POV Elary
„SUKA! Rozszarpię ją, ROZEDRĘ!”
Wściekłe myśli Lyry przelatują przez mój umysł, w niczym nie pomagając mi zachować spokoju.
Zarek mi nie wierzy. Zarek mnie nie kocha.
Zarek nigdy mnie nie kochał.
Kocha Vexię. Ona należy do niego.
I... on też należy do niej.
„Zdradzieckie ŚCIERWO! Podła, nienawistna SZUMOWINO!!” – obelgi Lyry są nieustanne.
Spycham tę całkowitą i absolutną rozpacz głęboko, bardzo głęboko, tylko po to, by przetrwać kolejne chwile, nie pogarszając sytuacji.
Dam radę.
Dla mojego dziecka, dam radę.
Vexia wciąż tkwi w ramionach Króla Alfy, płacząc nad tym, jak okrutna dla niej byłam. Zarek kazał sekretarce opuścić pokój, więc w sali konferencyjnej jesteśmy tylko we trójkę.
To słowo Vexii przeciwko mojemu: – Robiłam dokładnie to, o co prosiłeś, oprowadzałam ją. Nie poradzę na to, że inni mogli wygłaszać pewne komentarze na temat zaskoczenia wyborem Luny watahy…
Tu chodzi o moją zawodową rzetelność i on musi zrozumieć, że jestem tą samą twardo stąpającą po ziemi wilczycą, którą zawsze znał.
Świeży szloch wybucha z piersi Vexii, a Zarek podnosi rękę.
– Dość! – rozkazuje.
Jak na komendę Vexia skomle żałośnie i ostentacyjnie gładzi Króla Alfę po jego potężnym, umięśnionym ramieniu. Odsłania mu szyję, co jest ostatecznym wyrazem uległości.
On bierze oddech, opanowuje się i kontynuuje łagodniejszym tonem: – Już wystarczy. Gdy wataha spędzi z nią więcej czasu, zobaczą to, co ja już widzę – że Vexia jest dobrą, łagodną i kochającą wilczycą.
Vexia uśmiecha się do niego, a jej zęby lśnią w świetle jarzeniówek sali konferencyjnej.
Zanim zdążę nad tym zapanować, mrużę oczy, nie potrafiąc ukryć rosnącej pogardy.
– Elaro – Zarek znów zabiera głos. – Od czasów panowania mojego ojca twój profesjonalizm był twoją największą zaletą jako Bety. Czy może zapomniałaś, jak bardzo mu na tobie zależało? Jak cię wspierał?
Ojciec Zareka był doskonałym Królem i to on jako pierwszy awansował mnie na Betę, mimo że cała starszyzna twierdziła, iż jestem niegodna ze względu na niskie pochodzenie. Prędzej bym zginęła, niż obraziła jego pamięć.
Zarek kontynuował: – Ufam, że twoja etyka pracy i rozsądek nie zostały tu zachwiane przez twoje… osobiste uczucia… jako byłej kochanki.
Unosi brwi, wyzywając mnie, bym mu zaprzeczyła.
– Ona myśli, że może cię odzyskać i pozbyć się mnie z drogi! Tego właśnie chce! – Vexia wpada w nową histerię.
Jestem tak dalece poza granicą obrazy, że nie wiem, czy istnieje na to słowo. Obraził mój charakter, zakwestionował moją uczciwość. Pozwala Vexii tkać tę nienawistną sieć kłamstw i zachowuje się, jakby mnie w ogóle nie znał!
Po tym wszystkim, co dla niego zrobiłam przez te ostatnie trzy lata!
– Przeproś.
Król Alfa nie prosi. To bezpośredni rozkaz.
Ale nie mogę przeprosić za coś, czego nawet nie zrobiłam! To wszystko jest ustawka.
Nie pozwolę sobie stać się jej ofiarą.
– Mogę zapomnieć o twoim ostatnim wybryku i wszyscy możemy iść razem naprzód. Ale musisz przeprosić Vexię za to, jak podle ją potraktowałaś. Brak szacunku dla mojej Luny to brak szacunku dla watahy. – Jego głos jest jak lód, kruchy i zimny.
Jego Luna.
Zanim zdążę odpowiedzieć, Vexia znów przerywa: – Nigdy nie będzie szczęśliwa, dopóki TO ONA nie zostanie Luną. Tak powiedziała! To takie smutne, jak bardzo ona PRAGNIE być szlachcianką! Jak zrobiłaby WSZYSTKO, żeby to osiągnąć!
Zarek zamiera, a na jego twarzy maluje się śmiertelny spokój. – Więc o to naprawdę chodzi? O WIĘKSZY status? Domyślam się, że pieniądze to dla ciebie było za mało, co?
Czuję się, jakbym dostała w twarz. Moje oczy są szeroko otwarte i dzikie, a ramiona krzyżują się wokół talii, podświadomie obejmując jedyną osobę, którą muszę chronić ponad wszystko, nawet ponad siebie. Osobę, która jeszcze się nie urodziła.
