Sekretni spadkobiercy Alfy

Sekretni spadkobiercy Alfy

Autor: Aeliana Moreau

9
Autor: Aeliana Moreau
3 mar 2026
Knightly "Powiedziała tak? Powiedziała, że są moje?" - pytam po raz drugi. "Tak, i ma pełne prawo chcieć je chronić, Knight. Spójrz na to" - rzuca artykuły z magazynów, które zgromadziła przez lata. "Tylko tyle o tobie wie, mijo, i nie wygląda to dobrze. Zbierałam o niej informacje. "Ta dziewczyna przeszła przez piekło, by dotrzeć tam, gdzie jest. W tej chwili jest przerażona, a po tym, co stało się z Hailey... ma ku temu powody, Knight." "Musisz powiedzieć nam prawdę, Knight. Czy to ona?" - pyta mój tata. Nie odpowiadam. "Knightly. Spójrz na mnie, synu. Czy ta dziewczyna jest twoją przeznaczoną?" "Tak" - kiwam głową. Moja mama ciężko wzdycha. "Cuando se entere, no le va gustar lo que paso, Knight" - gani mnie. "Wiem." "Dlaczego nic nie powiedziałeś?" - pyta tata. "Byliśmy w samym środku wojny o terytorium, a ja dopiero co rozpocząłem naszą trasę koncertową. Okoliczności nam nie sprzyjały. Teraz też nam nie sprzyjają. Moja obecność tutaj wywoła problemy. Oboje o tym wiemy, tato. Jeśli coś im się stanie, nie wiem, co zrobię." "Okej" - przytakuje. "Ale teraz już wiemy. Phoebe to bardzo piękna kobieta, synu. Jest inteligentna i naprawdę staje na nogi. Musisz porozmawiać o tym z Xochtl. Ta dziewczyna dla niej pracuje. To oznacza, że jest pod ochroną alfy. Zaznacz swoją obecność, zanim ktoś spróbuje ci ją odebrać." "Cabron" - mama uderza mnie w ramię. "Wiesz, że on ma to po tobie" - warczy na niego. "Mówiłam, żebyś nie pozwalał mu odejść." "Gdyby został, byłby teraz martwy. Był dzieckiem" - odwarkuje. "Gówno mnie obchodzi, czyja krew płynie w jego żyłach, to mój syn. Podjął słuszną decyzję, Mario. Dla niej i dla siebie. Powinniśmy się cieszyć. Gdyby naznaczył tę sukę Roden, wszyscy mielibyśmy przejebane i nie dowiedzielibyśmy się, że na świecie żyją nasze wnuki. "Ta dziewczyna jest człowiekiem. Jak myślisz, co by się stało, gdyby skończyły sześć lat i zaczęły się przemieniać? Mario, to dobra wiadomość" - chwyta ją za ramiona i lekko potrząsa. "Z przeznaczoną u boku może odzyskać siły. Ona uczyni go silniejszym. Nic nie dzieje się bez przyczyny. "Od teraz my ją chronimy. Całą ich trójkę. Ma ze sobą kolejnego alfę tego miasta. To powód do świętowania." Przenosi na mnie swoją uwagę. "Nie co dzień życie daje nam taką drugą szansę, synu. To błogosławieństwo Księżyca."  "Vamos pues" - mama odchrząkuje. Nienawidzi, kiedy zaczyna mówić tak uduchowionym tonem.  "Gratulacje, synu" - przytula mnie. "Los rozdał ci piękne karty. Zadbaj o to, by postępować z nią właściwie. Nigdy mnie nie zawiodłeś." Stuka swoim czołem o moje. "Nie zaczynaj teraz. Witaj w domu. Porozmawiamy o twoich planach, kiedy wrócę."  