rozpryskuje się w drobny mak, a w powietrzu rozbrzmiewają echa strzałów.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

#Rozdział 4 - Ucieczka – Sprzedana bezlitosnemu władcy | Czytaj powieści online na beletrystyka