Sekretni spadkobiercy Alfy

Sekretni spadkobiercy Alfy

Autor: Aeliana Moreau

7
Autor: Aeliana Moreau
2 mar 2026
Spotkanie w szkole, do której chcę posłać bliźniaki, nie poszło dobrze. Nie podoba im się to, że ustawiłam do pionu szkołę w Paryżu za to, co stało się z Aizenem. Nie zamierzałam puścić tego płazem. Aizen może i jest słodkim chłopcem, ale ze mnie nie jest słodka kobieta. A on jest moim dzieckiem. Jeśli ja nie stanę w ich obronie, to kto to zrobi? Poznawanie Sullivana i reszty personelu było wspaniałe. Nie ma to jak w domu. Brakowało mi otoczenia innych Amerykanów. Ci ludzie kochają to, co robią, a jeśli mają problem z tym, jak wyglądam albo jak mówię, wiedzą, że mają to robić za moimi plecami. Nie muszę się martwić ukrywaniem swoich projektów czy szkiców. Sabotaż był jednym z moich największych zmartwień w Paryżu, obok kradzieży projektów. "Twoje spotkanie z czternastej trzydzieści już tu jest" - informuje mnie Cev i podaje mi tablet. "Czego ono dotyczy?" "Nie powiedzieli" - wzrusza ramionami. "Okej" - kiwam głową. "Okej" - ściska mnie za ramię. To dziwny gest. Prawie tak, jakby się denerwował. Spóźniam się dwie minuty. Nie lubię tego, ale ogarnięcie bliźniaków zajęło więcej czasu, niż się spodziewałam. Wchodzimy do mojego świeżo urządzonego biura i widzimy mężczyznę oraz kobietę przyglądających się zdjęciom bliźniaków, a także kilku moim nagrodom i dyplomom. "Najmocniej przepraszam za spóźnienie" - witam się. Oboje odwracają się w moją stronę, a z mojego gardła wyrywa się zduszony krzyk. Cofam dłoń i przyciskam tablet do piersi, jakby od tego zależało moje życie. "Panno Altaha?" - Cev mierzy mnie wzrokiem. "Wyjdź, Cev" - wyrzucam z siebie pospiesznie. "Wszystko w porządku?" "Mhm" - potakuję. Przeprasza i wychodzi, zostawiając naszą trójkę samych. "Panie Blake, co pan tu robi?" "Panie Blake?" - śmieje się, po czym zerka na kobietę obok niego, która odpowiada mu surowym spojrzeniem. Chrząka i poważnieje. "Myślę, że oboje wiemy, dlaczego tu jestem." Znów zerka na ścianę ze zdjęciami moich dzieci. Chrząkam, zachowując spokój. "Phoebe..." "Nie sądzę, żebyśmy wiedzieli" - kręcę głową. "Mamo, możesz dać nam chwilę?" - pyta kobietę. Ona taksuje mnie wzrokiem i kiwa głową. Mamo? Nasłał na mnie swoją mamę? "Będę tuż za drzwiami, mijo" - klepie go po ramieniu i wychodzi z biura. "Co ty tutaj robisz?" - pytam ponownie. "Wezwałeś mamę? Ile ty masz lat, pięć?" "Zrobiłem małe dochodzenie odkąd wpadliśmy na siebie na lotnisku." Kurwa mać. "I myślę, że jesteś mi winna wyjaśnienia, Phoebe Altaha." "W jakiej sprawie? Nic ci nie jestem winna." "W sprawie naszych dzieci" - wsuwa ręce do kieszeni spodni. Dzwonienie w uszach na moment mnie oślepia i po prostu gapię się na niego, nie wiedząc, co zrobić. Zaprzecz, Phoebe. Powiedz mu, że nie są jego. "Słucham?" - rzucam. "Nie wiem, o czym mówisz." "Naprawdę nie wiesz?" Podchodzi do ściany i zdejmuje zdjęcie bliźniaków z ich pierwszego