POV Zareka
„To powinna być Elara!”
Po oświadczynach głos mojego wilka brzmiał w mojej głowie zimno i stanowczo.
„Mówiłem ci, Bane” – westchnąłem, rozmawiając z wilkiem wewnętrznie. – „To mój wybór, nie twój”.
„I twoim wyborem było też pójście do łóżka z Elarą zaledwie w zeszłym miesiącu! Wtedy była dla ciebie wystarczająco dobra!” – upierał się Bane.
„Wiesz doskonale, że więzi Przeznaczonych trudno się oprzeć. Ale seks z nią nie oznacza, że ją kocham. I na pewno nie oznacza, że nadaje się na prawdziwą Lunę watahy”.
Przerabialiśmy to już tyle razy, odkąd zdecydowałem się oświadczyć Vexii, że zaczynało mi to grać na nerwach.
Warknął na mnie, wyraźnie wzburzony. Ale musiał się z tym po prostu pogodzić.
– Królu Alfo! Gratulacje! I cóż za szlachetna i piękna wilczyca zostanie Luną watahy!
Starszyzna watahy klepała mnie po plecach, pękając z dumy, że wybrałem wysokiego rodu partnerkę z sąsiedniej watahy, by dołączyła do rodziny Alfy EbonGrove.
– Dziękuję za tak miłe słowa. Jestem pewna, że mój brat, Król Alfa Watahy SanguineLune, ucieszy się na wieść, że zamierzamy od razu postarać się o szczenięta.
Głos Vexii był skromny i słodki, gdy czule gładziła się po brzuchu.
– Cóż za wspaniała wiadomość! Dziedzic od razu! – Starszyzna była wniebowzięta.
Zasypywali mnie pytaniami o to, kiedy spłodzę dziedzica. Każde spotkanie watahy od trzech lat kończyło się przypomnieniem ze strony starszyzny, że czas ucieka, by się ustatkować, ożenić i założyć nową rodzinę Alfy. Nalegali, że to dla stabilności watahy.
Kiedyś myślałem, że to Elara będzie u mojego boku. Bystra, silna, niesamowicie seksowna... Elara jest wszystkim, czego chciałem u Luny.
Nigdy nie dbałem o to, że jest niskiego stanu, była niesamowitym pracownikiem i zawsze stawiała watahę ponad siebie. A przynajmniej tak myślałem.
Nigdy nie zapomnę dnia, który wszystko zmienił. Dnia, w którym dowiedziałem się, na czym jej NAPRAWDĘ zależy.
Pamiętam prośbę Elary do mojego ojca na dzień przed tym, jak przejąłem rolę Króla Alfy.
*
– Ale to nie wystarczy.
Szczerze mówiąc, nie zamierzałem podsłuchiwać, ale drzwi do gabinetu mojego ojca były szeroko otwarte, a jako przyszły Król Alfa uznałem, że prawdopodobnie mam prawo słuchać.
– Umowa stoi, Elaro. Na razie tymczasowo obejmiesz stanowisko Agentki Luny – powiedział do niej mój ojciec.
– Ale pieniądze! Proszę, po prostu potrzebuję więcej pieniędzy... – odpowiedziała.
*
Wtedy odszedłem gwałtownie, nie mogąc znieść więcej jej żałosnych prób wyłudzenia od mojej rodziny i watahy kolejnych pieniędzy.
Kiedy przejrzałem dokumentację finansową watahy i zobaczyłem częste, duże przelewy na konto bankowe Elary, gniew wezbrał w moich żyłach.
Powiedziała własnymi słowami, że nawet te znaczne sumy to za mało. Dla niej liczyły się tylko pieniądze!
Wiem, że nie miała najlepszego wychowania, dorastając jako przybrane dziecko watahy, ale gdzie podziało się jej poczucie lojalności wobec watahy? Wobec mnie?
Ta zdrada dotknęła mnie tak głęboko, że poprzysiągłem sobie wtedy, iż nigdy nie oświadczę się Elarze. Niech szlag trafi Przeznaczonych.
Nigdy nie spodziewałem się, że moją Przeznaczoną okaże się łowczyni posagów. I za każdym razem, gdy nadchodzi dzień wypłaty, ona z wielką chęcią przyjmuje czek. To za każdym razem jak sypanie soli na rany.
Ale, do diabła, sprawiała, że trudno było się jej oprzeć. Przyznam, nie byłem aniołem. Czasami, gdy jestem blisko Elary, jej zapach mnie otula, a moje instynkty, mój wilk, po prostu przejmują kontrolę.
Seks był niesamowity. Więcej niż niesamowity.
Pasuje do mnie idealnie, dokładnie tak, jak spodziewałbym się po Przeznaczonej.
„Potrzebujemy jej!” – warczy w mojej głowie Bane.
Ale nie mogę pozwolić nikomu, nawet mojej Przeznaczonej, wykorzystywać Watahy EbonGrove.
