Taksówka zatrzymała się przed Posiadłością Nightfall, gdzie Sophia zapłaciła za przejazd i wysiadła z pojazdu.
Właśnie kierowała się do środka, gdy ciężarówka wioząca młode drzewka wiśniowe zajechała na podjazd i zatrzymała się w pobliżu ogrodu.
Robotnicy ostrożnie wyładowywali wiśnie i umieszczali je w przygotowanych dołach.
Tam, gdzie jeszcze wczoraj kwitło morze czerwonych róż, teraz pozostała tylko rozkopana ziemia, a rośliny leżały niedbale ułożone na stercie z boku.
Tępy ból rozszedł się w piersi Sophii, gdy patrzyła na płatki róż rozrzucone na glebie niczym szkarłatne łzy.
Znajomy pomruk silnika luksusowego samochodu zbliżył się od tyłu.
Odwracając się, Sophia zobaczyła Lucasa wysiadającego z auta. Stał wyprostowany i wysoki, emanując naturalną aurą spokojnej elegancji.
– Kochanie... – zaczęła Sophia, ale słowa zamarły na jej ustach, gdy pochylił się z powrotem do samochodu.
Z delikatną troską pomógł wysiąść kobiecie – była to Emily, która wyglądała promiennie w wykwintnym stroju od projektanta, sprawiającym, że jej cera jaśniała.
Dopiero gdy Emily stała pewnie, wzrok Lucasa w końcu napotkał wzrok Sophii; te zwykle ciepłe oczy patrzyły teraz na nią z obojętnym dystansem.
– Potrzebowałaś czegoś? – zapytał, a jego ton był płaski.
Chłód i obcość w jego spojrzeniu uderzyły w serce Sophii jak fizyczny cios.
– Dlaczego wyrywasz róże, skoro tak dobrze rosły? – zapytała, desperacko pragnąc wyjaśnień. Te róże były jego wyjątkowym sposobem na wyznanie jej uczuć.
Lucas ledwie zerknął na zniszczony ogród. – Emily nie czuje się najlepiej. Zostanie z nami przez jakiś czas.
– Co to ma wspólnego z różami? – naciskała.
– Jest uczulona na pyłki – powiedział krótko, odwracając się już, by poprowadzić Emily do środka.
Sophia stała jak wmurowana, a jej serce pękało.
Delikatny głos Emily poniósł się w powietrzu. – Lucas, Sophia wygląda na zdenerwowaną. To wszystko moja wina. Nie powinnam była narzekać na róże.
– Ona nie ma dla mnie znaczenia – zapewnił ją Lucas.
– Ale martwię się, że będzie miała do mnie żal. Naprawdę, poradzę sobie z lekami na alergię – zaoferowała Emily głosem ociekającym fałszywą troską.
– Leki zawsze mają skutki uboczne. Nie sugeruj rzeczy, które mnie martwią – odpowiedział.
Sophia stała bez ruchu, patrząc, jak ich postacie maleją w oddali. Cicha łza spłynęła po jej policzku, podczas gdy ogarnął ją przytłaczający smutek.
„Nie mam dla niego znaczenia... No tak, jasne” – mruknęła Sophia z gorzką ironią, a prawda tych słów osiadła ciężarem na jej sercu.
Nawet nie zapytał o jej nieobecność zeszłej nocy, a teraz kazał wyrwać jej ulubione róże. Przekaz był jasny – znaczyła dla niego mniej niż najdrobniejsza myśl o Emily.
Przez trzy lata poświęcała się dla niego, oferując niezachwianą miłość i pocieszenie w trudnych chwilach.
Wierzyła, że jej stałe ciepło może stopić nawet najzimniejsze serce, ale powrót Emily wymazał wszystko w jednej chwili.
Zastanawiała się, co tak naprawdę znaczyła ich intymność przez ostatnie sześć miesięcy i jaką rolę faktycznie odgrywała w jego życiu.
Nagłe ukłucie w podbrzuszu sprawiło, że wstrzymała oddech. Blada i niepewna, zwróciła się w stronę willi.
Gdy Sophia weszła do salonu, zobaczyła Emily wtuloną w Lucasa na sofie, obserwującą z czułym rozbawieniem, jak on obiera dla niej pomarańczę.
Lucas delikatnie usuwał każdy kawałek białej skórki z cząstek pomarańczy, zanim ułożył je na talerzu dla Emily. – Dla ciebie – powiedział z łagodnym uśmiechem. – Smacznego, mój mały łakomczuchu.
Biorąc talerz, Emily zauważyła wchodzącą do pokoju Sophię. Triumfalny uśmiech zagościł na jej ustach, gdy zawołała: „Sophia, chciałabyś trochę? Lucas sam je obrał. Jestem pewna, że to coś, czego nigdy nie doświadczyłaś”.
Wzrok Sophii padł na idealnie przygotowane cząstki pomarańczy i poczuła nagłe pieczenie pod powiekami.
Bolesna prawda była taka, że przez cały czas, który spędzili razem, Lucas ani razu nie obrał dla niej pomarańczy. To ona zawsze mu usługiwała.
To uświadomienie uderzyło ją z idealną jasnością – Lucas doskonale wiedział, jak być troskliwym, po prostu rezerwował swoją dobroć dla Emily.
Sophia poczuła, jak jej serce rozpada się na kawałki, gdy w końcu zrozumiała, jak bolesne może być porównanie.
