Czasami smutek determinuje twoje życie na więcej sposobów, niż byś tego pragnął. Może to być smutek po stracie kogoś bliskiego sercu, poczucie bycia niewystarczającym, bycie otoczonym przez oceniających ludzi lub, co gorsza, utrata samego siebie.
I mimo pragnienia szczęścia, jedyną rzeczą, która towarzyszy ci przez całe życie i znów puka do twoich drzwi, jest nic innego jak smutek.
- autorstwa Vivienne Sterling.
Seraphina zamknęła książkę, którą czytała na cmentarzu, podczas gdy samotna, zbłąkana łza spłynęła po jej policzku.
"Na dziś to wszystko, tato. Wrócę tu jeszcze, żeby przeczytać ci kolejną historię," wyszeptała, jakby w obawie, że zakłóci wieczny sen ojca.
To było zabawne. Gdyby Seraphina naprawdę mogła to zrobić, zrobiłaby to w mgnieniu oka, prawda?
Mijał drugi tydzień od śmierci ojca Seraphiny. Poległy w ataku wyrzutków na watahę dwa tygodnie temu, jej tata, Gamma watahy, był jednym z wojowników, którzy stracili życie w brutalnej walce.
Atak był tak brutalny i śmiercionośny, że zaledwie w porę ocalili swoją watahę.
Członkowie watahy starali się pogodzić z odejściem tych, którzy odeszli, aby toczyć dalsze życie, ale było to zbyt trudne dla ludzi takich jak Seraphina, która nie miała dokąd pójść i do kogo się zwrócić.
Matka Seraphiny zmarła, wydając ją na świat, a teraz odszedł także jej ojciec. Straciwszy oboje opiekunów, nie mając żadnego bezpośredniego krewnego, który mógłby się nią zająć, była zdruzgotana.
Niektórzy współczuli jej losu, ale byli przy niej tylko po to. By okazać współczucie i litość nad jej stanem.
Jedyne, co mogli zrobić, to sfinansować jej czesne i uchronić ją przed trafieniem do sierocińca rady.
W tej szczęśliwej watasze, gdzie uważała się za najbezpieczniejszą, Seraphina czuła się samotna. A żeby przetrwać w samotności, musiała przybrać maskę. Maskę bycia silną i niezależną.
Widząc ją chłodną i zdystansowaną, przez większość czasu piorunującą wszystkich wzrokiem, wszyscy zaczęli trzymać się od niej z daleka. Z wyjątkiem dwóch osób. Syna alfy, Declana, jej ukochanego, oraz jej dręczyciela, Rydera.
Declan był jej najlepszym przyjacielem, odkąd byli małymi dziećmi.
Declan i ona byli idealnie dobraną parą, a przynajmniej tak uważała Seraphina. Podkochując się w swoim najlepszym przyjacielu od dzieciństwa, wiedziała, że jest on dla niej najlepszym chłopakiem. Po śmierci rodziców stał się jej jedyną miłością i nadzieją w życiu.
Chociaż nie chciała zrujnować ich przyjaźni przez ulotne fantazje, wiedziała, że coś między nimi iskrzy. Nawet jej wilczyca, Nyx, się z nią zgadzała.
Declan dawał jej do zrozumienia, że mu się podoba, a ona chciała być tą, która u jego boku spędzi resztę życia, ale jedynym, co ich powstrzymywało, była więź przeznaczenia.
Nie wiedzieli, czy są swoimi przeznaczonymi.
Więź przeznaczenia uchodziła za najświętszą więź w ich kraju, w przeciwieństwie do innych, gdzie dozwolone było wybieranie sobie partnerów.
Osiemnaste urodziny Declana już minęły, a ponieważ nie wspomniał o znalezieniu swojej przeznaczonej, była teraz bardziej pewna, że to ona nią jest. Choć nie powiedział nic o tym, że to ona jest jego przeznaczoną, może było tak dlatego, że nie chciał niepotrzebnie jej obarczać.
Zauważyła, jak Declan bywał o nią zazdrosny i zaborczy nawet po swoich urodzinach. Tego spojrzenia, które nieustannie na nią rzucał, nie można było pomylić ze spojrzeniem przyjaciela. Seraphina uśmiechnęła się na samą myśl o byciu kochaną przez Declana.
