Zemsta żony na zastępstwo

Zemsta żony na zastępstwo

Autor: Aeliana Moreaux

Rozdział 4 Odbierz jej rzeczy
Autor: Aeliana Moreaux
25 lut 2026
Krew odpłynęła z twarzy zarówno Helen, jak i Emily. Helen postąpiła naprzód, dźgając palcem w stronę Sophii. – Myślisz, że jesteś od nas lepsza? To daj rodzinie Westwoodów dziedzica. Nie obwiniaj nikogo innego za swoje bezużyteczne łono. Sophia powstrzymała ciętą ripostę cisnącą się na język. Skończyła z tą rodziną, skończyła z Lucasem. Kłótnia teraz tylko przedłużyłaby to, co nieuniknione. – Pani Westwood – zaczęła – zdecydowałam... Znajomy, głęboki głos Lucasa przeciął napięcie od strony drzwi. – Zdecydowałaś o czym? Sophia odwróciła się i zobaczyła Lucasa stojącego w wejściu, w ubraniu wymiętym po podróży. Jego asystent, Kevin, unosił się za nim z walizką w ręku. Powietrze w pokoju było gęste od napięcia, więc Kevin wiedział, że lepiej nie zostawać. Po prostu postawił walizkę przy drzwiach i szybko wyszedł. Poluzowując krawat, Lucas zwrócił się do Helen. – Mamo, co cię tu sprowadza? – Gdybym nie przyszła, pozwoliłbyś umrzeć naszemu rodzinnemu nazwisku – odparła Helen. Następnie wyrwała raport medyczny od Sophii i rzuciła go w klatkę piersiową Lucasa. – Sam zobacz – powiedziała chłodno i z tymi słowami wymaszerowała z pokoju. Lucas spojrzał na dokument w swoich rękach, a słowa „trwała bezpłodność” wywołały lekki tik na jego brwi. Jego oczy, gdy w końcu podniosły się, by napotkać wzrok Sophii, były pozbawione ciepła. – Jutro wrócisz do szpitala na pełne badania. Nie będę miał żony, która nie może dać mi dziedzica. Pusty ból rozszedł się w piersi Sophii. Wszelka głupia nadzieja, której się trzymała, ostatecznie zgasła. Lucas nigdy nie stanął w jej obronie przez trzy lata ciągłego poniżania ze strony matki. A teraz łatwość, z jaką uwierzył w to kłamstwo, ujawniła mrożącą krew w żyłach prawdę o jego charakterze. – Mam tu papiery rozwodowe – powiedziała Sophia, wyciągając dokumenty z torebki. Podała mu je, a jej głos był opanowany. – Po prostu je podpisz, a już nigdy nie będziesz musiał mnie oglądać. Lucas nawet nie spojrzał na papiery. Jednym szybkim ruchem jego dłoń zacisnęła się na jej gardle, przyciągając ją blisko. Pochylił się, aż jego twarz znalazła się zaledwie cale od jej twarzy; czuła jego ciepły oddech i znajomy zapach wody kolońskiej. Kiedyś ta bliskość sprawiłaby, że jej serce by załopotało. Teraz sprawiała tylko, że ciarki przechodziły jej po plecach. To niesamowite, jak łatwo było odejść, gdy cała miłość wyparowała. – Sophia, czy byłem dla ciebie zbyt miękki? – Głos Lucasa był gęsty od pogardy. – Gdzie dokładnie myślisz, że pójdziesz bez mojej ochrony? Wytrzymała jego spojrzenie bez mrugnięcia okiem. – To już naprawdę nie twój interes. – Wciąż masz ten cięty język – zadrwił. Puścił ją z lekceważącym pchnięciem, jakby jej opór nic nie znaczył. – Idź zrobić mi obiad. Jestem głodny. Fala bólu przeszyła podbrzusze Sophii, gdy opadła na sofę; jej skórę natychmiast pokrył zimny, lepki pot. Po drugiej stronie pokoju Emily z wprawą wsunęła ramię pod ramię Lucasa. – Nie pozwól, by Sophia cię denerwowała – mruknęła. – Jej mała scena była tylko wołaniem o twoją uwagę. Lucas zdjął krawat, a jego surowy wyraz twarzy stopniał, gdy skupił się na Emily. – Jak się trzymasz? – zapytał łagodniejszym tonem. – Nic mi nie jest – westchnęła, robiąc żałosną minę. – Po prostu to lekarstwo jest tak okropnie gorzkie. – Jest gorzkie, bo jest silne. Musisz je brać – przypomniał jej. – Kupiłem te cukierki, które lubisz. Są w mojej walizce. Sama je sobie weź. – Wiem, że zawsze o mnie dbasz – powiedziała Emily, wspinając się na palce, by złożyć lekki pocałunek na policzku Lucasa. – Potraktuj to jako swoją nagrodę. Wyraz cichej satysfakcji przemknął przez jego twarz na ten gest. – Idę na górę wziąć prysznic – powiedział. – Idź śmiało – powiedziała słodko Emily, machając