Zgubna druga szansa: W sidłach bezwzględnego magnata

Zgubna druga szansa: W sidłach bezwzględnego magnata

Autor: Aeliana Thorne

Rozdział 4
Autor: Aeliana Thorne
23 lip 2026
„Gdzie ty znowu balowałaś? Wiesz, jak ważne to jest wydarzenie? Dlaczego przyjechałaś tak późno?! To już przesada!” Zanim Marcella Astor zdążyła się w ogóle wyprostować, usłyszała chłodną reprymendę ojca. Słysząc to, Marcella Astor zmarszczyła brwi i zwróciła uwagę na trójkę osób siedzących w pobliżu. Chloe Mercer i jej matka Diane Lombard siedziały odpowiednio po lewej i prawej stronie jej ojca. Były tak blisko siebie, że wydawały się należeć do tej samej rodziny. Po śmierci matki Marcelli Astor, Chloe Mercer i Diane Lombard zamieszkały w rezydencji Astorów zgodnie z życzeniem zmarłej. Zachęcały młodą dziewczynę do sprawiania coraz to większych kłopotów. W oczach ojca, Arthura Astora, stała się całkowitą intrygantką, która potrafiła jedynie siać spustoszenie, a do tego bezwartościowym dzieckiem, którego nie udało mu się odpowiednio wychować. To właśnie przez jego obojętność i nagany Marcella Astor czuła, że otrzymuje od niego mniej uczucia, co doprowadziło ją do traktowania przebiegłej Chloe Mercer i Diane Lombard jak najbliższych członków rodziny! „Proszę, przestań krzyczeć na Marcellę, wujku. Na pewno przygotowywała prezent urodzinowy dla Dziadka Sinclaira. Właśnie dlatego się spóźniłaś, prawda, Marcello?” Kiedy Marcella Astor zamierzała się odezwać, rozległ się przesłodzony głos Chloe Mercer. Głos ten idealnie pasował do wyglądu Chloe Mercer. Wyglądała posłusznie i nieszkodliwie. Nikt nie czułby potrzeby, by mieć się przed nią na baczności, ale nikt też nie uwierzyłby, że pod tak nieszkodliwą twarzą kryje się czarne i podłe serce. Marcella Astor musiała siłą powstrzymywać wstręt, by nie zmiażdżyć słów kuzynki. „Zgadza się. Nasza Marcella wie, że dziś są urodziny Dziadka Sinclaira, więc z pewnością specjalnie przygotowała dla niego szczery prezent. Bo dlaczego inaczej spóźniłaby się na tak ważne spotkanie?” Matka Chloe Mercer, Diane Lombard, będąca również ciotką Marcelli Astor ze strony matki, wtórowała słowom córki. Marcella Astor spojrzała chłodno na matkę i córkę działające w tandemie. W rzeczywistości przybyła punktualnie, ale one upierały się, że się spóźniła. Wyglądało to tak, jakby pomagały jej w znalezieniu wytłumaczenia, ale w rzeczywistości nastawiały ją na jeszcze większy upadek. W jej poprzednim życiu jedyną rzeczą, o jakiej myślała, było zrujnowanie bankietu weselnego. Jak mogłoby jej przyjść do głowy przyniesienie Dziadkowi Sinclairowi prezentu? „Może pokażesz wszystkim swój prezent teraz, Marcello?” Jak można się było spodziewać, Diane Lombard rzuciła to żądanie cała w skowronkach. „Ja...” Zanim Marcella Astor zdążyła się odezwać, Chloe Mercer jej przerwała. „Marcella musi planować zrobić Dziadkowi Sinclairowi niespodziankę! A może najpierw ja odwrócę jego uwagę?” Niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, Chloe Mercer wyciągnęła dobrze wykonane pudełko i podeszła do Starego Pana Sinclaira, po czym otworzyła je przed nim. „Dziadku Sinclair, słyszałam, że lubisz kolekcjonować fajki. Znalezienie odpowiedniego kawałka agatu zajęło mi dużo czasu i osobiście wyrobiłam go dla ciebie na fajkę. Mógłbyś sprawdzić, czy ci się podoba?” Stary Pan Sinclair słynął z zamiłowania do kolekcjonowania fajek. Kiedy zobaczył prezent, nie mógł powstrzymać się od wyciągnięcia ręki, by wyjąć go z pudełka. „To takie troskliwe z twojej strony.” Oczy staruszka rozbłysły i skinął głową z satysfakcją. Pani Sinclair, która stała obok niego, również z uznaniem spojrzała na Chloe Mercer. „Przyznam, że ta młoda dama jest naprawdę wzorowa.” „To