Punkt widzenia Kaelena
Bycie Alfą oznacza, że od czasu do czasu muszę robić rzeczy, na które nie mam ochoty – Bal Mabon jest jedną z nich. Nienawidzę być otoczony ludźmi, z których każdy próbuje przypodobać się Alfie. Szczerze nienawidzę nieszczerych osób. O wiele chętniej biegałbym po lesie, patrolował granice lub trenował z moimi wojownikami. Niestety, polityka wymaga mojej obecności na tej imprezie.
Jestem Alfą swojej watahy od czternastego roku życia. Moi rodzice, poprzedni Alfa i Luna, zostali zamordowani przez rogue’ów. Byłem jednym z najmłodszych Alf i z tego powodu zmuszałem się, by być najlepszym. Mogę z dumą powiedzieć, że moja wataha jest jedną z największych na północnym zachodzie. Jesteśmy też jednymi z najsilniejszych. Trenuję swoich wojowników bez litości. Szczycę się również faktem, że należymy do najbogatszych watah. Popycham każdego członka do rozwijania zarówno wiedzy, jak i siły. Dzięki temu wielu z nich jest prężnie działającymi przedsiębiorcami.
Wataha Srebrnego Księżyca jest znacznie mniejsza od mojej, ale to ją rada wybrała na gospodarza tegorocznego Balu Mabon. Poważnie rozważałem odmowę przyjazdu, ale mój Beta przypomniał mi, że mam dwadzieścia lat i wciąż nie spotkałem swojej partnerki. Budzi to rosnący niepokój w watasze, ponieważ Alfa bez partnerki może stać się skrajnie niebezpieczny.
Bycie wilkołakiem oznacza, że masz przeznaczoną drugą połowę. Kiedy kończysz osiemnaście lat, zaczynasz wydzielać hormon, który twój partner może wyczuć. Tak właśnie odnajdują się przeznaczone pary. Ktoś, kto przynosi spokój nie tylko twojej ludzkiej postaci, ale i twojemu wilkowi. Dla Alf jest to sprawa kluczowa. Im dłużej Alfa pozostaje bez partnerki, tym bardziej agresywny staje się jego wilk. Jeśli trwa to zbyt długo, wilk zdominuje zmiennokształtnego i racjonalne myślenie przestanie istnieć. Ostatnio moja wataha zauważyła, że moja cierpliwość jest na wyczerpaniu. Warczę na najmniejsze drobnostki, co wszystkich martwi. Moją misją stało się odnalezienie partnerki i przywrócenie równowagi sobie oraz watasze.
— Chyba nie spodziewali się, że przyjedziemy tak wcześnie, Alfo.
Uwaga mojego Bety, Rhysa, wyrywa mnie z przemyśleń. Patrząc na dom watahy Srebrnego Księżyca, myślę, że ma rację. Widzę kilku członków watahy krzątających się tam i z powrotem, jakby nie mieli pojęcia o naszym przyjeździe.
To kompletna strata czasu; szczerze wątpię, by moja partnerka była w tym miejscu. Są niezorganizowani i zupełnie nieprzygotowani. Używam więzi mentalnej, by porozmawiać z Betą. Wilkołaki mają doskonały słuch, a wolę nie wypowiadać tych słów na głos.
— To mała wataha, być może nie wiedzieli, że przybędziemy wcześniej. Spróbujmy dać im kredyt zaufania i zróbmy dobre wrażenie — odpowiada mi Rhys przez więź. Niestety, ma rację. Choć są mniejsi, członkowie Srebrnego Księżyca są jednymi z naszych najbliższych sąsiadów i sojuszników. To oznacza, że muszę zachowywać się nienagannie.
Gdy docieramy pod dom, Rhys wychodzi naprzeciw i nas anonsuje. Zawsze był moim Betą. Niestety, tej samej nocy, kiedy zginęli moi rodzice, zginęli też jego. Od tamtej pory trenujemy razem; jest dla mnie najbliższą osobą, kimś w rodzaju rodziny. Wspólna żałoba nas związała, zawsze był ramieniem, na którym mogłem się wesprzeć w razie potrzeby.
— Alfo Kaelenie, pozwól, że przedstawię: Alfa Garrick i Luna Sloane. — Te słowa wypowiada mężczyzna, którego biorę za Betę tej watahy.
— Alfo Kaelenie, nie spodziewaliśmy się was tak wcześnie — mówi Alfa Garrick.
Rhys wyczuwa, że jestem już zirytowany, więc mówi w moim imieniu.
— Przybyliśmy wcześniej, by sprawdzić, czy nie potrzebujecie pomocy w przygotowaniach. — Zawsze mogę liczyć na dyplomację Rhysa. Przedstawił to tak, jakbyśmy przyjechali, żeby pomóc.
— Tak, to wielka radość móc wreszcie poznać cię osobiście, Alfo Garricku. Proszę, wybaczcie nam to wczesne przybycie. — W końcu udaje mi się wykrzesać z siebie uprzejmy ton.
— To żaden problem, naprawdę, jesteśmy zachwyceni waszym przyjazdem. — Mówiąc to, Luna kładzie dłoń na moim ramieniu, a mój wilk natychmiast zaczyna warczeć. Nienawidzę być dotykany.
— Cóż, proszę wejdźcie, a my pomożemy wam się rozgościć. — Głos Bety powstrzymuje mnie przed wybuchem. Luna zabiera rękę, a mój wilk natychmiast się uspokaja.
Wszedłem za nimi do domu i byłem mile zaskoczony. Jak na małą watahę, ich dom był przyzwoitych rozmiarów i zachwycająco czysty. Podobały mi się drewniane wykończenia i dopasowane kolory. Ktokolwiek urządzał to miejsce, wiedział, co robi. Luna zaproponowała oprowadzenie po domu; szukałem uprzejmego sposobu na odmowę, gdy Rhys znów mnie uratował.
— Doceniamy wszystko, co dla nas robicie, Luno; jednak mamy za sobą długą podróż i bylibyśmy wdzięczni, gdyby ktoś mógł nas zaprowadzić do naszych pokoi.
— Oczywiście, sama was zaprowadzę. — Zdziwiły mnie słowa Luny. Zazwyczaj odprowadzanie gości do pokoi to rola Omegi. Poczułem ulgę, że mogę odetchnąć od tylu ludzi. Nienawidzę dużych grup, czczej gadaniny i w zasadzie wszystkiego, co uznaję za stratę czasu.
Luna zaprowadziła mnie do pięknie urządzonego zielonego pokoju. Natychmiast zauważyłem, że okna wychodzą na południe, co było świetne, bo oznaczało, że mogę patrzeć w stronę mojego domu. Od razu otworzyłem drzwi balkonowe i okna, by wpuścić powiew wiatru. W pokoju unosił się wyjątkowy zapach; był bardzo delikatny, ale nawet mój wilk go zauważył. To był aromat, który coś w nas poruszył. Łagodne, subtelne sosnowe piżmo z nutami rozmarynu i mieczyków – tak najlepiej mógłbym to opisać. To był hipnotyzujący zapach, który sprawił, że mój wilk zaczął mruczeć z zadowolenia.
Czy to możliwe, by był to zapach mojej partnerki?
















