Bogini, jakże ona jej nienawidziła. Nadi patrzyła na Kael na oczach wszystkich tymi swoimi ogromnymi, sarnimi oczami i lekko drżała, dodając dramatyzmu swojemu zmanipulowanemu przedstawieniu. Zawsze tak robiła. Każde spotkanie z nią było przedstawieniem.
Kaelia zazwyczaj była przy niej powściągliwa, stawiając sobie za priorytet stłumienie uczuć i ukrycie, jak bardzo zraniła ją cała ta sytuacja. Nadi z kolei po mistrzowsku wykorzystywała reakcje Kael na swoją korzyść, malując siebie jako słodką dziewczynkę, a swoją Lunę jako Lodową Królową.
Cóż, Kaelia nie zamierzała pozwolić, by to uchodziło jej na sucho. Ten schemat musiał się zmienić. Na szczęście miała najlepszego nauczyciela — samą Nadię. Nadi postawiła ją w przeszłości w tylu niezręcznych i upokarzających sytuacjach, że teraz Kael była gotowa na wszystko.
Ponadto wiedziała, że to, co robiła wcześniej, nie zadziałało.
Dlatego też miała zamiar spróbować czegoś nowego.
– Bardzo mi przykro, Luno. – Nadi pociągnęła nosem i przygotowała się, by ponownie paść na kolana, ale Kaelia pospieszyła jej z pomocą i mocno ją przytuliła. Obie kobiety zamarły w objęciach, podczas gdy pokój wypełniła niezręczna cisza. Ktoś upuścił widelec i Kael kątem oka zauważyła, że była to jej przyjaciółka Tessa.
– Nadi – odezwała się Kaelia, w końcu odsuwając się i wzdychając ze smutnym uśmiechem na twarzy. – Mogę cię tak nazywać, prawda? Chcę, żebyś wiedziała, że to jest dla ciebie bezpieczne miejsce. Nikt nigdy cię nie skrzywdzi. W niczym nie przypominamy stada, z którego przybyłaś. Zawsze będziesz tutaj dobrze traktowana, skoro jesteś teraz jego członkiem. Te ciężkie dni dla ciebie dobiegły końca.
Szybko powiodła wzrokiem po pomieszczeniu, by dostrzec oszołomione wyrazy na twarzach członków jej stada. Nie spodziewali się tego. W swoim poprzednim życiu starała się ignorować Nadię tak bardzo, jak to tylko możliwe, jednocześnie pozostając uprzejmą, kiedy musiały ze sobą porozmawiać. Wszyscy to rozumieli, ale im więcej Nadi płakała, tym bardziej jej współczuli. Wkradła się w serca ludzi. Z biegiem czasu wielu z nich stawało po jej stronie, ponieważ ostatecznie była prawdziwą przeznaczoną ich Alfy i miała wcześniej ciężkie życie.
Tymczasem Kaelia urodziła się ze srebrną łyżeczką w ustach. Niezależnie od tego, jak świetną była Luną, uważali, że to nic wielkiego, skoro się z tym urodziła i była do tego szkolona. Nikt nie rozumiał, jak wiele pracy i poświęceń kosztowało ją dojście do tej perfekcji.
Nagle Nadi ponownie rzuciła się w ramiona Kael.
– Dziękuję! – jęknęła, sprawiając, że Kaelia miała ochotę ją udusić. Gdyby jej wilczyca, Umbra, tu była, to mogłoby skończyć się szybko. Jednakże Umbra nie była w pobliżu, a ona wiedziała, że to była teraz bitwa na umiejętności aktorskie.
W międzyczasie Nadi dalej ciągnęła swój wywód: – Byłam pewna, że koszmar, w którym żyłam, powtórzy się również tutaj! Ale ty jesteś taka miła! Jestem gotowa wykonywać każdą pracę! Choćby nie wiem jak była ciężka, zostanę twoją osobistą pokojówką, jeśli będę musiała.