mój obowiązek” – odpowiedziała skromnie Chloe Mercer, po czym wycofała się na bok. Tym razem jednak Marcella Astor nie mogła nie zauważyć w jej oczach wyrazu satysfakcji. Jej kuzynka udała, że pomaga jej wyjść z kłopotliwej sytuacji, a następnie wyciągnęła swój doskonale wykonany prezent, aby zdobyć uznanie i miłość starszych państwa Sinclairów. Wtedy żeński gość honorowy, Marcella Astor, nie byłaby w stanie wręczyć Dziadkowi Sinclairowi żadnego prezentu, co sprawiłoby, że starszyzna rodziny Sinclairów miałaby o niej bardzo złe zdanie! „Upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, co? Dobry plan! Jednak przykro mi, że cię rozczaruję. W tym życiu nie pozwolę ci już dostać tego, czego pragniesz!” „Dziadku Sinclair, teraz moja kolej na wręczenie ci prezentu urodzinowego!” Ogłosiła wesoło Marcella Astor. Jak można się było spodziewać, dostrzegła szok w oczach Chloe Mercer i wstrzymywany wyraz twarzy Diane Lombard. „Dziadkowi na pewno spodoba się wszystko, co mi dasz, Marcello. Szybko, pokaż mi, co tam masz!” Dziadek Sinclair od razu zaczął mówić podekscytowany. Bardzo szybko uwaga wszystkich starszych z rodów Sinclairów i Astorów przeniosła się z Chloe Mercer na Marcellę Astor. „Ten prezent przygotowaliśmy dla ciebie specjalnie ja i Braciszek Ric!” Jej usta delikatnie się rozchyliły, gdy to mówiła. Następnie podeszła do Alarica Sinclaira i chwyciła jego ramię. Nagle poczuła, jak ciało mężczyzny natychmiast się spina, poczuła też jego badawcze spojrzenie... „Oboje to dla niego przygotowaliście?” – zapytała wprost pani Sinclair. W tym momencie już nie tylko Alaric Sinclair rzucał jej badawcze spojrzenie, ale nawet starsi z rodzin Sinclairów i Astorów byli niezwykle zszokowani. Dla Marcelli Astor było to w pełni zrozumiałe. W jej poprzednim życiu, po tym jak dowiedziała się, że zostanie z nim zaręczona, okazywała wszystkim swoje obrzydzenie do Alarica Sinclaira. Całymi dniami przed nim uciekała, więc jakim cudem mogliby przygotować ten prezent razem? „Tak!” – Marcella Astor nadal kontynuowała swój blef. Pociągnęła raz za ramię Alarica Sinclaira, ale on wciąż pozostawał w bezruchu. „Braciszku Ric...” Jego lodowate spojrzenie padło na twarz Marcelli Astor, gdy usłyszał jej bezradny głos. Zatrzymał je tam przez około sekundę, po czym zaczął się ruszać. Poczuła w głębi duszy ulgę, a jej plecy oblał zimny pot. Tym razem stąpała po bardzo cienkim lodzie, ale na szczęście ostatecznie udało jej się skłonić go do ruchu. Poprowadziła go przez tłum gości w kierunku orkiestry znajdującej się po jednej ze stron wielkiej sali. Ten czyn od razu zszokował wszystkich obecnych. „Co ona próbuje zrobić? Tylko nie mówcie mi, że zamierza grać na fortepianie?” „Czyż Marcella Astor nie jest bogatym beztalenciem? Jakim cudem mogłaby potrafić grać na jakimkolwiek instrumencie muzycznym?” Marcella Astor zachowała spokój, mimo że spotykała się z pytającymi spojrzeniami wszystkich dookoła. Puściła ramię Alarica Sinclaira i wzięła skrzypce od jednego z muzyków z orkiestry. „Pamiętasz to jeszcze?” – zapytała Marcella Astor. Odwróciła się, by spojrzeć na Alarica Sinclaira, po czym zagrała melodyjny utwór na skrzypcach. „Pamiętam.” Spojrzenie Alarica Sinclaira natychmiast się zmieniło, a on sam podszedł do fortepianu z własnej woli. Kiedy usiadł, padło na niego łagodne światło. Spojrzał na nią z boku; dusząca presja, którą zawsze na nią wywierał, już dawno zniknęła. W jego spojrzeniu, które nigdy nie było ciepłe, można było dostrzec nawet nutkę czułości. Wyglądał dokładnie jak romantyczny i zakochany książę z bajki. Serce Marcelli Astor zaczęło dziko bić. Opanowała emocje i złożyła głęboki i elegancki ukłon w kierunku Dziadka Sinclaira, który