dnia szkoły. Przykłada je do twarzy, a podobieństwo jest wręcz uderzające. Nigdy nie chciałam o tym myśleć. Przestałam nawet słuchać jego muzyki, mając nadzieję, że to w jakiś sposób zagłuszy poczucie winy, jakie odczuwałam za kłamstwo. Wyrywam mu ramkę i odkładam na miejsce. "Panie Blake, nie wiem, o czym pan siebie przekonał, ale zapewniam. Moje dzieci nie mają z panem nic wspólnego." "Aniołku, możemy to załatwić po dobroci, albo po złości" - kręci głową. "Nie chcesz mnie denerwować. Nie zamierzam uwierzyć ci na słowo. Powiedz mi prawdę." "Nie wiem, co chcesz, żebym ci powiedziała" - odsuwam się, ale on idzie za mną. Cofam się, dopóki nie uderzam pośladkami o biurko. Odchylam się do tyłu, z dala od niego, gdy podchodzi zbyt blisko. "Są moje?" - szepcze mi do ucha. "Nie" - kręcę głową, ale nie potrafię zmusić się, by na niego spojrzeć. Wsuwa palec wskazujący pod mój podbródek i odwraca moją twarz, żebym na niego spojrzała. "Nie wierzę ci, Phoebe" - mówi łagodnie. "Widzisz, nie wierzę, że pozwoliłaś komukolwiek się dotknąć od tamtego czasu." Przesuwa wzrokiem po moim ciele. "Może i nie wiem o tobie zbyt wiele, skarbie, ale wiedziałem, co mam w rękach w chwili, w której mnie do siebie wpuściłaś. Więc zapytam jeszcze raz i chcę, żebyś tym razem powiedziała mi prawdę. Są moje, Aniołku?" "Nie" - powtarzam. Wzdycha i odsuwa się. Nie waham się, przesuwam się tak, by biurko dzieliło nas od siebie. On podchodzi do drzwi i puka w nie. Kobieta wchodzi do środka, elegancko ubrana w jedną z moich casualowych kreacji biznesowych z najnowszej kolekcji. To na swój sposób pochlebne i przerażające zarazem, bo mówi mi, że doskonale wiedzą, kim jestem. Z drugiej strony, zjawienie się w mojej nowej pracy to też ogromna czerwona flaga. "Hijo?" - mówi, nie odrywając ode mnie wzroku. "Jest cała twoja" - rzuca i wychodzi. Oddycham z wyraźną ulgą. "Buenas tardes" - wita się ze mną. "Dzień dobry" - mówię sceptycznie. "Nazywam się Maria Blake. Jestem prawniczką i matką Knightly'ego Blake'a" - przedstawia się. Jęczę cicho i odwracam się od niej. Oczywiście, że jest pieprzoną prawniczką. Ktoś musi po nim sprzątać. "Posłuchaj. Wyglądasz na dobrą kobietę. Masz przed sobą tak wiele. Sądząc po zdjęciach i artykułach w prasie, wyglądasz też na niesamowitą matkę. "Knightly opowiedział mi, co między wami zaszło. Wierz mi lub nie, ale kiedyś stałam na twoim miejscu. Mój były mąż, biologiczny ojciec Knighta, nie był dobrym człowiekiem. Oczywiście nie wiedziałam o tym, dopóki nie było za późno. "Zrobił z mojego życia piekło i to ostatnia rzecz, jakiej pragnęłabym dla ciebie czy twoich pięknych dzieci. Bo są piękne. Wiem. Ten mały chłopiec wygląda wypisz wymaluj jak mój syn, panno Altaha. Już go tu nie ma. Chciałabym, żebyśmy były ze sobą szczere. Są dziećmi mojego syna czy nie?" 

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

7 – Sekretni spadkobiercy Alfy | Czytaj powieści online na beletrystyka