Preston Sterling nie tylko odebrał mi firmę; próbował odebrać mi życie. Przez szparę w drzwiach patrzyłam, jak mój narzeczony tuli w naszym łóżku moją rywalkę, szepcząc, że płatny zabójca „dokończy robotę”. Kiedy mój samochód runął z mostu w lodowatą otchłań, myślałam, że ta ciemność to koniec. Myliłam się. – Kim jesteś? – szepnęłam drżącym głosem, budząc się w pokoju pachnącym drogimi perfumami i chłodną władzą. Jego przenikliwe błękitne oczy zwęziły się, mrożąc mnie do szpiku kości. – Sebastian. Nie pamiętasz mnie. Przeszukiwałam pamięć, a to imię uderzyło we mnie niczym fizyczny cios. Sebastian Sterling. Starszy brat Prestona. „Potwór” wygnany za swoje okrucieństwo. – Jestem człowiekiem, który cię ocalił – dodał, a jego wzrok spoczął na bandażach zakrywających moją zmasakrowaną twarz. – I jedynym, który może dać ci nową tożsamość, byś mogła sprawić, że spłyną krwią. Jeśli Preston był diabłem w owczej skórze, Sebastian był królem podziemia. Aby dokonać zemsty, musiałam wejść prosto do jaskini potwora – i mieć nadzieję, że po drodze nie stracę serca.

