Punkt widzenia Sebastiana
Patrzyłem, jak twarz Vivienne rzednie na dźwięk moich słów, a moje serce stało się ciężkie. Znałem ten wyraz twarzy – to była bezradność i beznadzieja. Chciałem wyciągnąć do niej rękę i zapewnić, że przez to przejdzie, ale nie wiedziałem, jak by na to zareagowała.
Jęknęła żałośnie i próbowała ukryć się przed moim wzrokiem, jakbym miał ją oceniać. Gdyby tylko wiedziała, że nigdy bym jej nie osądził.
Cisza trwała kilka sekund, po czym wyjawiła swój dylemat:
– Nie stać mnie na zmianę twarzy. – Jej oczy wciąż miały tę samą niewinność, co wtedy, gdy ostatni raz w nie patrzyłem. Może i potrzebowała nowej twarzy i wielu innych rzeczy, ale dla mnie na zawsze pozostanie Vivi, moją wybawicielką.
Pokręciłem głową.
– Nie musisz się o to martwić. Ja pokryję koszty – zapewniłem ją.
Przeszukiwała wzrokiem moją twarz, jakby próbowała dostrzec w moich słowach jakiś podstęp. Najwyraźniej go nie znalazła, bo zapytała:
– Dlaczego miałbyś to dla mnie zrobić?
Uśmiechnąłem się.
– Ponieważ wiem, jak to jest czuć się bezradnym. I dlatego, że chcę.
To było wszystko, co mogłem powiedzieć, choć rwało mi się na usta znacznie więcej. Wciąż byłem bratem Prestona i dzięki niemu część jej postrzegała mnie jako potwora. Bała się mnie jako takiego, a to było coś, czego ból okazał się dla mnie niespodziewanie dotkliwy.
Nie byłem potworem; byłem mężczyzną, który ją kochał i stracił. Byłem mężczyzną, który musiał stać z boku i patrzeć, jak mój brat nieudolnie próbuje ją kochać. Byłem mężczyzną, który wiedział, że dziewczyna jego marzeń zasługuje na znacznie więcej, niż dostaje, ale nie mógł nic z tym zrobić, bo los po raz kolejny go wykpił.
Zawsze była dziewczyną moich marzeń, ale ja nie byłem mężczyzną z jej snów; był nim Preston.
Przysiągłem sobie, że choć należy do niego, będę ją chronił, ale zawiodłem. Nie uchroniłem jej przed potworem zwanym Prestonem. Pamiętam, jak przyszedłem do niej natychmiast po tym, jak została uratowana i przewieziona do szpitala. Serce mi pękło na jej widok w śpiączce; jej twarz była zmasakrowana, a bandaż był jedynym sposobem na powstrzymanie krwotoku i infekcji.
Zawiodłem ją. Nie dotrzymałem obietnicy dbania o jej bezpieczeństwo. Zawiodłem.
Cofnąłem się i rozpiąłem guzik marynarki, uwalniając się z jej uścisku, bo nagle zabrakło mi tchu. Musiałem wyjść i choć nie chciałem jej znowu zostawiać, wiedziałem, że to konieczne.
Wchodząc do swojego pokoju, zrzuciłem ubranie i wszedłem pod prysznic. Potrzebowałem zimnej wody, by ostudzić gniew płynący w moich żyłach, ponieważ nie było innego właściwego sposobu na jego rozładowanie.
Lodowata woda spłynęła po mojej skórze, która napięła się w odpowiedzi, ale stałem pod nią, regulując oddech – powolny wdech i wydech – dopóki nie odzyskałem panowania nad sobą. Droga do realizacji mojego planu była jeszcze długa, a dopuszczenie do głosu gniewu zniszczyłoby wszystko, co planowałem przez lata.
Telefon zabzyczał, gdy wróciłem do sypialni. Odebrałem.
– Beatrice. Masz jakieś dobre wieści? – zapytałem prosto z mostu, czekając na jej odpowiedź.
– Ojej, czy tymi samymi ustami całuje pan matkę, sir? – zapytała kpiąco.
Przewróciłem oczami.
