Żal Króla Alfa: Powrót Dziedziczki

Żal Króla Alfa: Powrót Dziedziczki

Autor: Margaret Ashby

Rozdział 3: Zdradzone zaufanie
Autor: Margaret Ashby
30 maj 2026
POV Elary DRUGI DZIEŃ. Dwie kreski na teście ciążowym patrzą na mnie, potwierdzając, że faktycznie jestem w ciąży. Cóż, to z pewnością komplikuje sprawy. ……Cholera. Gdybym nie była teraz takim kłębkiem nerwów, niemal chciałoby mi się śmiać z tej ironii. Cała Wataha EbonGrove nie pragnie niczego bardziej, jak tylko tego, by osławiony stary kawaler, Król Alfa Zarek, spłodził dziedzica. I teraz go ma. Ale to dziecko nie jest dokładnie dziedzicem. Noszę bękarta Króla! Tak jak ja, gdy byłam szczenięciem, to dziecko jest skazane na bycie niechcianym. Moja dłoń odruchowo gładzi brzuch delikatnym ruchem, podczas gdy moje oczy odnajdują na stole starą fotografię babci. Babcia i ja nie byłyśmy spokrewnione więzami krwi, ale była najbliższą osobą, jaką kiedykolwiek znałam. Była kucharką w domu watahy, gdzie mieszkałam jako sierota, i opiekowała się mną jak własną wnuczką. W pamięci słyszę jej cichy, chropowaty głos. * „Och, Elaro, znowu pożyczasz pieniądze od Króla? Mówiłam ci, jestem stara. Nie wydawaj swoich pieniędzy na lekarzy, próbując naprawić mój stan. Ty martw się teraz o siebie, słyszysz?” Pamiętam, jak starałam się powstrzymać łzy, patrząc na jej miękką, pomarszczoną twarz: „Babciu, nie mów tak. Jesteś moją rodziną. Oddam mu pieniądze, muszę tylko ciężej pracować i brać dodatkowe zmiany…” Otoczyło mnie jej ciepło, gdy przytuliła mnie mocno. To było moje ulubione miejsce na świecie, w jej ramionach. Uciszyła mnie i poklepała po moich żywo rudych włosach. „Już nie płacz, dziecko. Pewnego dnia będziesz miała znacznie większą rodzinę, a oni będą cię potrzebować…” * Dałabym wszystko, by babcia była teraz ze mną. Nic już nie ma sensu. Ale w jednej kwestii babcia miała rację. Mam teraz rodzinę. To małe dziecko rosnące we mnie potrzebuje mnie. Ale z własnego doświadczenia wiem, jak to jest dorastać jako wyrzutek. Pod pewnymi względami część watahy, ale nigdy tak naprawdę niezaakceptowana. Ciągle słysząc szepty starszyzny i szlachty, którzy wiedzą, że nie jesteś jedną z nich, że nigdy nie będziesz jedną z nich. Nie mogę tego zrobić mojemu dziecku. Muszę opuścić Watahę EbonGrove. To oznacza rzucenie pracy, opuszczenie Zareka… na zawsze. „Może zmieni zdanie, gdy dowie się o dziecku?” – podsuwa Lyra, ciszej niż zwykle. Musi wiedzieć, że jestem teraz w rozsypce. „Bękart? Wątpię. Nie jest znany z tego, by rezygnować z czegoś, co już zaczął…” Głos mi się łamie, czując świeży ból w sercu. Zaciekła determinacja i stanowczość Zareka to dwa z powodów, dla których się w nim zakochałam. „Ale twój Przeznaczony cię nie odrzucił” – kontruje Lyra. „Musi formalnie odrzucić więź przeznaczenia, zanim ożeni się z inną”. Przez lata słyszałam historie o bólu zerwanej więzi. Bólu, który tnie głęboko – emocjonalnie, duchowo, a nawet fizycznie. A co, jeśli to zaszkodzi dziecku? ...Tylko jedna osoba może o tym ze mną porozmawiać. Nawet jeśli mnie skrzywdził, nie ma wątpliwości, że jest sprawiedliwym i prawym Królem Alfą. Muszę porozmawiać ze Zarekiem. *** Z zewnątrz jestem uosobieniem spokojnej, opanowanej i profesjonalnej Bety, gdy podjeżdżam pod biuro Zareka. Wewnątrz… cóż, o tym nie mogę teraz myśleć. Wchodzę do gabinetu Króla Alfy i widzę Vexię siedzącą na sofie z boku pokoju. Jej modny strój i gładka fryzura są symbolem jej wysokiego statusu. Gdyby to był ktokolwiek inny, musiałabym przyznać, że tworzą bardzo ładną parę. Ale mam pilne sprawy do omówienia. Podchodzę do Króla Alfy, który siedzi za swoim dużym drewnianym biurkiem, i otwieram usta, by przemówić. – Elaro, cieszę