– Zaraz, ona jest TWOJĄ partnerką? – zapytał Mark. – To… wow… Nie spodziewałem się tego… – KTO jej to zrobił?! – powtórzył Andres, wciąż wpatrując się w dziewczynę. Jej obrażenia ciemniały z każdą minutą. Jej skóra wydawała się jeszcze bledsza w porównaniu z głębokimi brązami i purpurami. – Wezwałem lekarza. Myślisz, że to krwotok wewnętrzny? Stace zwróciła się do Alexa, ale spojrzała z powrotem na Litę. – Była w porządku, to znaczy zmieszana i posiniaczona, ale w porządku, wiesz. A potem bum, zemdlała. Nic nie mogło jej obudzić… – CZY KTOŚ MI W KOŃCU POWIE, KTO JEJ TO ZROBIŁ?! Oczy Cole’a zmieniły się w głęboką czerwień. – To nie twój pieprzony interes! Czy ona jest TERAZ TWOJĄ partnerką?! – Widzisz, o to mi chodzi, gdyby miała TAKIEGO mężczyznę, który by jej bronił, może by się to nie stało – krzyknęła Stace, wyrzucając ręce w powietrze. – Stacey Ramos, będziesz zwracać się do swojego Alfy z należytym szacunkiem, jasne? Alex warknął, lodowato błękitne oczy wpatrywały się w nią. Skinęła cicho głową. Andres również lekko pochylił głowę, okazując uległość. – Oczywiście, że nie jest moją partnerką, Alfo, jednak… – Jednak co, Delto?! – W tej chwili jej nie odrzuciłeś. To uczyniłoby ją naszą Luną… ----------------- Po nagłej śmierci brata Lita zbiera się w sobie i przeprowadza do Stanford w Kalifornii, ostatniego miejsca, w którym on mieszkał. Desperacko pragnie zerwać więzi z toksyczną rodziną i toksycznym byłym, który zresztą podąża za nią prosto do Cali. Pochłonięta poczuciem winy i przegrywając walkę z depresją, Lita postanawia dołączyć do tego samego klubu walki, do którego należał jej brat. Szuka ucieczki, ale zamiast tego znajduje coś, co zmienia jej życie, gdy mężczyźni zaczynają przemieniać się w wilki.

Pierwszy Rozdział

– Co ja, do cholery, robię? – wyszeptała Lita do pustego samochodu. – To jest szaleństwo. Potrząsając głową, Lita przeciągnęła dłońmi po twarzy, mówiąc przez palce: – Zabiją mnie. Lita znalazła się pośrodku parku przemysłowego, dawno opuszczonego, a przynajmniej pozostawionego w żałosnym stanie. Przez przednią szybę samochodu widziała zrujnowane budynki i pokruszone fundamenty zaśmiecające zaplecza. Skóra napięła jej się, gdy wpatrywała się w najbliższy zniszczony budynek i rozważała wejście do środka. Jakby nie było wystarczająco dużo horrorów napisanych z takim otwarciem. A co lepsze, to miejsce znajdowało się co najmniej trzydzieści minut od głównej drogi, a Lita miała mniej niż godzinę do zachodu słońca. Wziąwszy głęboki oddech, zerknęła na zdjęcie w dłoni: grupa ludzi radośnie pozujących przed tym samym budynkiem, na który patrzyła teraz. Tylko na zdjęciu Lita nie widziała większego tła pustych biurowców i zniszczonego asfaltu. Nie widziała nawet drzwi wejściowych za ciałami ani zabitych deskami okien. Widok tego mógłby ją przekonać do porzucenia tego głupiego pomysłu, a teraz było już za późno. Zaszła już za daleko, zaryzykowała zbyt wiele. Lita wpatrywała się w zdjęcie, przesuwając palcami po liniach zagięć, jakby to miało naprawić strzępiący się obraz. Westchnęła, składając