Głośno wciągnęłam powietrze i cofnęłam się, zdruzgotana widokiem, którego nie chciałam przyjąć do wiadomości: Sloane Mercer i Preston splątani pościelą, dzielący intymną chwilę. Nie mogłam tego zaakceptować. Ten dzień i tak był wystarczająco koszmarny przez utratę firmy i otarcie się o śmierć. Nie chciałam tracić jeszcze Prestona, człowieka, którego kochałam całym sercem. To by mnie ostatecznie dobiło.
Jakby los chciał mnie upewnić, że to, co się dzieje, jest prawdziwe, Sloane zaśmiała się z czegoś, co powiedział Preston, ale ja byłam zbyt otępiała, by to usłyszeć. Wzrok mi się zamazał; każdą cząstką istnienia walczyłam, by nie osunąć się na ziemię z bólu, żalu i rozpaczy.
Jej głos wyrwał mnie jednak z odrętwienia. Słyszałam, jak Preston coś do niej szepcze.
Wyciągnął rękę i czule pogładził ją po twarzy, a jego szare oczy patrzyły na nią z taką tkliwością i uwielbieniem, jakich nigdy nie widziałam, gdy patrzył na mnie przez te wszystkie lata.
– To ty. Zawsze chodziło o ciebie. Kilka przeszkód tego nie zmieni.
Sloane prychnęła i powoli odsunęła jego dłonie od swojej twarzy, siadając na łóżku tak, że teraz była zwrócona do mnie plecami.
– To były cztery lata mojego życia odłożone na boczny tor tylko po to, żebyś mógł udawać idealnego chłopaka tej suki – syknęła z irytacją, nie kryjąc niechęci do mnie.
Nie zdziwiło mnie to. Sloane i ja zawsze byłyśmy rywalkami, uważałam ją za wiedźmę. Zaskoczył mnie natomiast Preston, o którym przez tak długi czas myślałam, że go znam.
Preston również usiadł i położył dłoń na jej plecach.
– To było konieczne, musisz to zrozumieć. Teraz zdobędę wsparcie ojca, a ty odebrałaś jej wszystko, tak jak zawsze chciałaś.
Skinęła głową i odwróciła się do niego.
– Tak trudno było patrzeć na ciebie z nią, kiedy należysz do mnie – wymamrotała.
Przyciągnął ją bliżej, a jej głowa spoczęła na jego piersi.
– Wiem, kochanie. Dla mnie też to było trudne, ale właśnie tego zawsze chcieliśmy. Teraz płatny morderca dokończy robotę, a my będziemy żyli długo i szczęśliwie – powiedział, całując ją w skroń.
Serce podeszło mi do gardła. Przestałam słuchać po tym, jak wspomniał o mordercy i swojej roli w próbie pozbawienia mnie życia. Moje ciało zadrżało, potknęłam się i bez cienia gracji wpadłam na biurko w gabinecie, zrzucając z niego akwarium. Rozbiło się o podłogę z głośnym hukiem.
Przerażona, że hałas mógł mnie zdradzić, spojrzałam przez drzwi do sypialni i napotkałam wzrok Sloane i Prestona. Przełknęłam ślinę, gdy oczy Prestona zwęziły się – prawdopodobnie domyślił się, że nie tylko uniknęłam śmierci, ale i podsłuchałam ich plan zabójstwa.
Nie czekając ani sekundy dłużej, wybiegłam z gabinetu, zatrzaskując za sobą drzwi, i pognałam przez korytarz w dół schodów. Gdy wypadłam z domu, który niegdyś nazywałam swoim, uświadomiłam sobie, że zaczął padać ulewny deszcz. Pędziłam do samochodu i dopiero wtedy usłyszałam za sobą ciężkie kroki.
