"Nie" - odpowiadam jej. "Są moje."
"To może pójść w dwie strony" - mówi, kładąc białą teczkę na moim biurku. "Możesz mi powiedzieć. Nie będę tak zdenerwowana jak on, skarbie. Jestem matką szóstki dzieci. Knight jest najstarszy. Możemy wypracować układ, który zapewni nam dostęp do moich wnuków, i pójdziemy do przodu. Albo," wzdycha, "odbiorę ci je, i uwierz mi, gdy mówię, że jestem bardzo dobra w swojej pracy. Chronię dzieci, od kiedy skończyłam dwadzieścia siedem lat.
"A nie chcę tego robić, Phoebe. Ani tobie, ani im, ale jeśli płynie w nich krew mojego syna, będziecie nas potrzebować. Jesteś bardzo bogatą i wpływową dziewczyną, ale jesteś tu nowa. Wszystko, co masz, może zostać ci odebrane. Aż w końcu zostaniemy ci tylko my. Ze względu na twoją pozycję i pozycję Knightly'ego to wszystko może stać się bardzo nieprzyjemne w bardzo szybkim tempie."
Wycieram łzy, bo wiedziałam już w chwili, gdy ta drobna Latynoska o śniadej cerze przedstawiła się jako jego matka, że mam przejebane. Śniade dziewczyny nie rzucają słów na wiatr. Wyrwałyśmy się z opresji i stygmatyzacji naszej rasy pazurami, by dotrzeć tu, gdzie jesteśmy – do miejsca stworzonego dla białego człowieka. Jej groźby nie są puste. Tyle wiem na pewno.
"Pytam po raz ostatni. Czy to dzieci mojego syna?" Utrzymuje mój wzrok. Jest całkowicie niewzruszona.
To może zrobić się paskudne. Media kurwa obsiądą mnie jak pszczoły mordercy. Moje maleństwa by tego nie przetrwały. Są takie chronione i delikatne. Zadbałam o to, by dać im wszystko, czego mnie odmawiano przez całe życie. Tak ciężko dla nich pracowałam i ostatnie, czego potrzebują, to żeby mój upór zniszczył ich życie bardziej, niż zrobi to już cała ta męka.
"Tak" - duszę w sobie głos i tym jednym słowem zdradzam każdą obietnicę, którą złożyłam, gdy dowiedziałam się o ciąży. Wypuszcza z siebie ciężkie westchnienie ulgi. "Błagam, nie rób tego" - kręcę głową. "To był mój wybór i jeśli on chce wyładować to na mnie, w porządku. Ale nie na nich."
Obchodzi biurko i ociera mi twarz.
"On by cię nigdy nie skrzywdził" - obejmuje mnie ramionami.
Nie pamiętam, kiedy ktoś ostatnio mnie tak przytulał, a nie jestem stworzona do takich czułości. Zaczynam płakać, bo jej nie wierzę. Tylko dlatego, że pozbyłam się mojej słabości do jego muzyki, nie oznacza, że nie widziałam, co wyprawiał.
Zerwane zaręczyny, które zniszczyły karierę jego byłej. Kobiety, narkotyki, skandale. Zawsze wiedziałam, że podjęłam słuszną decyzję, ukrywając to przed nim. Były bezpieczne. Byliśmy przed nim bezpieczni.
"Więc powiedz mu, żeby udawał, że to się nigdy nie wydarzyło" - odsuwam się od niej. Patrzy na mnie ze zranioną miną. "Nie chcę, żeby zbliżał się do moich dzieci. Nie potrzebują w swoim życiu kogoś takiego jak on."
"Nic nie wiesz o moim synu" - mówi chłodno.
"Nie wiem, pod jakim kamieniem pani żyła, pani Blake, ale mam całkiem niezły obraz całego tego gówna, którego narobił, odkąd widziałam go po raz ostatni. Wiem o rodzinie, którą zniszczył, zostawiając Hailey Roden. Moje dzieci tego nie potrzebują.
"Nie potrzebują wciągającego koks, uganiającego się za kobietami pijaka, który miałby dawać im przykład na przyszłość. Za mocno, kurwa, harowałam, żeby dać im życie, które zna zaledwie jeden procent naszej populacji, i prędzej umrę, niż pozwolę mu zrujnować ich szanse."
"Hailey wcale nie była taką osobą, za jaką uważał ją mój syn."
"Nie potrzebuję wyjaśnień. Nie chcę ich. Cokolwiek zrobiła, to, co on zrobił na koniec, było o wiele gorsze."
"Knightly to..."
"Proszę" - uciszam ją. Podnoszę teczkę, którą położyła na moim biurku, i próbuję jej ją oddać. "Niech pani to zabierze i zostawi nas w spokoju."
"Do tego nie dojdzie" - kręci głową. "Obie o tym wiemy. Nie przestanę walczyć o moją rodzinę tylko dlatego, że przeczytałaś parę artykułów napisanych przez ludzi, którzy nie mają, kurwa, pojęcia o czym mówią. Ty powinnaś wiedzieć o tym lepiej niż ktokolwiek inny. Nie on jeden ma sekrety."