ponownie zdjęcie i chowając je do osłony przeciwsłonecznej samochodu dla bezpieczeństwa. Lita przesunęła kciukiem po wewnętrznej stronie nadgarstka, zatrzymując się na tatuażu, który głosił: *myślisz, że masz wieczność, ale się mylisz*. Nadal słyszała jego głos wypowiadający te słowa. A teraz naprawdę potrzebowała tej odwagi. Odsunąwszy rękaw, Lita sprawdziła swój wygląd w lusterku i wysiadła z samochodu. Czarne włosy związała w niechlujny kok, zmęczona bawieniem się włosami do pasa, a jej zbyt duży strój – spodnie dresowe i koszulka zespołu z długim rękawem – musiał być teraz o trzy rozmiary za duży. Nie były rażąco za duże, kiedy je kupowała kilka lat wcześniej, ale nawet jej obszerne ubrania nie ukrywały jej chudości. Wystarczyło jedno spojrzenie na jej szyję, a nawet nadgarstki, i każdy mógł to zobaczyć. Nie dało się nic zrobić z ciemnymi kręgami pod oczami ani z bladą skórą. Jasne, korektor by pomógł, ale nie było czasu, a Lita nie sądziła, że ktokolwiek w środku doceniłby ją w makijażu. Lita wyglądała tak źle, jak się czuła, ale zdarzało jej się wyglądać gorzej, więc to musiało wystarczyć. Raczej nie zrobi wrażenia na nikim w środku, z makijażem czy bez, więc autentyczność będzie musiała wystarczyć. Przemierzając parking, Lita przyglądała się pojazdom – mieszance przyzwoitych samochodów i gruchotów oraz kilku motocykli, które miały lepsze dni za sobą. Z pewnością nie był to typ luksusu, którego oczekiwaliby dla niej jej rodzice. *Dobrze*, pomyślała. Polubiłaby to miejsce o odrobinę bardziej z tego powodu. Otwierając lekko zardzewiałe metalowe drzwi z głośnym skrzypieniem, Lita pogodziła się z faktem, że pieniądze mogą być jej jedynym atutem przetargowym i zamierzała go wykorzystać. Wewnątrz rozejrzała się po otwartym planie siłowni z oczekiwaniem. Nie wiedziała, co sobie wyobrażała, ale na pewno nie *to*. Od momentu wejścia do siłowni powinna poczuć się lepiej, a przynajmniej poczuć, że jej życie zmienia się na lepsze. Ale siłownia była po prostu siłownią i nic w niej magicznie jej nie naprawiło. Jasne, było to ładniejsze miejsce, niż myślała, ale to niewiele znaczyło. Mimo to trzeba było przyznać, że estetyka była niezła. Była wielkości magazynu, więcej niż wystarczająco duża, aby pomieścić kilka równomiernie rozmieszczonych stref treningowych. To, co wyglądało na standardowy ring bokserski i ring z metalową klatką wokół niego, znajdowało się przy tylnej ścianie. Nigdy wcześniej nie widziała sprzętu bokserskiego z bliska, ale przypuszczała, że tak to wygląda. Potem była strefa z samymi grubymi matami obok innej sekcji z wiszącymi workami i workami z podstawami podłogowymi. Widziała takie worki treningowe w swoich poszukiwaniach online. Najbliżej drzwi wejściowych Lita przyjrzała się podwójnej sekcji maszyn cardio i ciężarów. Pomimo surowego wyglądu zewnętrznego wszystko wydawało się nowsze i zadbane. W pokoju pachniało wybielaczem i cytrynami, a jasne światła fluorescencyjne ujawniały, jak czysto wszystko wyglądało. Nawet betonowa podłoga wyglądała nieskazitelnie, poza zarysowanymi rowkami, które