Clarze Whitmore nie zostało już nic. Zdradzona przez narzeczonego i pozbawiona oszczędności całego życia, uciekła się do ostatecznego, desperackiego kroku: fikcyjnego małżeństwa z rozsądku ze spłukanym modelem-gejem, którego nigdy wcześniej nie spotkała. Kiedy w bistro podeszła do oszałamiająco przystojnego mężczyzny i zaoferowała mu swoją ciasną kanapę w zamian za legalny akt małżeństwa, myślała, że jej problemy zostały rozwiązane. Zgodził się natychmiast. Ale mężczyzna, którego przyprowadziła do domu, nie jest tym, za kogo się podaje. Vance Kensington to bezlitosny, nietykalny miliarder i prezes, który właśnie wykorzystał absurdalną propozycję Clary, by uciec przed małżeństwem zaaranżowanym przez jego własną rodzinę. Podczas gdy dzielą maleńką kawalerkę, Vance w milczeniu obserwuje, jak jego szalenie dumna „żona” żuje miętową gumę, tylko po to, by zagłuszyć głód. Głęboko poruszony jej niezłomnością i tragiczną przeszłością, miliarder potajemnie reżyseruje jej ostateczną zemstę, pociągając za sznurki, by zapewnić jej elitarne stanowisko w korporacji – opatrzone przerażającą klauzulą kary umownej na kwotę dwóch miliardów dolarów. Clara wierzy, że jej modlitwy w końcu zostały wysłuchane. Aż do chwili, gdy dzwoni jej telefon z przerażającym odkryciem: prawdziwy model, którego miała poślubić, w ogóle nie dotarł do bistro. Kim jest ten zniewalający, niezwykle opiekuńczy nieznajomy, który mieszka pod jej dachem? Dlaczego zmusza ją do jedzenia z jego własnego widelca? I co dokładnie zrobi, gdy zażąda, aby zapłaciła te dwa miliardy dolarów kary... samą sobą?

Pierwszy Rozdział

– Szlag by to! Jestem potwornie spóźniona! Ostre przekleństwo wyrwało się z ust Clary, gdy naparła całym ciężarem ciała na ciężkie, szklane drzwi Ruby’s Diner. Jej serce tłukło się gwałtownie o żebra w szalonym, rozpaczliwym rytmie, który odzwierciedlał absolutny chaos, w jaki zamieniło się jej życie. Potknęła się lekko, gdy drzwi ustąpiły, agresywnie żując gumę miętową, by zamaskować zdenerwowanie. Kawiarnia tętniła życiem w porannych godzinach szczytu, a powietrze wypełniał brzęk filiżanek z kawą i ciche rozmowy. Było to idealne, odosobnione, a zarazem publiczne miejsce na spotkanie w ciemno, ale gdy jej niespokojny wzrok omiótł winylowe loże, osoby, której szukała, nigdzie nie było widać. Panika natychmiast zaczęła zaciskać się na jej gardle. Spojrzała w dół na swój zegarek. Był już kwadrans po dziesiątej rano. Czy spóźniła się zbyt bardzo? Czy on już wyszedł? Mamrocząc pod nosem, pospiesznie się wycofała, klucząc między zatłoczonymi stolikami, aż wcisnęła się w ciasną przestrzeń damskiej toalety. Zamykając się w małej kabinie, opuściła deskę sedesową i opadła na nią, wyciągając telefon drżącymi palcami. Musiała odzyskać grunt pod nogami. Przesunęła palcem po ekranie, by ponownie przeczytać kluczową, ratującą życie wiadomość od swojej najlepszej przyjaciółki, Tessy. *„Claro. Spotkaj się z tym facetem w Ruby’s Diner jutro rano o dziesiątej. Nie spóźnij się. Jest początkującym, klepiącym biedę modelem. Potrzebuje miejsca do zatrzymania się. Nie daj się ponieść jego wyglądowi, kochana. Jest gejem. ;-) Jest gotów się z tobą ożenić. Działaj, kochana. Powodzenia.”* Ten nieznajomy mężczyzna był absolutnie ostatnią nadzieją Clary. Jej głupiutka przyjaciółka nie zdążyła nawet wysłać jego zdjęcia, ponieważ ubiegłej nocy musiała zdążyć na pilny lot do Paryża. Clara stuknęła w ekran, odtwarzając krótką wiadomość głosową, którą Tessa zostawiła tuż przed wejściem na pokład. *„Clare. Nie zapomnij spotkać się z nim jutro rano. Muszę pilnie wyjechać. Mama jest chora i trafiła do szpitala. Arthur będzie tam punkt dziesiąta w granatowej koszuli. To bardzo punktualny facet. Powodzenia.”