się, że dotarłaś – przerywa mi swoim głębokim i szorstkim głosem. – Vexia potrzebuje kogoś, kto oprowadzi ją i pomoże się zapoznać. Zajmij się tym, a potem czekaj na moje instrukcje. Moje usta wciąż są otwarte, tym razem bardziej z szoku. Vexia uśmiecha się do mnie triumfalnie, w jej oku dostrzegam coś na kształt złośliwości. Zanim Zarek znów na nią spojrzy, to znika, a ona wygląda na całkowicie przyjazną. Niemal chcę odmówić wykonania rozkazu, ale wiem, że lepiej nie kusić losu po tym, jak sprzeciwiłam mu się po oświadczynach. Będę musiała po prostu znaleźć czas na prywatną rozmowę z nim później. Dam radę. Dla mojego dziecka, dam radę. Oprowadzam Vexię po biurach, starając się na nią nie patrzeć, by zachować spokój. Ziewa ostentacyjnie i wydaje się całkowicie niezainteresowana większością wycieczki. – A to jest mój gabinet – wskazuję na pokój, w którym spędziłam większość ostatnich trzech lat jako Agentka Luna, prowadząc sprawy, które normalnie byłyby przypisane Lunie watahy. – Na razie. Chichocze, lekkim i zwiewnym dźwiękiem, który kłóci się z cierpkością jej słów: – Jestem pewna, że znajdziemy ci jakąś ładną komórkę na szczotki jako biuro, gdy wrócisz do bycia zwykłą Betą. Lyra warczy, ale uciszam ją w myślach, bo jedna z asystentek biurowych podchodzi, by się przywitać. Starsza wilczyca uśmiecha się uprzejmie do Vexii i uściskuje jej dłoń, po czym zwraca się do mnie szeptem: – Wszyscy myśleliśmy, że to będziesz ty, wiesz? Powinien był wybrać ciebie. Twoja dotychczasowa praca jako Luny była idealna! Rumienię się i delikatnie daję znak starszej wilczycy, by nie mówiła nic więcej, gdy napotykam wzrok Vexii. Jest wściekła. Wygląda, jakby była gotowa wyciągnąć pazury. Okazuje się, że szepty nie sprawdzają się najlepiej u wilkołaków – nadludzki słuch i te sprawy. Niestety, sytuacja się powtarza, gdy z Vexią napotykamy więcej pracowników biurowych. Prawie każdy próbuje skierować do mnie miłe słowo pocieszenia, gdy mijamy ich obok. Vexia wygląda, jakby zaraz miała wybuchnąć. Jedna z sekretarek znajduje nas w sali konferencyjnej i mówi do mnie pod nosem: – Byłaś taką dobrą kandydatką na Lunę. To była kropla, która przelała czarę. – Ona NIE JEST Luną! Nigdy nie była Luną I NIGDY nie będzie Luną! Więc ZAMKNIJ SIĘ, TY SUKO! Vexia wpadła w szał, jej piskliwy głos odbijał się od ścian w wyjątkowo niepokojący sposób. Lyra warczy, szykując się do walki. Zmuszam swój mózg do wymyślenia wyjścia z tej sytuacji, które nie narazi mojego dziecka na niebezpieczeństwo. Nagle Zarek wpada przez drzwi, żądając wyjaśnienia, o co chodzi z tym całym hałasem. W jednej chwili twarz Vexii zmienia się ze straszliwego gniewu w żałosny szloch. Wskazuje na mnie długim, wycelowanym palcem: – Ona… Ona na mnie nakrzyczała! Rozpowiadała wszystkim sługom, że TO ONA powinna być Luną! Nazwała mnie suką i kazała mi się zamknąć! Jej oczy czerwienieją od łez. Vexia wtula się w pierś Zareka, a on obejmuje ją zaborczo. Tak jakby ją chronił. Przede mną. Tak jakbym ja, jego Beta, jego Agentka Luna, miała grać w takie dziecinne gierki. Tak jakbym miała ryzykować zszarganie reputacji rodziny Alfy w watasze. Tak jakbym kiedykolwiek mogła okazać taki brak szacunku mojemu Królowi Alfie, nieważne jakim upartym osłem był przez ostatnie kilka dni. Biorę głęboki oddech, starając się zachować kontrolę nad emocjami. Król Alfa zna mnie lepiej. Przejrzy jej manipulacje. Ufa mi. Powinien mi ufać. Nie ma mowy, bym mogła zrobić coś takiego…! – Elaro. Głos Zareka jest tak silny, że aż podskakuję, dźwięk mojego własnego imienia uderza we mnie niczym prąd elektryczny. Mówi zimno: – …Coś ty jej zrobiła?!

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki