Żal Króla Alfa: Powrót Dziedziczki

Żal Króla Alfa: Powrót Dziedziczki

Autor: Margaret Ashby

Rozdział 1: Różana propozycja
Autor: Margaret Ashby
30 maj 2026
POV Elary Mój Przeznaczony oświadcza się komuś innemu w ogrodzie różanym, który urządziłam własnymi rękami. A ja mogę tylko patrzeć. Usta Króla Alfy Zareka i jej usta spotykają się, a czas jakby staje w miejscu. Nie chcę na to patrzeć, ale w jakiś sposób nie potrafię odwrócić wzroku. To tak, jakby moje płuca zapomniały, jak oddychać, a nogi zapomniały, jak się poruszać. „NIE!!!” Moja wilczyca, Lyra, wyje żałośnie w moim umyśle. Jako Beta zawsze daję z siebie wszystko, by wypełnić każde polecenie Króla Alfy. Ten romantyczny ogród różany to idealna sceneria dla Króla Alfy, by w końcu zakończyć stan kawalerski i oświadczyć się wilczycy, która zostanie nową Luną Watahy EbonGrove. Ale to nie będę ja. Jedyne, co mogę zrobić, to wstrzymać oddech i patrzeć, jak się całują. To nie będę ja, mimo że jako Beta rokowałam wystarczająco dobrze, by awansować na „Agentkę Lunę” i przez ostatnie trzy lata przejmować obowiązki Luny. Mimo że przez te trzy lata uprawialiśmy tak niesamowity seks. Mimo że tak bardzo chcę należeć do niego. Mimo że on i ja jesteśmy Przeznaczonymi. Ale nikt nie może o tym wiedzieć. Król Alfa zażądał, by ta informacja pozostała tajemnicą. Król Alfa zasługuje na pannę młodą szlachetnego rodu, a nie na sierotę taką jak ja. Nieważne jak ciężko pracuję, nieważne ile awansów zdobędę, nigdy nie będę szlachcianką. Nigdy nie będę dość dobra dla Króla. Staram się wszystko wyjaśnić jak zwykle, jako Beta muszę robić to spokojnie, ale prawda jest taka, że niemal nie potrafię powstrzymać się od płaczu, boleśnie uświadamiając sobie rzeczywistość... ...Przez ostatnie trzy lata w oczach Zareka mogłam być tylko biurową kochanką, gotową rozłożyć nogi na każde jego wezwanie! Spuszczam wzrok na swoje stopy, musząc opanować emocje. Biorę głęboki oddech i znów spoglądam na szczęśliwą parę z uprzejmym uśmiechem na ustach. „To wszystko jest nienormalne!” – mówi w mojej głowie Lyra. Ma trudności z pogodzeniem się z decyzją Króla Alfy o oświadczynach. „Prosiłam cię, żebyś była cicho, kiedy pracuję” – przypominam jej w myślach. Na szczęście Lyra milknie. Cicho wycofuję się, w końcu zmuszając nogi do ruchu. Nie wiem, jak długo jeszcze zniosę widok mojego Przeznaczonego całującego inną. – Elaro – słyszę nagle głos Króla Alfy wzywający mnie. – Przynieś mi pierścionek. Nie mam pewności, czy dobrze usłyszałam. Ale Zarek patrzy na mnie wyczekująco i uświadamiam sobie, że dla niego to po prostu kolejna część mojej pracy. Nawet jeśli mnie to niemal zabija. Znajduję pierścionek w zamkniętej aktówce na skraju ogrodu i drżącą ręką kładę pudełko na jego dłoń. – Vexio... Zarek pada na jedno kolano. – Czy wyjdziesz za mnie i zajmiesz należne ci miejsce jako prawdziwa Luna Watahy EbonGrove? Z jej oczu płyną łzy szczęścia, gdy podekscytowana wyraża zgodę. Cichy, pełen cierpienia skowyt Lyry jest tak głośny, że zagłusza odgłos oklasków pozostałych członków watahy. Głowa zaczyna mi pękać i czuję zawroty głowy. Szybko kieruję się w stronę schodów na tyłach hotelu, czując, że słabnę. Wspomnienia z przeszłości zalewają mój umysł. Pod pewnymi względami nigdy nie czułam, bym naprawdę należała do Watahy EbonGrove. Osierocona jako szczenię w wieku zaledwie trzech lat, zostałam adoptowana do domu Watahy EbonGrove i dorastałam pod wrogimi spojrzeniami watahowej szlachty, która uważała mnie za niegodną. Ale nigdy nie pozwoliłam, by mnie to powstrzymało. Moja determinacja, by udowodnić im wszystkim błąd, zwyciężyła i pokazałam watasze, jak ciężko potrafię pracować. Nikt już nie kwestionował mojej wartości. Nikt poza Królem Alfą. Zarek pokazał mi bolesną prawdę: mój niski stan czyni mnie niegodną jego boku, nieważne ile razy jego usta chwytały moje w ciemnościach, w tajemnicy. – Jesteś Betą Zareka, prawda? Lekki kobiecy głos wyrywa mnie z myśli. – Dziękuję