Na szczycie stołu jej mąż Torin obserwował je z zaciśniętą szczęką. Kael z trudem powstrzymywała śmiech, ponieważ po jego wyglądzie poznawała, że całą noc spędził na poszukiwaniach intruza. Nienawidził faktu, że jego przeznaczona była gotowa zostać sprzątaczką. Na domiar złego, jego żona nie zachowywała się w sposób, jakiego od niej oczekiwał. Była pewna, że w tym momencie zaszokowała go do końca życia.
Przyzwyczajaj się, kochanie.
– Nie bądź śmieszna, Nadi! – Kael westchnęła, a nawet zmusiła pojedynczą łzę, by spłynęła jej po policzku. Koniec końców przytulanie najgorszego wroga było straszne, a jej część rzeczywiście chciała płakać. – Wystarczająco już wycierpiałaś, a moje serce łączy się z tobą w bólu. Przydzielę ci pracę odpowiadającą twoim umiejętnościom, a jeśli w tej chwili nie wystarczą one do przyzwoitej posady, wyślemy cię na studia do miejscowego college'u. Wszystko będzie dobrze. Nie martw się. Nie będziesz tu źle traktowana. Nasze stado jest sprawiedliwe. Torin i ja budowaliśmy je od lat. Każdy dostaje to, na co zasługuje. I ty również dostaniesz.
Omega zmarszczyła brwi, ale szybko odzyskała rezon. Czy wiedziała, że to była obietnica?
– Jestem najszczęśliwszą dziewczyną na świecie – zadeklarowała i uśmiechnęła się niewinnie, trzepocząc rzęsami. – Nic dziwnego, że mój przeznaczony... to znaczy Alfa... jest w tobie tak zakochany, Luno. Teraz widzę, że to, co o tobie mówią, jest prawdą.
– Och, będziesz musiała mi o tym później opowiedzieć! – Kael zachichotała i popchnęła Nadię z powrotem na krzesło, na którym wcześniej siedziała. Na szczęście nie zaryzykowała zajęcia miejsca Luny ani tego tuż obok Tora. Wkrótce by je zajęła, oczywiście, ale przynajmniej dziś Kael nie musiała się z tym mierzyć.
– Z przyjemnością! – Nadia potrząsnęła swoimi rudymi lokami, a za duża koszulka, którą miała na sobie, "przypadkowo" zsunęła się z jej ramienia, sprawiając, że Torin spojrzał na nią oczami pełnymi pożądania. Przeklęta więź przeznaczenia już działała. Ich czas uciekał.
– Swoją drogą – oznajmiła Kaelia, biorąc łyk kawy, która wydawała się bardziej gorzka niż zwykle – musimy ustalić budżet dla Nadii.
W pokoju ponownie zapadła cisza.
– Jesteś pewna, Luno? – odezwał się Beta Corbin. – Ona jest tylko omegą i...
– Nie jest tylko omegą – przerwała Kaelia, unosząc wysoko podbródek i nakładając na twarz nieskazitelny uśmiech. – Jest przeznaczoną naszego Alfy. Nie odrzucił jej, i od teraz jest ona częścią naszego stada. Musi wyglądać odpowiednio, więc nadszedł czas, by wyrzucić zużyte koszulki i dżinsy.
– To bardzo miłe z twojej strony, Luno – wtrąciła Tessa, nie mogąc dłużej milczeć. – Niektórzy powiedzieliby nawet, że zbyt miłe. To znaczy, biorąc pod uwagę...
– Robię, co w mojej mocy – skontrowała Kael, posyłając swojej najlepszej przyjaciółce ostrzegawcze spojrzenie. Jak zawsze, Tessa zrozumiała ją bez słów. – Postawmy sprawę jasno raz na zawsze. Byłam absolutnie szczera co do tego, by Nadi była tu odpowiednio traktowana. Nie chcę, by ktokolwiek się nad nią znęcał tylko dlatego, że nasza trójka znalazła się w specyficznej sytuacji. Nie życzę jej źle i będę miała zerową tolerancję dla każdego, kto spróbuje wyrządzić jej jakąkolwiek krzywdę.
Z tymi słowami zaczęła jeść swój omlet, jakby nie wydarzyło się nic niezwykłego, ukradkiem wyłapując spojrzenia członków swojego stada.
Oto były. Spojrzenia, którymi niegdyś obdarzali Nadię. Teraz nagradzali nimi Kael. Tylko że tym razem było w nich więcej szacunku niż litości.
