Co za oburzający, napuszony dupek!
Grover Finch kipiał z wściekłości i przeklinał, podnosząc telefon, by zadzwonić do Garrisona Vane'a z prośbą o pomoc. Jego głos brzmiał jak róg mgłowy.
"Wkrótce doświadczysz piekła na ziemi!" Uśmiechnął się groteskowo do Gideona po zakończeniu rozmowy.
Wszyscy kręcili głowami, ubolewając nad głupotą Gideona. Dla gapiów Gideon popełnił samobójczy akt. Zamiast wykorzystać okazję do ucieczki, po prostu wysłał się na szubienicę, pozwalając Groverowi Finchowi szukać pomocy u Garrisona Vane'a.
Niepokój malował się na jej twarzy, gdy Clara podbiegła pośpiesznie z Rosie w ramionach. "Powinniśmy już stąd iść, Gideon" – przekonywała, "Garrison Vane to tutejszy watażka w Dystrykcie Wschodnim. To okrutny facet, który trzyma stronę podłych ludzi, takich jak Grover Finch."
"Zostaw to mnie, Claro". Powiedział chłodno: "Zaoszczędzi nam to trudu radzenia sobie z nimi po kolei. Pozwól mi zająć się nimi wszystkimi naraz."
Nie minęło dziesięć minut, zanim druga runda zamieszania wybuchła w skądinąd harmonijnym przedszkolu. Tym razem na jeszcze większą skalę.
Ktoś spojrzał przez okno i krzyknął ze zdumieniem: "Wow, co za spektakularny widok! Spójrzcie na te oddziały żołnierzy stojących na zewnątrz, nawet wojskowe ciężarówki przyjechały w dziesiątkach!"
Jedna po drugiej dziesiątki wojskowych ciężarówek wtoczyły się z hałasem na teren przedszkola z majestatem wojskowej parady.
"Szybko!"
"Szybko!"
Tysiące żołnierzy w mundurach moro zsiadło z ciężarówek po ich zatrzymaniu i ustawiło się w zorganizowanej formacji.
Wkrótce potem muskularny mężczyzna z gęstymi bokobrodami wysiadł z wojskowego jeepa.
Był to Garrison Vane, osoba, do której Grover Finch zadzwonił o pomoc.
"Drużyna pierwsza i drużyna druga, odciąć ulice. Chcę, aby to przedszkole było w pełni ogrodzone."
"Bez mojego pozwolenia nawet ptak nie ma prawa tu wlecieć ani opuścić okolicy."
Donośny głos Garrisona Vane'a rozbrzmiał niczym gong, gdy wykrzykiwał rozkazy.
"Zrozumiano, sir! Zrobimy wszystko, by zapewnić wykonanie misji!"
Drużyna Pierwsza i Drużyna Druga odpowiedziały synchronicznie i natychmiast wkroczyły do akcji. W mgnieniu oka przedszkole zostało otoczone.
Garrison Vane wyciągnął pistolet zza paska i skinął na pozostałą drużynę: "Za mną!"
"Dowiedzmy się, kto ma czelność tknąć moich ludzi. Dopilnuję, by spuścić mu solidne lanie!"
Jeden po drugim, żołnierze wdzierali się do klasy, dzierżąc broń, począwszy od bagnetów, po karabiny maszynowe, a nawet granaty.
Błyskawicznie otoczyli całe przedszkole, a każdego kąta pilnowali żołnierze.
"Stać!"
Sam widok Garrisona Vane'a wystarczył, by u każdego wywołać dreszcze, i wszyscy zaczęli jeszcze bardziej współczuć Gideonowi i jego rodzinie.
Teraz, gdy miał wsparcie Garrisona Vane'a, Grover Finch powrócił do swojego aroganckiego oblicza. "Hehe, twój koniec jest bliski" – napawał się zgubną przyjemnością.
