Perspektywa Alory (ciąg dalszy)
– Czy tak trudno było mi to powiedzieć? – droczę się, szturchając go przyjacielsko łokciem w bok.
Popycha mnie w ramię, sprawiając, że się potykam, i śmieję się, gdy mówi:
– Bachor.
Patrzę na półuśmieszek na jego twarzy wywołany moimi wygłupami, ale wciąż widzę pewne napięcie. – Co cię martwi, przyjacielu?
– Martwię się, że mnie odrzuci – mówi cicho.
Patrzę na niego przez chwilę, zanim pytam: – Dlaczego myślisz, że miałaby cię odrzucić?
– A co jeśli pomyśli, że nie jestem dla niej wystarczająco dobry, w sensie, co jeśli mnie nie polubi? – słyszę w jego tonie autentyczne zmartwienie.
– Zrelaksuj się, Darien, jesteś niesamowitym wilkołakiem, jesteś silny, mądry i kochający, ona cię zaakceptuje. – Przerywam na moment, pozwalając, by to do niego dotarło, po czym kontynuuję: – Będziesz kochającym partnerem, zdolnym zadbać o swoją wilczycę i szczenięta, będziesz świetnym tatą dla wszystkich szczeniąt, jakie będziecie mieć, i jesteś lojalny.
– Dzięki, mam nadzieję, że twój partner też jest niesamowity. Zasługujesz na dobrego wilka, który stanie u twojego boku i będzie cię kochał – mówi.
– Ja też mam taką nadzieję – mówię, ale z jakiegoś powodu czuję pewnego rodzaju złe przeczucie co do spotkania mojego partnera, złe wrażenie, że nie spodoba mi się ten, kogo wybrała dla mnie Bogini; czuję, jakbym miała doświadczyć potwornego bólu. Spycham moje mroczne myśli na dno umysłu, gdy widzę odpicowanego fioletowego Jeepa Serenity z podwyższonym zawieszeniem i reflektorami wjeżdżającego na parking. Parkuje piętnaście miejsc od nas, ona i jej bracia rozmawiają.
Galen ma czarne włosy, a Kian rude, o kilka tonów jaśniejsze niż jego siostra. Obaj byli potężnymi, szerokimi i umięśnionymi wilkami. Obaj byli przystojni w surowy, szorstki sposób. Widać było w nich dobroć. To było oczywiste, że kochali i uwielbiali swoją siostrę.
Serenity rozmawiała z braćmi, gdy nagle duży podmuch wiatru przemknął obok nas, niosąc nasz zapach w jej stronę. Przestała mówić gwałtownie i pociągnęła nosem powietrze, po czym odwróciła się i spojrzała na nas. Nie, nie na nas, na Dariena; miała oczy tylko dla Dariena.
Wyraz jej twarzy to najpierw szok, potem zachwyt, zanim przechodzi w ekscytację. Patrzę na niego, a on stoi tam zamrożony, wpatrując się w Serenity, jakby była najwspanialszą osobą, jaką kiedykolwiek widział. Nie zwracał już na mnie uwagi.
Na co czekał? Widziałam, że nie pragnął niczego bardziej niż do niej pobiec, wtedy przypomniałam sobie, czego się przed chwilą obawiał. Patrzę znów na Serenity. Nie, ona go nie odrzuci, obejmie go i będzie kochać tak, jak na to zasługuje, a jeśli on teraz do niej nie pójdzie, zrani ją.
Więc zdecydowałam się interweniować, żeby mój najlepszy przyjaciel nie spieprzył swojego pierwszego spotkania z przeznaczoną. Popycham go, mówiąc:
– Biegnij do niej, głupcze, tego właśnie chce, idź po swoją partnerkę! – krzyczę ze śmiechem.
Za sprawą tego jednego pchnięcia Darien biegnie w jej stronę, a ona do niego. Spotykają się pośrodku, a ona wskakuje w jego ramiona. Uśmiechają się do siebie, podczas gdy on obraca ją raz wokoło, zanim stawia ją na ziemi. Wtedy mówią jednocześnie: „Przeznaczony”.