W przeszłości Kael robiła wszystkie te same rzeczy. Jednak jej błędem było nieogłoszenie tego przed wszystkimi. Ostatecznie Nadi rozgrywała ich jak pionki, wmawiając im, że Kael przy każdej okazji źle ją traktuje.
Przechwyciła spojrzenie Torina i posłała mu nikły uśmiech, wprawiając go w osłupienie. Przynajmniej otrzymywała dokładnie takie reakcje, jakich chciała. Jak na pierwszy dzień po powrocie, to było całkiem nieźle.
Zaraz po śniadaniu Tessa wciągnęła ją do biura Luny i upewniła się, że właściwie zaryglowała drzwi. Pokój posiadał izolację akustyczną, więc mogły porozmawiać na osobności bez obawy, że ktoś je podsłucha.
– Co ty do cholery robisz? – syknęła Tessa do przyjaciółki. – Ty witasz z otwartymi ramionami jego przeznaczoną?! Powinnaś była nalegać w kółko, by ją odrzucił!
– Och, T. – westchnęła Kael i nie mogąc się powstrzymać, objęła dziewczynę po raz kolejny. Wciąż pachniała migdałami, przez co na złamanym sercu Luny zrobiło się odrobinę cieplej.
– Głupia, perfekcyjna Luno! Nie możesz być aż tak miła! – Tessa pociągnęła nosem. – Kochałaś go przez całe życie! Naznaczył cię, na litość Bogini! Co on sobie myślał?!
– Wiem. – Kael westchnęła jeszcze raz, odsuwając się. – Ale na to już za późno. Nikt nie może walczyć z więzią przeznaczenia. Ta bitwa została przegrana w momencie, gdy ją poznał i nie odrzucił.
– Jesteś przy tym taka spokojna! Nie wierzę w to! – Pokręciła głową w osłupieniu, z wyraźnymi oznakami zmartwienia na twarzy.
Kael przez kilka sekund rozważała pewien pomysł. W głębi duszy wiedziała, że jeśli mogłaby komukolwiek powierzyć ten sekret, byłby to ktoś, kto był jej najlepszą przyjaciółką od czasów dzieciństwa.
– Muszę ci o czymś powiedzieć. – Kaelia wzięła Tessę za dłonie i poprowadziła do fotela, sama przysiadając na skraju biurka. – Ale będę potrzebowała, żebyś podeszła z otwartym umysłem do tego, co zaraz usłyszysz.
Mówiła i mówiła, a im więcej jej mówiła, tym bledsza stawała się jej przyjaciółka. Pominęła fragment o samej śmierci Tessy. Nie było do tego potrzeby. Wiedziała, że te małe fragmenty, którymi była gotowa się teraz podzielić, w zupełności jej wystarczą.
Gdy skończyła, Tessa spojrzała na nią zaczerwienionymi oczami. – To jest...
– Niewiarygodne, wiem. – Kaelia westchnęła.
– Okropne! – Jej przyjaciółka wzięła ją za ręce i mocno ścisnęła. – Kael! To straszne! Przez co ty musiałaś przejść...
– Czekaj, chcesz powiedzieć, że nie masz żadnych wątpliwości co do tego, co właśnie powiedziałam? – zapytała Luna, unosząc brew. Spodziewała się, że będzie potrzebowała więcej czasu, by przekonać swoją najlepszą przyjaciółkę.
– W takim momencie nie żartowałabyś o tym wszystkim. – Tessa oparła się na krześle. – Z tego, co wiem, jeszcze wczoraj byłaś szaleńczo zakochana w Torinie. Ale teraz... jesteś tak spokojna, że to aż przerażające. Chociaż to wiele wyjaśnia. Z takiej miłości nie leczy się w jeden dzień.
To była prawda. Kaelia nie wiedziała na pewno, czy cała miłość, którą czuła do Torina, zniknęła, ale z całą pewnością nie była już tą samą dziewczyną, co rok temu. Miała dwadzieścia pięć lat, ale czuła się, jakby przeżyła o wiele więcej. Cierpienie i złamane serce mogły zrobić coś takiego z ludźmi.
