Niedługo zajęło jej dotarcie do jej ulubionego miejsca na świecie – jeziora Glimmer Glass. Było to jedyne miejsce, w którym Kaelia mogła pobyć sama. Znajdowało się wystarczająco daleko od domu stada, a zarazem blisko jego granic, i było bezpieczne, ponieważ w tej okolicy nie zdarzały się żadne ataki wyrzutków. Stado dalej rozciągało się terytorium Likanów, a krążyły plotki, że rezydencja Króla Likanów również znajduje się gdzieś w pobliżu. Jednakże nikt nie był na tyle głupi, by wkroczyć na tamte ziemie i to sprawdzić.
Tak więc Kael nie zastanawiała się dwa razy, gdy zatrzymała się nago na brzegu jeziora i wskoczyła do wody. Była zimna, ale jednocześnie była dokładnie tym, czego potrzebowała, by się uspokoić. Poddając się objęciom ciemnej nocy, oświetlana jedynie przez księżyc w pełni, sprawiający, że kryształy wody skrzyły się na jej skórze, wkrótce wyczuła nieznaną obecność. Była potężna i dominująca, a jednak nie należała do jej męża, co natychmiast postawiło ją w stan gotowości.
Udając, że nic się nie stało, Kael ostrożnie rozejrzała się dookoła, a jej wzrok spoczął na sylwetce ogromnego wilka na wzgórzu po drugiej stronie jeziora. Był ciemny, prawdopodobnie czarny, choć jego oczy lśniły złotem.
To był zły znak. Naprawdę bardzo zły.
Kaelia postanowiła nie ryzykować i zanurkowała pod wodę, kierując się w stronę brzegu tak szybko, jak to tylko możliwe, po czym rzuciła się do ucieczki, jakby goniło ją samo życie. Podążył za nią głośny skowyt.
W mgnieniu oka wróciła na swoje bezpieczne terytorium. Na całe szczęście jej ubrania leżały tam, gdzie je zostawiła. Wciągnęła na siebie sukienkę i spróbowała zapiąć zamek z tyłu, ale jej palce nie mogły do niego dosięgnąć.
– Pozwól mi pomóc. – Dwie dłonie dotknęły jej pleców, gdy Beta Corb pomógł jej uporać się z drobnym problemem. Kael zastanawiała się, czy był tam przez cały czas. W rzeczywistości nie miało to znaczenia. Wilkołaki były przyzwyczajone do nagich ciał. Nie po raz pierwszy widział ją bez ubrań. I prawdopodobnie... nie po raz ostatni.
– Co ty tu robisz? – zapytała mężczyznę, odwracając się do niego przodem.
– Czekałem na ciebie – powiedział z nieprzeniknionym wyrazem twarzy. – Znalazłem twoje ubrania i uznałem, że udałaś się na bieg. Dlaczego się nie przemieniłaś?
– Przemieniłam – skłamała, nawet nie mrugnąwszy okiem. Gdyby ktokolwiek dowiedział się, że nie jest w stanie się przemienić, jej los zostałby przesądzony prędzej niż później. Nie mogła sobie na to pozwolić. Kael wiedziała, że potrzebuje czasu. – Ale to nie jest ważne. – Postanowiła szybko zmienić temat. – Nad jeziorem Glimmer pojawił się intruz. Wyślij wilki, żeby to sprawdziły.
– Oczywiście, Luno – powiedział, a jego oczy na sekundę straciły ostrość, gdy wydawał rozkazy za pośrednictwem więzi mentalnej.
Kaelia postanowiła na niego nie czekać i powolnym krokiem weszła do domu. Corb wkrótce ją dogonił i szarmancko otworzył przed nią drzwi rezydencji.
– Wszystko będzie dobrze – wypalił nagle. Zatrzymała się. W przeszłości mawiał tak do niej cały czas. A jednak, gdy trzeba było podejmować trudne decyzje, zawsze stawał po stronie jej męża. Była to jedna z tych zdrad, które bolały najbardziej, ponieważ była pewna, że przed tym oszustwem jej relacje z Betą były dobre. A on nawet nie zgłosił sprzeciwu, gdy pozbawiono ją tytułu. Było wiele rzeczy, które chciała mu powiedzieć, ale nie mogła.
Zamiast tego, położyła swoją delikatną dłoń na jego szerokim ramieniu i spojrzała mu w oczy, uśmiechając się smutno. – Wiedziałeś, prawda?
Jego wyraz twarzy zmienił się, jakby trafił go piorun, a wargi lekko się rozchyliły.
– Tak, Luno – wyznał, wbijając wzrok w ziemię.
– W porządku. – Poklepała go. – Rozumiem. Nie możesz przeciwstawić się rozkazowi swojego Alfy.
– Gdybym tylko mógł... – zaczął mówić, ale ona przyłożyła palec do jego ust, uciszając go.
– Nie ma to znaczenia. – Wzruszyła ramionami. – Przynajmniej zawsze będę miała twoje wsparcie, Corb. Prawda?
