Gambit Królowej z Kości Słoniowej: Odrzucenie mojego wybranego alfy

Gambit Królowej z Kości Słoniowej: Odrzucenie mojego wybranego alfy

Autor: Lucien Vesper

Rozdział 4. Królewska konfrontacja
Autor: Lucien Vesper
13 lip 2026
– Jesteśmy dość śmiali, prawda? – Beta zachichotał, sprawiając, że Kael nie wiedziała, co o tym myśleć. – Naprawdę myślisz, że Król zrobi wszystko, co mu powiem? – Mam nadzieję, że szanuje cię na tyle, by wyświadczyć ci tę małą przysługę – wybadała grunt, przygryzając wargę. Stąpała po kruchym lodzie i doskonale zdawała sobie z tego sprawę, ale nie miała innego wyjścia. – W porządku – mruknął cicho mężczyzna. Po raz pierwszy, odkąd zadzwoniła, Kael zastanowiła się, co on właściwie robił. – Jewel, kochanie, wystarczy tego ssania. Muszę iść. Potem znowu jęknął, a uszy Kaelii poczerwieniały z zawstydzenia. Czy był z kimś w łóżku? Dlaczego w ogóle odebrał jej telefon?! Rozległ się dźwięk szelestu i kobiecy głos: – Do zobaczenia wieczorem, Beto. A następnie odgłosy oddalających się kroków. – Żebyś wiedziała – Beta odezwał się ponownie – bardzo się teraz poświęcam, żeby ci to spłacić. Więc po tym, jak z nim porozmawiasz, uznajmy sprawę za zamkniętą. – Oczywiście – Kael szybko go zapewniła, odchrząkując. – Doceniam twoje... poświęcenie. Zaśmiał się cicho, po czym usłyszała dźwięk skrzypiących drzwi. – Hej, D. Musisz z kimś porozmawiać. – Nastąpiły po tym przytłumione dźwięki, ale wciąż mogła zrozumieć wszystko, co mówiono. – Nie jestem zainteresowany – warknął drugi mężczyzna. Kaelia nagle poczuła silny strach. Zastanawiała się, czy Król także był zajęty. Z pewnością nie poświęciłby dla niej swojego czasu na przyjemności. – Nie próbuję cię z nikim swatać. – Beta wybuchnął śmiechem. – To tylko jakaś Luna wilkołaków. Wiszę jej przysługę, okej? – Nie jestem zainteresowany – zabrzmiała odpowiedź, a serce Kael zamarło. To był koniec. To była jej największa szansa. W jej poprzednim życiu również dzwoniła do Bety Vaughna, choć znacznie później, ale on nie odbierał. Do końca tamtego roku Likanie mierzyli się z problemami na własnych ziemiach. Zapewne był zbyt zajęty do czasu, gdy nabrała odwagi, by zadzwonić. Dzwoniła do niego raz za razem, dopóki połączenia nie przestały dochodzić do skutku, co oznaczało, że najprawdopodobniej ją zablokował. – Daj jej pięć minut. – Sądząc po dźwiękach, mężczyzna wcisnął telefon w ręce swojego króla. Rozległo się kolejne warknięcie i Kael już miała się poddać. Wtedy usłyszała dźwięczny, metaliczny głos. – Słucham, mówi Alfa Darius – powiedział mężczyzna, a ona wciągnęła powietrze. Nawet nie użył swojego tytułu. Czy to naprawdę był Król Likanów? – Witam, Wasza Wysokość. – Postanowiła mimo wszystko zwrócić się do niego formalnie. – Nazywam się Kaelia Blackwood. Jestem Luną stada Glimmer River. Milczał, co bardzo ją niepokoiło. Ale przypomniała sobie, że ma dla niego tylko pięć minut. – Potrzebuję twojej pomocy. – Wypuściła z siebie powietrze. – Moim mężem jest Alfa Torin Blackwood, a my w niedalekiej przyszłości planujemy wziąć rozwód. – Fascynujące – odpowiedział mężczyzna bez jakichkolwiek emocji w głosie. – Ale co to ma wspólnego ze mną? Możecie się rozwieść w dowolnym momencie bez mojej pomocy. – Wiem to, Alfo – zgodziła się i usłyszała, jak cicho warknął. – To nie w tym potrzebuję twojej pomocy. Widzisz, jesteśmy partnerami z wyboru. A kiedy wzięliśmy ślub, połączyliśmy