* Tyle że rzekomo punktualnego Arthura nigdzie nie było widać. Wyczerpanie i głęboki, gotujący się w niej gniew zaciążyły na ramionach Clary, gdy wstała i wyszła z kabiny, by umyć ręce. Chwyciła krawędzie porcelanowej umywalki, wpatrując się w swoje blade odbicie. Druzgocąca zdrada jej miłości z dzieciństwa i byłego narzeczonego, Dereka, a także jej kłamliwej młodszej przyrodniej siostry, Brianny, pozostawiła ją całkowicie załamaną. Kłamali, oszukiwali i wyczerpali ją emocjonalnie oraz psychicznie. Fundamentalnie potrzebowała małżeństwa z rozsądku, by ocalić swoją zrujnowaną dumę. Musiała legalnie związać się z kimś, z kimkolwiek, by odzyskać swoje życie. – Boże! Potrzebuję tego mężczyzny – mruknęła zaciekle Clara do lustra, ochlapując twarz zimną wodą. – Muszę pokazać Derekowi, z kim dokładnie zadziera. Biorąc głęboki, drżący oddech, Clara wróciła do tętniącej życiem sali jadalnej, a jej zielone oczy omiotły pomieszczenie z odnowioną determinacją. Jej wzrok gwałtownie się zatrzymał, napotykając obłędnie przystojnego mężczyznę siedzącego przy cichym, narożnym stoliku. Był wysoki, a jego szerokie ramiona napinały materiał świeżej, idealnie skrojonej granatowej koszuli. Na oparciu krzesła miał przewieszoną ewidentnie markową, drogą marynarkę od garnituru, co całkowicie przeczyło opisowi „klepiącego biedę modela”. Jego głowa była obecnie pochylona, a długie palce fachowo przesuwały się po klawiaturze eleganckiego laptopa. Zakładając, że ta sylwetka rodem od greckiego boga musiała być jej celem – być może drogi garnitur został pożyczony na zbliżające się przesłuchanie – podeszła do stolika. Z każdym krokiem czuła się całkowicie oszołomiona i obezwładniona jego nieskazitelnymi, wyrzeźbionymi rysami. *Och, dzięki Bogu! Dzięki Bogu! On tu jest! Dziękuję ci, Tesso* – skandowała w myślach, wysyłając ciche uściski przez ocean do swojej najlepszej przyjaciółki. Clara zatrzymała się na krawędzi jego stolika. Kiedy nie oderwał wzroku od ekranu, z wahaniem zastukała knykciami o drewnianą powierzchnię. Mężczyzna w końcu podniósł głowę. Jasna cholera. Clara dosłownie zapomniała, jak się oddycha. Zamrugała gwałtownie, chcąc się uszczypnąć, by przypomnieć swojemu wyczerpanemu mózgowi, że nie śni. Niech cię szlag, Tesso! Dlaczego nie wspomniałaś, że jest nieziemsko, piekielnie wręcz seksowny? To zakrawało na kosmiczny żart, że tak przystojny mężczyzna był gejem! – Jeśli skończyłaś mnie już taksować wzrokiem, to mam pracę do wykonania – głęboki, rezonujący głos przerwał jej chwilowy trans. Słowa te były przesiąknięte chłodną, obojętną arogancją. Jego lodowato niebieskie oczy wbiły się w nią z przenikliwą intensywnością, która wywołała u niej dreszcz. Mój Boże, wyglądał praktycznie jak gwiazda filmowa. A on po prostu się w nią wpatrywał, czekając, aż się odezwie. Jakże całkowicie głupio musiała teraz wyglądać. – Umm. Ja... Jestem Clara Whitmore. Ja... – zająknęła się, a jej zwykła pewność siebie wyparowała pod jego lodowatym spojrzeniem. Czując się jak absolutna idiotka, wyciągnęła dłoń przez stół, spodziewając się uprzejmego uścisku ręki. Zamiast wyciągnąć rękę, by ją uścisnąć, mężczyzna po prostu trzymał dłonie w pobliżu laptopa, opierając zaciśniętą pięść pod swoją ostrą linią szczęki. Wciąż się w nią wpatrywał. Fale niepokoju zalały Clarę. Ten facet był niezaprzeczalnie cholernie seksowny, ale wydawał się też dyplomowanym dupkiem. Mimo to nie mogła sobie pozwolić na bycie wybredną. Był jej jedyną nadzieją. Nie dając się zrazić jego mroźnemu zachowaniu, Clara cofnęła dłoń, przykleiła do twarzy promienny, zdeterminowany uśmiech i śmiało wsunęła się na siedzenie dokładnie naprzeciwko niego. – Posłuchaj, Arthurze! – Gdy nazwała go tym imieniem, idealnie wyrzeźbione brwi mężczyzny drgnęły, a on spojrzał na nią, jakby