– Zawsze, Luno. – Jego oddech stał się ciężki, a Kael przechyliła głowę, obserwując go. To był interesujący rozwój wydarzeń. Dlaczego tak reagował?
– W takim razie oczywiście, że sobie poradzę. – Zachichotała i weszła do środka. Musiała zastanowić się, co zrobić dalej.
Kael zamknęła się w swojej sypialni. Wiedziała, że Torin nie wróci tej nocy, by dzielić z nią łóżko. O ile pamiętała, na tym etapie jeszcze nie sypiał z Nadią, a cały czas spędzał w swoim prywatnym gabinecie, pijąc i rozmyślając o życiu. Rano miał przynieść jej kwiaty, prezenty i nawet ją przeprosić. Ale Nadi wciąż miała pozostać w ich życiu.
Po długiej i relaksującej kąpieli, Kael podeszła do biurka i wyciągnęła swój stary dziennik. Nie używała go od wielu lat, ale był jej bliski sercu, i stanowił idealne miejsce do spisania każdego pojedynczego ważnego wydarzenia, które miało miejsce w ciągu roku poprzedzającego jej śmierć.
Próbowała przypomnieć sobie wszystko, dopóki wciąż jeszcze mogła.
Doskonale wiedziała, co zrobi z tymi informacjami. Gra właśnie się rozpoczęła.
Jej plan był w gruncie rzeczy prosty. Skoro nie mogła zmienić głównego wydarzenia i pozbyć się Nadii, musiała odejść. Ale nie mogła odejść bez swojego stada i bez upewnienia się, że wszyscy jej bliscy przyjaciele są cali i zdrowi. Nie wspominając o tym, że wyjątkowo ważne było ukazanie Torinowi i reszcie stada prawdziwego oblicza Nadii. Wszyscy uważali ją za anioła, podczas gdy w rzeczywistości była istnym diabłem. Kael bała się nawet pomyśleć, co by się stało, gdyby Nadi została Luną, ponieważ było jasne, że dobro stada nie leży jej na sercu.
Mimo że jej własne serce pragnęło zemsty, nie chciała, by dzieło jej życia legło w gruzach. Poza tym nie potrafiła nienawidzić wszystkich. Zachowała nienawiść tylko dla nielicznych wybranych. Dla tych, którzy zawiedli jej zaufanie i doprowadzili do jej upadku, dla tych, którzy obiecali jej szacunek i ochronę, a zafundowali upokorzenie i cierpienie. Tak, to na nich zamierzała się skupić.
Drzwi nagle się otworzyły i do środka wszedł Torin, zmuszając ją do szybkiego zamknięcia dziennika z listą wydarzeń i nazwisk oraz schowania go do szuflady. Na szczęście nie zwrócił na to uwagi.
Na jego twarzy malowało się poczucie winy, a choć Kael miała ochotę przewrócić oczami, powstrzymała się. Nie mogła się zdradzić. To wydarzenie nie miało wcześniej miejsca. W jej poprzednim życiu nie odwiedził jej tej nocy. To było coś nowego i musiała zachować ostrożność.
– Kae. – Wszedł głębiej do pokoju. – Corb poinformował mnie, że natknęłaś się na intruza. Nic ci nie jest?
To było komiczne. Siedziała tu, wyraźnie czując się dobrze i będąc w jednym kawałku. Z kogo on kpił? Czyżby to poczucie winy z powodu tego, że walczyła o swoje, a on i tak wybrał swoją przeznaczoną?
– To było nieprzyjemne. – Kaelia wzruszyła ramionami i wstała. Jeśli zdecydował się zignorować słonia w składzie porcelany, ona mogła zrobić to samo. W ostatecznym rozrachunku wyszło to na dobre. Ich wcześniejsze rozmowy na temat Nadii nigdy nie kończyły się dobrze. Nigdy by nie uwierzył, jak wielkim potworem jest jego przeznaczona. Więc im mniej Kaelia o niej mówiła, tym lepiej.
– A przy okazji rozczarowujące. – Podeszła do okna, by ukryć wyraz swojej twarzy.
– Dlaczego? – Torin połknął haczyk.
– Jesteśmy jednym z najsilniejszych stad, a jakiś wilk tak po prostu wkracza na nasze terytorium i podgląda twoją Lunę kąpiącą się nago w jeziorze...
– Że co zrobił? – zawarczał zaborczo Torin. Kiedyś przyprawiłoby ją to o szaleństwo w najlepszym tego słowa znaczeniu. Ale w tym momencie była zirytowana. Właśnie uznał prawo do innej kobiety na oczach tak wielu ludzi. Nie miał już prawa tak na nią warczeć w jej obecności. Oczywiście nie wypowiedziała swoich myśli na głos.
– Dobrze słyszałeś – powiedziała – a zamiast szukać tego wilka, Alfa zajmuje się Bogini wie czym. Bez urazy, ale to jest dokładnie to, o czym mówiłam wcześniej. Twoja przeznaczona już odciągnęła cię od tego, co ważne.
