Zdobyta przez Alfę Straży Przedniej

Zdobyta przez Alfę Straży Przedniej

Autor: Joooooe

Rozdział 2 - Zmiana i walka 101
Autor: Joooooe
14 cze 2026
Perspektywa Mai Nie mogłam uwierzyć, że mężczyzna, z którym dzieliłam swój pierwszy pocałunek, jest moim profesorem. Nagle odniosłam wrażenie, że arena jest zbyt mała. Profesor Vance był nieziemsko przystojny i niesamowicie umięśniony. Przesunęłam wzrokiem od jego wspaniałych szarych oczu w dół, na imponujący ośmiopak na brzuchu. Jego ramiona były potężne, a na bicepsach widziałam wyraźnie zarysowane żyły. Ciemne, falujące włosy miał nieco potargane, co pasowało do jego szerokich, męskich rysów twarzy. Na czole perlił się pot, który spływał po policzku, a kolejne krople toczyły się po klatce piersiowej i torsie. Moja twarz natychmiast zrobiła się czerwona, gdy ruszył w moją stronę. — Czy mogę w czymś pomóc? — zapytał, unosząc brwi i napotykając mój wzrok. — Przepraszam, właśnie przeniosłam się do tej klasy — powiedziałam, pokazując mu wydrukowany plan. — Jestem Maya… Spojrzał krótko na plan. Między nami zapadła gęsta cisza, gdy oderwał wzrok od kartki i znów spojrzał mi w twarz. — Możesz dołączyć do pozostałych — rzucił, odwracając się ode mnie. Moje oczy rozszerzyły się, gdy zerknęłam na innych, którzy wciąż walczyli w swoich wilczych postaciach. Przełknęłam gulę, która urosła mi w gardle. — Właściwie to nie potrafię się zmieniać — wyrzuciłam z siebie szybko, zanim zdążył odejść. Zamarł. Przez moment wydawało mi się, że słyszę niskie warknięcie wydobywające się z głębi jego gardła. — Słucham? — zapytał niedowierzającym i wyraźnie poirytowanym tonem. Odwrócił się, a ja dostrzegłam, że jego szare oczy stały się teraz ciemne i groźne. — Co to znaczy, że nie potrafisz się zmieniać? — To znaczy… że nie mam jeszcze swojej wilczycy — odparłam, mocno zagryzając wargę. Spojrzał na moje usta, obserwując, jak nerwowo przygryzam dolną wargę. Czułam, jak krew uderza mi do policzków. Serce waliło mi o żebra tak szybko i głośno, że bałam się, że on to słyszy. — Dlaczego jesteś na zajęciach z przemiany i walki, skoro nie możesz się zmieniać? — Jestem dobra w walce — odpowiedziałam. — To, że nie mam wilka, nie oznacza, że jestem nieudolna. Trenowałam całe życie. Pozwól mi pokazać, co potrafię. — Nie mam czasu na niańczenie — wymruczał, brzmiąc na niezwykle zirytowanego. — Poza tym — dodał — nie mam dla ciebie partnera. Wszyscy moi uczniowie walczą w wilczych formach. — Ja mogę z nią trenować — powiedziała wilczyca, zmieniając się z powrotem w człowieka. Miała miłą twarz, krótkie, ciemne włosy i duże brązowe oczy z długimi rzęsami. Patrzyła na mnie z sympatią i słodkim uśmiechem. — Nie mam nic przeciwko — powtórzyła, przenosząc wzrok ze mnie na profesora Vance'a. — Niech będzie — rzucił. Odszedł bez słowa. — Jestem Jenna — powiedziała, wyciągając do mnie rękę. Uścisnęłam ją, odwzajemniając uśmiech. — Miło mi cię poznać — odpowiedziałam. — Jestem Maya. — Och, uwierz mi, doskonale wiem, kim jesteś. Słyszałam też, że jesteś jedną z najlepszych wojowniczek w tej szkole. Profesor V. byłby głupi, gdyby cię odprawił. Nie mogłam powstrzymać śmiechu. To był mój pierwszy rok w tej szkole i chyba nie powinnam być zdziwiona, że wieści szybko się rozchodzą. W Arcadii znano mnie z umiejętności walki i bystrego umysłu, ale nie byliśmy w Arcadii. Byliśmy w Alden. Największym mieście poza Arcadią. — Dziękuję za miłe słowa — odparłam i mówiłam to szczerze. Chciała coś dodać, ale słowa uwięzły jej w gardle, gdy usłyszałyśmy inny, o wiele bardziej znajomy głos. — No proszę, zobaczcie kogo my tu mamy — prychnęła Sloane. — Czy to nie nasza mała zdzira? Przyszła pobawić się z dużymi psami? Uniosłam brwi. Nazywała mnie zdzirą? Po tym, jak przyłapałam ją na obściskiwaniu się z moim chłopakiem? — Choć nie powinnam być zaskoczona — dodała lodowatym tonem, zerkając przez ramię na profesora Vance'a, który wpatrywał się w naszą stronę z pogłębiającą się zmarszczką na czole. — Biorąc pod uwagę, jak bardzo lubisz profesora Vance'a, to logiczne, że przeniosłaś się do jego klasy. — Jestem tu, żeby ćwiczyć walkę, tak jak wszyscy inni. To ją rozśmieszyło. — Proszę cię. Jedyne, co ty ćwiczysz, to walkę językiem. — Ona jest naprawdę zdolną wojowniczką — wtrąciła się Jenna. — Tyle to ma do powiedzenia nędzna Omega — warknęła Sloane, sprawiając, że Jenna drgnęła. — Tacy jak ty w ogóle nie powinni mieć wstępu do tej szkoły. Jenna wyglądała na szczerze zranioną tymi słowami. — Fuj, Sloane, po co w ogóle rozmawiasz z tą Omegą? — powiedziała inna dziewczyna, stając obok niej. Obie dziewczyny wybuchnęły śmiechem, a ja zobaczyłam, jak twarz Jenny czerwienieje, gdy spuściła wzrok. — Omegi to same śmieci — przytaknęła Sloane. — Ale gorszy od Omegi jest ktoś, kto nie potrafi nawet przybrać wilczej formy. Nic dziwnego, że twój chłopak wolał moje usta od twoich. Stanęłam przed Jenną, zasłaniając ją przed wzrokiem innych wilków. — Kto daje ci prawo decydować o tym, czy Omega jest zdolna, czy nie? Widziałam, jak walczyła przed chwilą i wydała mi się całkiem sprawna. Z tego co rozumiem, jesteśmy w tej szkole, żeby się uczyć. Więc nie sprawiajmy sobie nawzajem problemów — powiedziałam, patrząc im prosto w twarze. — A co do mojego chłopaka… — dodałam, napotykając wzrok Sloane. — Ewidentnie nie jest wystarczającym mężczyzną, by sobie ze mną poradzić. Więc jest cały twój. Bez słowa złapałam Jennę za nadgarstek i pociągnęłam za sobą w inną część areny, z dala od tych złośliwych wilczyc. Mijając profesora Vance'a, mignęło mi, że w kąciku jego ust błąka się cień uśmiechu. — Dziękuję, że stanęłaś w mojej obronie — szepnęła Jenna, gdy byłyśmy już w bezpiecznej odległości. — Przywykłam do docinków. Omegi nie cieszą się tu sympatią… Spojrzałam na nią ze zdziwieniem. — Dlaczego? — zapytałam. — Niektóre z najlepszych wilków, jakie znam, to Omegi. Są niesamowicie miłe i szczere. Nie pozwól takim gnębicielom wmówić sobie, że jest inaczej. Rozpromieniła się w szerokim uśmiechu; widziałam, że poczuła się o niebo lepiej. — Widać, że niektórzy tutaj nie wiedzą, że jesteś córką Alfy Marcusa. Pokażmy im, co potrafisz! Uśmiechnęłam się na te słowa; to brzmiało jak plan idealny. Nie mogłam się przemienić, co oznaczało, że muszę ich olśnić w inny sposób. Stanęłam naprzeciw Jenny w pozycji, w której czułam się najpewniej. Wkrótce obie walczyłyśmy. Udawało jej się unikać większości moich ataków, jednak ja bardzo się oszczędzałam. Nie chciałam zrobić jej krzywdy. Z łatwością unikałam jej ciosów; nie mogła mnie nawet drasnąć. Czułam na sobie spojrzenia innych uczniów, ich opadnięte szczęki, gdy wykonałam akrobatyczną ewolucję. Coś, czego na pewno się nie spodziewali. Zrobiłam salto w przód, wyrzucając nogi i celowo omijając Jennę o włos. To jednak wystarczyło, by się przestraszyła, potknęła i straciła równowagę. Chwyciłam włócznię ze stojaka z bronią, zakręciłam nią szybko w dłoniach, wykonując przewrót i obrót. Uniknęła pierwszego ataku, myśląc, że celuję w głowę, podczas gdy ja celowałam w jej stopy. Próbowała uskoczyć, ale zamiast tego znów wylądowała na ziemi. Postawiłam lekko stopę na jej klatce piersiowej, przypierając ją do podłoża z grotem włóczni skierowanym prosto w nią. Patrzyła na mnie z zachwytem; wszyscy wstrzymali oddech. Rozejrzałam się, niemal zapominając o publiczności. Przez długą chwilę panowała cisza, aż w końcu kilka osób zaczęło klaskać. Potem niemal wszyscy zaczęli wiwatować. Wszyscy oprócz Sloane i jej koleżanki. Uśmiechnęłam się z satysfakcją, zdjęłam stopę z Jenny i pomogłam jej wstać. — To było niesamowite! — wydyszała, patrząc na mnie wielkimi oczami. — To nic takiego — wzruszyłam ramionami, odstawiając włócznię na miejsce. Odwróciłam się i zobaczyłam profesora Vance'a, który wpatrywał się we mnie z rękami skrzyżowanymi na piersi i nieprzeniknionym wyrazem twarzy. Zanim zdążyłam do niego podejść i zapytać, co o tym sądzi, na całej arenie rozległy się powiadomienia dźwiękowe. Zmarszczyłam brwi, widząc, że wszyscy wyciągają telefony. Patrzyłam, jak sprawdzają wiadomości, słyszałam pełne szoku sapnięcia i widziałam zdumione twarze. Jenna zakryła usta dłonią, gapiąc się w swój ekran. — Co się dzieje? — zapytałam, zaglądając jej przez ramię. Gdy tylko zobaczyłam, na co wszyscy patrzą, serce podeszło mi do gardła. To było zdjęcie… na którym całuję… profesora Vance'a.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 2 - Zmiana i walka 101 – Zdobyta przez Alfę Straży Przedniej | Czytaj powieści online na beletrystyka