nasze stada. Tym, czego od ciebie pragnę, jest pomoc w odzyskaniu moich ludzi i mojego terytorium. Jesteś Królem Alf i kiedy zgłoszę ten spór, twoje słowo będzie ostateczne podczas Rady Alf. Nie będą mogli ci odmówić. – Hmm. – Brzmiał na rozbawionego. – I myślisz, że ta sprawa zaszłaby aż tak daleko? Wiesz przecież, że Rada Alf składa się głównie z mężczyzn. Co sprawia, że sądzisz, iż ktokolwiek cię poprze? – Poprą mnie, jeśli będą wiedzieć, że jesteś po mojej stronie. – Kaelia poczuła się teraz odważniejsza. – Sprawdziłam się już również jako przywódczyni i wojowniczka. To nie powinno stanowić problemu. – Zatem może wszystko jest cudownie i wcale nie potrzebujesz mojej pomocy? – Zaśmiał się cicho. – Potrzebuję, Wasza Wysokość – zapewniła go. – Naprawdę jej potrzebuję. I byłabym za nią niezwykle wdzięczna. – To skomplikowana sprawa – powiedział po krótkiej przerwie – nie jest to coś, co mógłbym rozstrzygnąć przez telefon. Szczerze mówiąc, to nie brzmi na tyle poważnie, żeby zawracać sobie tym głowę. Kael poczuła, jak wściekłość gotuje krew w jej żyłach. Mówił poważnie? To było na tyle? – Ale... – Nie mamy o czym rozmawiać. Wyszłaś za mąż i oddałaś swoje stado swojemu mężowi. Nie przemyślałaś tego i to był twój błąd. Teraz jest już za późno. – Król Alf wydawał się znudzony. – Zgodnie z naszymi prawami będzie ci winien hojne alimenty. Utrzymasz swój luksusowy styl życia, jeśli to cię tak martwi... – Nie o to chodzi! – Zacisnęła zęby. – Nie mogę zostawić z nimi moich ludzi! – Z nimi? – Król prychnął. – Więc w tym tkwi problem. On znalazł sobie inną, a ty jesteś o to rozgoryczona? To nie miało sensu. Kael uderzyła pięścią w biurko, niemal je łamiąc. Tego rodzaju drwiny nie były dla niej nowością. Słyszała już wszystko. Nawet od ludzi, którzy uchodzili za jej przyjaciół. – Nie jestem rozgoryczona! – wycedziła z gniewem. – Jestem wściekła. Ponieważ teraz widzę, jak wiele luk ma nasz system! Jak niesprawiedliwie i nierówno traktowane są kobiety, gdy u ich boku nie ma już mężczyzny! Jak mało daje się nam szans, żebyśmy mogły się wykazać. Jasne, zrobicie z kobiety wojowniczkę i będziecie mówić o równości, ale gdy przychodzi do wyższych stanowisk, każecie kobiecie pracować trzy razy ciężej niż mężczyźnie, żeby w ogóle wziąć ją pod uwagę! Od lat wykonuję pracę Alfy u boku mojego męża i robię to bez zarzutu. Ale wszystko, co ty teraz widzisz, to zraniona kobieta, która nie może pogodzić się ze zdradą męża. Wiecie co? To boli jak cholera, ale jestem tu, nie lamentując z bólu, tylko próbując wymyślić swój kolejny ruch. Nawet nie wiesz, co się u mnie dzieje, ale już zdążyłeś mnie osądzić. Cóż za rozczarowujące wprowadzenie dla mojego króla! Rzuciła telefon z taką siłą, że pozostało jej tylko patrzeć na roztrzaskane na podłodze kawałki. Cóż za farsa! Darius siedział w swoim ogromnym skórzanym fotelu za biurkiem, wpatrując się w telefon swojego Bety. Co to u diabła było? Skrzyczała go, a potem się rozłączyła? – Doooobra. – Vaughn ostrożnie odebrał swój telefon. – Widzę, że poszło świetnie. – Przypomnij mi jeszcze raz, kto to był? – zapytał Darius, patrząc na przyjaciela i marszcząc przy tym gęste brwi. – Słucham? – Vaughn zaśmiał się nerwowo. – Zanim ci powiem, zamierzasz ją zabić, czy... – VAUGHN! – ryknął Darius na tyle głośno, że prawdopodobnie usłyszeli go wszyscy członkowie jego stada. – W porządku! – Beta opadł na krzesło naprzeciwko niego, wyjawiając: – To Luna stada Glimmer River. Glimmer River... niedaleko jeziora Glimmer. – Co jeszcze? – Król niecierpliwie postukał palcami o blat biurka. – Nazywa się Kaelia Blackwood. Jeśli pamięć mnie nie myli, jest Luną od pięciu lub sześciu lat. Może siedmiu. – Powiedziałeś, że byłeś jej winien przysługę. – Darius przeszywał Vaughna wzrokiem. – Z jakiej racji? Czy to jedna z twoich licznych dziwek? – Oczywiście, że nie! – Beta zabrzmiał na urażonego. – Ona... ona uratowała Owena siedem lat temu. Wyrzutki zaatakowały jego szkołę z internatem, a ona akurat była tam z wizytą z okazji jakiegoś wydarzenia. Swoją drogą, wtedy nie była jeszcze Luną. Ale przygotowywała się do tej roli. – Uratowała go? – Darius potarł nasadę nosa. – Tak, zabiła kilku wyrzutków i go obroniła. Miał wtedy zaledwie dwanaście lat. Gdyby nie zjawiła się na czas... – Dlaczego mi nie powiedziałeś? – jęknął Król. – Nie było czasu! – Vaughn wzruszył ramionami. – Skąd mogłem wiedzieć, że będziesz dla niej takim ch**em? – A czy jest dobry czas na bycie ch**em? – Beta Vaughn zachichotał, tylko go tym bardziej irytując. – Dowiedz się, gdzie mogę się z nią spotkać – rozkazał Darius. – Jestem zaintrygowany. Wydaje się... zadziorna. – Dokładnie tak, jak nienawidzisz. – Vaughn wstał, ale kiedy zauważył wrogie spojrzenie swojego Alfy, uśmiech znikł z jego twarzy. – Pójdę... wziąć się do pracy. Darius oparł się o tył fotela. Miał już wiele na głowie, a ta kobieta na jakimś poziomie do niego docierała. Uśmiech wykrzywił jego wargi. Minęło sporo czasu, odkąd ktoś ośmielił się w ten sposób do niego odezwać. Luna Kaelia rzeczywiście była intrygująca. Skoro uratowała Owena, był jej winien przynajmniej przyjrzenie się jej sprawie. Niech tak będzie. Kaelia przygotowała się do śniadania. Założyła prostą, acz elegancką sukienkę i wyszczotkowała włosy tak, by spływały po jej ramionach miękkimi falami. Zdecydowała się dziś nie robić makijażu, ponieważ doskonale wiedziała, z czym będzie musiała się zmierzyć, gdy tylko zejdzie na dół. W drzwiach niemal wpadła na Tessę. – Kael. – Jej przyjaciółka spróbowała uśmiechnąć się beztrosko, ale Kaelia zauważyła, że jest zdenerwowana. – Co powiesz na to, żebyśmy zjadły tutaj i pogadały? Tylko my dwie? Kaelia uśmiechnęła się. Wiedziała, że Tessa próbuje uchronić ją przed nową, brutalną rzeczywistości czekającą na dole. Na szczęście dla samej siebie, była gotowa na wszystko. – Może innym razem – zasugerowała, biorąc dłoń Tessy, wciąż godząc się z faktem, że jednak żyje. – W tej chwili muszę coś zrobić. Po prostu bądź przy mnie, dobrze? – Zawsze. – Oczy Tessy zaszły łzami. Jadalnia tętniła życiem, ale gdy tylko Kael postawiła w niej stopę, wszyscy zamilkli. W swój pierwszy dzień w stadzie Nadi siedziała już przy stole z najwyżej postawionymi wilkami i była wyraźnie w centrum uwagi. – Luno! – Zerwała się na równe nogi po tym, jak pozwoliła Kael patrzeć na jej sukces we wkraczaniu na jej terytorium. – P-proszę, wybacz moją niegrzeczność! P-przysięgam, że znam swoje miejsce! Znów zaczynała swoje.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 85

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

85 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 4. Królewska konfrontacja – Gambit Królowej z Kości Słoniowej: Odrzucenie mojego wybranego alfy | Czytaj powieści online na beletrystyka