CHLOE
– Wykorzystałeś mnie! – szlochałam, płacząc przed moim przeznaczonym, który właśnie mnie odrzucił. – Związanie się ze mną było twoją drabiną do władzy, Sebastianie! Twoje stado awansowało w hierarchii dzięki mnie! Teraz, gdy osiągnąłeś swój cel, nie potrzebujesz już tej brzydkiej dziewczyny, tak? Ale rok temu byłeś gotów się ze mną połączyć!
– Och, oszczędź mi tego! – Sebastian przewrócił oczami. – Nie udawaj, że nie wiedziałaś, że w pewnym momencie cię zostawię. Zaraz, naprawdę myślałaś, że zrobię z ciebie Lunę mojego stada? Ledwie mogę znieść twój widok, Chloe. Jak wyobrażasz sobie, że zabrałbym cię na spotkania Alf i przedstawił innym? Jesteś obrzydliwa!
– Ale to nie ja sama zrobiłam sobie tę bliznę! – załkałam gorzko. – A ty obiecałeś, że zabierzesz mnie do najlepszych lekarzy. Nie zrobiłeś niczego z tych rzeczy, Sebastianie! To by pomogło!
– Co takiego? Nawet twoja własna rodzina nie dba o ciebie na tyle, by zabrać cię do lekarzy, a ty myślisz, że ja to zrobię? Przestań marzyć, Chloe, i wynoś się z mojego stada!
Łzy zatarły mi wzrok. Nie po raz pierwszy nazwano mnie brzydką, ale bolało o wiele bardziej za każdym razem, gdy słowa te padały z ust Sebastiana.
Wiedziałam, że Sebastian nie darzył mnie miłością, gdy rok temu moja rodzina mnie z nim sparowała. Przez rok żyliśmy jak obcy ludzie, mimo że byliśmy połączeni. Wciąż byłam dziewicą, ponieważ on nie potrafił się nawet przemóc, by mnie dotknąć.
To nie była moja wina, że byłam brzydka. Jako dziecko zostałam poparzona żelazem do piętnowania z domieszką srebra, które zostawiło ogromną bliznę na boku mojej twarzy. Nadal nie wiedziałam, kto był za to odpowiedzialny, ale musiałam dorastać z tym ukłuciem odrzucenia. Nawet moja własna rodzina mnie nienawidziła i wstydziła się mojego wyglądu.
Ale myślałam, że Sebastian będzie inny. Myślałam, że mnie pokocha. Najwyraźniej w świecie, w którym dla Przywódców Stad najbardziej liczyła się pozycja w hierarchii, oszustwo było czymś nieuniknionym.
Spojrzałam na niego z wściekłością. Naprawdę kochałam tego mężczyznę i pragnęłam, by odwzajemnił moje uczucie. Ale teraz chciałam, by cierpiał za to, co mi zrobił.
– Jesteś potworem – wycedziłam przez zaciśnięte zęby. – I mam nadzieję, że pewnego dnia za to zapłacisz.
Odchylił głowę do tyłu i roześmiał się, a był to pusty dźwięk. – Przeklęta Chloe, w jaki niby sposób miałoby się to wydarzyć? Jestem obecnie trzecim najpotężniejszym Alfą. Moje stado pnie się w górę hierarchii, podczas gdy twoja rodzina jest pode mną! Nie możesz mi już nic zrobić. Zawsze byłaś i zawsze będziesz bezwartościowa!
– Słuchaj, już cię odrzuciłem, a ty to zaakceptowałaś. Co prawda została jeszcze jedna, ostatnia formalność, ale jeśli o mnie chodzi, nie znaczysz już dla mnie nic. Zabieraj więc swoją obrzydliwą twarz z mojego stada! W tej chwili, zanim każę strażnikom cię wyrzucić! – Jego spojrzenie było lodowate, a zanim zdążyłam odpowiedzieć, wyszedł.
.........
Kiedy udało mi się wziąć w garść, opuściłam stado Sebastiana i postanowiłam wrócić do domu – do stada mojego ojca. Nie byłam w domu, odkąd przeniosłam się do Sebastiana, i miałam nadzieję, że zechcą mnie przyjąć.
Moja rodzina nigdy tak naprawdę mnie nie lubiła. Wszystko zaczęło się sypać, gdy moja matka odeszła – porzucając mnie, gdy miałam cztery lata. Mój ojciec wybrał nową partnerkę i nagle nie miał już dla mnie wystarczająco dużo czasu. Potem dorobiłam się blizny, a on stał się jeszcze bardziej zdystansowany.
Strażnicy przepuścili mnie przez bramę, ale kiedy zadzwoniłam dzwonkiem do salonu, otworzyły mi przyrodnia siostra i jej matka. Ku mojemu zaskoczeniu, nie wpuściły mnie do środka.
– Wracaj do Sebastiana i błagaj go trochę bardziej, Chloe. Nie ma tu dla ciebie miejsca – powiedziała Penelope, kiedy już im wszystko wyjaśniłam.