– Jest w pełni zdolna do obrania sobie owocu – powiedział lekceważąco Lucas, ledwie zerkając na Sophię. Wtedy zauważył jej bladą cerę i dodał: – Wszystko w porządku? Wyglądasz strasznie blado.
Ręce Sophii zacisnęły się w pięści wzdłuż boków, gdy zastanawiała się nad wyjawieniem Lucasowi swojego sekretu o ciąży. Krucha nadzieja szeptała w niej – że ta prawda może w końcu zmiękczyć jego serce wobec niej.
– Ja... – Jej głos się załamał, słowa zamarły na ustach.
– Jeśli jesteś chora, idź do lekarza. To żałosne przedstawienie robi się męczące – powiedział Lucas, a na jego przystojnej twarzy przemknęło zniecierpliwienie.
Irytował go jej zraniony wyraz twarzy, który zdawał się sugerować, że jest ofiarą jakiejś strasznej niesprawiedliwości.
Sophia przełknęła niewypowiedziane słowa, jej wzrok zatrzymał się na mężczyźnie, który nagle wydawał się zupełnie obcy.
– Nic mi nie jest – mruknęła. – Pójdę tylko do swojego pokoju.
Gdy odwróciła się w stronę schodów, Lucas poczuł przypływ irytacji. „Musiałem być dla niej zbyt pobłażliwy, a teraz ośmiela się okazywać mi fochy” – pomyślał wściekły.
Sophia weszła zaledwie na kilka stopni, gdy gospodyni, Wendy, pojawiła się na schodach, schodząc w dół wraz ze służącymi niosącymi pudła.
Przedmioty wyglądały znajomo, ale dopiero widok jej pluszowej lalki w ramionach Wendy sprawił, że Sophia zdała sobie sprawę, że wszystko, co nieśli, należało do niej.
Szybkim ruchem postąpiła naprzód i wyrwała lalkę. Jej głos stał się lodowaty, gdy zapytała: „Wendy, zechcesz to wyjaśnić?”
– Rozkazy pana Westwooda – powiedziała cicho Wendy. – Ma się pani przenieść do magazynu na dole.
Te słowa uderzyły Sophię jak fizyczny cios, sprawiając, że zakręciło jej się w głowie.
Odwróciła się do Lucasa, jej oczy były szeroko otwarte z niedowierzania. – Nie mówisz tego poważnie.
Już i tak utrzymywali oddzielne sypialnie, ale nigdy nie wyobrażała sobie, że zostanie wygnana do magazynu zamiast otrzymać chociażby apartament gościnny po powrocie Emily.
Przez ulotną chwilę pod jej spojrzeniem Lucas poczuł ukłucie winy, ale szybko stwardniało ono w determinację.
– Emily potrzebuje solarium dla zdrowia – stwierdził rzeczowo. – Twój pokój ma najlepsze światło. To lepsze dla jej rekonwalescencji.
Absurdalność tego wszystkiego wywołała gorzki śmiech na ustach Sophii.
Myślała, że jego wcześniejsze okrucieństwo – popchnięcie jej, gdy była w ciąży, i zastąpienie jej róż wiśniami Emily – było najgorszym, co mogło ją spotkać. Ale to nowe upokorzenie przewyższało nawet tamto.
Wszystko, co robił Lucas od wczorajszego powrotu Emily, kręciło się wokół niej. W ciągu zaledwie jednego dnia wywróciła całe życie Sophii do góry nogami.
Sophia spodziewała się poczuć wściekłość, ale zamiast tego znalazła w piersi tylko pustkę.
„Spójrz na niego, Sophia” – pomyślała z goryczą. „To jest mężczyzna, któremu oddałaś serce i duszę. Czy cokolwiek z tego było tego warte?”
– Jeśli tak bardzo martwisz się o jej komfort, dlaczego po prostu nie przeniesiesz jej do swojego pokoju? Główna sypialnia i tak ma najlepsze światło – odparła Sophia.
Lucas odpowiedział ostro: „Sophia, uważaj na ton”.
Oczy Emily zaszkliły się od niewylanych łez. – Wiem, że nie chcesz mnie tutaj, Sophia. Pójdę sobie. Proszę, nie kłóć się o mnie z Lucasem.
Sophia przejrzała grę Emily na wylot. Pozbawiony humoru śmiech wyrwał się z jej ust, gdy syknęła: „Ty nigdzie nie idziesz. Ja idę”. Zaciskając chwyt na pluszowej lalce, odwróciła się i skierowała do drzwi.
– Nie waż się, Sophia. – Lucas wstał, jego głos przeciął pokój. – Wyjdź teraz za te drzwi, a nie licz na to, że kiedykolwiek wrócisz.
Ręce Sophii zacisnęły się w pięści. – Upewnię się, że otrzymasz papiery rozwodowe – powiedziała chłodnym i opanowanym głosem. – Dopilnuj, żebyś je podpisał.
– Żądasz ode mnie rozwodu? – głos Lucasa był niski, gęsty od ledwie powstrzymywanej wściekłości.
Dodał tonem podszytym pogardą: „Zapomniałaś, kto dał ci to życie, Sophia? Luksus, status – wszystko to pochodzi ode mnie. Bez mojego nazwiska jesteś tylko tą dziewczyną z wielkimi oczami, świeżo po przyjeździe z tego zapomnianego miasteczka. Nie masz prawa odejść”.
