wyglądały, jakby ktoś przeciągał po niej meble. Spoglądając w górę, widziała plamy rdzy i ślady kapania na odsłoniętych rurach. Naprawdę wydawało się, że problemem jest sam budynek. Gdyby miała zgadywać, Lita przypuszczała, że właściciel siłowni musiał ją remontować stopniowo. Mimo że były niedoskonałości, Lita czuła, że siłownia ma atmosferę wspólnoty, którą doceniała. Ludzie to inna historia. Mężczyźni o mocno umięśnionych ciałach chodzili tam i z powrotem między sekcjami, wyglądając na tak groźnych, jak sobie wyobrażała. Zmarszczone brwi i zaciśnięte usta śledziły jej wzrok, a sztywne, ale ciekawe wyrazy twarzy były wszystkim, co ją powitało. Nic z tego nie sprawiło, że poczuła się mile widziana. Czy mogła ich za to winić? W milczeniu porównała się do wszystkich wysportowanych mężczyzn wokół siłowni i od razu zrozumiała, dlaczego patrzyli na nią podejrzliwie. Nie chodziło o to, że była kobietą, bo widziała kilka kobiecych sylwetek w pobliżu tyłu sali. Nie, chodziło o to, że nie wyglądała, jakby kiedykolwiek widziała wnętrze siłowni. Prawdę mówiąc, nie widziała, i to sprawiło, że czuła się bardzo nie na miejscu. To był okropny pomysł, pomyślała ponownie, w milczeniu karcąc się. Jak miała ich przekonać, żeby zgodzili się, żeby tu trenowała, skoro wyglądała jak ludzki odpowiednik nowo narodzonego kociaka? – Zgubiłaś się, mała? – zapytał nagle barczysty mężczyzna z krótko ostrzyżonymi włosami, wychodząc znikąd. Miał na sobie obciętą bluzę, która kończyła się na dole jego piersiowych mięśni, i parę nylonowych spodni treningowych. Oba przedmioty miały nazwę siłowni – co szczerze mówiąc, było nieistotne. Było zbyt dużo widocznego męskiego brzucha, a mięśnie się nie ukrywały. Lita przełknęła ślinę, starając się utrzymać wzrok na jego twarzy. Może był pracownikiem, ale mógł być też właścicielem. Mężczyzna podszedł do niej z tylnego pokoju, poklepując ręcznikiem opalone czoło. To działanie tylko podniosło jego pół-koszulkę wyżej, a Lita ugryzła się w język. Przyjrzała się jego wyblakłym niebieskim oczom, ciemnym brwiom, które skrywały jego szerszy nos i zwężające się nozdrza. Nie mogła stwierdzić, czy subtelna opalenizna była naturalną cerą, czy uprzejmością słońca. Tak czy inaczej, Lita zapisała w pamięci jego rysy, planując porównać go do zdjęcia w samochodzie, gdy wróci. Nie sądziła, że kiedykolwiek widziała kogoś z taką ilością mięśni. Szeroki i masywny, z pewnością wyróżniał się w pokoju. Nie był nieatrakcyjny, każdy mógł to zobaczyć, ale gdy podszedł do niej, stwierdziła, że nie podoba jej się aura, którą emanował. Coś przytłaczającego wisiało w powietrzu między nimi. To było tak, jakby chciał ją zdominować poprzez fizyczną groźbę, a jej ciało się buntowało. Kiedy zbliżył się na kilka kroków, Lita zdała sobie sprawę, że jest prawdopodobnie o dziesięć lub dwanaście centymetrów wyższy od niej, a sposób, w jaki lekko rozsuwał ramiona, sprawiał, że wydawał się jeszcze większy. Ściana człowieka. Nie mogła powstrzymać się od automatycznego kroku w tył, gdy zabrał te ostatnie centymetry przestrzeni między nimi. – Powiedziałem... zgubiłaś