— Dobrze — rzuca ostro Arturo, wyrywając mi ścierkę z ręki, choć dopiero co zaczęłam. Wydaję z siebie ciche fuknięcie protestu, ale on przywołuje mnie do blatu na tyłach baru, chwytając solniczkę i pieprzniczkę.
Marszczę brwi, nieco zdezorientowana tym, co się dzieje, ale milczę.
— Teraz słuchaj — zaczyna, podnosząc wzrok na mnie z powagą, która przekracza nawet jego zwykły stopień surowości. — To
















