Otoczona ludźmi, którzy śmieli nazywać się jej rodziną, Seraphina nie czuła niczego poza wstrętem. Sama ich obecność przyprawiała ją o gęsią skórkę.
Tymczasem przez głowę Declana przemknęła przelotna myśl: siedzieli tu przez cały ten czas i nikt nie zauważył, że kroplówka Seraphiny całkowicie spłynęła.
Gdyby chodziło o Chloe, wychwyciłby to natychmiast, skacząc wokół niej, jakby była zrobiona ze szkła. Ale ta myśl odeszła równie szybko, jak się pojawiła — zignorowana bez chwili zastanowienia.
Victoria nie była jednak tak opanowana. Nieposłuszeństwo Seraphiny doprowadzało ją do wściekłości, którą ledwo kontrolowała.
Z kolei Declan zbył gadanie Seraphiny o wyprowadzce jako dziecinne. Dla niego był to po prostu kolejny napad złości. W końcu i tak przypełznie z powrotem — zawsze tak robiła. Założył, że w jej oczach to tylko rodzinna sprzeczka, nic więcej.
Po wymianie kroplówki Seraphina nie wróciła do sali. Zamiast tego udała się na dach, rozpaczliwie pragnąc świeżego powietrza i chwili spokoju.
Ale spokój nie był jej pisany — ponieważ czekała tam na nią Chloe.
Chloe była ubrana perfekcyjnie, niczym książkowa femme fatale. Na ramieniu zawiesiła torebkę Hermèsa, jej makijaż był nieskazitelny, a uroda wręcz ociekała uwodzicielskim wdziękiem.
A tuż obok niej stał nie kto inny jak Tristan Thorne — narzeczony Seraphiny i tak zwany główny bohater tej pokręconej historii.
Ich historia była wręcz śmieszna. Tristan od urodzenia był zaręczony z córką rodziny Vance'ów, ale ponieważ Chloe nie była ich biologicznym dzieckiem, rodzina Thorne'ów wahała się co do tego związku.
Więc rodzina Vance'ów sprowadziła Seraphinę z powrotem z prowincji, by zajęła miejsce Chloe. W tamtym czasie Chloe wygodnie wyjechała za granicę, a Tristan został zmuszony do zakończenia z nią relacji.
Ale jego serce od samego początku nigdy nie należało do Seraphiny.
Chloe była jego pierwszą miłością, miłością z dzieciństwa, jego idealnym, "nieosiągalnym wzorem". Nawet teraz, jako narzeczony Seraphiny, Tristan sercem wciąż należał do Chloe.
Dla Seraphiny był zimny, zdystansowany, a wręcz okrutny. A każda rzadka chwila życzliwości z jego strony przypominała raczej litość niż cokolwiek innego. Mimo to dawna Seraphina czepiała się tych resztek, wdzięczna za okruchy, które jej rzucał.
Jednak urok Chloe był oślepiający. Zawsze, gdy była w pobliżu, Seraphina przestawała istnieć. Jej powrót zamienił i tak już ponury świat Seraphiny w cienistą pustkę.
Chloe nie była tylko uwielbiana przez Tristana; miała u stóp całą kolejkę mężczyzn, gotowych zrobić dla niej wszystko.
Z jej lśniącą aurą "głównej bohaterki" i niekończącym się tłumem wielbicieli, Seraphina nie mogła powstrzymać kpiącego prychnięcia. 'Jak w ogóle miałam z tym konkurować?'
"Seraphina?" Miękki, miodowy głos Chloe przerwał ciszę. Odwróciła się lekko w stronę Tristana, a na jej twarzy przemknął błysk niepokoju, który szybko zamaskowała pełnym gracji uśmiechem.
"Seraphina, nie zrozum nas źle" - powiedziała, a jej głos ociekał fałszywą słodyczą. "Po prostu wpadłam na Tristana na dole, to wszystko."
