Bezwzględne rządy dowódcy

Bezwzględne rządy dowódcy

Autor: Lucien Vesper

Rozdział 3 Wkrótce nadejdzie czas zapłaty
Autor: Lucien Vesper
22 lip 2026
"Jak śmiesz uderzyć mojego syna, suko! Wybiję z ciebie to gówno!" Nie dając Clarze żadnego pola do wyjaśnień, pani Finch uniosła swoje mięsiste ramię i zamachnęła się w stronę delikatnej twarzy Clary. Clara Hayes próbowała wyjaśnić sytuację pani Finch, ale zachowanie pani Finch było po prostu despotyczne, aż do granicy barbarzyństwa. Pani Finch wydawała się być typem kobiety, która podnosi rękę pod wpływem kaprysu. Zaskoczona Clara nie zdążyła na czas uniknąć ataku. Ciało na ramieniu pani Finch zatrzęsło się od siły uderzenia, a jej dłoń miała uderzyć w twarz Clary. Gideon wkroczył w ostatniej chwili. Trzymając Rosie na lewym ręku, Gideon natychmiast wyciągnął prawą rękę, by chwycić nadgarstek pani Finch. Mięsista dłoń pani Finch znajdowała się zaledwie kilka cali od twarzy Clary. Mimo to znieruchomiała w powietrzu, jakby została zamrożona; jej dłoń nie była w stanie przesunąć się nawet o milimetr. Plask! Zanim się zorientowała, Gideon cofnął dłoń w mgnieniu oka i wymierzył jej ostry policzek. Gideon spoliczkował ją tak, jakby odganiał irytującego komara. Uderzenie było tak mocne, że niemal zobaczyła gwiazdy. Jej włosy, ułożone wcześniej w eleganckie upięcie, były teraz w nieładzie. Z niedowierzaniem spojrzała na Gideona, zakrywając dłonią spuchnięty policzek. "Jak śmiesz w taki sposób mnie policzkować?" – wrzasnęła. "Zasługujesz na to za bycie beznadziejnym wzorem do naśladowania dla swoich dzieci. Jak mogłaś traktować innych z takim zuchwalstwem, nie zadając sobie nawet trudu, by odkryć prawdę o tym, co zaszło?" W międzyczasie nauczycielka wróciła z przerwy w łazience. Zdumiona nagłym rozwojem wydarzeń, podbiegła gorączkowo i próbowała wszystkich uspokoić: "Nic pani nie jest, pani Finch?" Pani Finch ledwo otrząsnęła się po szoku spowodowanym spoliczkowaniem przez Gideona. Odepchnęła nauczycielkę i histerycznie wrzasnęła do Gideona: "Masz czelność mnie uderzyć? Chcesz umrzeć? Po prostu poczekaj i zobacz, co się z tobą stanie!" Po tych słowach wyciągnęła telefon i wykręciła numer. Po kilku minutach z zewnątrz pokoju dobiegł pisk opon samochodowych. Dwa Mercedesy Benz wjechały na teren przedszkola, przejeżdżając przez wejście z zawrotną prędkością. Zatrzymały się nagle po dotarciu do budynku szkolnego. Z obu samochodów wysiadło pięciu mężczyzn ubranych w eleganckie garnitury. Ich przywódcą był zwalisty mężczyzna o twarzy wykrzywionej w grymasie groźby i okrucieństwa. Wparował do klasy w otoczeniu czterech ochroniarzy i ryknął jak dzika bestia: "Kto był tym kretynem, który znęcał się nad moją żoną i dzieckiem?" "Dlaczego tak długo ci to zajęło, kochanie?" Pani Finch była wniebowzięta, gdy zobaczyła jego odrażającą twarz. Podreptała do niego niczym nadmuchana gęś, kołysząc grubymi biodrami z boku na bok. "Nie wiesz, że mógł nas zatłuc na śmierć, gdybyś przyjechał trochę później?" Mężczyzna rozejrzał się po pokoju bestialskim wzrokiem i zażądał: "Kto jest tym