całkowicie postradała zmysły. Zignorowała to. Naprawdę wyglądał niesamowicie jak Henry Cavill, ale z pewnością nie zamierzała pompować jego ego, mówiąc mu o tym. – Tessa na pewno powiedziała ci o mojej potrzebie poślubienia kogoś – Clara brnęła dalej. – Słucham? – Subtelny, nieodgadniony błysk zainteresowania nagle zaiskrzył w głębi jego lodowato niebieskich oczu. – Posłuchaj, Arthurze. Wyłóżmy po prostu wszystkie nasze karty na stół – Clara rozpoczęła swoją rozpaczliwą przemowę, pochylając się do przodu. – Tessa powiedziała mi o tobie wszystko. Mam takie malutkie, ciasne mieszkanko. Jest tam małe łóżko. Możesz wziąć łóżko, jeśli chcesz, a ja chętnie poradzę sobie na kanapie. Zobaczyła, że teraz ma jego pełną uwagę. Ośmielona, wyciągnęła rękę przez stół i położyła dłoń delikatnie na jego twardym przedramieniu. – W tej chwili moje finanse są tymczasowo zamrożone. Ale jak tylko odzyskam swoje pieniądze, obiecuję, że hojnie ci zapłacę. Mogę ci też pomóc z twoją podupadającą karierą. Mam znajomości w branży modelingowej. Modliła się, by nie zabrzmiało to tak potwornie desperacko, jak się czuła. Po raz pierwszy, odkąd usiadła, zauważyła maleńkie pęknięcie w lodzie jego spojrzenia. Spojrzał w dół na jej drobną dłoń spoczywającą na jego ramieniu. Mogłaby przysiąc, że dostrzegła przelotny ślad ciepła w jego wyrazie twarzy, ale zniknął równie szybko, jak się pojawił. – Więc co ty na to? – naciskała Clara, zdając sobie sprawę, że on w milczeniu kalkulował jej słowa. – Kiedy życzysz sobie tej całej sprawy z małżeństwem... proszę pani? – zapytał, a jego głęboki głos był niebezpiecznie gładki. – Umm. Clara. I to tak szybko, jak to możliwe. Kiedykolwiek ci pasuje. Podniósł ostrą, ciemną brew, a jego spojrzenie stało się oceniające i śmiałe. – A może teraz? – Teraz? – Clara westchnęła z otwartymi szeroko oczami. Nie spodziewała się, że pójdzie to tak niewiarygodnie gładko. To było dosłownie spełnienie jej marzeń. Skinął stanowczo głową. – Tak. Jeśli zrobimy to teraz... Wchodzę w to. W przeciwnym razie umowa nieaktualna. Zatrzasnął laptopa, a cała jego postawa zmieniła się w gotowość do zdecydowanego działania. Clara była zachwycona i całkowicie zadowolona. Zgodziła się bez sekundy wahania, zrywając się z krzesła. Gdy okrążała stół, a jej biodra delikatnie kołysały się w pośpiechu, przyłapała go na bezczelnym zlustrowaniu wzrokiem jej seksownych nóg. W tej chwili zupełnie ją to nie obchodziło. Dostawała dokładnie to, czego potrzebowała. Kolejne dwie godziny były kompletnym rozmyciem. Wykorzystując znajomości, które wydawały się podejrzanie szybkie i potężne jak na początkującego modela, mężczyzna zdołał w rekordowym czasie załatwić księdza, dwóch świadków i prawne dokumenty małżeńskie. Stojąc przed urzędem stanu cywilnego na tętniącym życiem chodniku ulicy, surrealistyczny czyn został oficjalnie dokonany. Słońce odbijało się od przejeżdżających samochodów. Clara ściskała swoją dużą torbę, a jej myśli pędziły z prędkością miliona mil na minutę. Przyjechali taksówką, za którą ona zapłaciła, a teraz rzeczywistość ponownie z hukiem zwaliła się na jej barki. – Dokąd teraz pójdziesz? – zapytał swobodnie, obserwując, jak ona gorączkowo przeszukuje swoją torbę. – Właśnie teraz mam strasznie ważną rozmowę o pracę, Arthurze. Życz mi szczęścia – powiedziała Clara, w końcu wyławiając długopis i pognieciony kawałek papieru. Pospiesznie nabazgrała swój adres, opierając kartkę o torbę, i wręczyła mu ją. – Oto mój adres. Zabierz swoje rzeczy i zatrzymaj się u mnie! Będę na ciebie czekać. Posyłając mu ostatni, promienny uśmiech, Clara obróciła się na pięcie i pobiegła w stronę pobliskiego postoju taksówek, a jej obcasy szybko stukały o beton. Była całkowicie nieświadoma intensywnego, zdezorientowanego