Narracja w trzeciej osobie
Pierwsze siedem tygodni mijało powoli; Vivienne przeszła operację całkowitej zmiany twarzy. Zabieg zakończył się sukcesem i nadszedł czas na rekonwalescencję. Czekało ją wiele leczenia – fizycznego, emocjonalnego i psychicznego.
Widziała Sebastiana Sterlinga kilkakrotnie, gdy przychodził sprawdzić postępy w gojeniu. Zawsze powtarzał, by prosiła o wszystko, czego potrzebuje, czego nigdy nie robiła.
Vivienne musiała nauczyć się kilku rzeczy od nowa, na przykład władania nogami. Fizjoterapeuta przypuszczał, że powrót do dawnej sprawności zajmie rok lub dwa, ale wszyscy byli zaskoczeni, widząc, jak wiele potrafi już po pierwszych pięciu tygodniach terapii. Mogła wykonywać podstawowe ruchy i radzić sobie sama w sposób, który wcześniej był niemożliwy. Była zdeterminowana, by wrócić do dawnej siebie; nienawiść i gniew wobec Prestona i Sloane były jej siłą napędową. Odebrali jej wszystko, a ona chciała odpłacić im tym samym.
Po dwudziestu trzech tygodniach intensywnej fizjoterapii bardzo różniła się od osoby, którą była na początku.
Vivienne myślała o swojej rodzinie i o tym, jak radzą sobie z jej zniknięciem oraz utratą firmy. Serce jej pękało, a jednak nie mogła się z nimi skontaktować. Gdy poruszyła ten temat, Sebastian uciął go, mówiąc, że najlepiej będzie, jeśli nikt nie dowie się o jej ocaleniu ani miejscu pobytu, dopóki nie wróci na dobre.
Tak, uratował jej życie, ale był równie zimny i surowy, jak malował go Preston. Jego słowa były prawem i nie znosił sprzeciwu ani odmowy, a ona się podporządkowała, ponieważ ją ocalił i nie chciał niczego w zamian.
Vivienne stała przy oknie, patrząc na zewnątrz, gdy drzwi otworzyły się i do środka wszedł Sebastian. Nie musiała patrzeć, by wiedzieć, że to on; przyzwyczaiła się do jego kroków i sposobu, w jaki się poruszał.
— Terapeuta mówi mi, że twoja sesja kończy się jutro.
Odwróciła się, by na niego spojrzeć. Miał na sobie ten sam czteroczęściowy niebieski garnitur, który zakładał do pracy. Wyglądał na wyczerpanego, z cieniami pod oczami i nieco rozczochranymi włosami. Ona zawsze wyglądała tak samo w dniach ekstremalnego stresu.
Chciała zapytać, czy wszystko u niego w porządku, ale wtedy zdała sobie sprawę, że coś powiedział, a ona jeszcze nie odpowiedziała.
Odchrząknęła i skinęła głową. — Tak, wykazałam ogromną poprawę i uważają, że ich praca dobiegła końca — odpowiedziała.
Jeśli jej odpowiedź i powrót do zdrowia zrobiły na nim wrażenie, nie dał tego po sobie poznać. Zamiast tego skinął głową i podszedł bliżej. — W takim razie w ten weekend wracasz do domu. — To nie było pytanie ani sugestia, lecz stanowcze stwierdzenie.
Myślała o tym dniu, o dniu, w którym będzie musiał odesłać ją do domu, i za każdym razem ogarniała ją panika na samą myśl o tym. Ale oto nadeszła ta chwila, prosto przed nią. Po raz pierwszy w życiu bała się wolności.
Bała się opuszczenia Sebastiana.
Innym powodem, dla którego słuchała jego rozkazów, było to, że coś w nim sprawiało, iż mimo jego chłodu wierzyła, że chce dla niej jak najlepiej. Być może dlatego, że w jego oczach malowała się niewinność i troska, gdy mówił o jej zdrowiu, a może dlatego, że co noc widziała go w swoich snach.
Tam okazywał jej czułość i troskę, których jego prawdziwe ja nie zawsze pokazywało. Zaczynało się od niewinnych rozmów, flirtu, a potem przechodziło w intymność. Nie sądziła, że można całować w snach, dopóki on jej nie pocałował – i od tamtej pory pragnęła, by pocałował ją w rzeczywistości.
Z jego propozycją mogło się to nigdy nie wydarzyć.
— Nie mam do czego wracać — wymruczała, ale na tyle głośno, by mógł usłyszeć.
Vivienne nie powiedziała tego, bo chciała litości, ale właśnie to wyczytała z wyrazu jego twarzy. Nie lubiła tego spojrzenia i chciała, by zniknęło. Miała już serdecznie dość tego, że tak na nią patrzy.
— Nie chcę twojej litości. Nie mogę wrócić – nie w takim stanie.
Uśmiechnął się i podszedł do niej, a choć jej serce przyspieszyło z powodu jego bliskości, nie cofnęła się. Stanął przed nią i uniósł dłoń, by czule pogłaskać ją po twarzy, wywołując dreszcze na jej plecach.
Walczyła z pokusą, by się do niego przytulić.
Jej pociąg do niego rósł, odkąd spotkali się po raz pierwszy siedem miesięcy temu. Może dlatego, że była uwięziona w tym domu, a on był jedyną znajomą twarzą przez te miesiące. Albo dlatego, że czuła głód miłości i pragnęła uwagi, i nie dbało jej, jak ją zdobędzie.
Był starszym bratem Prestona i był zakazany. To właśnie powtarzała sobie za każdym razem, gdy przyłapywała się na wpatrywaniu się w niego lub tęsknocie za czymś, za czym wiedziała, że nie powinna. Robiła, co mogła, by zdusić w sobie tę część, i było to łatwiejsze, gdy bywał zimny, ale w ciągu ostatniego miesiąca okazał jej troskę i czułość. Teraz nie wiedziała, jak długo jeszcze zdoła utrzymać kontrolę.
Jego obecne zachowanie było niespodziewane, nawet jak na niego. Tak, nie był już tak zimny jak wcześniej, ale zawsze zachowywał bezpieczny dystans. Wiedziała, że pragnie go od dnia, w którym pomógł fizjoterapeucie poprawić jej nogi na wózku inwalidzkim, ale nie sądziła, że on może odwzajemnić to uczucie. A teraz skracał ten dystans między nimi, co było niebezpieczne.
Jej rzęsy drgnęły, gdy przemówił, wyrywając ją z zamyślenia.
— Więc czego chcesz? — zapytał, podczas gdy jego kciuk zataczał kółka na jej policzku.
Gdyby zapytał ją o to w jakimkolwiek innym czasie, miałaby długą listę tysiąca rzeczy, których pragnęła i w jaki sposób, ale tu i teraz, czując dotyk jego dłoni, pragnęła tylko jednego.
Vivienne stłumiła jęk, który o mało nie wyrwał się z jej gardła, wiedząc, że w tej chwili pożąda czegoś innego. Jednak nie mogła pozwolić, by to chwilowe pragnienie odciągnęło ją od szerszej perspektywy – upadku P. Sterlinga i Sloane Mercer.
— Wiem, że nienawidzisz Prestona, ale wątpię, byś nienawidził go bardziej niż ja za to, co mi zrobił. Dlatego chcę być częścią twojego planu zniszczenia go. Powiedz mi, co mam robić, a zrobię to — odpowiedziała.
Na kąciku jego ust pojawił się lekki uśmiech, jakby to była dokładnie ta rzecz, którą chciał usłyszeć.
