"Co to, kurwa, ma znaczyć?" - prycham. Obchodzi biurko, by wziąć swoją torebkę z kanapy.
"Daję ci czas do końca tygodnia na pójście po rozum do głowy. Umówię nas na kolejne spotkanie w poniedziałek rano. Masz wypełnić te dokumenty i załatwimy to na spokojnie. Rozumiemy się?" Bierze głęboki oddech i taksuje mnie wzrokiem, zanim go wypuszcza. "Naprawdę mam nadzieję, że to przemyślisz, Phoebe. Uwierz mi, gdy mówię, że za kilka miesięcy będziesz go potrzebować."
I z tymi słowami wychodzi. Opadam na krzesło i w końcu pękam. W takim stanie znajduje mnie Cevin. Zamyka drzwi i podbiega do mnie.
"Hej, hej. Co się dzieje?" - pyta.
"Spieprzyłam sprawę" - próbuję się uspokoić, ale nie potrafię. "Powinnam była zaryzykować i jechać do Włoch."
Kiedy się tu przeprowadzałam, nie myślałam o nim. Mocno wierzyłam w to, że już nigdy go nie zobaczę. Byliśmy bezpieczni, a teraz nie jesteśmy. Co ja mam teraz, kurwa, zrobić? Jak mam to naprawić, nie wciągając w to moich dzieci? Kiedy media dowiedzą się o tym, wszystko się posypie. Przez taki skandal mogłabym stracić pracę.
"Dlaczego Knightly Blake tu był?" - pyta cicho. "Nie pomogę ci, jeśli nie powiesz mi, co się dzieje, Phoebs."
"Knight jest ich ojcem" - szepczę. Jego wyraz twarzy łagodnieje.
"O jasna cholera" - odszepnął. "O kurwa. Ten facet to ojciec bliźniaków. Jak to się w ogóle..." - zawiesza głos. "Przecież jesteś człowiekiem, prawda?"
"Co? Co to w ogóle za pytanie? A kim innym miałabym być?"
"To znaczy, że nie jesteś szalona jak oni" - wyjaśnia. "Ta mała Meksykanka, która z nim tu weszła, to najlepsza prawniczka w branży muzycznej. Jest cholernie bezwzględna. Kocham cię i mam do ciebie zajebiście wielki szacunek za to, jak daleko nas zaszłaś, ale Mamo, nie masz żołądka, żeby zadzierać z tymi ludźmi. Co ci powiedziała?"
"Powiedziała, że albo ich wpuszczę po dobroci, albo ona wyważy mi frontowe drzwi."
"Taa, to w ich stylu" - wzdycha.
"Dała mi to." Otwieram teczkę i znajduję skierowanie na test na ojcostwo oraz coś, co wygląda na kontrakt. Bierze go i zaczyna czytać.
"Okej, wygląda to na dość standardową umowę o dzielonej opiece" - mówi. "I chciałby zapłacić ci alimenty za te pięć lat, w których radziłaś sobie z tym sama."
"Nie chcę jego pieniędzy" - przewracam oczami.
"Jesteś pewna?"
"Nie kupi moich dzieci."
"Sam nie wiem, Phoebs. Sześć milionów to kupa kasy. Po trzy na łebka."
"Ile?" Odrywam wzrok od skierowania na dzisiejszy test na ojcostwo i patrzę na niego.
"Tyle właśnie chce im dać" - śmieje się.
"Mam tak totalnie i absolutnie przejebane, co nie?"
"No wiesz, nie zrobiliście sobie tylko jednego uroczego dzieciaczka. Zrobiliście dwójkę. 'Przejebane' to akurat powód, przez który jesteś teraz w tym bagnie" - śmieje się. Moja szczęka dosłownie opada na biurko.
"Cev" - rzucam w niego długopisem. Chwyta go w locie i się śmieje. Zawsze taki był. Szybki refleks.
"Puszczę to w niepamięć, bo wiem, jakie to może być stresujące. Miałem podobną sytuację z moją Alf... to znaczy, z moim byłym szefem. Tylko że jego była żona nie chciała dzieci. Chciała jego kasy. Myślę, że powinnaś z nim porozmawiać jak należy. Na spokojnie. Ostatnie, czego pragniesz, to wkurzyć alf... dupka, który jest, no wiesz. Gwiazdą rocka."
"Tu nie chodzi o mnie czy o niego. Chodzi o bliźniaki. O to, co dla nich najlepsze. Sam widziałeś, w jakie gówno jest uwikłany. Co zrobił Hailey Roden. Jak to ma być dla nich akceptowalne? Poznałeś moje dzieci. Nigdy nie zaznały niczego naprawdę złego."
"Wiem. Ale on już tu jest i na to wygląda, że nigdzie się nie wybiera. Sugeruję załatwić to po dobroci, Phoebe. Dla ciebie i dla bliźniaków. Pomyśl tylko, jakie to będzie dla nich trudne."
















