Perspektywa Alory (ciąg dalszy)
Byłam ledwo przytomna, gdy kontynuowali rozmowę o mnie, brzmiąc na zmartwionych.
– Ma ślady na twarzy, spójrz, tu jest odcisk dłoni – powiedział starszy głos.
– Tato, kto znęcałby się nad szczeniakiem? – zapytał młody głos.
– Nie wiem, spójrz na jej ramię, jest tam ciemny siniak w kształcie palców, widzisz ślady paznokci? Ma kolejny siniak w kształcie dłoni na drugim policzku – zauważył starszy głos.
– Dlaczego, tato? Ona jest tylko szczeniakiem, musieli wrzucić ją do rzeki – powiedział młodszy głos.
– Obawiam się, że masz rację, synu, mogła zginąć, rzeka jest wezbrana i niebezpieczna, jej nogi... – starszy głos zawiesił wypowiedź.
– Tyle siniaków... – młodszy głos również ucichł.
– Te wszystkie skaleczenia, musiała być rzucana o kamienie raz za razem, biedne dziecko, jak ona wydostała się z rzeki? – zapytał z podziwem starszy głos.
– Skąd ona się wzięła, tato? – zapytał młodszy.
– Dziś jest piknik watahy, pamiętasz? Tam właśnie zmierzaliśmy. Wygląda na to, że miała na sobie swoją najlepszą sukienkę, mimo tego, jak teraz wygląda. Musiała przyjść stamtąd – powiedział starszy głos.
– Tato... to pięć mil w górę rzeki – zauważył młodszy.
– Wiem, Bogini... powinna była zginąć, każdy inny szczeniak by zginął, ma niesamowite szczęście, że przeżyła – powiedział starszy.
– Ma ciemną skórę i czarne włosy, myślisz, że może należeć do Stonemakerów albo Mountainmoverów? – zastanawiał się młodszy głos. – Obydwa rody mają u siebie ludzi z opaloną skórą... ale większość ma brązowe, rude lub blond włosy – dodał.
– Jesteśmy też my, Moonstars, a także Blackfires i Shadowtails, my wszyscy mamy w naszych Klanach osoby o czarnych włosach i opalonej skórze, ale wiem, że ona nie jest jedną z naszych, i nie pachnie jak te Klany – powiedział starszy głos.
– Rodziny Frost i Northmountain są jednak od kilku pokoleń wyłącznie blade i jasnowłose, nie może być jedną z nich – zauważył młodszy głos.
– Ten Klan celowo wyplenia ciemne ubarwienie, parują się tylko z osobami o blond włosach i niebieskich oczach, synu. Każdy członek rodziny urodzony z opaloną skórą lub ciemnymi włosami jest traktowany jak outsider albo wydawany za mąż, byle usunąć go z rodziny. Jeśli ich przeznaczony partner ma ciemne ubarwienie, odrzucają go – wyjaśnił starszy.
– To głupie, po co to robić? – zapytał młodszy.
– Nie wiem, synu, ale praktyki tego Klanu są powodem, dla którego zawsze byłem z nimi w konflikcie. Ja, Allister Northmountain, odrzuciłem daną mi przez Boginię partnerkę dla tej Królowej Lodu, którą poślubiłem, bo moja przeznaczona miała ciemną skórę, tamta Królowa Lodu też odrzuciła swojego przeznaczonego, bo miał ciemne włosy – powiedział mężczyzna (tu jest błąd w oryginale, powinno być "Allister Northmountain odrzucił..."), po czym kontynuował: – Przodkini Klanu Heartsong była opalona, z czarnymi włosami i fiołkowymi oczami. Mówi się, że Allister i Bettina mieli córkę, która wyglądała jak Przodkini Heartsongów, Pierwsza Alfa. Prawdopodobnie karma za odrzucenie partnerów danych im przez Boginię – powiedział starszy głos, mrucząc pod nosem ostatnie zdanie.
– Myślisz, że ta dziewczynka to ona, tato? – zapytał młodszy.
– Przemoc, której to dziecko ewidentnie doznało, była niepotrzebna, dowiemy się, czy to sprawka jej rodziny – powiedział starszy głos. W końcu byłam w stanie otworzyć oczy i spojrzeć na nich; młody mężczyzna obok mnie wciągnął powietrze, gdy zobaczył moje oczy.
– Masz na imię Alora, mały szczeniaczku? – zapytał starszy wilk. Skinęłam głową na tak, gardło bolało mnie zbyt mocno, bym mogła mówić.
– Ma też siniaki na szyi, tato – powiedział młody samiec. Miał czarne włosy, oczy w kolorze granatu nocy i bladą skórę, jego ramiona były szerokie. Można było poznać, że gdy skończy rosnąć, będzie gigantem wśród wilkołaków, tak dużym jak starszy samiec obok mnie. Starszy wyglądał jak ten młody, tylko jego oczy były zielone, a na skroni miał pasmo siwizny, co dodawało mu przystojności.
– Czy wiesz, kim jestem, dziecko? – zapytał starszy wilk.
Jak mogłabym nie wiedzieć? Widziałam go tylko raz, ale czułam jego moc i status nade mną. – Alfa – wycharczałam.
– Tak, dziecko, a to mój syn, Damien. Zabierzemy cię do Domu Watahy i opatrzymy, zanim odwieziemy cię z powrotem do rodziny – powiedział Alfa.