kretynem, który miał czelność uderzyć moją żonę? Czy on nie wie, kim ja jestem? Nazywam się Grover Finch!" Ten człowiek to Grover Finch? Zatroskane spojrzenie w oczach Clary zintensyfikowało się, gdy usłyszała to nazwisko. Znany w Bradford ze swojego bogactwa i statusu, był bezwzględną i okrutną postacią. Pani Finch wskazała na Gideona i Clarę. "To ta obrzydliwa para, która nas prześladowała, kochanie" – prychnęła. "Żądam, żebyś kazał im zrekompensować mi to wysoką sumą, albo wyprowadzę się z naszym synem, odchodząc od ciebie na dobre." Grover Finch zmrużył oczy i uśmiechnął się szyderczo: "To dla mnie bułka z masłem, moja droga. Będę policzkował tę kobietę, aż straci wszystkie zęby. Jeśli chodzi o mężczyznę, odetnę mu rękę, która cię uderzyła." Gruby chłopiec krzyknął z ekscytacji: "Tatusiu, nie zapomnij też o ich córce, Rosie. Chcę, żebyś zbił ją za znęcanie się nade mną." Grover Finch uśmiechnął się, głaszcząc syna po głowie: "Jasne, mój chłopcze. Uwiążę ją na smyczy i każę jej czołgać się po podłodze, żebyś mógł traktować ją jak psa." Jakby słowa Grovera Fincha były najpiękniejszymi ariami dla ich uszu, jego żona omdlewała z zachwytu, podczas gdy jego gruby syn ekstatycznie klaskał w dłonie. Wszyscy w przedszkolu, włączając w to nauczycieli i rodziców, którzy przyszli odebrać swoje dzieci, z przerażeniem obserwowali z daleka. Zrobiło im się żal Gideona i jego rodziny, gdy usłyszeli deklarację Grovera. Jakby było to wyryte w kamieniu – Nie będziesz obrażał Grovera Fincha, chyba że masz myśli samobójcze. Nawet Clara zaczęła się martwić. Wystąpiła naprzód i próbowała wytłumaczyć: "Proszę pozwolić mi to wyjaśnić, panie Finch. Jestem Clara Hayes z rodziny Hayesów. To wszystko to nieporozumienie." "Nie wciskaj mi tych bzdur, nie potrzebuję żadnych wyjaśnień". Grover Finch parsknął: "Nikt nie odważyłby się mi sprzeciwić. Liczy się moje słowo." "Poza tym, czymże jest dla mnie rodzina Hayesów? Nie marnuj swojego czasu, próbując mnie zastraszyć tą swoją marną rodzinką." "I nie myśl, że nie wiem również o twojej zhańbionej przeszłości. Jesteś tą bezwstydną córką rodziny Hayesów, która sypiała z mężczyznami i urodziła dziecko bez męża. Powinnaś liczyć swoje błogosławieństwa, że twój stary wciąż trzyma cię w rodzinie." "Jak śmiesz namawiać takiego frajera jak on, żeby znęcał się nad moją żoną? Dam ci dzisiaj cholerną lekcję w imieniu twojej rodziny i zadbam o to, by była to najbardziej bolesna lekcja w twoim życiu!" Grover Finch krzyknął do swoich czterech ochroniarzy: "Na co wy czekacie? Ruchy!" "Zrozumiano, szefie!" Czwórka z nich odpowiedziała synchronicznie i zaciekle rzuciła się na Gideona i jego rodzinę. "Idźcie do diabła!" – Wrzasnęli. Zimna iskra błysnęła w oczach Gideona, gdy odwrócił się do Clary: "Zasłoń Rosie oczy, nie pozwól jej tego oglądać." Clara zmagała się ze zrozumieniem znaczenia jego instrukcji, ale wkrótce dotarło do niej, co zamierzał zrobić. Natychmiast zakryła oczy Rosie dłonią. Gideon wystąpił naprzód i wymierzył nokautujący cios pierwszemu mężczyźnie, który na niego zaszarżował. Bum! Bum! Bum! Z