Mimo moich prób wzbudzenia w nich litości i uświadomienia im, że nie mam dokąd pójść, kazały strażnikom wyprowadzić mnie za drzwi.
Zawsze uważały mnie za hańbę dla rodziny i były szczęśliwe, kiedy odeszłam do stada Sebastiana. Teraz nie chciały mojego powrotu.
.........
Pod wieczór siedziałam już w barze, moim ulubionym barze – Wyjącym Wilku. Przygotowywano tu trunki na tyle mocne, by upić wilka, a do tego nie trzeba było martwić się o to, że zostanie się rozpoznanym i ocenionym, ponieważ każdy klient nosił maskę.
Od lat był to mój ulubiony bar. Gdyby ludzie musieli patrzeć na moją twarz, pomyśleliby, że upijam się dlatego, że jestem brzydka.
„Jesteś zbyt brzydka”. Słyszałam te słowa tak wiele razy, że mogłabym recytować je przez sen, nie myląc się ani o jotę.
Ale nade wszystko to zdrada Sebastiana zadała mi najgłębszą ranę. Jeszcze bardziej bolało to, że nic nie mogłam mu zrobić. Jego stado było teraz bardzo potężne, a ja byłam brzydką, odrzuconą dziewczyną, która nie miała nawet rodziny, do której mogłaby wrócić. Nikt nigdy by mnie nie zechciał. Jaki był sens życia?
Opróżniłam resztkę mojego drinka i próbowałam wstać, gdy ktoś niespodziewanie się odezwał: – Dolewkę dla tej pani, poproszę.
Odwróciłam się z zaskoczeniem, widząc mężczyznę zajmującego miejsce obok mnie. Barman skinął głową i przystąpił do przygotowania dolewki.
Ze zdziwieniem zmarszczyłam brwi, spoglądając na nowo przybyłego. Nie widziałam jego twarzy, ponieważ podobnie jak ja nosił maskę, ale coś w jego prezencji mówiło mi, że był to człowiek wyrafinowany.
Jego garnitur był marki Tom Ford, a zegarek to był Rolex. Przeciętnego Wilka nie było stać na takie rzeczy.
– Od jakiegoś czasu przychodzisz tu, żeby pić w samotności – powiedział, zaskakując mnie.
Jego głos... Był kojący i niemożliwy do zignorowania.
Spuściłam wzrok, czując lekkie zawstydzenie. Skąd on w ogóle mógł to wiedzieć? – Nie wiem, o czym mówisz.
– Twoja maska. – Skierował podbródek w moją stronę. – Nigdy jej nie zmieniłaś.
Och. – To by znaczyło, że ty również często tu bywasz.
– Zgadza się. Nie jest to do końca mój standard, ale to moje ulubione miejsce. Lubię to, że nikt mnie tu nie ocenia.
Barman wrócił z moim drinkiem. Podziękowałam nieznajomemu, po czym pociągnęłam łyk ze szklanki.
– Sądząc po wyglądzie, musisz być czymś strapiona. Ja też jestem. Może więc dobijemy targu, panienko? Zabawimy się tej nocy, a nad ranem rozejdziemy się w swoje strony?
Spojrzałam na niego w szoku. Proponował mi przygodę na jedną noc!
– Ale t-ty nawet mnie nie znasz – wydukałam nieśmiało.
– Nie muszę. Chodzi po prostu o dobrą zabawę.
Było coś szczególnego w sposobie, w jaki mówił. Mogłam stwierdzić, że był to mężczyzna, który nie dbał o uczucia innych i dążył jedynie do zdobycia tego, czego pragnął.
– Chociaż muszę cię ostrzec – mlasnął językiem. – To będzie długa noc. Mam... problemy ze szczytowaniem w kontaktach z kobietami. Nigdy nie dochodzę. Więc, tak jak wspomniałem, to wyłącznie dla przyjemności.
Słucham? Nie potrafił osiągnąć orgazmu podczas zbliżenia? A przecież słyszałam, że to właśnie najlepsza część. Jak mógł czerpać przyjemność z intymności, skoro nigdy wcześniej nie doszedł przy kobiecie? Sama myśl o tym była smutna.
Niezależnie od tego, jak absurdalnie to brzmiało, jakaś część mnie czuła pokusę. Zawsze byłam ciekawa fizycznej intymności. Nikt nigdy mnie nie pragnął z powodu mojej blizny, nawet mój przeznaczony – były przeznaczony.
Po wielu namowach ze strony nieznajomego, rozważyłam jego propozycję.
– Czy możemy zostać w maskach? – Znienawidzisz mnie tak jak inni, jeśli zobaczysz, jaka jestem brzydka.
– Jasne. – Wzruszył ramionami. – Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem, księżniczko.
Księżniczko? Żołądek podszedł mi do gardła.
Och, nie. Nie wiedział, że wyglądam jak potwór. Gdyby wiedział, uciekłby jak inni.
Miałam ochotę się rozpłakać. Czasami naprawdę pragnęłam być traktowana jak „księżniczka”.