– Tato, czy naprawdę pozwolimy im ją odzyskać? – zapytał Damien.
– Nie mamy wyboru, synu, ona musi być ze swoją rodziną, a ja nie mogę tak po prostu odebrać dziecka. – Zemdlałam ponownie, gdy się kłócili.
Walenie w drzwi mojej sypialni przywraca mnie z tego wspomnienia. Niestety, nie było to jedyne straszne wspomnienie, jakie nosiłam. Nie była to jedyna blizna wyryta w mojej duszy przez rodzinę; było ich wiele, wiele więcej. Wiedziałam, kto walił w drzwi, jeszcze zanim usłyszałam jej głos.
– Wstawaj, ty nędznico! – wrzeszczy; ona zawsze na mnie wrzeszczy. Przez połowę czasu myślę, że zapomniała mojego imienia, bo zawsze zwraca się do mnie per „ty nędznico”. Tą „nią” jest moja matka. Można by pomyśleć, że będzie zwracać się do mnie po imieniu. Ale nadzieja na coś innego była stratą czasu. Wiem o tym już od dawna.
Czas się ubrać i iść do szkoły. Robię co w mojej mocy, by nie ulec pokusie śpiewania pod prysznicem. Za każdym razem, gdy śpiewam, moja rodzina wpada w szał. Każą mi przestać skrzeczeć jak zdychający kot, mówiąc, że od mojego głosu krwawią im uszy. To była kolejna rzecz, której używali, by mnie ranić.
Stałam się coraz mniej tolerancyjna wobec ich opresyjnego i agresywnego traktowania. Walczyłam, by się powstrzymywać, by utrzymać wizerunek uległej i posłusznej wilczycy. Zostały tylko dwa tygodnie szkoły. O tym muszę przypominać sobie i Xenie.
– Jeszcze tylko dwa tygodnie, Xeno, i będziemy wolne – mówię do niej.
*Jakie mamy dzisiaj egzaminy?* – pyta Xena.
– Wiesz co, chyba mamy dzisiaj egzaminy z treningu, zarówno w walce w formie ludzkiej, jak i wilczej. – Czuję jej ogromną radość; obie lubimy wysiłek fizyczny treningu, czując, jak potężne naprawdę jesteśmy.
*Czy zamierzasz poprosić mnie, żebym się powstrzymywała?* – pyta, a ja czuję, jak jej radość przygasa na tę myśl.
– Westchnienie. – Tak, będziemy musiały, mierzymy się dzisiaj z elitami, ale stajemy przeciwko nim na oczach reszty maturzystów – mówię jej.
*To odbiera całą zabawę* – marudzi, czuję, jak jej ogon opada.
Wzdycham. – Tak, tak, to prawda – moja odpowiedź jest przepełniona moim własnym rozczarowaniem.
Wtedy zatrzymuję się, by pomyśleć chwilę. Nie było żadnego prawdziwego powodu, bym powstrzymywała się na egzaminie. – Zważywszy, że nie stajemy przeciwko Księżniczce Lodu, i jest to ostatni egzamin, nie ma już prawdziwego powodu, by się hamować. – Poczułam, jak ekscytacja Xeny wraca, wizualizując jej merdający ogon, wywalony język i postawione z zainteresowaniem uszy. Wybryki mojego wilka sprawiły, że się roześmiałam.
Zdecydowałam, że skoro egzamin ma być fizyczny, muszę się do tego odpowiednio ubrać, zamiast workowatych dresów i bluzy z kapturem, których używałam, by ukrywać się przez te wszystkie lata. Sięgam po nowe ubrania, które kupowałam za zarobki z burgerowni.
Jestem zmęczona ukrywaniem się w ten sposób. Zakładam ciemnofioletowy, bezfiszbinowy sportowy biustonosz typu push-up, który podtrzymuje, jednocześnie umieszczając moje dziewczyny tam, gdzie ich miejsce. Zakładam czarny krótki top typu racerback z fioletowymi czaszkami i parę czarnych legginsów rybaczek z bocznymi kieszeniami na udach na telefon.
Zaplatam francuski warkocz do karku, związuję go ciemnofioletową gumką, a następnie dzielę resztę długości na trzy różne warkocze, związując je cieńszymi fioletowymi gumkami. Chwytam fioletową spódnicę kopertową, którą zakładam na legginsy, i czarny kardigan z krótkim rękawem sięgający ramion, który narzucam na top. Zdecydowałam się założyć srebrne wkrętki do uszu, żeby moje kolczyki nie zahaczyły się podczas walki.
Prawdopodobnie dostanę popalić za mój strój. Ale naprawdę już mnie to nie obchodzi, czuję zniecierpliwienie mojego wilka. Jesteśmy zmęczone ukrywaniem się. Kiedyś był to sposób na ochronę, kiedy byłyśmy słabe, kiedy wiedziałyśmy, że mogą nam to odebrać. Teraz już zdałam egzaminy końcowe na studiach.
Otrzymam doktorat i licencję, jak tylko zdam te egzaminy i ukończę szkołę. Pozostają jeszcze oficjalne ceremonie, to tylko pokaz. Faktem jest, że Alfa i obie szkoły czynią wszystko oficjalnym natychmiast po tym; nie chcą ryzykować, że moja rodzina lub Klan znajdą sposób, by temu zapobiec.
Uwolnię się od nich, bez względu na wszystko.
