siedział na tarasie na drugim poziomie, po czym z wielką biegłością zagrała wzruszające preludium. Pięć sekund później palce Alarica Sinclaira zaczęły poruszać się w szybkim tempie. Niski i bogaty dźwięk fortepianu harmonijnie współgrał ze skrzypcami. Muzyka bywała momentami potężna i zdecydowana, a innym razem miękka i powolna, niosąc ze sobą słodycz dwojga zakochanych w sobie ludzi. Innym razem była jednocześnie heroiczna i tragiczna, wywołując poczucie ulgi, jakie człowiek może odczuwać pod koniec swojego życia. Miało się wrażenie, jakby tuż przed nimi odegrała się cała podróż przez życie człowieka; od rozkwitu młodości aż po zmierzch życia. Wciąż jednak pozostawał wierny swoim przysięgom, a jego miłość była niezmienna. Goście byli oszołomieni do tego stopnia, że nie mogli wydusić z siebie słowa. Byli albo upojeni tym mistrzowskim wykonaniem, albo skupiali się na nim w ciszy. Wyrazy twarzy wszystkich osób na tarasie drugiego poziomu, z wyjątkiem Diane Lombard i jej córki, uległy zmianie. Ojciec Marcelli Astor, a nawet rodzice Alarica Sinclaira, patrzyli na parę z żalem; ich spojrzenia kryły w sobie skomplikowaną mieszankę uczuć. Sam Stary Pan Sinclair był całkowicie skupiony na tej dwójce, która wkładała w swój występ tak wiele wysiłku. Do głowy przyszła mu myśl, której nie mógł się pozbyć. Marcella Astor była zanurzona w swojej muzyce, a jej wzrok niekontrolowanie zaczął się mazać. To był jej pierwszy duet z Alaricem Sinclairem od dziewięciu lat. Utwór, który oboje z Alaricem Sinclairem wykonywali, został skomponowany przez Babcię Sinclair. Słowa napisał sam Dziadek Sinclair. Utwór ten był dowodem ich miłości do siebie nawzajem, a także błogosławieństwem na przyszłość dla Marcelli Astor i Alarica Sinclaira. Jednakże, Marcella Astor była o wiele za młoda, by wiedzieć czym jest miłość. Zmarnowała swoją szansę i w końcu ich rozczarowała. Dzisiaj oddawała ten utwór z powrotem Dziadkowi Sinclairowi i sobie samej. „W tym życiu już nigdy cię nie zawiodę, Alaricu Sinclair!” Twarz Marcelli Astor była zalana łzami, gdy przestała grać. Nie spodziewała się, że będą potrafili grać tak harmonijnie po tym, jak przez dziewięć lat ani razu razem nie ćwiczyli. „Zagrałeś naprawdę wspaniale.” Marcella Astor pochwaliła go przez łzy. Mężczyzna powoli podszedł do niej i niezręcznie wyciągnął rękę, by zetrzeć jej łzy. „Nie płacz” – powiedział krótko, a jego wykwintne usta się rozchyliły. Marcella Astor tępo wpatrywała się w mężczyznę. Dlaczego nie odrzucała jego dotyku? „Dobrze! Dobrze! Dobrze! Ten prezent podoba mi się wyjątkowo bardzo!” Dziadek Sinclair powiedział „dobrze” trzy razy, co dowodziło tego, jak bardzo spodobał mu się ten prezent urodzinowy. Marcella Astor odłożyła skrzypce i wybuchnęła uśmiechem. „Dziadku Sinclair, w przeszłości babcia chciała, żebyś o siebie dbał. Czy wciąż pamiętasz, że powinieneś mniej pić i palić?” „Pamiętam, pamiętam! Nie będę już palić!” Stary Pan Sinclair od razu z niesmakiem wrzucił fajkę, którą trzymał w dłoni, do pudełka i nie spojrzał na nią więcej. Marcella Astor uśmiechnęła się swobodnie. Spojrzała ukradkiem na Chloe Mercer, która siedziała w kącie. „Tsk-tsk... Tylko spójrz na tę nieszkodliwą i miłą twarz przepełnioną złością!” „Wy dwa bachory! Kocham was i bardzo się przez was denerwuję, wiecie o tym?” Dziadek Sinclair radośnie zszedł po schodach i chwycił oboje za ręce. „Słuchajcie wszyscy! Obchodzę dziś moje 70. urodziny, ale mam dla was wiadomość, która jest jeszcze ważniejsza...” Serce Marcelli Astor zaczęło dziko bić. W końcu to nadchodziło!

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 4 – Zgubna druga szansa: W sidłach bezwzględnego magnata | Czytaj powieści online na beletrystyka