Seraphina nie odpowiedziała. W przeszłości mogłaby się kłócić, krzyczeć lub próbować udowodnić swoje racje. Ale teraz? Nic. Jej serce było spokojne i ciche, niczym morze po burzy.
Tristan jednak wyglądał na zirytowanego. Zmarszczył brwi, a jego ton był ostry. "Seraphina, przestań robić problem z niczego" - warknął. "Między mną a Chloe nic nie ma."
Seraphina pomyślała o dziewczynie, którą kiedyś była — tej, która tak bardzo starała się mu przypodobać, zyskać jego aprobatę, wpasować się w jego świat. Dziewczynie, z której wyśmiewano się w internecie jako ze zdesperowanej, bluszczowatej narzeczonej uganiającej się za mężczyzną, który jej nie chciał.
"Seraphina, ja..." - zaczął znów Tristan, jakby miał coś jeszcze do dodania.
Ale dźwięk windy mu przerwał. Drzwi rozsunęły się, a Seraphina weszła do środka bez wahania. Nie zaszczyciła jego ani Chloe choćby spojrzeniem.
Dla niej byli teraz nikim. Absolutnie nikim.
Przez chwilę zarówno Tristan, jak i Chloe stali zamrożeni, zszokowani jej obojętnością.
"Co z nią?" - mruknęła Chloe, a w jej tonie widać było dezorientację, choć wkradła się w niego także nuta ciekawości.
Tristan zmrużył lekko oczy, po czym wypuścił z siebie westchnienie. "Pewnie po prostu ma zły humor" - powiedział lekceważąco.
Ale w głębi duszy to, jak jawnie go zignorowała, nie dawało mu spokoju. To był pierwszy raz. Kiedyś traktowała go, jakby zrzucił dla niej gwiazdkę z nieba, zawsze tak chętna, by mu dogodzić.
Teraz to chłodne traktowanie uderzyło w niego mocniej, niż chciałby przyznać, pozostawiając po sobie nieznane, niepokojące uczucie.
Wzrok Chloe powędrował w kierunku, w którym odeszła Seraphina, jej uśmiech na moment zgasł, po czym w jej oczach mignął cień czegoś ostrzejszego.
Ale szybko to od siebie odepchnęła. 'Dlaczego miałoby mnie to obchodzić?' Wiedziała lepiej niż ktokolwiek inny, że to ona była w centrum uwagi — zawsze tak było, zwłaszcza ze strony jej braci.
To bezwarunkowe uwielbienie dawało jej pewność siebie, by ignorować każdego, kogo nie uznała za wartego swojego czasu. Seraphina oczywiście nie była tu wyjątkiem.
"Alaric" - odezwał się nagle miękki, opanowany głos. Starsza kobieta z elegancko ułożonymi siwymi włosami, siedząca z gracją na wózku inwalidzkim, obserwowała całą tę scenę.
"Tak, babciu?" - odpowiedział niski, gładki głos Alarica, pełen naturalnej, swobodnej pewności siebie.
Ubrany w doskonale skrojony, popielaty garnitur, Alaric stał wysoki i budzący respekt. Jego ostre, lekko uniesione oczy promieniowały cichą arogancją, a sama jego obecność emanowała autorytetem.
Gdziekolwiek się pojawił, nie sposób było go zignorować. Nawet teraz kilka pielęgniarek i młodych kobiet w pobliżu rzucało mu ukradkowe spojrzenia, zniewolone jego powściągliwą, nietykalną aurą.
"Widziałeś ją przed chwilą?" - zapytała Eleanor Sterling, ledwo powstrzymując ekscytację. "To aktorka z tego serialu, który ostatnio oglądam! Gra główną rolę. Dlaczego tak szybko poszła? Chciałam ją prosić o zdjęcie."
Alaric też zauważył Seraphinę. Nie była kimś ważnym — podrzędna aktorka, która ostatnio zyskała trochę uwagi dzięki popularnemu serialowi internetowemu, który zainteresował jego babcię. Z jakiegoś powodu Eleanor uznała, że ta dziewczyna ma w sobie urok.