Mama uśmiecha się, gdy odwraca się, by ująć jej dłoń. We dwoje zostawiają mnie samego w tym wielkim jak stodoła domu. Nie myślałem o swoim wilku, odkąd moje zaręczyny z Hailey poszły z dymem. Tak, zniszczyłem ją i bez wahania zrobiłbym to znowu. Ta suka zabiła mojego brata i po co? Dla pieniędzy? Dla watahy? Sam by jej to oddał, gdyby tylko pozwoliła mu się do siebie zbliżyć. Blithe to biologiczny syn Fredricka. Wataha należała do niego. Wcale tego nie chcę. W dniu, w którym ta dziewczyna wkroczyła w nasze życie, zrujnowała wszystko. Zabrała zbyt wiele, by móc po prostu odejść. I to nie tylko o tę watahę się martwię. Pojawienie się Arnolda na naszym ostatnim koncercie wstrząsnęło mną do głębi duszy. Nie mówiłem im o spotkaniu z moim biologicznym ojcem. O tym, jak przyszedł mi powiedzieć, że wyczuwa, jak bliski jestem śmierci. Chciał mnie poinformować, że ma wybór potencjalnych kandydatek na przeznaczoną, które mogłyby obudzić mojego wilka. Boże, Phoebe ma kurwa najgorsze możliwe wyczucie czasu. Nie mogła po prostu zniknąć tak samo, jak pojawiła się znikąd. Byłoby to lepsze dla nas obojga. Mój wilk by umarł, a ona mogłaby przeżyć resztę swojego życia, nie mając o niczym pojęcia. Tego właśnie chciałem. Ale proszę, znów tu jest i wszystko kurwa psuje. Naraża się na niebezpieczeństwo. Spoglądam w dół na zdjęcie, które wydrukowała moja mama, i widzę uśmiechającą się do mnie trójkę. Łatwo było odejść. To była jedyna rzecz, która trzymała mnie przy życiu przez długi czas. To miało być wszystko. Nawet jej nie naznaczyłem. "A więc to prawda?" - Pete wchodzi do mojego pokoju. "Przepraszam, Knight. Ja tylko wygłupiałem się. Gdybym wiedział, że ona jest naszą Luną, nie powiedziałbym ani słowa." "W porządku" - zbywam go machnięciem ręki. Powstrzymuję się przed powiedzeniem mu, żeby nigdy więcej tak jej nie nazywał. Nie jestem alfą, i nawet jeśli Phoebe wezwie Lionela, nie planuję zostać niczyim alfą. "Taki był plan." "Mogę zobaczyć?" - pyta. Podaję mu zdjęcie. "To, że nie wyczułeś ich zapachu w samolocie, oznacza, że z twoim wilkiem nie jest najlepiej, stary." "Tyle to i ja wiem" - potakuję. "Musisz znaleźć sposób, żeby ją naznaczyć, jeśli mamy ich chronić, Knight. Wiesz, że inni alfowie rzucą się na to, jak tylko..." "Wiem, Peter" - warczę. Cofa się gwałtownie. "Szlag, przepraszam." "Nie, nie" - śmieje się nerwowo. "To dobry znak, chłopie. To znaczy, że on się budzi." "Nie chciałem tego." "Nie możemy uciec przed naszym przeznaczeniem" - wzdycha. "Bez względu na to, jak bardzo się staramy." Wybieram numer mojej mamy. "Dopiero co wyszłam, cabron" - odbiera od razu. "Gdzie robi te badania?" "Masz czterdzieści minut. Prześlę ci adres." Nie waha się. Rozłącza się i wysyła mi adres. Zapominam, że ona to robi, kiedy wie, że nie mogę już uciec. Zamierza się w to wtrącać. Żałuję, że nasłałem ją na Phoebe, ale ona nie zamierzała powiedzieć mi prawdy. "Ty prowadzisz. Nie pozwól jej wyjść, dopóki z nią nie porozmawiam" - mówię. "Tak jest" - kłania się. "Prowadź."

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

9 – Sekretni spadkobiercy Alfy | Czytaj powieści online na beletrystyka