– Dobrze, że jej tu nie ma, żeby mogła to ocenić. Masz dobre wieści? – powtórzyłem, tracąc cierpliwość.
– Policja właśnie znalazła samochód. Wszystko jest dokładnie tak, jak pan chciał; teraz zaklasyfikują to jako sprawę zaginięcia osoby – odpowiedziała.
– Dobrze, Beatrice, informuj mnie na bieżąco.
– Jasne, szefie – odparła. – I sprawdź system pod kątem aktualizacji; do wyznaczonej daty zostało oficjalnie siedem miesięcy. Przesłałam wszystkie informacje, których potrzebujesz, by być na bieżąco i wyprzedzać kolejne kroki Sterling Corporation.
– Dziękuję – powiedziałem i zakończyłem rozmowę.
Zabrałem się do pracy, analizując każdy szczegół nadchodzącego wydarzenia w rodzinie Sterlingów. Siedem miesięcy to długo, ale w porównaniu z trzynastoma latami, to zaledwie chwila; mogłem poczekać.
Po godzinach dopracowywania planów wstałem od biurka i podszedłem do lewego rogu pokoju, gdzie wisiało ponad dwa tuziny zdjęć. Wpatrywałem się w twarze każdej z tych osób, a przede wszystkim w trójkę tych, którzy zniszczyli mi życie.
Richard A. Sterling, mój ojciec.
Zniszczył moją rodzinę, zdradził moją matkę i przysięgi, które jej złożył – że będzie wierny tylko jej. Otworzył drzwi do jej cierpienia i zostawił ją wtedy, gdy najbardziej go potrzebowała. Jego zdrada doprowadziła do śmierci mojej matki i nigdy mu tego nie wybaczę.
Eleanor Sterling, jego żona.
Żmija, która udawała przyjaciółkę mojej matki, podczas gdy przez cały czas była jej wrogiem. To ona sprawiła, że w wieku siedemnastu lat wysłano mnie z domu, bym żył w obcym świecie i wśród obcych ludzi, tylko po to, by uszczęśliwić jej syna. Jeszcze pożałuje, że nie zabiła mnie wtedy razem z moją matką.
Preston Sterling, ich syn.
Ten drań ma specjalne miejsce w moim sercu. Nie tylko odebrał mi dziewczynę, której pragnąłem, ale też zniszczył ją tak, że stała się nie do poznania. Za każdą łzę, którą uroniła, za każdą chwilę, w której czuła się bezradna i bez nadziei, zapłaci podwójnie. Vivienne była bez wątpienia idealna, ale tak jak ojciec Prestona zrobił to mojej matce, tak Preston zdradził Vivienne i zostawił ją na pewną śmierć.
Miałem z nimi tyle rachunków do wyrównania, a oni sami przyczynią się do własnego upadku. Jeden zniszczył moją rodzinę; drugi odebrał mi dziewczynę moich marzeń, a ostatni próbował ją zabić.
Próbowałem zasnąć, ale nie mogłem; tylko przewracałem się z boku na bok. Spojrzałem na zegar na szafce nocnej – była 23:53. Potrzebowałem snu, ale wiedziałem, że go nie zaznam; coś nie dawało mi spokoju.
Chciałem zobaczyć Vivienne; musiałem. Odwiedzałem ją codziennie, gdy była w śpiączce, a dzisiaj jeszcze tego nie zrobiłem, bo się obudziła. Moje ciało przyzwyczaiło się jednak do tej rutyny i nie spocznie, dopóki tam nie pójdę.
Uchyliłem drzwi do jej pokoju i zobaczyłem, że śpi głęboko. Stałem w progu, nie ośmielając się wejść głębiej z obawy, że ją obudzę. Tyle zostało jeszcze do zrobienia, ale ona żyła; była bezpieczna.
– Przepraszam, że cię zawiodłem, Vivi, ale przysięgam na grób mojej matki, że nigdy więcej nie pozwolę, by stała ci się krzywda. Będę cię chronił przed wszystkim, co mogłoby sprawić ci ból – ślubowałem po cichu.
















