logo

beletrystyka

Walka Prawdziwego Alfa

Walka Prawdziwego Alfa

Autor: Moreau

Rozdział 2
Autor: Moreau
24 sty 2026
Perspektywa Alory Moja siostra Sarah uwielbiała mnie dręczyć i szydzić ze mnie, opowiadając o rzeczach, które mi zrobi. Nie miała zamiaru pozwolić mi odejść i żyć w spokoju. Miała chłopaka, najmłodszego syna Bety naszej Watahy. Już mi zapowiedziała, że gdy tylko zostanie połączona z Mattem, znajdzie sposób, by wygnać mnie z watahy i ogłosić banitką. Wszystko po to, by mogła mnie zabić albo zlecić moje zabicie. Powiedziała, że to tylko sprawiedliwe, by usunęła ze swojego życia tę wstydliwą, ciemną plamę, którą byłam. Sarah nie wie, że pochodzimy z bardzo szanowanej linii krwi, nie żeby chciała się do niej przyznać. Znalazłam też źródło mojego ubarwienia. Jestem sobowtórem pierwszej z naszych przodkiń, Luny Heartsong. Była wojowniczką Alfy, słynęła jako jedna z najsilniejszych i najdzikszych wilczyc w naszej historii. Moja rodzina chciałaby zaprzeczyć jakiemukolwiek pokrewieństwu z nią z powodu koloru jej skóry, włosów i oczu. Wciąż nie potrafiłam zrozumieć logiki stojącej za tym wszystkim; żadne inne Klany nie dbały o ubarwienie tak jak oni. Zmuszając się do odrzucenia przygnębiających myśli, zaczynam myśleć o nadchodzącym dniu. Podczas czterodniowej przerwy skończyłam osiemnaście lat, co sprawia, że jestem nieco podekscytowana dzisiejszym dniem. Może dzisiaj spotkam swojego przeznaczonego. Xena też jest podekscytowana. Prawdopodobnie bardziej niż ja. *Och, wiem, że jestem bardziej podekscytowana* – zauważa. – Dlaczego? – dopytuję z przekąsem. *Ponieważ nasz partner będzie nas kochał, będziemy mieć kogoś, kto doceni nas za to, kim naprawdę jesteśmy* – mówi z entuzjazmem. – Przynajmniej taką mamy nadzieję. Byłoby miło, gdyby nasz partner nas zaakceptował. Ukrywanie się, gdy ukończenie szkoły jest tuż za rogiem, stało się wyczerpujące. Szkoła oficjalnie kończy się za dwa tygodnie. Egzaminy uniwersyteckie zdane, jedyne testy, jakie zostały, to matury. *Testy, więcej testów, jak długo to jeszcze potrwa, wolałabym pobiegać* – mruknęła. – Tylko pierwsze trzy dni tego tygodnia, potem ostatnie półtora tygodnia będzie pełne bzdur, pobiegamy później wieczorem – mówię kojąco. *Kiedy przestaniemy ukrywać wszystko, co osiągnęłaś, przed twoją rodziną?* – zażądała odpowiedzi. – W chwili, gdy atrament wyschnie na moich dyplomach, będę miała licencję w ręku i klucz do własnego mieszkania. Alfa ma apartament w Domu Watahy, który zamierza mi przydzielić w momencie ukończenia szkoły – mówię jej, po czym dodaję: – Chociaż... może nawet nie będę czekać do tego czasu. *Alfa naprawdę cię szanuje, jesteś jak córka, której nigdy nie miał* – przypomina mi. – Tak, Alfa ma tylko dwóch synów. Jego najstarszy ma zostać naszym następnym Alfą Watahy. Kończy właśnie ostateczne szkolenie Alfy i powinien wrócić tego lata – odpowiadam. *Mam nadzieję, że wciąż będzie dla nas miły, gdy wróci, by objąć stanowisko ojca* – mówi. – Prawie utonęłam w dniu, w którym