Clara nie wyrywała się z jego ramion. Wyglądała tak, jakby straciła wolę walki.
Jedyną oznaką buntu były łzy spływające z kącików jej oczu.
Przez ostatnie pięć lat żyła jak zombie, znieczulając się na nieustanne zniewagi i upokorzenia wymierzone w jej stronę. Kilkakrotnie myślała o zakończeniu swojego życia, aby uciec przed bólem i nędzą, ale za każdym razem twarz jej córki pojawiała się w jej umyśle. Z córką jako jedyną kotwicą, Clara zaciskała zęby i parła naprzód.
To wszystko przez tego demona, który rozdarł jej życie na strzępy!
To Gideon był tym, który sprowadził na nią i jej córkę nieustanną nędzę i rozpacz.
Przysięgła sobie, że będzie ciężko pracować i pozostanie singielką do końca życia. Jej jedynym celem było wynagrodzenie córce jej cierpień, dając jej radosną i obiecującą przyszłość.
Nie przypuszczała jednak, że mężczyzna, który rozpoczął tę tragedię pięć lat temu i sprowadził na nią najbardziej torturujące chwile jej życia, teraz powrócił, by ją prześladować. To było jak posypywanie solą jej rany. Wraz z jego ponownym pojawieniem się, wszystkie bolesne wspomnienia, które dawno zostały pogrzebane, powróciły do życia, migając w jej umyśle jak nieusuwalne duchy.
Jak bardzo pragnęła przerwy. Modliła się do Boga o odrobinę ocalenia, gorąco błagając niebiosa, by przestały piętrzyć jej trudności.
Widok żałosnego stanu Clary był dla Gideona nie do zniesienia. Delikatnie odstawił ją i pozwolił jej stanąć na własnych nogach.
"Czy możesz dać mi szansę, żebym wynagrodził to tobie i naszej córce, proszę?" Istota o kamiennym sercu, taka jak on, była całkowicie obca czułości, ale po raz pierwszy prosił w najłagodniejszy możliwy sposób, na jaki było go stać.
"Ze względu na naszą córkę i ciebie, proszę, daj mi szansę" - błagał.
Clara niekontrolowanie zadrżała, gdy wypowiedział słowa "nasza córka".
Dało jej to iskierkę nadziei, gdy powoli podniosła oczy.
"Zaufaj mi, wiem przez jakie piekło obie przeszłyście na przestrzeni lat" - Gideon kontynuował błaganie miękkim głosem. "Wiem, że ty też mnie nienawidzisz, ale proszę, daj mi szansę na zadośćuczynienie."
"Dzieci z rodzin niepełnych są bardziej narażone na zaburzenia osobowości, co może wpłynąć na ich ogólne samopoczucie."
"Proszę, daj mi szansę, Claro."
Oczy Clary odbijały wir emocji, gdy rozmyślała nad jego słowami. Rosie szybko dorastała i z dnia na dzień stawała się coraz bardziej rozsądna.
Rodzina bez ojca nigdy nie mogłaby być kompletna, a co dopiero oferować dziecku poczucie normalności i jedności.
Łamało jej to serce, gdy widziała ten żałosny wyraz twarzy Rosie, kiedy pytała o tatę.
A jednak mogła jedynie odwrócić się i otrzeć łzy, nie mając odpowiedzi dla swojej drogiej córki.
Tak, Rosie potrzebuje ojca!
Determinacja w oczach Gideona tylko podsyciła jej przekonanie.
Podjęcie decyzji zajęło jej dużo czasu, ale w końcu się zgodziła: "W porządku, dam ci szansę na ponowne spotkanie z córką."
"Daję ci szansę, ponieważ ona potrzebuje taty w swoim życiu. Ale ostrzegam cię stanowczo - nie rób niczego, co mogłoby ją zdenerwować."
"I żeby było jasne, fakt, że Rosie nazywa cię tatą, nie oznacza, że jesteś moim mężem, rozumiesz?"
"Tak!" Gideon skinął głową, potwierdzając.
Gideon dobrze wiedział, że Clara daje mu szansę na połączenie się z Rosie, ponieważ chciała, aby mała dziewczynka miała świetlaną przyszłość.
Wybaczenie mu bólu, jaki jej zadał, zajęłoby jej całe życie, a co dopiero przyjęcie go za męża.
Te lata cierpienia w milczeniu uplotły w niej niewidzialną sieć, tworząc śmiercionośny bałagan splątanych węzłów. Wiedział, że rozplątanie i rozwikłanie tych węzłów bólu i żalu będzie wymagało czasu.
...
Tymczasem w sali dla maluchów Przedszkola Srebrnego Liścia nauczycielki nigdzie nie było widać!
Pyzaty chłopiec, ubrany w markowe ciuchy, z zachwytem triumfował, pociągając za sznur.
Drugi koniec sznura był zawiązany na szyi małej dziewczynki, która była ciągnięta jak szczeniak.
Gruby chłopiec niecierpliwie pociągnął za prowizoryczną smycz i krzyknął na nią: "Nie wiesz, że jesteś moim psem, Rosie? Psy powinny szczekać, zrób to teraz!"
Ofiara pełzała na czworakach jak szczeniak, a jej brudna twarzyczka była umazana kredą. Była małą dziewczynką w wieku około czterech lat.
Pod brudem i kurzem kryła się wyraźna twarzyczka o uroczych rysach ślicznej, niewinnej, młodej dziewczynki.