Osobę, o której muszę powiedzieć Zarekowi. Nasze dziecko.
– Nigdy nie było mi tak wstyd, że mam tak nikczemną Przeznaczoną jak ty. – To ledwie szept z jego ust.
– PRZEZNACZONĄ?! – wrzeszczy Vexia.
Choć powiedział jej o naszych dawnych intymnych spotkaniach, najwyraźniej Król Alfa zapomniał wspomnieć narzeczonej o tej części naszej relacji.
Nie wypowiedziałam ani słowa. Nie mogę ufać samej sobie, wciąż oszołomiona tym wszystkim, co się wydarzyło. Lyra szczeka i warczy w mojej głowie, a ja robię co mogę, by stać nieruchomo.
Vexia wyrywa się z uścisku Zareka, grube, ciężkie łzy spadają z jej oczu, tworząc kałużę na podłodze.
– W porządku... Nie spodziewałam się, że tak mądry i przystojny Król Alfa będzie mnie kochał... Po prostu nie zdawałam sobie sprawy, że łączy cię więź przeznaczenia z kimś innym... – Pociąga nosem, a dźwięk jest obrzydliwie mokry.
– Ja po prostu... – Vexia znów szlocha, kontynuując swój teatrzyk użalania się nad sobą. – Po prostu wrócę do Watahy SanguineLune i będę się modlić, by mój brat, Król Alfa, nie dowiedział się, jak ja, jego jedyna młodsza siostrzyczka, zostałam tutaj potraktowana... Na pewno sobie poradzę... – Jej chlipanie wypełnia pokój.
Zarek zerka to na jedną, to na drugą przez niemal dwie pełne minuty. Nikt się nie odzywa. Ciszę przerywa jedynie pociąganie nosem Vexii.
W końcu Zarek przytakuje samemu sobie, a w jego niebieskich oczach pojawia się stalowa determinacja. Odwraca się twarzą prosto do mnie.
– Elaro Trench, odrzucam naszą więź Przeznaczonych, teraz i na zawsze.
Głos Zareka brzmi w moich uszach jak z oddali, jakbym oglądała film, w którym ta scena się rozgrywa, zamiast w niej uczestniczyć. Jakby to wszystko było jednym wielkim żartem i ktoś zaraz miał wyskoczyć z krzykiem „Niespodzianka!”.
Ból, głęboko osadzony puls, szarpanie, rozdzieranie i kłucie, przebiega przez moje ciało. Zaczyna się powoli od palców u stóp, po czym boleśnie wznosi się coraz wyżej. Osiąga szczyt w moim sercu, paląc żywym ogniem, jakby faktycznie stanęło w płomieniach.
Więź między nami nie po prostu zostaje przerwana. To nie jest czyste cięcie.
Ona się rozdziera, strzępi, gwałtownie pęka i roztrzaskuje na tysiące, miliony kawałków. Każdy odłamek wbija się w moje ciało, nie pozostawiając żadnej części mnie nietkniętej.
Moje ręce zaciskają się na brzuchu, gdy upadam na podłogę. – Proszę, czekaj… Muszę… – błagam.
Proszę. Zareku, posłuchaj mnie. Muszę ci powiedzieć.
Ale nie potrafię wydusić słowa.
– Zaakceptuj odrzucenie! Znasz konsekwencje odrzucenia mnie. – To kolejny bezpośredni rozkaz Króla Alfy.
Czuję, jak ogień podchodzi mi do gardła, paląc i drażniąc każdy centymetr mojego wnętrza. Nie mogę oddychać, czuję się, jakby przejechała po mnie ciężarówka.
Konsekwencje…… Karana jak ci przestępcy w przeszłości! Moje dziecko tego nie zniesie!
Lyra jest niepocieszona. Jej wycie jest absolutnie ogłuszające.
– AKCEPTUJ!
– Ja… – mój głos jest słabym szeptem. – Ja… akceptuję.
Zarek klaszcze w dłonie, zmywając to zadanie ze swoich rąk jak uporczywą plamę.
– Doskonale. Zatem możemy wrócić do normalności. Elaro, wznowisz swoje obowiązki jako Beta, pod warunkiem, że przysięgniesz pozostać lojalna Watasze EbonGrove i całej jej rodzinie Alfy.
– Proszę… Ja tylko chcę… – Zebranie sił, by wstać, zajmuje mi wszystko, co mi pozostało. Ledwo potrafię ułożyć zdanie.
Król Alfa wzdycha: – O co chodzi tym razem? Więcej pieniędzy? Powiedziałem ci, żebyś wzięła karty.
– Proszę, po prostu… pozwól mi opuścić watahę. – Nie mogę na niego patrzeć, gdy o to proszę.
– Opuścić?!
Na twarzy Zareka maluje się szok, a na ustach Vexii gości radosny uśmiech.
