Musiała poczekać jeszcze tylko rok, aż dowie się, czy Declan jest jej przeznaczonym. Gdy tylko jej wilczyca zawyje z aprobatą dla wilka Declana, wiedziała, że tego samego dnia dopełnią ceremonii połączenia, a Declan ofiaruje jej to, co najlepsze, co zawsze jej obiecywał.
Uśmiechając się do myśli kłębiących się w jej głowie po wizycie na grobie ojca i opowiedzeniu mu wszystkiego o tym, jak ze wszystkich sił stara się żyć szczęśliwie, Seraphina postanowiła zajść do rodzinnego domu wiejskiego Declana, aby się zrelaksować.
Declan dał jej klucze do tego domu, ponieważ jego rodziców nigdy tu nie było, a chciał, by mogła korzystać z tego miejsca, kiedykolwiek zapragnie uciec od ludzi.
I właśnie to chciała teraz zrobić, ukryć się przed pełnymi współczucia spojrzeniami wszystkich, które musiałaby znosić, gdyby zobaczyli, jak wraca z cmentarza.
Poza Declanem, osobą, której nieświadomie była wdzięczna, był jej największy dręczyciel, Ryder. Chociaż był typowym łobuzem, który co rusz ją irytował, cieszyła się, że nie udawał litości dla niej jak wszyscy inni.
Początkowo uważała, że to w porządku, że ludzie jej współczuli, skoro zmarł jej ojciec i Gamma watahy, ale kiedy usłyszała, jak niektóre dziewczyny obgadują ją za jej plecami, mówiąc, że nosi żałobę, by zwrócić na siebie uwagę, Seraphina zrozumiała, że są to tylko przebiegłe lisy, które przyjaźnią się z nią ze względu na wsparcie Declana.
Biorąc głęboki oddech, Seraphina skręciła za róg, a jej nos zmarszczył się, gdy zbliżała się do domu.
Czy ktoś był w środku? To oczywiste, że zapach Declana by tam był, skoro to jego dom, ale dlaczego pachniało tu Hazel?
"Aachhh, proszę. Szybciej. Tak, właśnie tam. Dajesz. Oddaj mi się cały, alfo. Ooch, jesteś najsilniejszym mężczyzną," bezwstydne słowa Hazel zabrzmiały w uszach Seraphiny, a ona sama zatrzymała się w pół kroku, zastanawiając się, czy wejść do środka.
Odwróciła się i już miała odejść, gdy usłyszała głos, o którym w najśmielszych snach nie pomyślałaby, że go tu usłyszy.
"Bierz to, s*ko. Bierz wszystko głęboko. Pozwól, że wypełnię cię moim nasieniem. Na to właśnie zasługują niegrzeczne s*ki takie jak ty," słowa Declana były jak uderzenie w twarz dla Seraphiny. Czuła, jak jej ciało drętwieje z każdym krokiem stawianym w stronę domu, z każdym wypowiedzianym przez nich słowem, w oparach pożądania, s*ksu, potu i ich barwnych igraszek.
"Daj mi to wszystko, Alfo. Wypełnij mnie. Jestem gotowa na całą tę karę. Jestem małą s*ką. Twoją s*ką," słowa Hazel trwały, zanim Seraphina usłyszała krzyk dziewczyny, a zapach jej soków uderzył w jej nozdrza, przyprawiając o zawrót głowy, gdy poczuła, że grunt usuwa się jej spod nóg.
Upadła na kolana, podczas gdy ich bezlitosny akt trwał w najlepsze.
"Jeszcze nie skończyłem," głos Declana był ociężały od pożądania i władzy, a Seraphina, widząc tę scenę tuż przed sobą, nie wiedziała już, co począć.
Próbowała zadzwonić do Hazel. Hazel była dla niej niezwykle dobra w czasie żałoby, więc chciała sprawdzić, czy nie chciałaby się z nią spotkać, ale połączenie nie doszło do skutku. Teraz Seraphina znała powód.
Na kanapie, na której Declan zwykł mówić o swojej nieskończonej miłości do niej, Hazel i Declan zatracali się w ognistej namiętności. Declan gwałtownie w nią wchodził i z niej wychodził, podczas gdy jej paznokcie wbijały się w jego klatkę piersiową, a jej twarz wykrzywiona była w czystej błogości, gdy jęczała i stękała pod nim.
Seraphina wiedziała, że musi uciekać, ale jej ciało zamarło. Jakby samo zmuszało ją do patrzenia na rozgrywającą się przed nią scenę.
Jeśli wcześniejsze słowa Hazel i Declana były dla niej policzkiem, to teraz czuła się tak, jakby ktoś wyrwał jej serce z piersi i bezustannie dźgał je nożem.
Wilczy słuch i węch należą do najsilniejszych, ale oni byli tak zatraceni w swoich miłosnych igraszkach, że nawet nie zauważyli nowej osoby stojącej w drzwiach. Co więcej, na samym początku w ogóle nie pofatygowali się, by je zamknąć.
Byli tak pochłonięci swoją żądzą i namiętnością, że wyglądało na to, iż nic innego w tym momencie nie ma dla nich znaczenia.
Ryder, który szedł za Seraphiną, by ją irytować, naśmiewać się z niej i upewnić się, że znów nie wypłakuje sobie oczu, spojrzał na nią, oszołomioną, siedzącą na ziemi, i już miał pacnąć ją w tył głowy, by dobrze się pośmiać, gdy jego oczom ukazała się scena, na którą patrzyła.
Jego pierwotny plan zakładał jedynie lekkie podrażnienie jej, ale widząc gorące łzy spływające po jej policzkach, poczuł, jak ogarnia go wir emocji – mieszanka gniewu, smutku, litości, współczucia, frustracji i udręki.
Przyznawał w duchu, że przez całe jej życie nie był dla niej najlepszym człowiekiem, ale przynajmniej był wierny swoim emocjom i okazywał jej dokładnie to, co czuł.
Ale ten Declan był niczym ukrywający się wąż, który ukąsił ją wtedy, gdy najmniej się tego spodziewała.
Ryder lubił ją dręczyć. Była to jego ulubiona rozrywka, ale w tej chwili czuł jedynie potrzebę, by ją przytulić i pocieszyć.
Jedynym powodem, dla którego przez cały ten czas ją prześladował, było to, że przez całe życie nie widziała świata poza Declanem, co nadszarpywało mu nerwy.
Była jak mała marionetka Declana, gotowa zrobić wszystko, co jej każe. Była jego pierwszym przyjacielem, jakiego zdobył w przedszkolu i na treningach. W dzieciństwie byli sobie bardzo bliscy, ale potem pojawił się Declan i Ryder poczuł się, jakby dla niej nigdy nie istniał.
Czuł się odrzucony i był to jedyny sposób, jaki przyszedł mu do głowy, by zwrócić na siebie jej uwagę.
Chciał być jej przyjacielem, ale ona wyznaczyła ścisłą granicę, wewnątrz której pozwalała przebywać tylko synowi alfy.
Od samego początku wiedział, że nie była dziewczyną łasą na pieniądze i władzę, a fakt, że robiła to wszystko z miłości, irytował go jeszcze bardziej. Od zawsze nie znosił Declana.
Potrząsając głową, by pozbyć się tych myśli i zapanować nad gniewem, Ryder wziął głęboki oddech.
Mocno chwytając ją za rękę, Ryder z ponurą miną wyciągnął ją z tamtego miejsca. Gdyby to było w innym momencie, Seraphina warknęłaby na niego za samo dotknięcie jej, a co dopiero za takie trzymanie za rękę, ale teraz nawet nie zadała sobie trudu, by spojrzeć, kto ją ciągnie.
Obraz Declana pieprzącego Hazel na tamtej kanapie wirował w jej głowie niczym niekończąca się rolka filmu. Aż do tej chwili jej ciało i umysł nie chciały w ogóle uwierzyć w to, co zobaczyła.
To musi być żart. Nie. To nie był żart. To był sen. W dodatku bardzo zły sen.
Nie było mowy, żeby jej najlepszy przyjaciel mógł jej to zrobić. Nawet gdyby chciał spędzić chwilę z Hazel, powiedziałby jej o tym.
Gdyby Hazel była jego przeznaczoną, wyjaśniłby to jasno, zamiast robić jej złudne nadzieje. Trudno było już rozszyfrować, co było prawdziwe, a co fałszywe. Jeśli to był prawdziwy Declan, to kim był facet, który niegdyś obiecywał jej wieczną miłość i opiekę? Pomyślała Seraphina, a jej blada twarz wyglądała tak, jakby uszło z niej całe życie.