Następnie odwrócił się do Garrisona Vane'a i zaczął się do niego podlizywać: "Tak się cieszę, że w końcu tu pan jesteś, panie Vane. Proszę przyjąć moje serdeczne podziękowania za pomoc w szukaniu sprawiedliwości. Proszę, ulituj się nad moją rodziną i nie pozwól mu uciec bezkarnie!"
"Zgadza się, panie Vane". Pani Finch dołączyła do prośby wraz ze swoim grubym synem i płakała krokodylimi łzami: "Proszę spojrzeć, jaki on jest okrutny, torturuje nas! Proszę wymierzyć sprawiedliwość, na którą zasługujemy!"
Garrison Vane zmarszczył brwi na widok ochroniarzy Grovera Fincha leżących na podłodze i zwijających się z bólu. "Co się stało?" Zwrócił się do Grovera, którego twarz była umazana krwią.
"Wszystko dzięki niemu". Grover Finch wskazał na Gideona ze zgryźliwą urazą. "Ten dziki chuligan nie tylko znęcał się nad moją żoną i dzieckiem, ale też napadł na moich ochroniarzy i zmusił mnie do klęczenia przed nim."
Wzrok Garrisona Vane'a podążył za palcem Grovera. Jego oczy spotkały się ze stałym spojrzeniem Gideona.
W jego zachowaniu zaszła zauważalna zmiana, a jego oczy zamigotały.
"Nigdy wcześniej nie zostałem tak upokorzony, panie Vane". Grover Finch dąsał się z poczuciem porażki, stojąc obok Garrisona Vane'a. "Zrobił ze mnie pośmiewisko całego Bradford. Proszę, pomóż mi się zemścić."
Oczy Garrisona Vane'a na chwilę zatrzymały się na Gideonie, po czym odwrócił się do Grovera Fincha: "A więc, co chciałbyś, abym zrobił?"
Jakby miał zaraz otrzymać honorową nagrodę, Grover Finch wyprostował plecy i wysoko uniósł głowę z wypiętą piersią. Rzucił drwiące spojrzenie z ukosa na Gideona i jego rodzinę, po czym zwrócił się do wszystkich swoim głośnym i nieprzyjemnym głosem: "Cóż, wszyscy w Bradford wiedzą, że jestem człowiekiem słowa."
"Skoro obiecałem, że złamię mu ramię, muszę dotrzymać słowa. Ale liczba się zmieniła - chcę mu złamać oba ramiona zamiast jednego."
Pani Finch wtrąciła się: "Nie powinniśmy pozwolić tej suce wyjść bez szwanku. Policzkuj ją tak długo, aż nie zostanie jej ani jeden ząb!"
"Dobrze powiedziane!" Garrison Vane wyglądał na pod wrażeniem.
Po tych słowach odwrócił się przodem do swoich żołnierzy i rozkazał: "Zdejmijcie ich". Wskazał na Grovera Fincha i jego żonę: "Złamcie oba ramiona temu mężczyźnie i policzkujcie kobietę tak długo, aż będzie bezzębna."
Co takiego?
Wszyscy na miejscu stanęli jak wryci, z szeroko otwartymi oczami i ustami. Nikt tego nie przewidział. Wszyscy oczekiwali, że to Gideon i jego rodzina zginą, a nie Grover Finch i jego żona.
Byli całkowicie oszołomieni - co tu się właśnie stało?
Grover Finch i jego żona również byli wstrząśnięci do głębi.
Żołnierze ruszyli do akcji, gdy tylko Garrison wydał rozkazy, gotowi do przypuszczenia zmasowanego ataku na parę.
"O co tu chodzi, panie Vane?" Grover Finch miotał się, na próżno próbując się uwolnić.
"Czy to jakaś pomyłka, panie Vane?" Głos pani Finch drżał ze strachu: "Czy to nie powinno być wymierzone w tę nędzną parę zamiast w nas..."
"Zamknijcie się!"