się, mała? – zapytał ponownie, z nutą czegoś, co działo się z jego ustami. Nie do końca uśmiech, ale też nie grymas. Ta zarozumiała twarz i sposób, w jaki wycierał ręcznikiem tył szyi, sprawiły, że jej mięśnie niespodziewanie zadrżały. Czy on ją droczył, czy lekceważył? Po pierwsze, nie miała na imię *mała*, ale nie wydawało się, żeby go to obchodziło, a po drugie, jak miała odpowiedzieć na jego pytanie? Dlaczego założył, że się zgubiła? Nie było mowy, żeby ktoś *przypadkowo* trafił do siłowni zakopanej na tyłach gęsto zalesionego terenu. Musiała dokładnie wiedzieć, co tu jest, zanim w ogóle spróbowała. Więc to nie było tyle pytanie, co obserwacja, jak bardzo nie pasuje do tego miejsca. To, jak Lita zareaguje na to lekceważenie, prawdopodobnie zadecyduje o tym, jak daleko zajdzie ta interakcja, a potrzebowała, żeby poszło dobrze. Nie lubiła, gdy ktoś ją pouczał, ale była przyzwyczajona do przełykania dumy na rzecz pokoju, zwłaszcza z takimi mężczyznami. Więc właśnie to zrobiła i posłała delikatny uśmiech. – Czy to jest Alpha's? – zapytała Lita, a jej głos wyszedł ciszej, niż zamierzała, i natychmiast odchrząknęła. Wyglądanie na zbyt słabą psychicznie nie pomoże jej tutaj, skoro jej ciało już sygnalizowało, jak bardzo jest słaba fizycznie. – Oczywiście – wskazał na logo na swojej koszulce. – Co ci do tego? Twój chłopak tu jest? – Co? Nie? *Nie.* Chcę tylko porozmawiać z właścicielem – odparowała Lita, wdzięczna, że jej głos nabrał trochę ostrości. – Brzmisz niepewnie co do miejsca pobytu swojego chłopaka, mała. Co tym razem zrobił Alpha? Zapomniał oddzwonić? Czasami tak bywa. Nie oznacza to, że powinnaś pojawiać się na jego siłowni. Powinnaś przyjąć tę stratę na osobności, kochanie – zadrwił mężczyzna, krzyżując ramiona na piersi. – Chociaż jesteś trochę blada i chuda jak na jego zwykły gust... Masz jakieś specjalne umiejętności? – Masz na myśli kopanie dupków w jaja? – zapytała Lita, posyłając mu okropny uśmiech. Poważnie zaczynał działać Licie na nerwy, ale starała się na tym nie skupiać. Nie znała tych ludzi, a oni nie znali jej. Jego założenia nie miały znaczenia, rozumowała, zaciskając zęby. Wydał z siebie zabawny dźwięk z tyłu gardła. – Słuchaj – westchnęła Lita. – Chcę porozmawiać z właścicielem, bo chcę dołączyć do siłowni... Głośny ryk mężczyzny przerwał Licie. Roześmiał się, jakby właśnie usłyszał żart stulecia. I to paliło, wysyłało ogień przez nią w nagłym przypływie gniewu. Przyciągnął ciekawe spojrzenia niektórych innych mężczyzn, gdy kurczowo trzymał się za boki w ataku śmiechu. Lita była o sekundę od zrujnowania swoich szans tutaj swoją ciętą ripostą. – Ty? Dołączyć do siłowni? – wykrzyknął kolejną serię śmiechów. – Nie mogłabyś nawet... chcę powiedzieć, czy kiedykolwiek *podnosiłaś* coś? Cokolwiek? – dyszał. – Nie będę nawet pytał, czy kiedykolwiek zadałaś cios, ale kochanie, prawdopodobnie nigdy wcześniej nie zrobiłaś nawet obwodu. Lita spięła się, wymuszając uśmiech, którego wcale nie czuła. Śmiał się z niej. Gorący, kłujący pot zebrał się na karku, gdy pomyślała o wszystkich sposobach, w jakie mogłaby go zniszczyć swoimi słowami. Ale nie mogła. Jeszcze nie. Dopóki nie porozmawia z właścicielem. *Jeden. Dwa. Trzy. Cztery. Pięć.