Moim obowiązkiem jako Króla Alfy jest ochrona watahy nade wszystko. Szczególnie przed tymi, którzy udawaliby, że dbają o mnie i watahę, tylko po to, by nas sprzedać, gdy będzie to pasować do ich portfela.
Vexia jest dokładnie tym, czego potrzebuję, czego potrzebuje wataha, bez względu na to, czego chce mój wilk. Vexia rozumie, jak to jest prowadzić watahę, dorastała w rodzinie Alfy. Będzie wspaniałą Luną.
Vexia jest przepiękna i szlachetna. Jest słodka i troskliwa. I ma te charakterystyczne ciemnorude włosy... Ciemniejsze niż rude włosy Elary.
Była nawet na tyle uprzejma, że zaproponowała, iż zajmie się Elarą; wiedziałem, że jej łagodność zapobiegnie wszelkiej niezręczności między obiema wilczycami. Oczywiście nie byłaby to najbardziej komfortowa interakcja, ale Vexia mimo to zaoferowała pomoc.
Która inna wilczyca byłaby tak miła?
Kiedy przez dłuższą chwilę nie widziałem Vexii, poszedłem jej szukać. Znalazłem Elarę, płaczącą samotnie. Widok jej łez zrobił ze mną coś dziwnego, jakby serce mnie rozbolało.
Zrobiłem co w mojej mocy, by ją pocieszyć, ale ona rzuciła we mnie kartami bankowymi i uciekła. Nigdy wcześniej nie widziałem jej w takim stanie. Prawdę mówiąc, zazwyczaj jest najbardziej opanowaną i niezawodną wilczycą, jaką znam.
Coś musiało ją tak bardzo wyprowadzić z równowagi...
„Elara! Przeznaczona!” – głos mojego wilka natarczywie brzmiał w moim umyśle.
Chwileczkę... może Bane nie był jedynym, którego zirytowała sprawa z Vexią.
Czy o to w tym wszystkim chodziło? Czy źle to wszystko zrozumiałem?
Czy Elara mogłaby mnie faktycznie kochać...?
POV Elary
Gdy pędziłam przez hotel, pragnąc go opuścić, mijałam kilka pokoi, w których personel sprzątał. Nie mogłam powstrzymać się od podsłuchania części ich rozmów, starając się odnaleźć w labiryncie korytarzy wyjście.
– Chodzi o to, że zajmowała się tą całą „Agentką Luną” przez LATA. Po prostu założyłam, że oświadczy się Elarze i uczyni to oficjalnym.
– No tak, i do tego świetnie sobie radziła. Musi być najlepszą Betą, jaką ta wataha kiedykolwiek miała. Ale... to pewnie dlatego, że jest niskiego stanu.
– To prawda. Wszyscy wiedzą, że starszyzna chce dziedzica czystej, szlachetnej krwi.
Świetnie, nawet personel hotelowy wie, że nie jestem odpowiednią partią dla Zareka. Wszyscy o tym wiedzieli, najwyraźniej poza mną.
„Ale ty JESTEŚ dla niego partią! Jesteś jego PRZEZNACZONĄ!” – Lyra niemal wrzasnęła mi w głowie.
„Cóż, najwyraźniej JEGO to nie obchodzi, prawda?!” – odkrzyknęłam jej w myślach.
Nie mogłam wymyślić nic innego, więc szłam. Musiałam się ruszać. Musiałam oczyścić głowę i pozbyć się tej niespokojnej energii.
Musiałam być z dala od wszystkich.
Na zewnątrz hotelu jest już ciemno, jest późna noc.
Szłam i szłam, aż nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Oparłam się o latarnię, nie będąc do końca pewną, gdzie właściwie jestem. Spojrzałam na swoje stopy, przytłoczona poczuciem klęski.
Płakałam. Płakałam i płakałam, tak mocno, że aż bolało mnie serce, bolały oczy, bolało wszystko. Płakałam mocniej niż kiedykolwiek w całym moim życiu.
Nawet po osieroceniu jako szczenię, nigdy tak nie płakałam.
Nigdy tak bardzo nie cierpiałam.
Zbiera mi się na wymioty, wyczerpanie i zawroty głowy z wcześniejszej części dnia uderzają we mnie jednocześnie. Podnoszę rękę, by wytrzeć łzę, i spoglądam w dół na kałużę, którą zostawiłam na ulicy.
Czekaj... wymioty, zmęczenie, zawroty głowy... Nigdy tak nie choruję...
Czy to... Czy to możliwe?
Kiedy miałam ostatnią miesiączkę?
Licząc dni od tamtego czasu i od ostatniego seksu z Zarekiem, mrożąca krew w żyłach uświadamiam sobie prawdę.
Czy ja... czy ja mogę być w ciąży?
