– Nie przeszkadza ci to, jak szalenie to brzmi? – Kael postanowiła upewnić się, że myślą o tym tak samo.
– Wierzę w Boginię Księżyca. – Tessa wzruszyła ramionami. – Być może chciała, by Torin był z kimś takim... jak Nadia. Ale nigdy nie uwierzę, że chciałaby dla ciebie takiej śmierci! Dla każdego, ale nie dla ciebie!
– Tak bardzo za tobą tęskniłam. – Kael nie mogła się powstrzymać i po raz kolejny przytuliła Tessę. Zamilkła na chwilę i złożyła sobie obietnicę, że cokolwiek by się nie działo, przynajmniej ocali swoją najlepszą przyjaciółkę. Nie zamierzała stracić jej ponownie.
– Więc, jaki jest plan? – Tessa instynktownie przeszła w tryb bojowy. Była jednym z niedocenianych wilków. Nazywali ją asystentką Luny, ale obie nienawidziły tego tytułu. Tessa miała w sobie czystą krew Bety i potrafiłaby powalić Alfę, gdyby tylko wystarczająco się postarała. Może nie każdego Alfę, ale zdecydowanie większość z nich. Niektóre wilki myślały o sobie zbyt wysoko i zawsze nie doceniały ładnych dziewczyn.
– Plan zakłada wzięcie rozwodu i odzyskanie naszego stada. – Kael uśmiechnęła się, wiedząc, że ma teraz po swojej stronie wspaniałą sojuszniczkę. – Ivory Moon.
– Czy to w ogóle możliwe? – Tessa gwizdnęła. – To znaczy, jeśli szybko zajdziesz w ciążę z dzieckiem Torina, a potem go zabijemy, mogłybyśmy to wszystko...
– Nie, dziękuję. – Kael wybuchnęła śmiechem. – Bogini, jaka ty jesteś krwiożercza!
– Po prostu ręce mnie świerzbią, by odciąć mu kuta...
– Rozumiem, o co ci chodzi! – Luna zakryła twarz dłońmi, próbując powstrzymać kolejny napad chichotu.
– Wiesz co, mam pewien pomysł! – wykrzyknęła nagle Tessa. – A może byśmy poprosiły o pomoc Likanów?! To by mogło w sumie...
– Byłam tam, zrobiłam to. Ich król jest dupkiem – odparowała Kael, przewracając oczami.
– Co ty?! – Szczęka jej przyjaciółki opadła na podłogę.
– Miałam jednego Likana, który miał u mnie dług, więc poprosiłam, by zorganizował mi rozmowę z jego królem. Nawet nie masz pojęcia, jak bardzo był arogancki! – wyjaśniła Kael.
– Gorszy niż Torin? – Tessa zachichotała.
– Gorszy niż Torin – potwierdziła Kael.
– W porządku, co w takim razie dalej? – Ta Beta nie miała w zwyczaju łatwo się poddawać, i to był jeden z wielu powodów, dla których w ogóle zostały przyjaciółkami.
– To proste. Muszę uzyskać poparcie tak wielu Alfów, jak to tylko możliwe. – Kaelia wypuściła głośno powietrze, po czym kontynuowała. – Wszystko po to, aby kiedy rozwód wejdzie w życie, oddali mi swoje głosy, gdy poruszę tę sprawę w Radzie Alf. A zrobię to.
– Jak myślisz, ilu cię poprze? – zapytała bez owijania w bawełnę Tessa, wyciągając z kieszeni telefon. – Możesz liczyć na Alfów i stada, w których moi kuzyni są Betami. Ja się nimi zajmę.
– Jeszcze nie jestem pewna, ale wiem, gdzie uderzyć w pierwszej kolejności. – Kael postukała palcami o chłodne drewno biurka, czekając, aż Tessa oderwie wzrok od telefonu i rzuci jej spojrzenie.
– Mów! – Dziewczyna wydawała się szczerze zainteresowana.
– Najważniejsze wydarzenie w roku zbliża się wielkimi krokami. – Kaelia uśmiechnęła się zuchwale. – Coroczny Bal Alfów.
