Pierwszy Rozdział

Vivienne Callaway Moje dłonie stały się wilgotne od potu, gdy przesuwałam wzrokiem po liście podpisów na dokumentach leżących przede mną. W oczach wezbrały mi łzy, rozmazując tekst, który wciąż próbowałam czytać. Nie mogąc tego dłużej znieść, zamknęłam dokument. Ręce drżały mi niekontrolowanie; ukryłam twarz w dłoniach i mocno je docisnęłam, by powstrzymać to drżenie. Musiałam myśleć, ale nagle zupełnie nie wiedziałam jak. Dziedzictwo mojej rodziny, które budowałam przez całe życie, zostało rozszarpane bez szans na ratunek. Jasna cholera! Traciłam zmysły. Mój mózg próbował pojąć, co to oznacza. Wszystkich dziewięciu członków zarządu zagłosowało za usunięciem mnie ze stanowiska CEO Callaway Textiles, a sygnatura czasowa wskazywała, że ostatni podpis złożono dzisiaj. Decyzja ta wejdzie w życie w poniedziałek. Dowiedziałam się o tym dopiero teraz, po otrzymaniu dziwnego e-maila z poleceniem przejrzenia raportu. Dziewięciu członków zarządu odwołałoby dyrektora generalnego tylko wtedy, gdyby mieli już następcę. Przerzuciłam stronę, by to sprawdzić – widniało tam dziewięć podpisów powołujących Sloane Mercer na stanowisko nowego CEO Callaway Textiles, ze skutkiem od poniedziałkowego ranka. Sloane Mercer, największa rywalka Callaway Textiles i moja prześladowczyni z czasów dzieciństwa. Serce zamarło mi z przerażenia, gdy mój najgorszy koszmar właśnie stał się rzeczywistością. „Jesteś bezwartościowym śmieciem, który nie powinien nawet istnieć. Jestem pewna, że ludzie wokół ciebie czują to samo”. To były słowa, które rzuciła mi prosto w twarz, gdy spotkałyśmy się w zeszłym roku na szczycie biznesowym w Manchesterze. Sloane przejmowała firmę, której oddałam swój pot, krew i łzy, a pomogli jej w tym moi właśni członkowie zarządu. Ani jeden – dosłownie ani jeden nie zagłosował przeciwko temu przejęciu, co pokazywało, jak bardzo chcieli się mnie pozbyć. To było wrogie przejęcie, a ja nie dostałam nawet szansy, by z nim walczyć. Sloane chciała widzieć mnie na kolanach i dopięła swego. Nagle poczułam, że nie mogę oddychać – powietrze było zbyt gorące, a głowa pulsowała bólem, jakby czaszka miała zaraz pęknąć. Wszystko, na co pracowałam – wszystko, co moja rodzina budowała kosztem tylu wyrzeczeń – rozsypywało się przede mną jak domek z kart. Łzy piekły mnie pod powiekami, domagając się ujścia, gdy docierał do mnie ciężar tej nowej rzeczywistości. Mrugnęłam. Ktokolwiek wysłał mi tego e-maila, wiedział, co mnie czeka w poniedziałek i chciał, bym tego uniknęła. Chciał oszczędzić mi nadchodzącego wstydu i upokorzenia. Chwyciłam telefon i wybrałam numer Prestona Sterlinga, mojego narzeczonego, ale nie odbierał. Musiałam komuś o tym powiedzieć, a on był jedyną osobą, której ufałam. Po trzech nieudanych próbach poddałam się, wdzięczna w duchu, że nie odebrał, bo zaciśnięte gardło i tak uniemożliwiłoby mi mowę. Drżącymi rękami zebrałam swoje rzeczy ze stołu. Otarłam łzy płynące po policzkach i wstałam na nogi, które wydawały się jednocześnie ciężkie jak z ołowiu i słabe jak woda. Byłam u kresu wytrzymałości, mając w sobie niewiele siły, by zmierzyć się z tą straszną prawdą. W takich chwilach niezbędna jest odwaga, a ja ze wstydem musiałam przyznać, że nie mam jej wcale. Spojrzałam na biuro po raz ostatni, wiedząc, że już tu nie wrócę, i wychodząc, zamknęłam za sobą drzwi. Przejęłam firmę po śmierci ojca cztery lata temu, a teraz będę musiała spojrzeć matce w oczy i powiedzieć jej, że straciłam rodzinny biznes. Gdy dotarłam na parking, nie zdziwiło mnie, że mój samochód został jako jedyny. Było dwie i pół godziny po moich zwykłych godzinach pracy, ponieważ cały ten czas spędziłam nad trzydziestostronicowym dokumentem szczegółowo opisującym przejęcie. Wciąż mam czas, mogę wszystko odbudować, dopóki żyję – pomyślałam. Otworzyłam auto i wsiadłam, a gdy włączyłam silnik i reflektory, zobaczyłam łysego mężczyznę w czarnym kapturze mierzącego do mnie z pistoletu. Oddech uwiązł mi w gardle, a oczy rozszerzyły się z przerażenia, gdy zrozumiałam, co to oznacza. – Wypierdalaj z samochodu! – wrzasnął, a ja uniosłam ręce w geście strachu i paniki. Uczucie beznadziei i smutku, które towarzyszyło mi wcześniej, zmieniło się w czysty lęk i dezorientację. To była jedna z najbezpieczniejszych dzielnic w mieście, kradzieże zdarzały się tu rzadko. Nikt nie przychodził tu kraść – chyba że nie był tu po to, by mnie obrabować, ale by mnie zabić. Najgorszą rzeczą, jaką mogłam zrobić, było posłuchanie jego rozkazu. – Nie próbuj niczego głupiego, paniusiu! Powiedziałem: wypierdalaj! – warknął i odbezpieczył broń, gotów do strzału. W jego oczach płonęła groźba i morderczy zamiar. Pokręciłam głową. – Wychodzę, już wychodzę – powiedziałam, ale zamiast otworzyć drzwi, jak mi kazał, zablokowałam je i wcisnęłam gaz do dechy. Samochód natychmiast ruszył z pełną prędkością, uderzając łysego mężczyznę i rzucając go na ziemię. Trzymałam się kierownicy, ręce mi drżały, knykcie zbielały, a serce łomotało głośno. Usłyszałam pisk opon i w lusterku zobaczyłam, jak zamachowiec podnosi się na nogi i kilkakrotnie strzela w tył samochodu, ale kule o włos mnie minęły, gdy uciekałam. Czułam, jak adrenalina krąży w moich żyłach, gdy gwałtownie wyjeżdżałam z parkingu z głośnym piskiem opon. Dłonie mi latały, wiedząc, że właśnie w najbardziej nieoczekiwany sposób uniknęłam śmierci. Wciąż nie mogłam uwierzyć w to, co się stało. Ktoś chciał mojej śmierci, ale kto? Sloane. Nie miałam wątpliwości. Odebranie firmy mojej rodziny jej nie wystarczyło; chciała też mojego życia. Chciałam wrócić do domu, do Prestona. On by się mną zaopiekował i wiedziałby, jak mnie uspokoić. Musiałam do niego pojechać. To była jedyna pociecha, jakiej potrzebowałam po tym wszystkim. Jutro zgłoszę wszystko na policję, ale tej nocy chciałam tylko jego. Podjechałam pod nasz penthouse i weszłam do środka. Serce biło już spokojniej, ale powoli nadchodził ból głowy. Myśl o tym, że wtulę się w ramiona Prestona, a on ukoi mnie do snu, dawała mi siłę, by oddychać. Zauważyłam, że drzwi do gabinetu są lekko uchylone, a światło wpada na korytarz. Preston nigdy wcześniej nie zostawiał otwartych drzwi – pomyślałam, gdy usłyszałam, jak wypowiada moje imię, ale nie tak, jak robił to zazwyczaj. Podeszłam szybko, zaniepokojona weszłam do gabinetu, ale nie znalazłam tam po nim śladu. Zdezorientowana zamknęłam drzwi. Wewnętrzne przejście z gabinetu, które prowadziło do naszej sypialni, również było otwarte. Gdy miałam już podejść do tych drzwi, znieruchomiałam, słysząc znajomy kobiecy chichot. Biorąc głęboki oddech, wyjrzałam przez szczelinę i serce mi pękło. Byłam całkowicie nieprzygotowana na to, co ujrzałam. Na naszym łóżku, w objęciach mojego narzeczonego, Prestona, leżała Sloane Mercer – kobieta, która właśnie odebrała mi wszystko.

Odkryj więcej niesamowitych treści