spojrzenia, jakie mężczyzna skierował na jej oddalające się plecy. Po prostu nie mógł uwierzyć w to, do czego właśnie kazała mu doprowadzić. Pozostawiony sam na chodniku, mężczyzna patrzył, jak żółta taksówka wtapia się w ruchliwy ruch miejski. Właśnie wtedy jego telefon komórkowy zaczął dzwonić z wewnętrznej kieszeni marynarki. Wyciągnął go i swobodnie odebrał. – Vance! Mój przyjacielu! Gdzie jesteś, stary? – Głos jego przyjaciela, Nolana, rozbrzmiał w słuchawce w stanie gorączkowej paniki. – Nolan. Co się stało? – zapytał gładko Vance. – Jeszcze nic się nie stało, ale coś zdecydowanie się stanie, jeśli nie weźmiesz ślubu przed dzisiejszym wieczorem! Twój staruszek staje się nerwowy, a telefon Vanessy nie odpowiada. Wiem, że dzisiejszy ślub z tobą został dla niej strategicznie zaaranżowany za dziesięć milionów dolarów. Ale myślę, że jeśli ona bezwzględnie żąda dwudziestu milionów, to lepiej jej to dać! Nie mamy żadnej innej opcji. Vance słuchał hiperwentylującego słowotoku swojego przyjaciela z przerażającym spokojem. Kiedy Nolan w końcu zamilkł, Vance odezwał się tonem ociekającym czystą obojętnością. – Vanessa nie jest już potrzebna. Pieprzyć ją i jej wygórowane żądania finansowe. Swoją drogą, właśnie wziąłem ślub. – Zrobiłeś co?! – wykrztusił Nolan, brzmiąc na całkowicie oniemiałego. – Ożeniłem się – powtórzył Vance, całkowicie niewzruszony. – Więc teraz mój staruszek nie powinien próbować odebrać mi stanowiska dyrektora generalnego Kensington Company. Wysyłam ci właśnie zdjęcie mojego aktu małżeństwa przez WhatsAppa. Pokaż to mojemu staruszkowi. – W jego głosie zabrzmiała nuta mrocznego sarkazmu. Po drugiej stronie zapadła chwila ciężkiej ciszy. – Jak ci się to udało, stary? Kim jest ta dziewczyna? Jaką astronomiczną cenę jej płacisz? Vance Kensington pozwolił, by rozbawiony, szczerze ukontentowany uśmiech zagościł na jego ustach. Spojrzał w dół na pognieciony kawałek papieru z zapisanym nędznym adresem mieszkania. – To jest w tym najlepsze, Nolan. To nie ja jej płacę. To ona obiecuje zapłacić mi. Aha, i oferuje miejsce do zamieszkania. – Robi co?! – Nolan zakaszlał gwałtownie, ewidentnie dławiąc się piwem i próbując powstrzymać śmiech. Vance zaśmiał się i rozłączył połączenie, skutecznie neutralizując ultimatum swojego ojca w jeden przedziwny poranek. Wyglądało na to, że jego odważna panna młoda, znaleziona w ostatniej chwili, absolutnie nic o nim nie wiedziała. Wybrał kolejny numer. – Gdzie jest mój samochód, Simonie? Podprowadź go tutaj. – Tak jest, proszę pana. Mniej niż dwie minuty później, lśniący, zielony McLaren P1 w odcieniu Napier – cud inżynierii warty miliony dolarów – gładko podjechał do krawężnika, przyciągając spojrzenia wszystkich pieszych w przecznicy. Umundurowany szofer natychmiast wysiadł, kłaniając się z szacunkiem i odbierając torbę z laptopem z ręki Vance'a. – Zorganizuj dyskretny samochód jako rozwiązanie tymczasowe, Simonie – rozkazał gładko Vance. Po poinstruowaniu swojego szofera, Vance Kensington wsunął się na luksusowe, wykończone na zamówienie skórą tylne siedzenie, a jego umysł był całkowicie zrelaksowany. Duszące, niemożliwe zadanie jego zaaranżowanego małżeństwa, które jeszcze dziś rano wisiało nad nim jak fatum, zostało magicznie rozwiązane w najbardziej nieoczekiwany sposób. Oparł głowę o zagłówek. Nie wiedział absolutnie nic o ognistej dziewczynie, która właśnie prawnie się z nim związała, ale to ona miała być tą, która dostanie zapłatę. Wydawała się odważna, a on był do głębi, beznadziejnie zaintrygowany, by dowiedzieć się o niej czegoś więcej. Szaleńczo wzięła go za jakiegoś nieznanego „Arthura”. Ale w tym całkowicie dziwacznym zrządzeniu losu, biedny Arthur właśnie przegrał o włos.

Odkryj więcej niesamowitych treści