To był cios poniżej pasa. Prawdę mówiąc, w tej chwili potrzebowała, by zajął się czymś innym. W przeszłości im bardziej zbliżał się do Nadii, z tym większą władzą i poparciem się ona spotykała, a sytuacja Kaelii i jej bliskich sprzymierzeńców pogarszała się. Gdyby mogła opóźnić koło wydarzeń choćby o jeden dzień, zrobiłaby to.
– Jesteś zła. – Westchnął. – Rozumiem to, rzecz jasna. Złamałem daną ci obietnicę. Ja...
– Nie mówmy o tym – rzekła, powstrzymując go. – Jest, jak jest.
– Kae, kochanie. – Skubnął wargami jej szyję, dokładnie tam, gdzie naznaczył ją lata temu, na zawsze wiążąc ich wilki i uznając ją za swoją wybraną partnerkę. – Zraniłem cię i zrobię wszystko, by to naprawić.
Nie wszystko. Wiedziała to aż zbyt dobrze.
– Tylko ty możesz być moją Luną; wiesz o tym, prawda? – Zaczął obsypywać jej szyję pocałunkami, jednocześnie próbując rozpiąć zamek jej sukienki.
To było dziwne. Od jakiegoś czasu nie była z nim intymnie. Ich drogi rozeszły się w różnych kierunkach ponad pół roku temu w jej poprzednim życiu. Była jego porzuconą i odrzuconą żoną.
Kael zacisnęła pięści, zanim odwróciła się twarzą do niego.
– Nie! – wykrzyknęła, sprawiając, że się zatrzymał. – Nie dzisiaj. I już nigdy. Miał swoją ostatnią szansę i ją zmarnował. Już go nie pragnęła. Gdyby jej wilczyca Umbra była teraz z nią, wyłaby z bólu, ponieważ była przywiązana do wilka Torina, Brutusa. Jednak nie czuła Umbry. Nie była pod jej wpływem. A poza tym była wściekła.
Nie okazała tego jednak. Jej mama uczyła ją, jak ukrywać swoje emocje. W końcu okazało się to przydatne.
– Kae? – Torin spojrzał na nią zszokowany. Przed dzisiejszym dniem byli ze sobą szczęśliwi. To przypomniało Kael, że prawdopodobnie znalazł Nadię wcześniej i okłamywał ją przez ostatnich kilka dni. A może nawet tygodni. – Kochanie, nie rób tego. Kocham cię i jesteśmy rodziną. Zawsze będziemy rodziną.
– Wierz lub nie, ale nie czuję się najlepiej po wszystkim, co wydarzyło się dzisiaj – oznajmiła, patrząc mu w oczy – jednak ucieszy mnie, jeśli przyniesiesz mi głowę intruza.
Skinął głową. – Wszystko dla ciebie, Kae.
Jej mąż otarł dłonią jej policzek, a ona to zniosła. Zdobyła się nawet na uśmiech dla dobra przedstawienia, które odgrywali.
– Dostaniesz jego głowę z samego rana! – obiecał, zanim zostawił ją samą.
Tessa próbowała połączyć się z nią mentalnie, ale Kaelia poprosiła ją, by zaczekała do rana.
Po w większości nieprzespanej nocy, wiedziała, co musi zrobić, a także znała swój pierwszy krok.
W swoim biurze wykręciła numer, którego żaden inny wilkołak nie zaryzykowałby wybrać. Nie miała wyboru.
– Słucham, mówi Beta Vaughn – na drugim końcu słuchawki rozległ się zirytowany męski głos. Kaelia przełknęła ślinę, zanim odpowiedziała.
– Witam, Beto. Mówi Luna Kaelia Blackwood. Z domu Vance.
Nic mu to nie mówiło.
– I? – odparł z wyraźnym znużeniem.
– Siedem lat temu uratowałam twojego bratanka przed atakiem wyrzutków w jego szkole z internatem. Wtedy dałeś mi ten numer i powiedziałeś, że masz u mnie dług.
Likanin zamilkł na chwilę, zanim jej odpowiedział.
– I jak rozumiem, dzwonisz, żeby odebrać dług? – Zaśmiał się cicho. – A już myślałem, że na tym świecie istnieją bezinteresowni ludzie...
– Nie prosiłabym, gdyby nie zależało od tego życie – przerwała mu. Nawiązanie kontaktu z Likanami było bardzo trudne. Mieszanie się ze zwykłymi wilkołakami należało do rzadkości, chociaż czasami Likanie uczęszczali do elitarnych szkół z internatem dla zmiennokształtnych. To właśnie wtedy szczęście dopisało Kael.
– W porządku – zgodził się mężczyzna. – Czego w takim razie chcesz?
– Muszę porozmawiać z Alfą, Królem Likanów – powiedziała stanowczo Kaelia.
