Jestem tak szczęśliwa ich szczęściem, że czuję, jakbym promieniała; czuję w sobie Xenę, która również cieszy się szczęściem tych dwóch wilkołaków. Ale potem to uczucie blasku gaśnie, gdy wraca moja własna rzeczywistość. Jakoś nie sądzę, by moje pierwsze spotkanie z partnerem było tak piękne jak to.
Wciąż się jednak uśmiecham, bo jeśli ktoś zasługiwał na szczęście, to ta dwójka. Serenity była tak słodka, że światło praktycznie z niej biło; to jeden z powodów, dla których moja siostra jej nienawidziła – ona jaśniała bez wysiłku. To była jej dusza, była czysta, tak jak on.
Mam przeczucie, że on zdoła wyciągnąć ją z jej skorupy, tak otwarty i przyjazny, jaki był. Miałam nadzieję, że może teraz będę mogła mieć przyjaciółkę, która będzie w pełni chroniona przed moją siostrą.
A skoro o tym mowa... gdy tak stoję, jej dwaj bracia podchodzą do mnie z obu stron. Gapią się na mnie przez chwilę, zanim spoglądam na jednego, potem na drugiego.
– W czymś mogę wam pomóc, chłopcy? – pytam cicho. Odsunęłam się od nich i odwróciłam plecami do pary, by móc na nich patrzeć. Spoglądają na siebie krótko z wyrazem zmieszania na twarzach.
– Pytajcie o cokolwiek, co wam leży na sercu – mówię im łagodnie.
Wydawali się jeszcze bardziej zdezorientowani moim spokojem. Ale wiem, co mówią plotki, i znam szkody, jakie moja siostra wyrządziła mojej reputacji tymi plotkami, i to nie ich wina. Dawno przestałam próbować wyprowadzać ludzi z błędu co do kłamstw, które wypluwała. Nigdy mi nie wierzyli. Ale tym razem... tym razem myślę, że może być inaczej... więc dam temu szansę.
Perspektywa Galena
Kian i ja droczyliśmy się z naszą siostrą w drodze do szkoły, w jej Jeepie, mówiąc, że będziemy musieli prześwietlić jej partnera, zanim będzie mógł ją zgłosić jako swoją. Oczywiście, chociaż żartowaliśmy, było w tym ziarno prawdy; nie było mowy, byśmy pozwolili jakiemuś śliskim typowi wykorzystać i skrzywdzić naszą siostrę.
Nasza słodka siostra próbowała postawić na swoim, ale byliśmy świadomi, że dopóki nie przekroczymy jej ostatecznej granicy, nigdy nic nam nie zrobi. Zadrżałem lekko na myśl o ostatnim razie, gdy jej granica została przekroczona. Sarah ją przekroczyła, raz... tylko raz... i to wystarczyło.
Ta głupia wilczyca wpadła na mnie, idąc z nosem w telefonie. Odwróciła się i zaczęła na mnie wrzeszczeć; z jej ust zaczęły wylewać się wszelkiego rodzaju paskudne uwagi o mnie i mojej rodzinie.
Moja siostra bardzo cicho, z oczami pełnymi furii, podeszła do niej, i gdy ta suka odwróciła się, by wypluć więcej swoich podłości na moją siostrę, ona spokojnie zamachnęła się i przywaliła Sarze w twarz. Usłyszałem trzask, policzek Sary zapadł się, jej oko wyskoczyło z oczodołu, łuk brwiowy pękł, a nos złamał się w bok.
Nie nazywaliśmy się Mountainmover – Przenoszący Góry – bez powodu. Nasz Klan był spokojny i kochający. Ale byliśmy jednymi z najsilniejszych wilków, zazwyczaj podejmowaliśmy się prac jako egzekutorzy dla Alfy. Zajmowaliśmy się też górnictwem i odbudową Gór.
Dojeżdżamy do szkoły i jest tam tylko jeden samochód; rozpoznaję niebieskiego Chargera Dariena, opiera się o bagażnik wozu obok siostry Sary. Wilczycy o imieniu Alora. Krążyła plotka, że są parą.
Nie wiedziałem, czy to prawda, czy nie, podobnie jak te wszystkie inne plotki twierdzące, że jest puszczalska, że jest łatwa i przeleci pierwszego lepszego, który poprosi. Ale wątpiłem w te plotki.
