Odrodzenie porzuconej dziedziczki

Odrodzenie porzuconej dziedziczki

Autor: Evelyn Kensington

Rozdział 3 Przemiana Seraphiny
Autor: Evelyn Kensington
8 cze 2026
Victoria nie mogła w to uwierzyć. „Seraphina naprawdę ma zamiar wyjechać i wrócić na tę zapomnianą przez Boga prowincję? Nie ma mowy” – pomyślała. „To musi być kolejny z jej napadów złości, tani chwyt, żeby jak zawsze zwrócić na siebie uwagę wszystkich”. W przeszłości każda kłótnia między Seraphiną a Chloe kończyła się groźbami Seraphiny: – W porządku, po prostu wrócę na wieś! I za każdym razem były to tylko puste słowa. Dąsała się, płakała, a ostatecznie chowała dumę do kieszeni i zostawała w pobliżu, jakby nic się nie stało. Pomysł, by faktycznie wyjechać? Nigdy. Dlatego tym razem wszyscy po prostu zlekceważyli to wzruszeniem ramion, uśmiechając się pod nosem. „Stara dobra Seraphina” – pomyśleli. „Znowu blefuje”. Nie zdawali sobie jednak sprawy, że to nie była już ta sama Seraphina. Słaba, zdesperowana dziewczyna, którą pamiętali, przepadła. Nawet Declan tego nie dostrzegł. Założył, że to po prostu kolejne wołanie o uwagę. W końcu Seraphina miała już w tym niezłe osiągnięcia. Kiedy po raz pierwszy przybyła do rodziny Vance'ów, nosiła mocny makijaż, zadawała się z ulicznymi chuliganami, a nawet wdawała się w bójki. Dla Declana była niczym dziecko robiące awanturę o cukierka. Dopóki nie wchodziła w drogę Chloe, w ogóle go to nie obchodziło. Potrafił nawet zagrać rolę życzliwego starszego brata, gdy akurat mu to odpowiadało. – Cóż, skoro tego właśnie chcesz, nie mam nic więcej do dodania. – Głos Declana ociekał fałszywym współczuciem. – Po prostu upewnij się, że nie przyleziesz później na kolanach, twierdząc, że byłem zbyt surowy. Oczy Seraphiny błysnęły zimnym rozbawieniem. Zbyt dobrze znała tę grę Declana. Zawsze udawało mu się wyjść na tego najrozsądniejszego, nawet wtedy, gdy wbijał komuś nóż w plecy. To było żałosne. Ale szczerze mówiąc, nic jej to już nie obchodziło. Jej spokój zbił go z tropu. Coś w niej wydawało się inne. – Seraphino, przestań być tak cholernie uparta – rzucił ostro Richard ze zmarszczonymi brwiami. – Uparta? – Seraphina uniosła brew, a jej ton był ostry i zimny. – Czy to nie ty sam dałeś mi wybór? Teraz, kiedy już go dokonałam – a zadecydowałam o odejściu – nazywasz mnie upartą? „Czy oni naprawdę wierzą, że groźba odesłania na wieś mnie przerazi? Że będę błagać ich, by pozwolili mi zostać? Żałosne” – pomyślała. Nie zdawali sobie sprawy, że z chwilą, gdy postanowiła odejść, żaden z nich nie miał już jakiegokolwiek znaczenia. Odejście nie było karą – było prawdziwą wolnością. – Czy przeproszenie Chloe jest dla ciebie aż tak trudne? – Głos Richarda się podniósł, a jego gniew był ledwie tłumiony. – Nie myśl sobie, że podcięcie żył wyciągnie cię z tego! Gdyby nie ty, wcale nie wpadłaby do wody! Jej płuca i tak są słabe! – Boże, jak to się stało, że mam tak okrutną córkę? Powinienem był cię udusić w dniu twoich narodzin! – Jesteś w tym domu od lat i myślałam, że wreszcie dorosłaś. Ale nie, wciąż jesteś tym samym samolubnym bachorem – prychnęła Victoria Covington, a jej złość napędzała myśl o delikatnym zdrowiu Chloe. Wszystko zaczęło się, gdy Seraphina i Chloe stały przy basenie. Chloe poślizgnęła się i wpadła do wody, a Seraphina, co oczywiste, od razu stała się kozłem ofiarnym. Declan, odgrywając rolę zadufanego w sobie starszego brata, dał jej dwie opcje do wyboru: miała przeprosić i przyjąć karę, albo spakować walizki i wyjechać na wieś. Wtedy Seraphina nie miała pojęcia, co naprawdę zaszło. Ale to wszystko nie miało znaczenia. Zdążyli już z góry wydać na nią wyrok. Nikt nie słuchał jej protestów. Nikogo nie obchodziła jej wersja wydarzeń. Została okrzyknięta kłamczuchą, mącicielką, zgniłym jabłkiem. Zdesperowana, by udowodnić swoją niewinność, urabiała się po łokcie, szukając świadków, dowodów – czegokolwiek. Ale to wszystko szło na marne. Upadek Chloe pozostał tajemnicą, aż w końcu Seraphina nie miała innego wyjścia, jak tylko przeprosić i przyjąć na siebie winę. Teraz widziała, jak niedorzeczne to wszystko było. „Dlaczego traciłam tyle czasu, żeby udowodnić swoją niewinność?”. To oni byli oskarżycielami. To oni powinni byli przedstawić dowody. Ale nie, była zbyt zdesperowana w poszukiwaniu ich aprobaty, zbyt chętna, by stawać dla nich na rzęsach. Co za kpina. – Zgadza się, jej płuca są słabe – odparła chłodno Seraphina, a jej głos tchnął jak ostrze. – Była rozpieszczana przez całe życie, prawda? Zawsze dostawała to, co najlepsze. Wystarczy, że kichnie, a wy wszyscy zachowujecie się, jakby nadszedł koniec świata. – A ja? Tam na prowincji taszczyłam wiadra z wodą w samym środku zimy. Kaszlałam tak mocno, że aż piekło mnie w piersi, a wiecie co dostałam? Może jakąś tabletkę, jeśli miałam szczęście. Powiedzcie mi, gdzie podziało się wasze współczucie dla mnie? Wasza troska? – Ach, a co do tego, że powinieneś był udusić mnie przy narodzinach? – Jej wargi wykrzywiły się w kpiącym uśmiechu. – Prawdę mówiąc, wolałabym to. Gdybyś to zrobił, nie dorastałabym w obskurnej chacie, pełnej szczurów, jedząc zepsute jedzenie, nosząc łachmany i zamarzając do szpiku kości. Brzmi znajomo? – Nie zapominajmy też o Chloe. Beze mnie wasza drogocenna księżniczka nie miałaby swoich drogich markowych sukienek, eleganckiego pokoju i elitarnego wykształcenia. Czy nadal byłaby perfekcyjną, anielską córeczką, którą wszyscy czcicie? Czy to nie ironiczne? Seraphina odchyliła się do tyłu, a jej głos stał się jeszcze chłodniejszy. – Czy którekolwiek z was w ogóle wie, jak to jest jeść zepsute jedzenie? Spać w pokoju, po którym pełzają szczury? Budzić się z odmrożeniami, bo nie ma ogrzewania? Nie. Nie macie pojęcia. Nawet wasz cholerny pies je lepiej niż ja kiedykolwiek. Powiedzcie mi więc – co daje komukolwiek z was prawo do oceniania mnie? Po raz pierwszy Seraphina wyłożyła wszystko prosto z mostu, głos jej był nieustępliwy i ostry. Jej słowa spadały niczym ciosy pięścią, wprawiając Richarda i Victorię w kompletne osłupienie. Seraphina miała w zwyczaju milczeć – nie dlatego, że nie miała nic do powiedzenia, ale dlatego, że nie chciała złościć swoich rodziców, ani wzbudzać w nich poczucia winy. A co za to dostała w zamian? Pogardę i traktowanie jak kogoś, kto się nie liczy. Traktowali jej wyrozumiałość jak coś, co było im należne. Jednak teraz, kompletnie już jej to nie obchodziło. Strach stał się pieśnią przeszłości. Chciała, żeby poczuli to samo obrzydzenie, które ona połykała w milczeniu przez tyle lat. Gdyby Chloe nie ukradła życia, które powinno należeć do niej, nic z tego nie miałoby miejsca. Szpitalny pokój wydawał się duszny. Declan przerwał milczenie, a jego ton brzmiał w połowie na zdezorientowany, a w połowie protekcjonalny. – Po co teraz w ogóle o tym wspominasz? Próbujesz wzbudzić w nas poczucie winy, czy co? Poczucie winy? Seraphina nie zadała sobie nawet trudu, by zareagować. Declan brnął dalej, całkowicie ignorując burzę kryjącą się w jej ciszy. – Posłuchaj, Seraphino, gdybyś po prostu zrzuciła z siebie to nastawienie, przeprosiła Chloe i spróbowała się z nią dogadać... wszyscy byśmy ci wybaczyli. Cholera, z radością przyjęlibyśmy cię z powrotem. – Nie kłopocz się. – Jej głos był ostry i lodowaty. – Nie widzę sensu w dogadywaniu się z Chloe. Ani z żadnym z was. Victoria Covington zamarła z natłokiem gonitwy myśli. „Co Seraphina miała przez to na myśli?”. W jej głosie nie dało się wyczuć gniewu, ani żadnego dziecięcego napadu furii. Brzmiał ostatecznie. Próbowała samej sobie wmówić, że to po prostu Seraphina dramatyzująca, że nigdy tak naprawdę by ich nie opuściła. Ale ton Seraphiny nie pozostawiał złudzeń. Nie brała już udziału w ich grze. Wymyślone przez Declana „pokojowe współistnienie” było niczym więcej, jak żądaniem, by znosiła wszystko w pokorze i płaszczyła się przed nimi. Tamten rozdział w jej życiu został oficjalnie zamknięty. Nie czekając na odpowiedź, Seraphina podniosła się z łóżka, chwyciła pustą butelkę po kroplówce i sprężystym krokiem ruszyła w stronę wyjścia. – Przepraszam, siostro! – zawołała spokojnie, w zasadzie wręcz od niechcenia. – Ja już z tym skończyłam. Mogłaby mi pani przynieść kolejny worek? W sali oczywiście był przycisk wezwania pomocy, ale nie zamierzała go używać. Nie chciała przebywać w tym pokoju ani sekundy dłużej. To był koniec. Granica została ostatecznie przekroczona i nie było odwrotu. Od teraz nie znaczyli dla niej kompletnie nic. Byli nikim.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 3 Przemiana Seraphiny – Odrodzenie porzuconej dziedziczki | Czytaj powieści online na beletrystyka