"Minęło trochę czasu, odkąd musieliśmy wezwać Gregorów" - śmieje się Cevin. Odwraca się w moją stronę i szczerzy zęby. "Wyglądasz niesamowicie. Jak tam bliźniaki?"
"Dobrze. Chcą szczeniaka. A co u ciebie?"
"Mogę zacząć szukać ras przyjaznych maluchom" - kiwa gorliwie głową. "Po staremu, po staremu."
"Chcę golden retrievera. Zobacz, czy znajdziesz jakieś szczeniaki. Dostałam czas na decyzję do końca tygodnia. Ale zawsze chciałam mieć Buddy'ego, psa na medal."
"Robi się" - śmieje się. Biorę kartkę przygotowaną przez bliźniaki i mu ją podaję. "O mój Boże. To najsłodsza rzecz na świecie."
"Możesz mi to oprawić? Chcę to powiesić w nowym biurze."
"Tak jest, proszę pani." Wsuwa ją do teczki i zaczyna stukać w telefon.
"Co dzisiaj mamy w planach?"
"Spotykamy się z Sullivanem Tuckerem, który oprowadzi nas po głównej siedzibie Royal Threads. Oto, czego możesz się spodziewać" - podaje mi mój ulubiony tablet służbowy. "Zaczniemy od ramp załadunkowych."
Jak na magazyn, w którym przechowuje się ubrania, panuje tu niezły bałagan. Brakuje im personelu i nikt nie pofatygował się, by zaktualizować nowy system płatności. Wyższe piętra, należące do projektantów, wcale nie są w lepszym stanie. Xo nie kłamała, kiedy mówiła, że to miejsce potrzebuje żelaznej ręki, żeby stanąć na nogi. Nie rozumiałam, dlaczego pomyślała, że to będę ja, ale jestem zaszczycona, że mnie o to poprosiła.
Wszyscy byliśmy zdenerwowani, kiedy zwolniła Francisa. Ona sama też bardzo to przeżyła, bo byli przyjaciółmi. Jednak region kalifornijski to pierwsze dziecko Xo. Założyła Royal Threads w swoim garażu trzydzieści cztery lata temu. Tylko dziewczyna i jej maszyna do szycia. Spotkałam ją po raz pierwszy na drugim roku studiów w San Diego. Pod koniec roku byłam już u niej na stażu. Zawdzięczam jej ostatnie jedenaście lat mojego życia. To była niezła jazda.
Kiedy poprosiła mnie o powrót do kraju, całkowicie zbiło mnie to z tropu. Byłam przerażona. Plan zakładał, że przeniosę się do nowej filii we Włoszech. Tak naprawdę wcale nie chciałam tam jechać. To byłoby niezwykle trudne dla bliźniaków. Konieczność nauki trzeciego języka i przystosowania się do zupełnie nowej kultury. To by nam zaszkodziło.
Kiedy w końcu usiadłyśmy w Mediolanie, opowiedziała mi, co dzieje się z Francisem. Zostawił go mąż, a on sam robił z siebie pośmiewisko. Z tego powodu straciła kilka kontraktów z dużymi nazwiskami. Dawała mu wiele szans na to, by poszukał pomocy, ale on odmawiał. Nienawidzę wchodzić w czyjeś buty, ale nie mogłam jej odmówić, a to i tak o wiele lepsze wyjście niż alternatywa.
Sullivan Tucker to bardzo elegancki mężczyzna. Kiedyś był asystentem Francisa i tymczasowo zajął jego miejsce. Będzie mi pomagał się zaaklimatyzować. Xo prosiła, żebym miała go na oku, i zamierzam zrobić dokładnie to.
Ma na sobie dopasowane kremowe spodnie i luźną, jedwabną koszulę zapinaną na guziki. Dobrał do tego prosty, cienki złoty łańcuszek. Jeśli ma zawieszkę, ukryta jest pod koszulą. Zegarek pasuje do kruszcu na jego szyi, a także do zestawu kolczyków zdobiących jego prawe ucho. Czarny skórzany pasek pasuje do mokasynów i w tym miejscu mnie traci. Ja postawiłabym na coś bardziej subtelnego.
Jego higiena jest nienaganna. Ten facet ma bardzo rygorystyczną rutynę pielęgnacji skóry i uwielbia o siebie dbać. Jest świeżo ogolony i wspaniale pachnie. To prowadzi mnie do pierwszego wniosku. Sullivan Tucker jest hetero. Sposób, w jaki mówiła o nim Xo, wcale na to nie wskazywał. Kiedy podaje mi dłoń, pragnę tylko tego, by zaprowadził mnie do osoby, która zrobiła mu manicure.
