Zamarli. Patrząc, jak Vaughn oddycha ciężko, stojąc w wejściu do stodoły, osłupieli w milczeniu. Nie powinno go tu być i w niczym nie przypominał samego siebie ze swoimi rozwichrzonymi włosami i wściekłymi oczami, które teraz świeciły na niebiesko. Oczami, które wpatrzone były tylko w Tessę.
– Kim ty, do cholery, jesteś? – warknął Torin, obracając głowę gwałtownie w stronę żony. Jednak szybko zda
















