Pięć lat temu noc pijackiego szaleństwa zrujnowała życie Clary Hayes, skazując ją na samotne wychowywanie „bezojcowskiej” córki w absolutnej hańbie. Dziś jest osaczona przez bezwzględnych drapieżników, a jej godność została zdeptana przez miejską elitę. Nie znają jednak jej największego sekretu. Mężczyzna, który zostawił ją tamtej feralnej nocy, nie był bezimiennym włóczęgą. To Gideon Thorne, mityczny „Atlas Północy” – naczelny dowódca, który nigdy nie przegrał ani jednej bitwy. Teraz Bóg Wojny powraca. Gdy ujrzy swoją ukochaną córkę traktowaną jak pies, a swoją kobietę osaczoną przez skorumpowanych magnatów, cały świat zadrży w posadach. – Wyłożę ich drogę diamentami – przysięga Gideon – i rzucę świat do ich stóp. A ci, którzy doprowadzili je do łez, niech przygotują się na absolutną zagładę.

Pierwszy Rozdział

Całe miasto Bradford znajdowało się w stanie najwyższej gotowości. Wojskowy samolot podchodził do lądowania na Międzynarodowym Lotnisku w Bradford. Setki żołnierzy z sił specjalnych ustawiły się w równych rzędach na płycie lotniska. Każdy żołnierz był w pełnym rynsztunku bojowym. Żaden z nich nie potrafił oderwać pełnego uwielbienia wzroku od samolotu, który właśnie wylądował. W powietrzu dało się wyczuć radosne oczekiwanie. Gideon Thorne zszedł po schodach samolotu tuż po tym, jak z niego wysiadł. Jego czarne buty bojowe skrzypiały przy każdym kroku. "Baczność!" "Salut!" Ostry głos oficera przeszył powietrze nutą autorytetu i dyscypliny. Oddziały podniosły jednolicie prawe dłonie do salutu, witając go zgodnie: "Witamy w Bradford, sir!" Był ich generałem, którego prawdziwe nazwisko brzmiało Gideon Thorne, choć oni woleli nazywać go Atlasem Północy. Wynikało to z faktu, że nigdy nie przegrał żadnej bitwy w swojej wybitnej karierze wojskowej, od dnia, w którym dołączył do armii jako młody chłopak. Jego osiągnięcia z ostatnich pięciu lat były oszałamiające, odkąd poprowadził wojska do kilku znaczących zwycięstw na północy. Wielokrotnie bronił granic przed nacierającymi wrogami. To jego taktycznemu geniuszowi i strategicznej bystrości kraj zawdzięczał pokój i dobrobyt, którymi cieszył się dzisiaj. Z wysoką i muskularną sylwetką, Gideon Thorne był atrakcyjnym mężczyzną. Jego świetliste oczy skrzyły się niczym diamenty w oślepiającym świetle słonecznym. Niemniej jednak wydawał się nieco niezadowolony. Marszcząc brwi, mruknął do Dextera Vaughna, kapitana Gwardii Narodowej: "Czy nie kazałem ci nie zwracać na nas uwagi?" "To właśnie powtarzałem władzom Bradford, sir. Nigdy bym się nie spodziewał, że zrobią z tego takie zamieszanie" - odpowiedział Dexter Vaughn ze zmieszaniem. "Odeślij oddziały z powrotem i poinformuj ich o zniesieniu czerwonego alarmu, przywracając wszystko do normalnego biegu. To samo tyczy się ciebie - nie potrzebuję, żebyś za mną chodził. Mam własne plany." "Tak jest, sir!" Dexter Vaughn trzasnął obcasami i zasalutował. Gideon Thorne samotnie opuścił lotnisko, a towarzyszyło mu nagłe mrowie dziwnych emocji, które szarpały jego sercem, co stanowiło ogromne odstępstwo od jego zazwyczaj spokojnego usposobienia. Pięć lat temu żal po stracie matki wpędził go w pijacki