Gruby chłopiec wciąż pociągał za sznur na jej szyi, przez co z trudem łapała powietrze.
Niezadowolony z jej bierności, gruby chłopiec ponownie zaczął ją dręczyć: "Rosie, ostrzegam cię, szczekaj, albo każę wszystkim cię zbić. Jesteś głupim bękartem, który nie ma nawet ojca..."
Z zaczerwienionymi oczami, Rosie szlochała żałośnie: "Nie, nie nazywaj mnie bękartem, nie jestem..."
"Słuchaj, jestem tu królem i kiedy mówię, że jesteś bękartem, lepiej zachowuj się jak bękart. A teraz rób co każę i szczekaj jak pies!" Gruby chłopiec był bezlitośnie okrutny i wymagający.
Reszta dzieci śmiała się z tego, co widziała, jakby oglądała zabawną kreskówkę.
Gideon i Clara właśnie dotarli do wejścia do klasy.
Widok córki prowadzonej na smyczy jak szczeniak zszokował Clarę. Podbiegła do niej i wzięła Rosie w ramiona.
Odwiązała sznur z szyi Rosie i rzuciła nim, jakby to był odrażający wąż. "Co ci się stało, Rosie?" Zapytała z niepokojem, a jej oczy płonęły gniewem.
Rosie nie mogła już dłużej powstrzymywać łez na widok matki. Jak tama, która eksplodowała, szlochała aż jej małe ciałko drżało: "Mamo, Toby Finch powiedział, że jestem bękartem i że chce, żebym szczekała jak pies, bo inaczej namówi wszystkich w klasie, żeby mnie pobili..."
Co takiego?
Ogarnięta gniewem Clara drżała z wściekłości pulsującej w jej żyłach.
Dobrze znała tego grubego łobuza o imieniu Toby Finch. Zawsze obierał sobie Rosie za cel.
Zatkało ją, gdy zobaczyła nieludzkie traktowanie, jakiego doznała od niego Rosie.
Clara przytuliła czule Rosie, pocieszając ją: "Masz tatę, Rosie. Mylą się nazywając cię bękartem."
Rosie zaszlochała i odpowiedziała przez czkawkę: "Nie, Rosie nie ma tatusia..."
"Nie, Rosie, masz tatę. Ja jestem twoim tatą!" Wykrzyknął Gideon, którego serce rozrywało się, gdy usłyszał rozdzierający serce płacz Rosie.
Rosie przestała szlochać i spojrzała pytająco na matkę. "Mamo, czy to naprawdę mój tatuś?"
"Tak, to twój tatuś, Rosie. Właśnie przeszedł na emeryturę wojskową." Clara potaknęła żarliwie.
"Tatuś..."
Rosie była przepełniona radością, gdy pobiegła w stronę Gideona, który podniósł ją na ręce, a jego serce wypełniła żarliwa miłość.
Oplatając jego szyję małymi rączkami, Rosie była pochłonięta tak intensywnym szczęściem, że nie mogła przestać go wołać: "Tatuś, tatuś."
Gideon był równie zalany czułością i miłością, odpowiadając na jej kwilenie z pasją i przywiązaniem.
Clara obserwowała z boku interakcję między tą dwójką, pełną chichotów i śmiechu. Drżała z radości, ponieważ to wszystko wydawało się tak ciepłe i przytulne, a jednocześnie niewiarygodnie realne.
Po raz pierwszy Rosie poczuła ciepło i miłość ojca.
Wciąż tuląc się do ojca, Rosie wielokrotnie nazywała go "tatusiem", aż jej głos stał się ochrypły.
Jego pojawienie się wypełniło jej mały świat taką radością, dając jej poczucie dumy, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczyła w swoim młodym życiu.
Odwróciła się i uśmiechnęła z wyższością do grubego chłopca: "Spójrz, nie jestem bękartem, też mam tatusia."
Gruby chłopiec sarkastycznie odparł: "On nie jest twoim tatą. Moja mama mówi, że jesteś bękartem, bo twoja mama to puszczalska, która sypia z facetami. Zaszła w ciążę i tak się pojawiłaś. Dlatego nie masz taty."
Cień przemknął przez twarz Gideona, gdy usłyszał te słowa.
Clara nie mogła już dłużej się powstrzymywać. Ostrzegła grubego chłopca surowym tonem: "Hej, mały, uważaj na słowa. Jeśli nadal będziesz wredny i pozbawiony szacunku, powiem o tym twojej nauczycielce i dopilnuję, by zrobiła ci porządne kazanie."
Łaaa! Gruby chłopiec wrzasnął ze strachu, gdy usłyszał słowa Clary.
"Co ci się stało, mój cukiereczku? Czy ktoś cię skrzywdził?"
W tym samym momencie wysoki, przenikliwy głos przeszył powietrze niczym wrzask wiedźmy.
Do klasy wpadła pulchna kobieta; jej wściekłość była tak widoczna, że można było sobie wyobrazić parę buchającą z jej uszu. Wyglądała na osobę w średnim wieku i była ubrana od stóp do głów w markowe ciuchy. Obfita biżuteria i diamenty ciążyły na jej krótkich palcach, sprawiając, że wyglądała ostentacyjnie.
Ta wulgarna kobieta była matką grubego chłopca. Przyszła odebrać go po szkole.
Gdy tylko gruby chłopiec zobaczył swoją matkę, wskazał na Clarę i zawołał: "To ona, mamusiu. Zastraszała mnie i uderzyła!"
