Garrison Vane ryknął na nich, po czym wskazał na Gideona, który stał bezczynnie w oddali z rękami założonymi za plecami. "Czy wiecie kim on tak naprawdę jest? I ile dla mnie znaczy? On jest moim Bogiem, moją wiarą i moim przekonaniem, wszystkim w jednym!"
"Oddałem mu w zastaw swoje życie i duszę, i nigdy bym mu się nie sprzeciwił. Przysiągłem służyć mu z całego serca, każdą uncją mojej siły."
"Za kogo wy się uważacie, żeby obrażać mojego bohatera? Jesteście tylko moimi podrzędnymi pachołkami, których można się pozbyć."
Grover Finch i jego żona oniemieli. Patrzyli z rozpaczą na Gideona, w ich oczach malowało się przerażenie.
Wiedzieli, że są w głębokich tarapatach za obrazę ukochanego idola Garrisona. Wyraźnie dał im do zrozumienia, że czcił Gideona jak swojego boga. Ich twarze stały się popielate.
Jednym silnym pchnięciem nóg żołnierze Garrisona Vane'a powalili Grovera Fincha na podłogę, zanim ten zdążył w ogóle otworzyć usta, by błagać o życie.
Trzask! Trzask! Złamali mu obie ręce.
"Ach!"
Pokój wypełniły mrożące krew w żyłach krzyki Grovera Fincha.
Dwaj mężczyźni w garniturach chwycili panią Finch za ramiona, podczas gdy inny mężczyzna wymierzył jej serię bezlitosnych policzków.
Jeden po drugim, jej zęby wyskakiwały z ust, poplamione krwią.
Łup! Łup!
Oboje leżeli plackiem przed Gideonem; Grover Finch ze złamanymi rękami i pani Finch, która straciła wszystkie zęby.
Garrison Vane szybko podszedł do Gideona. Z szacunkiem zaczął opadać na kolana. "Jestem Garrison Vane, Generale..."
"Generalnie rzecz biorąc, już dla mnie nie pracujesz, więc nie ma potrzeby zachowywać tych formalności". Gideon wyciągnął ramię i powstrzymał go przed uklęknięciem.
Początkowo nazwisko "Garrison Vane" nie mówiło Gideonowi absolutnie nic.
Ale zrozumiał wszystko, gdy zobaczył twarz Garrisona Vane'a. To był jeden z osobistych ochroniarzy Gideona.
Generalnie rzecz biorąc?
Garrison Vane drgnął, gdy usłyszał dziwną odpowiedź Gideona, ale zajęło mu mniej niż dwie sekundy rozszyfrowanie intencji kryjącej się za jego odpowiedzią - Gideon Thorne chciał utrzymać swoją tożsamość w tajemnicy.
Odpowiedział gorliwie: "To był zaszczyt służyć panu na Północy, sir. Zawsze będę pod pańskimi rozkazami!"
Garrison Vane odniósł obrażenia, gdy był osobistym ochroniarzem Generała, stąd też został przeniesiony do Dystryktu Wschodniego.
Biorąc pod uwagę jego bliskość z Gideonem, jego podziw dla generała był nieuchronnie większy niż u innych żołnierzy.
Ubóstwiał Gideona do tego stopnia, że czcił go jako filar swojej wiary.
Ponowne spotkanie z jego bohaterem było dla niego jak spełnienie marzeń. Gdy zobaczył Gideona, kotłujące się w nim emocje niemal doprowadziły go do łez.
Poczucie porażki ogarnęło Grovera Fincha i jego żonę, gdy zobaczyli Garrisona Vane'a padającego na kolana przed Gideonem. Przypominał oswojonego lwa chylącego czoła przed swoim majestatycznym panem. Wiedzieli, że to nie był ich dzień.
Zniknęło ich zadowolone z siebie i apodyktyczne zuchwalstwo. Z ich oczu zniknęła nawet najmniejsza oznaka nienawiści, pozostawiając po sobie strach, rozpacz i żal...
