amok i sprawił, że spał na ulicach. Pewna kobieta o dobrym sercu zlitowała się nad nim i próbowała podać mu pomocną dłoń. Ale jego żądze, rozbudzone przez pijaństwo, wzięły nad nim górę, gdy zmusił ją do stosunku. Zanim się obudził, kobieta odeszła. To było pięć wyczerpujących lat dla Gideona, podczas których wyczerpał wszelkie możliwości znalezienia tej kobiety. Niestety, wszystkie jego wysiłki spełzły na niczym. Dopiero niedawno w końcu dotarł do informacji, których szukał. Jego źródła doniosły mu, że nazywała się Clara Hayes i że nadal jest niezamężna. Urodziła córkę, Rosie Hayes, co było następstwem ich przygody na jedną noc. Ból sprawiała mu myśl o okropnym życiu, z jakim obie musiały się zmierzyć w ciągu ostatnich kilku lat. Claro, Rosie, wiem, że to musiało być trudne dla was obu. Teraz, kiedy was znalazłem, zapewniam, że od tej pory w waszym życiu zagości tylko radość i szczęście, uroczyście przysiągł. Dam wam wspaniałe życie, na które obie zasługujecie. ... W sali konferencyjnej Lumina Limited Clara Hayes dyskutowała ze swoim klientem, Declanem Croftem. Ubrana w elegancki garnitur Clara wyglądała na profesjonalistkę, a zarazem oszałamiająco atrakcyjnie. Jej twarz przepełniała jednak wściekłość, gdy patrzyła na grubego, pyzatego mężczyznę przed nią. "Przykro mi, panie Croft, ale nie jestem w stanie spełnić pańskiej prośby. Nie jestem jedną z tych, które oddałyby się tylko ze względu na kontrakt" - odrzuciła jego propozycję z oburzeniem. Po tych słowach wstała i odwróciła się, by opuścić salę konferencyjną. Declan Croft wyciągnął swoje zwiotczałe ramiona, by zagrodzić jej drogę. "Niech pani nie będzie zła, panno Hayes". Jego wargi rozciągnęły się w przyprawiającym o mdłości uśmiechu, niczym u głodnego wilka obnażającego kły. "Proszę tylko o to, aby założyła pani najnowszy projekt bielizny dla par swojej firmy, abym mógł lepiej zorientować się, jak wygląda na ciele". Uśmiechając się lubieżnie, próbował ją przekonać: "Tylko mała uczta dla moich oczu, o nic więcej nie proszę!" "Dlaczego po prostu nie zaprezentuje mi ich pani na sobie? Jeśli spodoba mi się to, co zobaczę, natychmiast złożę zamówienie na pięćdziesiąt milionów. Takie jest moje stanowisko, bierzesz albo zostawiasz." "A na dodatek dam ci też gruby napiwek w wysokości miliona. Jak to brzmi?" "Proszę przestać mnie molestować i okazać mi trochę szacunku, panie Croft!" "Szacunku do ciebie?" Declan Croft wrzasnął na całe gardło. "Kto miałby szanować kogoś takiego jak ty, po tym jak dowiedział się o twojej brudnej przeszłości, nasza ukochana córko rodziny Hayes? Każdy członek wyższych sfer Bradford zakrywał usta i chichotał na myśl o tej tajemnicy poliszynela. Przestań udawać przede mną jakąś czystą i niewinną dziewicę!" Dreszcz przebiegł po plecach Clary Hayes. Jej twarz natychmiast pobladła, gdy wspomniał o tym paskudnym incydencie - był to duch, który miał ją nawiedzać do końca życia, nieustający wstyd, który na zawsze splamił reputację rodziny Hayes. Sama wzmianka o tym była dla niej torturą. Nigdy nie przypuszczała, że Declan Croft tego użyje, depcząc jej godność. "Nie widzę potrzeby, by tłumaczyć się panu z mojego