mu na pożegnanie. Poczekała, aż kroki Lucasa ucichną na schodach, zanim zwróciła się do walizki. Zachowywali się tak, jakby Sophia nie stała w tym samym pokoju. Nucąc wesoło, Emily rozpięła bagaż. Obok starannie złożonych ubrań Lucasa leżał słoik mieniących się cukierków i eleganckie czerwone aksamitne pudełko, które wyraźnie zawierało coś cennego. Jej oczy pominęły cukierki, kierując się prosto do aksamitnego pudełka. Kiedy podniosła wieczko, w środku lśnił naszyjnik z różowym diamentem, a jego fasetki rozrzucały tęcze w świetle. – Och, jest wykwintny. Uwielbiam go – szepnęła, a jej oczy się rozszerzyły. – Więc cukierki były tylko zmyłką. Ten naszyjnik jest tym, co naprawdę chciał, żebym znalazła. Przymierzając naszyjnik do obojczyka, Emily odwróciła się do Sophii, która podniosła się z sofy. – Cóż, Sophia? Nie sądzisz, że pasuje do mnie idealnie? Naszyjnik z różowym diamentem na szyi Emily wydał się Sophii dziwnie znajomy. Chwilę później przypomniała sobie – pragnęła go w zeszłym miesiącu, przeglądając magazyn. Lucas widział jej fascynację i obiecał jej go kupić. Haczyk polegał na jego ekskluzywności – pojedyncza sztuka, pochodząca z Melarii, kraju, w którym Lucas załatwiał interesy. – To było dla mnie – powiedziała Sophia spokojnym głosem. Mężczyzna był zbędny, ale jej rzeczy nie. Zamierzała odzyskać to, co prawnie do niej należało. Szybkim ruchem Emily zapięła naszyjnik. – Znalezione nie kradzione – powiedziała z drwiącym uśmiechem. Sophia podeszła bliżej, by się przyjrzeć. Choć naszyjnik był bardziej wykwintny niż na zdjęciu, wszelkie pożądanie go zniknęło. Na twarzy Emily pojawił się wyraz ostrożności. – O co w tym chodzi? – O odebranie tego, co należy do mnie, oczywiście – powiedziała Sophia, podchodząc blisko i wyciągając rękę. – Czas, żebyś to oddała. Ręce Emily instynktownie powędrowały do diamentowego naszyjnika na jej szyi. – Lucas nigdy na to nie pozwoli, Sophia. Wiesz, co dla niego znaczę. Sophia prawie się zaśmiała. Dobrze wiedziała, że Emily zajmuje szczególne miejsce w sercu Lucasa. Ale to nie miało znaczenia. Domagała się tylko tego, co jej. – Oddaj mi bransoletkę – powiedziała Sophia chłodno. Była to pamiątka zdobyta dzięki prawdziwemu oddaniu i nie zamierzała pozwolić, by jej znaczenie zostało zbrukane. Uświadamiając sobie, że Sophia chciała tylko prostą bransoletkę, Emily uśmiechnęła się protekcjonalnie. „Niektórzy krótkowzroczni ludzie nie mają gustu” – pomyślała. Emily okręciła bransoletkę wokół nadgarstka. – Słyszałam, że poszłaś do Opactwa Grace, żeby wyżebrać ten talizman – powiedziała. – Jesteś na jego punkcie tak zafiksowana, prawda? – Hipokryzja jej słów była niemal komiczna. – Oddaj to – powiedziała Sophia głosem jak lód. Oczy Emily powędrowały do punktu za plecami Sophii, a na jej ustach pojawił się przebiegły uśmiech. Zniżyła głos. – Jeśli tak bardzo tego chcesz, dlaczego nie przyjdziesz i sobie tego nie weźmiesz? Sophia nie zastanawiała się. Chwyciła nadgarstek Emily i szarpnęła bransoletkę, by ją uwolnić. W chwili, gdy ta zeszła z ręki, zachowanie Emily zmieniło się całkowicie. – Sophia, co ty robisz? – krzyknęła, jej głos nagle stał się głośny i pełen paniki. – Lucas mi to dał. Zanim Sophia zdążyła się w ogóle odwrócić, potężna dłoń chwyciła ją za kołnierz i szarpnęła do tyłu. Materiał wbił się ostro w jej gardło, kradnąc oddech. Potykając się, by odzyskać równowagę, Sophia spojrzała w górę i zobaczyła Lucasa. Już obejmował Emily. – Emily, wszystko w porządku? – zapytał głosem pełnym troski. Emily schowała twarz w jego piersi. – Nic mi nie jest – szepnęła, a jej oczy szkliły się od niewylanych łez. – Proszę, nie gniewaj się na Sophię. Nie chciała tego. Szczęka Lucasa zacisnęła się, żyła pulsowała widocznie na jego skroni. Wziął głęboki oddech i wbił w Sophię lodowate spojrzenie. – Przeproś Emily”.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki