„Wyobraź sobie, że twoja żona i kochanka wpadają do wody w tym samym czasie – którą uratowałbyś pierwszą?”
Na wspomnienie słów przyjaciółki sprzed kilku dni, Elowen poczuła kłucie w sercu; było tak dotkliwe, że niemal ją dusiło. Stała sztywno w sali bankietowej, a wykwintna błękitna sukienka do kolan lepiła się do jej mokrego ciała, upodabniając ją do zmokłej kury.
Kiedy pracownicy firmy dostrzegli ją w sali, zaczęli szeptać i podśmiewać się między sobą. Nie musiała podsłuchiwać, by wiedzieć, co o niej mówią.
– Próbuje wspiąć się po szczeblach kariery przez łóżko dyrektora…
– Słyszałam, że chciała wepchnąć dziewczynę dyrektora do basenu!
– Jak ktoś, kto wiecznie zgrywa taką dumną i wyniosłą, może być tak bezwstydny?
Zaledwie kilka chwil wcześniej Elowen spacerowała po ogrodach The Lumiere, gdy Sienna, wschodząca gwiazda i najnowsza zdobycz Juliana, podeszła do niej i zagrodziła jej drogę.
– Elowen, możesz być prawną żoną Juliana, ale na twoim miejscu spaliłabym się ze wstydu i wniosła o rozwód. W końcu trwanie w małżeństwie, w którym musisz patrzeć, jak on nadskakuje innym kobietom, nie ma większego sensu, prawda?
Odkąd Elowen poślubiła Juliana, takie sytuacje były na porządku dziennym. Poczuła ostre ukłucie w sercu i już miała cięto odpowiedzieć, gdy zobaczyła, jak wyraz twarzy dziewczyny się zmienia – arogancję zastąpiła bezbronność sarnich oczu.
– Elowen, wiem, że ty też kochasz Juliana. Nigdy nie weszłabym między was, gdyby on odwzajemniał twoje uczucia, ale tak nie jest. Ty… aaach! Ratunku! – Zanim Sienna zdążyła dokończyć zdanie, wciągnęła Elowen ze sobą do sadzawki.
Scena, która rozegrała się później, przypominała te o dzielnym bohaterze ratującym damę w opałach. Niestety, to nie Elowen została uratowana. Starła krople wody z oczu, po czym skierowała wzrok na niedalekie drzwi prowadzące do sali bankietowej.
Nie widziała ich twarzy, ale rozpoznawała wysoką i szczupłą sylwetkę Juliana. Patrzyła, jak opiekuńczo przytula do siebie drobną postać Sienny i składa delikatny pocałunek na jej czole. Elowen już wyobrażała sobie ból malujący się w jego oczach, gdy patrzył na tamtą dziewczynę. Czy on też myśli, że to ja wepchnęłam ją do wody?
Elowen czuła się tak, jakby połknęła kwas. Przycisnęła dłoń do piersi; jej pięść była zaciśnięta tak mocno, że aż pobielały jej kłykcie.
Kiedy tego wieczoru wróciła do domu, w progu przywitała ją niania. – Witamy w domu, pani Sterling.
Elowen skinęła głową i mruknęła coś w odpowiedzi. Jej wzrok padł na parę czarnych skórzanych butów stojących w przedpokoju.
Widząc to, Martha uśmiechnęła się ciepło i powiedziała: – Pani jest teraz na partii pokera, a pan Sterling właśnie wrócił. Prosił, by przyszła pani do gabinetu, gdy tylko się pani pojawi.
„Dziś są moje urodziny”, pomyślała Elowen. Miała sucho w gardle, gdy wpatrywała się w łagodny uśmiech Marthy.
– O rany! Pani Sterling, dlaczego jest pani przemoczona? Natychmiast potrzebuje pani gorącego prysznica!
Elowen skinęła głową i poszła na górę. Jej krok zwolnił, gdy przechodziła obok drzwi gabinetu Juliana, ale zamknęła oczy i pospiesznie je minęła.
Kiedy Martha przynosiła jej wcześniej ręczniki, wspomniała, że w gabinecie pana jest bukiet niebieskich róż. Z tą myślą Elowen szybko wzięła prysznic i podeszła do garderoby. Celowo wybrała bladoniebieską sukienkę do kolan z jaśminami wyhaftowanymi w talii.
Stojąc pod drzwiami jego gabinetu, poczuła narastające zdenerwowanie. Jednak zanim zdążyła zapukać, drzwi gwałtownie się otworzyły. Julian stał w progu, a jego twarz była pozbawiona jakichkolwiek emocji.
Gdy się nie uśmiechał, wyglądał surowo i nieprzejednanie. W jego spojrzeniu zawsze gościł chłód, choć jego migdałowe oczy potrafiły wyrażać najcieplejsze uczucia. Elowen zmierzyła go wzrokiem i zauważyła, że nie zmienił ubrania. Wyglądał imponująco w czarnym garniturze, a bił od niego majestat, który zdawał się być jego drugą naturą.
– Dlaczego nie przyszłaś od razu po powrocie do domu?
Słysząc to, mrugnęła, czując, jak płoną jej płatki uszu. – Moja sukienka była mokra po przyjęciu, więc wzięłam prysznic, zanim…
On jednak odwrócił się i zniecierpliwiony wycofał do gabinetu, nie wysłuchawszy reszty zdania, zostawiając ją osamotnioną na korytarzu. Rozchyliła wargi, jakby chciała coś powiedzieć, ale ostatecznie milczała, idąc w ślad za nim.
Gabinet był urządzony zgodnie z gustem właściciela – gustownie i elegancko, a wszystkie meble i dodatki utrzymane były w tej samej ciemnobrązowej tonacji. Na otomana leżał bukiet intensywnie niebieskich róż, stanowiący jedyny barwny akcent w pomieszczeniu.
Elowen zatrzymała się na widok bukietu i podeszła do Juliana, który właśnie poprawiał krawat. – Myślałam, że zapomniałeś o moich urodzinach, Julianie – powiedziała łagodnie.
Żal, który czuła od czasu bankietu, powoli odpływał, lecz gdy tylko chciała pomóc mu przy krawacie, odtrącił jej rękę.
– Twoje urodziny? – Julian wyglądał, jakby dopiero teraz zauważył jej sukienkę. Zerknął na bukiet róż, po czym prychnął z pogardą. – Chyba nie myślisz, że te kwiaty są dla ciebie?