życia osobistego" - jej piękna twarz stała się lodowata. "I postanowiłam odwołać naszą współpracę biznesową z panem. Nie mamy już o czym rozmawiać, do widzenia!" Wbijając wzrok w ponętne ciało Clary, Declan Croft odmówił ustąpienia. Przeniósł spojrzenie na próbki bielizny na stole i zagroził: "Żadna kobieta nie ucieknie mi, gdy już wpadnie mi w oko, panno Hayes. Proszę mnie nie winić za brutalność, jeśli nadal będzie się pani upierać przy swoim." Jego słowa wciąż rozbrzmiewały w jej uszach, gdy Clara została błyskawicznie osaczona przez dwóch ochroniarzy z krzywymi uśmieszkami na twarzach. "Co wy próbujecie zrobić?" Clara natychmiast stała się czujna. W jej głosie słychać było wściekłość i strach. "Próbuję się tylko trochę z tobą zabawić, panno Hayes. Nie wiesz, jak bardzo cię uwielbiam?" Declan Croft uśmiechnął się swoim ohydnym, lubieżnym uśmiechem. "Ale skoro jesteś takim upartym głupcem, obawiam się, że będę musiał uciec się do środków fizycznych, by zmusić cię do poddania się moim żądaniom." Ukłucie przerażenia przeszyło Clarę, gdy wypowiedział te słowa, a jej policzek drgnął ze strachu. Nagle rzuciła się w stronę drzwi, próbując uciec. Dwaj ochroniarze chwycili ją za nadgarstki i przytrzymali. "Pomocy! Niech mi ktoś pomoże, błagam!" Clara krzyknęła wniebogłosy. "Hehehe, oszczędzaj oddech, moja droga. Wybrałem tę godzinę na nasze spotkanie, ponieważ wszyscy twoi pracownicy wyszli już do domów". Declan Croft posłał jej groteskowy uśmiech. "Możesz krzyczeć ile wlezie, nikt nie przyjdzie cię uratować." Łzy wezbrały w oczach Clary, gdy pogrążyła się w rozpaczy, czując się jak osaczone zwierzę. Nigdy nie sądziła, że Declan Croft okaże się takim okrutnym potworem. "Och kochanie, dlaczego płaczesz? Tatuś tu jest..." Declan Croft przysunął się do niej z szyderczym uśmieszkiem na odrażającej twarzy, snując swoją paskudną sieć wokół Clary, która została przygwożdżona do podłogi przez jego ochroniarzy. Bum! W pokoju rozległ się ogłuszający huk. Drzwi sali konferencyjnej zostały wykopane z taką siłą, że wyleciały z zawiasów i wylądowały z łoskotem tuż przed nosem Declana Crofta i jego ludzi, wprawiając ich w szok z otwartymi ustami. Do pokoju wszedł mężczyzna. Jego silne, smukłe ciało wyglądało na tak sprawne, jak u profesjonalnego sportowca, a jego wykwintny wygląd wydawał się wystarczająco dobry, by zdobić okładki magazynów. To był Gideon Thorne. Clara drgnęła w chwili, gdy zobaczyła Gideona - to on! Powstrzymywała łzy nawet wtedy, gdy Declan Croft prawie ją napastował, jednak na widok Gideona łzy spłynęły po jej policzkach niczym strumyki. Ostry ból ukłuł serce Gideona na widok Clary płaczącej jak dziecko, topiąc tkwiące w nim warstwy lodu. Pięć lat temu uratowała go podczas przypadkowego spotkania. Jednak w swoim stanie nietrzeźwości wziął ją siłą i odbył z nią stosunek bez jej zgody. Przez ostatnie pięć lat Gideon nigdy nie przestał jej szukać. Jej twarz co noc wypełniała jego sny; była bezspornie najbardziej niezapomnianą kobietą, jaką spotkał. Teraz, gdy znów się odnaleźli, niewytłumaczalne spojrzenie w ich oczach mówiło tysiąc słów. Głos Declana Crofta wyrwał ich oboje z