kilkoma głuchymi łoskotami mężczyźni padali na ziemię jeden po drugim, niczym kostki domina. Wszyscy obecni westchnęli z podziwem nad zwinnością i agresją Gideona. Następnie podszedł prosto do Grovera Fincha. Zaciskając dłoń na ramieniu Grovera, ostro rozkazał: "Na kolana!" Jego dłoń wydawała się ważyć tonę cegieł na ramieniu Grovera i ten osunął się na kolana. Łup! Kolana Grovera Fincha uderzyły o podłogę, a jego twarz wykrzywiła się w agonii. Plask! Zanim w ogóle zdążył krzyknąć, Gideon wymierzył mu serię potężnych policzków w obie strony twarzy. Twarz Grovera Fincha zaczęła puchnąć, a z kącików jego ust ściekała krew. "Masz czelność tak mnie bić!" Wpatrywał się w Gideona z jadowitym wyrazem twarzy. "Poczekaj, aż dowiesz się, z kim masz do czynienia, ty mały żałosny pajacu!" – splunął. "Nie wiesz, kim jest mój szef? To ktoś, kto może zgnieść cię jak karalucha za podniesienie na mnie ręki! To Garrison Vane!" "Zaufaj mi, mogę sprawić, że twoja żona i dziecko zginą po jednym telefonie!" Tak, Garrison Vane! Wszechmogący Garrison Vane! Garrison Vane był kapitanem Sił Zbrojnych w Dystrykcie Wschodnim. Krótko mówiąc, uważali go za watażkę Dystryktu Wschodniego. Bezwzględny i drapieżny, był znany z przymykania oka na występki obrzydliwie bogatych. Grover Finch zawsze był u niego w łaskach. Stąd też Garrison uważał go za jednego ze swoich prawych rąk. Wszyscy posłali Gideonowi współczujące spojrzenie, gdy usłyszeli wzmiankę o Garrisonie Vane, obawiając się najgorszego dla Gideona i jego rodziny. Byli przekonani, że Gideon wkrótce zostanie skazany na zagładę, mrucząc za niego modlitwę. Mimo że zrobili na nich wrażenie wzniosłe umiejętności Gideona, nie było po prostu możliwości, aby mógł obronić się przed armią. Ubolewali nad smutnym losem Gideona. Zamiast stracić nogę, to będzie kosztować go życie. Clara nie była mniej zmartwiona niż reszta, obserwując z daleka z Rosie w ramionach. Zmiana biegu wydarzeń wypełniła jej uroczą twarz niepokojem. Gideon wydawał się nieustraszony groźbami Grovera. Jego oczy przybrały mroźny wyraz, gdy zadrwił: "Brzmi zbyt pięknie, aby mogło być prawdziwe." "Myślisz, że kłamię?" Oczy Grovera wydawały się wyłupiać z czaszki, gdy patrzył groźnie na Gideona. "Pozwól mi wykonać ten telefon, a założę się, że za dziesięć minut będziesz płakał jak dziecko. Sprawię, że pożałujesz, iż nie możesz wczołgać się z powrotem do łona matki!" Łup! Ledwo skończył zdanie, gdy czymś rzucono mu w twarz. To był wytrzymały, wstrząsoodporny telefon komórkowy! Grover przenosił wzrok między telefonem a Gideonem, wyglądając na zdezorientowanego. "Masz dziesięć minut, żeby wezwać pomoc" – rzucił obojętnie Gideon. "Zmobilizuj wszystkich swoich ludzi i pokaż mi, na co cię stać, i upewnij się, że ściągniesz tu wszystkie swoje grube ryby, aby cię wsparły." "Niezależnie od tego, czy pójdziesz na mnie, czy na moją rodzinę, po prostu daj z siebie wszystko!"

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 3 Wkrótce nadejdzie czas zapłaty – Bezwzględne rządy dowódcy | Czytaj powieści online na beletrystyka