Serce niemal wyskoczyło mi z piersi, ale musiałam się stąd wydostać, uciec jak najdalej. Otworzyłam drzwi, wskoczyłam do środka i zamknęłam je w momencie, gdy usłyszałam huk uderzenia w szybę. Podskoczyłam i spojrzałam na Prestona – miał ten złowieszczy wyraz twarzy, którego nigdy wcześniej u niego nie widziałam, gdy stał w strugach deszczu. W jego oczach czaił się zły zamiar i chęć skrzywdzenia mnie. Wiedziałam, że gdyby nie ochrona samochodu, już bym nie żyła.
Wzięłam gwałtowny wdech i nie chcąc ryzykować, że wybije szybę i dopadnie mojej szyi, odpaliłam silnik i odjechałam.
Musiałam dotrzeć w bezpieczne miejsce. Mieszkałam tu z Prestonem ponad trzy lata i był on moim jedynym przyjacielem. Moja rodzina była oddalona o siedem godzin drogi i nie stanowiła najlepszej opcji. Musiałam jechać na policję i wszystko zgłosić, więc skręciłam w stronę najbliższego komisariatu, oddalonego o około pięć mil.
Spojrzałam na czerwone światło przede mną, a w lusterku wstecznym dostrzegłam czarnego Jeepa Grand Cherokee Trackhawk Prestona, który pędził za mną w ulewie. Chciał dokończyć to, czego nie zdołał zrobić morderca.
– Boże, nie! – krzyknęłam w panice, czując, że to może być koniec. Na drodze prawie nie było samochodów, bo okolica była słabo zamieszkana. Nigdy nie sądziłam, że to wada; zawsze ceniłam prywatność, jaką dawała nam ta lokalizacja – aż do dzisiaj. To dawało Prestonowi szansę na uniknięcie kary.
Dziś rano obudziłam się, myśląc o tym, jak wspaniałym mężczyzną jest Preston, a teraz uciekałam przed nim, by ratować życie.
BUM!
Uderzenie wyrwało mnie z myśli. W lusterku zobaczyłam, jak Preston próbuje zepchnąć mnie z drogi. Przyspieszyłam, ale moje Audi nie miało szans z jego autem; dogonił mnie w sekundy i znów uderzył, a tym razem straciłam panowanie nad kierownicą.
Opanowałam wóz, ale wiedziałam, że w tym tempie nie dotrę do komisariatu. Sięgnęłam do torebki, wyciągnęłam telefon, wybrałam numer alarmowy i włączyłam tryb głośnomówiący, rzucając aparat na puste siedzenie obok.
– Numer alarmowy, proszę podać nazwisko i w czym możemy pomóc? – odezwał się kobiecy głos.
– Mój narzeczony mnie goni – wykrztusiłam, wjeżdżając na most.
– Proszę pani, czy pani mnie słyszy? Jeśli tak, proszę powtórzyć, co się dzieje. Nie słyszałam pani wyraźnie – odpowiedział głos w słuchawce.
Otworzyłam usta, by wykrzyczeć, że mój narzeczony chce mnie zabić, gdy nagle nastąpiło kolejne uderzenie. Tym razem uderzył tak mocno, że wyrzucił mnie z drogi. Wszystko wymknęło się spod kontroli, a moja próba opanowania auta sprawiła tylko, że wóz przekoziołkował i spadł z mostu.
Poczułam, jak coś zimnego spływa mi po twarzy, mimo że wisiałam głową w dół w zmiażdżonym aucie, nie mogąc otworzyć oczu. Czułam wodę wdzierającą się do środka, ale nie wiedziałam, skąd się bierze ani jak się tu dostaje.
– Halo, proszę pani? Słyszy mnie pani? Co się stało? Wszystko w porządku? – słyszałam głos, ale nie potrafiłam wydusić słowa.
– Halo, proszę pani?
Wszystko tak strasznie bolało. Było tu zbyt ciemno. I robiło mi się coraz zimniej.
Chciałam tylko, żeby ból ustał. Po kilku sekundach rzeczywiście przestał.
