"Witamy w głównej siedzibie" - wita mnie. "Nazywam się Sullivan Tucker. Będę pani przewodnikiem przez najbliższe kilka miesięcy. Moim zadaniem jest pomóc pani w aklimatyzacji."
"Phoebe Altaha. To dla mnie zaszczyt. A to Cevin Nendo. Mój asystent. Nie możemy się doczekać, żeby poznać się bliżej."
"Świetnie, zaczynajmy." Otwiera szklane drzwi i gestem zaprasza nas do środka.
Od razu wita nas zaciekawienie. Wszyscy nas obserwują. Głosu Sullivana nie słucha się nieprzyjemnie. Przydałoby mu się trochę odpoczynku. To oczywiste. O ile zwraca bardzo baczną uwagę na szczegóły, o tyle jego entuzjazm do pracy nie zbliża się nawet do mojego. JA JESTEM KURWA PODEKSCYTOWANA, ŻE TU JESTEM. On wydaje się robić to z obowiązku.
Wcale mu się nie dziwię. Zdjęcia, które Cev pokazywał mi w samochodzie, musiały pochodzić sprzed zwolnienia Francisa, bo wygląda to tak, jakby ktoś próbował tu posprzątać. Przypomina mi to sytuację, gdy dzieci wysypują zabawki ze skrzyń, a potem w pośpiechu wrzucają je z powrotem na odwal się.
Używam tabletu, by robić notatki i zdjęcia rzeczy, którymi trzeba się zająć. Oboje jesteśmy wykończeni, gdy docieramy do miejsca, które przedstawia mi jako moje nowe biuro.
Jest piękne. Znacznie większe niż moje biuro w Paryżu. Jest tu przestrzeń, by swobodnie się poruszać, i nie mam wrażenia, że będę musiała cokolwiek z kimś dzielić. Cała tylna ściana jest przeszklona. Ayrie pokocha stąd widok na molo. Spędzimy tam dużo czasu. Czuję to w kościach.
Wzdłuż ściany na lewo od mojego biurka stoją stojaki ekspozycyjne. Jest też stół kreślarski i kilka stołków wokół niego. Białe ściany są zupełnie puste. To wszystko jest jak czyste płótno, na którym mogę zacząć od zera. Od tego właśnie zacznę.
"Pomyślałem, że będzie pani chciała urządzić wszystko po swojemu" - mówi Sullivan. "Może weźmie pani resztę dnia na uporządkowanie swoich rzeczy, a rano zaczniemy na świeżo?"
"Brzmi jak dobry plan" - przytakuję.
"Moje biuro to te drzwi po lewej od wyjścia" - mówi na pożegnanie.
"Wygląda na wykończonego, Mamo" - mówi Cev ze współczuciem.
"To prawda. Ale w tej chwili nic na to nie poradzimy. Bierzmy się do pracy." Kładę torebkę na stole kreślarskim. "Wiesz może, czy moje rzeczy już dotarły?"
"O, tam" - wskazuje na białe skórzane kanapy. "Już zadzwoniłem po ekipę od przeprowadzek, żeby wynieśli stąd te paskudztwa. W zeszłym tygodniu ustaliliśmy, że meble będą w stylu cottage, w kolorze zieleni Sacramento ze złotem."
"Zgadza się."
"Wszystko zostanie dostarczone i ustawione, gdy jutro wrócisz. Chciałem, żeby było zrobione do dzisiaj, ale zależało mi, by wszystko dotarło naraz, żebyśmy nie tracili zbyt dużo czasu. Wszystko, co zamówiłaś z wyprzedzeniem, już tu jest, łącznie z projektami nadchodzącej, baśniowej wiosennej kolekcji. Twoje pierwsze spotkanie będzie z Kaitlyn Summerland. Z..." - milknie, podnosząc na mnie wzrok.
"Nową starszą projektantką. Wiem o tym. Uczyłam się, Cev. Miejże o mnie trochę lepsze mniemanie" - przewracam oczami. "Muszę. W końcu zajmuje moje miejsce."
"Mamo, nikt nie może zająć twojego miejsca. Ty po prostu dorastasz. Trochę szybciej niż większość, ale to tylko sprawia, że jesteś jeszcze bardziej seksowna."
"Pomóż mi z tym" - znów przewracam na niego oczami.
"Wiesz, musisz przestać tak przewracać oczami, jeśli chcesz, żeby Aizen też przestał to robić" - śmieje się.
"Taa, cóż, wygląda na to, że przewracanie oczami zostanie z nami na dłużej." Unoszę materiały, które tu przysłałam. "Tak się cieszę, że jestem w domu, Cev. Nawet nie masz pojęcia."
"Ale mamy tyle do zrobienia" - jęczy.
"Wiem. Właśnie to jest w tym wszystkim najbardziej ekscytujące."
