"Następnym razem" - odpowiedział chłodno, obojętnym tonem.
Martha, wieloletnia gospodyni Eleanor, nie mogła powstrzymać się przed wtrąceniem. Widząc, jak bardzo Eleanor polubiła Seraphinę, wspomniała o plotkach krążących na jej temat.
"Ta aktoreczka, Seraphina Vance, wplątała się ostatnio w jakieś brudne dramaty" - powiedziała Martha, ściszając głos, jakby dzieliła się pikantnym sekretem. "Podobno oskarżyła Chloe Vance o uwodzenie jej narzeczonego, Tristana Thorne'a, twierdząc, że mają romans.
"Internet z niej drwi, nazywając ją paranoiczką i zazdrośnicą. Szczerze mówiąc, to brzmi jak jakiś żart."
Ton Marthy niósł w sobie nutę niedowierzania, jakby sam pomysł, że Chloe musiałaby kogokolwiek uwodzić, był absurdalny. W końcu mężczyźni praktycznie ustawiali się do niej w kolejce. Oskarżenia Seraphiny? Po prostu śmieszne.
Zwłaszcza w przypadku kogoś takiego jak Seraphina — drugorzędnej aktorki ze złą reputacją. Nikt nie brałby jej na poważnie.
Eleanor jednak w to nie kupowała. Wydała z siebie ostry śmiech, a jej twarz stwardniała. "Ha! Nie wierzę. Seraphina na pewno jest dobrą dziewczyną. Ale ta cała Chloe Vance? Nie wygląda na kogoś, komu można ufać."
Martha zachichotała, nie mogąc ukryć rozbawienia. "Proszę pani, jest pani pewna, że to nie przez uprzedzenia, bo lubi pani Seraphinę?"
Eleanor prychnęła. "Skoro Chloe i narzeczony Seraphiny są tacy niewinni, to dlaczego w ogóle ludzie wygadują takie rzeczy? Nie ma dymu bez ognia. Takie kobiety jak ona — te, które zgrywają słodkie i niewinne, ale mieszają za kulisami — widziałam ich w życiu mnóstwo."
Usta Alarica wygięły się w delikatnym, porozumiewawczym uśmieszku, ale pozostał na cicho.
Jego babcia zawsze była szczera do bólu i bezkompromisowa w swoich opiniach. Po prostu taka już była.
Tymczasem Seraphina, która odchodziła, nagle się zatrzymała. Jej wzrok instynktownie powędrował w stronę Alarica.
Mężczyzny takiego jak on nie dało się zignorować. Nieważne, gdzie się pojawił, przyciągał uwagę wszystkich, dominując w pomieszczeniu bez najmniejszego wysiłku.
W oryginalnej powieści Alaric nie był po prostu czarnym charakterem — był TYM czarnym charakterem. Największym antagonistą. Niebezpiecznym, bezwzględnym i budzącym powszechny strach. Był też mężczyzną, o którym Chloe nigdy nie potrafiła zapomnieć, tym, którego w tajemnicy pragnęła przez całe życie.
Ich losy były wręcz tragiczne. W historii śmierć Seraphiny położyła kres jej najlepszym latom, a Alaric, pochłonięty przez mrok i żądzę zemsty, nigdy nie odnalazł odkupienia.
Zmarł w cieniach, zabierając swój ból i żale do grobu.
Ale nie tym razem. Dłoń Seraphiny zacisnęła się lekko u boku, gdy zapłonęła w niej nowa determinacja. To życie będzie inne. Nie pozwoli, by ta historia się powtórzyła.
Jej myśli na moment powędrowały do ich pierwszego spotkania z tamtych czasów. To było na wielkim przyjęciu, na błyszczącym parkiecie. Podeszła do niego śmiało i poprosiła do tańca.
Nie zdawała sobie wtedy sprawy, że ta jedna chwila przypieczętowała ich losy.
