Po pierwsze, jestem pewien, że zostały zapoczątkowane przez Sarę i jej świtę suk, bo widziałem, jak wypluwały te czy inne plotki różnym ludziom. Po drugie, przyłapałem tę wilczycę na odrzucaniu więcej niż jednego samca, a kilka razy musiała użyć przemocy. To nie świadczyło mi o łatwej, puszczalskiej dziewczynie.
Serenity parkuje, ona i Kian wciąż się kłócą. Wysiadamy z Jeepa, a ona mówi: – Nie możecie ingerować w znalezienie przeze mnie partnera. – Wracam do rozmowy, mówiąc jej:
– Chcemy tylko upewnić się, że ten wilk będzie dla ciebie dobry.
Kian dodaje: – Tak, nie chcemy, żebyś została skrzywdzona.
Serenity odwraca się do nas i otwiera usta, by coś powiedzieć, gdy nagle podmuch wiatru wieje w naszą stronę, niosąc zapach Dariena i Alory. Moja siostra zamiera, mruga, unosi głowę, po czym, gdy się odwraca, pociąga nosem powietrze; zamiera ponownie, gdy jej oczy blokują się na wilku po drugiej stronie parkingu.
Wyraz jej twarzy zmienia się błyskawicznie, cały czas wpatruje się w Dariena. Patrzę też na niego, on również stoi jak wryty. Wyraz jego twarzy był połączeniem strachu, tęsknoty i zachwytu. Spojrzałem na Alorę, patrzyła na moją siostrę i na jej twarzy gościł uśmiech. Zastanawiam się dlaczego.
Potem patrzy na Dariena przez chwilę, jej wyraz twarzy zmienia się w zamyślony, a potem diabelski uśmiech, który z jakiegoś powodu uznałem za uroczy, rozświetla jej twarz i nagle rusza się, popychając Dariena w stronę mojej siostry, mówiąc: „Biegnij do niej, głupcze, tego właśnie chce, idź po swoją partnerkę”, i on nagle biegnie do mojej siostry.
Patrzę na moją siostrę w samą porę, by zobaczyć radość rozświetlającą jej twarz; ta wilczyca miała rację, tego właśnie chciała moja siostra, i wtedy ona biegnie do niego, wskakując w jego ramiona w ostatniej chwili, on obraca ją raz, zanim stawia na ziemi. Patrzę na Alorę, gdy zarówno Darien, jak i Serenity mówią „Przeznaczony”.
Wilczyca uśmiecha się, praktycznie promieniując szczęściem z ich powodu, ale stopniowo widzę, jak to przygasa, choć uśmiech wciąż pozostaje na jej twarzy. W jej oczach widzę szczęście dla pary, ale także smutek i ostrożność.
Jakby wiedziała, że zaraz stanie się jej coś złego, i akceptuje to, jednocześnie będąc szczerze szczęśliwą z powodu pary. Uśmiech na jej twarzy, choć teraz nieco smutny, wciąż był radosny dla nich, pomimo jej własnego wewnętrznego bólu.
Miałem teraz pytania i wiedziałem, że Kian też je będzie miał. Spoglądam na niego szybko, on patrzy na mnie. Wskazuję głową na Alorę, a on kiwa głową. Więc podchodzimy do niej w milczeniu. Obchodzimy ją i zachodzimy od tyłu, podczas gdy ona obserwuje parę. Nie zamarła, ale widziałem, że nas wyczuła.
Spojrzała najpierw na Kiana, potem na mnie, po czym spojrzała przed siebie i spokojnym tonem, który uznałem za mylący, powiedziała: – W czymś mogę wam pomóc, chłopcy? – Nie odpowiedziałem od razu. Mój brat, tak jak ja, wyglądał na zdezorientowanego jej spokojną i czujną postawą. Odwracam się z powrotem do niej. Ona robi krok do przodu, po czym odwraca się twarzą do nas.
Jej kolejne pytanie pada tym samym spokojnym tonem. – Pytajcie o cokolwiek, co wam leży na sercu.
