się poznaliśmy. Kiedy znalazł mnie na brzegu rzeki, pokrytą błotem i krwią, byłam tylko szczeniakiem, on nastoletnim wilkiem. Pomógł ojcu mnie uratować i pomógł matce przywrócić mnie do zdrowia. Zawsze był wobec mnie opiekuńczy po tym zdarzeniu, i wobec ciebie, gdy do mnie przyszłaś. Potem, kiedy mogłyśmy się już przemieniać, jego wilk czuwał nad nami, gdy z nim biegałyśmy. Jestem pewna, że nadal będzie dla nas miły, kiedy wróci do domu – zapewniam ją. Zaczęłam rozpamiętywać ten dzień, dzień, w którym go poznałam, ten sam dzień, w którym Sarah próbowała mnie utopić. Padało przez tydzień, ulewa za ulewą, zanim w końcu doczekaliśmy się słonecznego dnia. Jedna z sąsiadek dała mi trochę używanych ubrań, była tam też ta sukienka. To była prosta sukienka, biała w niebieskie kwiaty, sięgająca tuż za kolana. Moja siostra próbowała ją założyć, ale była na nią za duża, więc zachowałam ją na ten dzień. Byliśmy na pikniku watahy, świętowaniu końca zimy i początku wiosny. Kłopoty zaczęły się, bo wszyscy zwracali uwagę na to, jak ładnie wyglądam w tej sukience. Włosy miałam splecione w dwa dobierane warkocze po obu stronach twarzy. Mówili, jak pięknie odcień mojej skóry wygląda przy tym kolorze, jak sprawia, że moje oczy tak ślicznie się wyróżniają. Jeśli chodzi o moją siostrę, była w bladoróżowej sukience, takiej samej jak wszystkie jej inne sukienki, więc podczas gdy ona usłyszała „Wyglądasz ładnie, jak zawsze kochanie”, stawała się coraz bardziej wściekła z powodu tych wszystkich komplementów, które ja otrzymywałam. Poszła i powiedziała rodzicom, że robię publiczną scenę przed Watahą, przyciągając uwagę. Rodzice podeszli i stanęli w pobliżu, ale wciąż w pewnej odległości od grupy wilków komplementujących mnie za to, jak piękna jestem. Chwalili wszystko, czego moja rodzina i Klan we mnie nienawidzili, czyli wszystko. Zawsze mówili mi, że jestem brzydka i że jestem mrocznym błędem, bo nie byłam blada, moje włosy nie były blond, a oczy nie były niebieskie. Byłam zarazą rodziny, wstydliwą plamą niedoskonałości w Klanie, a te wilki na pikniku wychwalały te wszystkie cechy jako piękne. Rodzice byli wściekli. Nie mogli tak po prostu wparować i mnie odciągnąć, to byłaby zbyt publiczna konfrontacja. Byłoby to złe dla ich wizerunku, wizerunku Klanu. Zamiast tego wysłali po mnie siostrę. Chwyciła mnie za ramię w ciasnym, bolesnym uścisku i powiedziała: „Mamusia i Tatuś cię szukają” jasnym, dziecinnym głosem. Więc dorośli pożegnali nas i zostawili mnie na łasce rodziców. Łaska... gdyby tylko naprawdę ją mieli. Matka spoliczkowała mnie, gdy tylko mogła to zrobić bez świadków. „Ty niewdzięczna nędznico, jak śmiesz dyskredytować swoją siostrę, jak śmiesz wychodzić tak publicznie, jesteś wstydem dla tej rodziny, ty brzydkie dziecko, plamą, którą powinnam była utopić przy narodzinach, do domu! JUŻ!” – wykrzyczała ostatnie słowo. Gdy szłam do domu, zawstydzona, z policzkiem czerwonym od śladu jej dłoni i łzami spływającymi po twarzy, moja siostra i jej przyjaciółki otoczyły