* Lita liczyła w myślach, próbując się uspokoić. To była sztuczka, na którą przysięgał jej brat, i jedna z niewielu rzeczy, które uważała za pomocne na przestrzeni lat. – Czy możesz mnie po prostu zaprowadzić do właściciela, proszę? – Lita podniosła trochę głos, żeby mógł ją usłyszeć ponad jego ciężkimi chichotami. Musiała się kontrolować. Jej matka desperacko starała się powstrzymać jej agresję, ponieważ nie było to *przystojne dla damy*. Miała przepisane leki na wypadek, gdyby pragnienia Lity były zbyt silne. Ostatnio wydawało się, że robiła tylko to, że łykała pigułki. – Cóż, nie zamierzam cię zaprowadzić do właściciela, panno-chcę-dołączyć-do-siłowni – zdołał powiedzieć facet między westchnieniami po tak intensywnym śmiechu. – On nie lubi, jak mu się przerywa. A poza tym to nie jest siłownia dla Insta-selfie czy czegokolwiek, po co tu przyszłaś. To nie jest ten rodzaj siłowni. To klub walki. Więc dlaczego nie zabierzesz tego kościstego tyłka z powrotem, skąd przyszłaś. – Zaczął się odwracać. Lita zobaczyła czerwone. Przez ułamek sekundy poczuła, jakby widziała czerwone, i to skłoniło ją do warknięcia: – Nie wyjdę stąd, dopóki nie zobaczę właściciela. – Jej głos opadł niebezpiecznie nisko, nawet gdy jej wzrok się wyostrzył. Mężczyzna zatrzymał się, odwrócił się do niej z tikiem w szczęce. – Jak nas w ogóle znalazłaś? Nie reklamujemy się. – Powiedział mi o tym znajomy. Dał mi adres. Uniósł brew. – A kto to jest ten znajomy? – Sposób, w jaki wyprostował ramiona, sprawił, że twarz Lity zrobiła się gorąca. Nie ufał jej historii. Ledwo mogła powstrzymać pulsowanie krwi z agresją. Było coraz gorzej, a nie lepiej. To była siłownia, a nie tajne stowarzyszenie. Co za różnica, od kogo dostała adres? Wyciągnęła pigułkę z kieszeni i połknęła ją, popijając łykiem wody z butelki, aby stłumić swój gniew. – I połykaczka pigułek? Nie ma mowy, kochanie, możesz się stąd zabierać. Nie obchodzi mnie, kto dał ci adres ani dlaczego tu jesteś. – To recepta na moje nerwy... i jestem pewna, że nie różni się od tego, co wstrzykujesz, żeby tak wyglądać – powiedziała lodowato, wykonując zamaszysty ruch ręką po jego sylwetce. Nie umknęło jej jego zaskoczone spojrzenie ani skręcenie humoru, które goniło za zaskoczeniem. – O nie, młoda damo, to wszystko jest naturalne – puścił oko, a Lita mimowolnie przełknęła ślinę. Flirtowanie sprawiało, że jej skóra cierpła, ponieważ zawsze oznaczało, że musi stąpać po skorupkach jaj. – W każdym razie – przerwał jej myśli. – Dzięki za wpadnięcie, żeby mnie rozśmieszyć, zgiń. Wciągnęła gwałtownie powietrze, wyprostowała kręgosłup i wypaliła: – Ile? – Przyjrzał się jej twarzy przez chwilę, niepewny, jak poważnie mówi. – Co masz na myśli, ile, słodyczy? – To było lepsze niż nazywanie jej *małą*, ale pieszczotliwe imiona nie były ulubioną rzeczą Lity, a on już ją kilkakrotnie tak nazwał. – Ile za roczne członkostwo?

Odkryj więcej niesamowitych treści