**POV Alory – ciąg dalszy**
Nie wiem dlaczego, ale łzy zaczęły płynąć. Był tu… w końcu tu był. Z moich ust wyrwał się cichy szloch; próbowałam go powstrzymać, ale nie potrafiłam. Rozłożył ramiona i to wystarczyło. Pokonałam ten krótki dystans biegiem, rzucając mu się w objęcia. Oplótł mnie mocno, jedno ramię wokół mojej talii niczym nierozerwalna obręcz. Drugie wzdłuż kręgosłupa, dłoń na tyle moje
