za przygotowanie idealnych oświadczyn! Podnoszę wzrok i widzę Vexię, rudowłosą wilczycę świeżo zaręczoną z Zarekiem. Jej oczy przepełnia niepokojąca intensywność. – Nie ma za... Staram się jak mogę, by przywołać swój najbardziej przyjazny uśmiech. Odchrząkuję i zaczynam od nowa, pragnąc zrobić dobre pierwsze wrażenie na nowej Lunie: – Nie ma za co. Tak, jestem Elara, byłam Agentką Luną Króla Alfy, wypełniając obowiązki, dopóki wataha nie zyska prawdziwej Luny. Wyciągam rękę na powitanie. Jej oczy mrużą się, gdy patrzy na moją dłoń z nutą... czy to obrzydzenie na jej twarzy? – Cóż, najwyraźniej twoje usługi nie będą już potrzebne. I mam na myśli wszystkie twoje usługi, zarówno zawodowe, jak i seksualne. Vexia najwyraźniej wiedziała, że Zareka i mnie łączyła intymna relacja. Tyle jeśli chodzi o to, że on nigdy nikomu nie powie. Poczucie upokorzenia kłuje mnie w skórę, a policzki pieką. Jej delikatna dłoń rzuca czymś prosto w moją twarz. Wykonuję gwałtowny ruch i łapię to, uświadamiając sobie po kilku mrugnięciach, że to karta bankowa. – Wiesz, nigdy nie przypuszczałam, że kogoś z tak dobrą opinią jak ty można kupić za pieniądze. Powiedziałam Zarekowi, że dziesięć tysięcy dolarów w zupełności wystarczy, ale on uparł się na milion. Bierz to i uważaj się za szczęściarę, Beto – prycha na mnie z pogardą. Pieniądze?! To o tym myśleli? Że robiłam to dla pieniędzy?! – Nie wiesz, o czym mówisz – rzucam. – O, myślę, że poznam niskiego stanu dziwkę polującą na kasę, gdy tylko ją zobaczę – głos Vexii jest zimny i okrutny. Po wypowiedzeniu tej zjadliwej uwagi odwróciła się i odeszła, zostawiając mnie wmurowaną w ziemię z szoku. Nie mogłam uwierzyć w to, co właśnie usłyszałam. Gdy tylko otrząsnęłam się z odrętwienia, pospiesznie ruszyłam za nią do hotelu. Dezorientacja i ból wypełniają moją pierś. Na rogu korytarza jestem tak rozproszona, że niemal wpadam prosto na twardą pierś Zareka. – Płakałaś? Zarek wygląda na nieco zaskoczonego. Zawahał się, czy mnie pocieszyć. – ...Nie martw się, zawsze będziesz moją najlepszą Betą, jeśli o to się martwisz. Znam chłodną naturę Zareka bardzo dobrze; to i tak najlepsze pocieszenie, na jakie go stać. Podnoszę rękę, by wytrzeć spływającą łzę. W jakiś sposób karta bankowa, którą rzuciła we mnie Vexia, wciąż jest w mojej dłoni. – Nie, to tylko... – zaczynam. Zarek zauważa kartę i przerywa mi: – Czy to było za mało pieniędzy? O to chodzi?! Jego słowa uderzyły mnie niczym kula. Jego niebieskie oczy pełne są rozczarowania. Dlaczego?! Co takiego zrobiłam, że pomyślał, iż tak bardzo zależy mi na pieniądzach? Otwieram usta, chcąc cokolwiek powiedzieć, ale on wyciąga w moją stronę kolejną kartę. Zarek mówi: – Trzymajmy się po prostu interesów. Vexia zamarzyła o nowym naszyjniku pasującym do pierścionka zaręczynowego. Idź do jubilera i złóż zamówienie, upewnij się, że będzie to coś wystarczająco eleganckiego dla prawdziwej Luny watahy. – I jeszcze jedno... – dodaje. Spoglądam na niego. – Możesz zatrzymać resztę pieniędzy, to jest to, czego potrzebujesz – dodaje. Patrzę na dwie karty bankowe w moich dłoniach, nie potrafiąc ukryć gniewnego spojrzenia, po raz pierwszy czując prawdziwą wściekłość. Czy on musi w ten sposób wcierać mi w twarz swoją miłość do Vexii? Czy moja miłość jest dla niego tylko łatwą transakcją?! Dla dobra pracy zniosłam nawet ból podania mu pierścionka. Dlaczego on musi mnie tak traktować?! Wrząca we mnie wściekłość spotyka się z wyczerpaniem długim dniem spędzonym na organizowaniu oświadczyn i pękam. Jego nie obchodzi, że to boli mnie, boli moją wilczycę, patrzeć na to wszystko. On w ogóle o mnie nie dba! – Nie zrobię tego! Zrób to sam! Gwałtownie rzucam obiema kartami bankowymi w jego twarz. – Co?! To zszokowany głos Króla Alfy, któremu po raz pierwszy w życiu ktoś się sprzeciwił.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 1: Różana propozycja – Żal Króla Alfa: Powrót Dziedziczki | Czytaj powieści online na beletrystyka