mnie. „To masz za próbę przyćmienia mnie, ty bezwartościowa nędznico” – syknęła Sarah. – Oni po prostu polubili sukienkę, nie zrobiłam tego celowo – miałam nadzieję, że zrozumie i mnie za to nie ukarze; jakże się myliłam. – Ta sukienka to ohyda – powiedziała Agatha. – Tak, zróbmy coś z tym – rzuciła Lauren. – Tak, pozbądźmy się jej – zasugerowała Beatrice. – Macie rację, to by polepszyło sprawę... ale czy to wystarczy? – ton Sary sprawił, że żołądek mi się ścisnął, strach przejął nade mną kontrolę. Wtedy spojrzała na wezbraną rzekę za mną i błotnisty nasyp. – Wiem, co zrobię. Co powiesz na kąpiel, siostrzyczko? – powiedziała ze złym uśmieszkiem na twarzy. Wyciągnęła rękę i chwyciła mnie, po czym zaczęła ciągnąć. Wbiłam stopy w ziemię, by powstrzymać ją przed dalszym ciągnięciem. Jej paznokcie wbiły się w moją skórę, tocząc krew. Bolało, płakałam z bólu. Krew sprawiła, że moje ramię stało się śliskie i udało mi się wyrwać z jej uścisku. Odwróciłam się i zaczęłam biec z dala od rzeki, ale jej przyjaciółki dopadły mnie, zanim zdążyłam uciec daleko. Lauren i Beatrice złapały mnie za nogi i pociągnęły z powrotem w stronę rzeki. Agatha i Sarah próbowały chwycić mnie za ręce, ale uderzałam, policzkowałam i drapałam. Sarah miała teraz krew spływającą po policzku i była wściekła. „Lepiej, żeby to nie zostawiło blizny, ty mała poczwaro, utopię cię, ty suko!” – wrzeszczała. Podniosły mnie z ziemi. Sarah spoliczkowała mnie tak mocno, że zadzwoniło mi w uszach. Kręciło mi się w głowie, wzrok miałam zamazany łzami, kiedy w końcu udało im się zrzucić mnie z nasypu wprost do szalejącej rzeki. Poszłam pod wodę, rzeka rzucała mną raz za razem; walczyłam, by wypłynąć na powierzchnię, tylko po to, by zaczerpnąć powietrza, zanim nurt znów wciągnął mnie pod wodę. Zaczęłam przedzierać się w stronę brzegu. Woda wielokrotnie ciskała mną o skały i rzeczne odpadki. W końcu złapałam gałąź i trzymałam się jej, by rzeka mnie nie zabrała, dysząc, próbując odzyskać oddech, ale byłam poturbowana i słaba. Drżąc, ale z determinacją, użyłam gałęzi, by dostać się do krawędzi stromego i błotnistego nasypu. Trzymając się jej kurczowo, zaczęłam wspinać się w górę, błoto i ziemia odrywały się, pokrywając mnie, gdy w końcu podciągnęłam się i wydostałam z rzeki. Padłam tam na krawędzi, w błocie, i straciłam przytomność. Ocknęłam się, gdy ktoś dotknął mojego ramienia, odwracając mnie. Poczułam zapach wilka. – Co ci się stało, maleństwo? – zapytał młody głos. – Synu, co ty robisz w tym błocie, chodź tu – zażądał starszy głos. – Tato, tu jest mała dziewczynka, jest pokryta krwią i błotem, i jest przemoczona – powiedział młody głos. – CO! – usłyszałam krzyk, potem odgłos biegu, stopy zatrzymały się po mojej drugiej stronie, a potem on również klęczał w błocie. – Dlaczego szczenię miałoby być tutaj w takim stanie? – słyszę, jak pyta głosem przepełnionym przerażeniem.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 2 – Walka Prawdziwego Alfa | Czytaj powieści online na beletrystyka