zadumy. "Kim ty do cholery jesteś?" Jego oczy zwęziły się i były pełne groźby, gdy oceniał Gideona, który był ubrany w cywilne ubrania. "Chodź ze mną!" Gideon skinął na Clarę, nie odrywając od niej wzroku. Nie odpowiedział na pytanie Declana Crofta, ani nie obdarzył go spojrzeniem. Clara żarliwie potrząsnęła głową. Jej łzy płynęły strumieniami, niczym wodospady. To był ten sam mężczyzna, który zgwałcił ją pięć lat temu, przynosząc wstyd jej rodzinie, gdy uczynił z niej pośmiewisko całego Bradford. Jej własna odporność zdumiewała ją - przetrwała zjadliwą tyradę kpin i wyzwisk, które rzucali w nią inni. Jednak ten sam mężczyzna, który teraz przed nią stał, nie okazał ani odrobiny współczucia dla jej trudnego położenia. Pierwszym zdaniem, jakie wypowiedział, był protekcjonalny rozkaz, by z nim odeszła. Za kogo ty mnie masz, za niewolnicę? Declan Croft był tak bliski położenia rąk na Clarze, ale nagłe pojawienie się Gideona pokrzyżowało jego wielki plan. Jego oczy wybrzuszyły się ze złości, a zwiotczały podbródek drżał z wściekłości, gdy usłyszał, że Gideon zamierza zabrać ze sobą Clarę. "Jak śmiesz wtrącać się w moje sprawy, gówniarzu!" Warknął: "Quin, Luke, chcę, żebyście zmiażdżyli mu nogi i upewnili się, że już nigdy nie będzie mógł chodzić!" "Tak jest, szefie!" Dwaj potężni ochroniarze rozcapierzyli szpony i rzucili się na Gideona Thorne'a. Bum! Trzask! Dwoma mocnymi kopnięciami Gideon posłał ich w powietrze do tyłu i ciężko wylądowali na podłodze. Siła uderzenia połamała im żebra, pozostawiając dwa ogromne wgniecenia na klatkach piersiowych. Obaj mężczyźni stracili przytomność. Po rozprawieniu się z dwoma ochroniarzami Gideon ruszył wolnym krokiem w stronę Declana Crofta, wbijając w niego zimne spojrzenie mordercy. "Jak śmiesz? Co ty sobie myślisz, że robisz?" Declan Croft próbował przybrać odważną pozę, mimo że wiedział, że został całkowicie obezwładniony przez Gideona. "Nie wiesz kim jestem? Jestem Declan Croft, szef Crest Corporation!" "Nikt w całym Bradford nie odważy się mnie tknąć, wiedząc, że wycisnę z nich gówno, jeśli choćby tkną mój włos." Gideon stanął tuż przed nim z obojętnym wyrazem twarzy. "Skończyłeś już z tymi bzdurami?" Jego odpowiedź zdumiała Declana Crofta, który miał wrażenie, że każdy kuliłby się ze strachu na dźwięk jego nazwiska. Ale ten facet wydawał się obojętny na jego groźbę. Z zaskoczenia Gideon uniósł nogę i z brutalną siłą nadepnął na lewą nogę Declana Crofta. Trzask, rozległ się dźwięk łamanej kości. Gideon złamał lewą kość strzałkową Declana, przez co Declan Croft wił się i zwijał z bólu na podłodze, zawodząc jak banshee. Z obojętnym wyrazem twarzy Gideon odwrócił się i ruszył w stronę Clary, która patrzyła na niego oczami wielkimi jak spodki. "Pójdziesz ze mną?" Jego ton złagodniał. "Nie ma mowy!" Zdecydowanie przygryzła wargę; nie mogła wybaczyć potworowi takielmu jak on, który całkowicie zrujnował jej życie. "Szukałem cię wszędzie od kiedy spotkałem cię po raz pierwszy pięć lat temu. Nigdy więcej nie pozwolę ci zniknąć z moich oczu." Po tych słowach chwycił ją w ramiona i ruszył pewnym krokiem do wyjścia z pokoju.

Odkryj więcej niesamowitych treści