Sekretni spadkobiercy Alfy

Sekretni spadkobiercy Alfy

Autor: Aeliana Moreau

2
Autor: Aeliana Moreau
3 mar 2026
Nie mam nic przeciwko temu, by spędzić nasz ostatni tydzień w Paryżu razem całymi dniami. Po powrocie do domu przemywam zadrapania Aizena i przyklejam na nie plastry. Niewiele trzeba było, by poprawić im nastrój. Musiałam im tylko powiedzieć, że już nigdy tam nie wrócą. Podczas pakowania wszystkiego do kartonów przed wysłaniem ich do naszego nowego domu, muszę przyznać, że będzie mi brakować tego miejsca. Tu się urodzili. Gdzie przez pierwsze kilka miesięcy borykałam się z trudnościami jako świeżo upieczona mama, aż poznałam Kendrę. Ich niania od chwili zatrudnienia okazała się spełnieniem marzeń. Zgodziła się przenieść ze mną i jest wniebowzięta, mogąc ponownie znaleźć się na tym samym kontynencie co jej rodzina. Zarówno Aizen, jak i Ayrie stawiali tu swoje pierwsze kroki. Oboje tu po raz pierwszy zawołali do mnie Mama i teraz robię się bardzo sentymentalna. Idę do łazienki, żeby dzieci nie widziały, jak płaczę. Ale Kendra mnie zauważa. "To będzie dobre dla ciebie i dla nich," przypomina mi. "Dla nas również," "Wiem. Po prostu to było naszym domem tak długo," "Jestem bardzo podekscytowana Kalifornią," śmieje się. "Ja też jestem bardzo podekscytowana, że dzieci ją zobaczą," czuję się o wiele lepiej. Zabieram dzieci do kilku muzeów i na Wieżę Eiffla po raz ostatni, żebyśmy mogli się pożegnać i zrobić mnóstwo zdjęć. Podczas naszego lotu, z jakiegoś powodu nie mogę przestać się denerwować. Aizen przesypia większość z niego, ale Ayrie, podobnie jak ja, nie zamyka oczu ani na chwilę. "Mamusiu, czy tym razem znów zobaczymy dziadziusia?" "Uch," odchrząkuję, przypominając sobie, jak potoczyła się rozmowa, gdy powiedziałam tacie, że jestem matką dwójki dzieci, nie zdradzając mu imienia ich ojca. "Nie tym razem. Wprowadzamy się tam. Będzie tam nasz nowy dom," "Czy to już będzie zwyczajny dom?" pyta z podekscytowaniem. "Na początku będzie to mieszkanie. Chcę znaleźć idealny dom. Chciałabyś mi w tym pomóc?" "A czy będzie przy plaży?" pyta z podekscytowaniem. Mogłam wspomnieć, że zamieszkamy blisko plaży. "A chciałabyś, żeby był?" "Tak," kiwa gorliwie głową. "Nigdy nie byliśmy na plaży," "Będziemy mogli pójść w ten weekend, gdy się rozgościmy. To niedaleko od naszego mieszkania," "Oui, s'il vous plaît," chichocze i wspina mi się na kolana. "Czy będziemy jeszcze musieli mówić po francusku?" "Nie, jeśli nie zechcecie. W Kalifornii głównie wszyscy mówią po angielsku," "W jakim języku inni mówią?" "To zależy, ale tam, dokąd zmierzamy, musiałabym powiedzieć, że po hiszpańsku," "My nie znamy hiszpańskiego," wtula się we mnie. "Nie, cóż. Wy nie znacie," śmieję się. "Ty znasz?" wzdycha ze zdziwieniem. "Znam," kiwam głową. "I Kenny też," "Super sprawa. Chcę, żeby Kenny uczyła mnie hiszpańskiego," "A nie chcesz, żebym to ja cię uczyła?" "Chcę, żebyś znalazła idealny dom na plaży, mamusiu. Lepszy od domku Barbie," śmieje się. "Lepszy od domku Barbie, co?" łaskoczę ją. Ona chichocze, a po chwili obejmuje mnie ramionami. "Czy jesteś smutna, mamusiu?" pyta. "A skąd to pytanie?" "Bo pani Reedly powiedziała, że musisz być żałosnym zjebem, mając dwoje dzieci i żadnego męża," Kendra właśnie piła wodę. Prawie wypluła ją z siebie i zaczęła kaszleć. Sama muszę walczyć ze sobą, żeby nie wybuchnąć głośniejszym śmiechem niż kiedykolwiek w całym swoim życiu. Słyszę też chichoty dochodzące z pozostałych prywatnych lóż w pierwszej klasie. Jej śliczny, francuski akcent tylko działa na jej korzyść. Pani Reedly pewnie właśnie tłumaczy mężowi, że zostali pozwani przez jakąś obłąkaną, amerykańską wariatkę – a przy okazji i szkoła – co zmusiło ich do przeniesienia syna do innej prywatnej akademii. "Nie, Ayrie. Nie jestem smutna. Zabraniam ci używać tego słowa, już do końca życia," śmieję się nareszcie. "Obiecuję," chichocze. "Mogę iść położyć się z Bubbiem?" "Pewnie, zaprowadzę cię," wzdycham, podnosząc się z miejsca. Podchodzę do niego razem z nią i otulam ją obok niego pod kocem. To niepojęte, jacy są podobni, kiedy oboje w ten sposób leżą. Przykrywam ich i daję znak Kendrze, żeby miała ich na oku. Nadal jest całkowicie czerwona. Pokazuje mi kciuk w górę. To nigdy nie było sekretem. Nigdy nikomu nie mówiłam, że jestem mężatką, a zważywszy na to, jak publiczny jest mój wizerunek, mamy tam zawsze robiły sobie ze mnie niezłe żarty. To samo kilku moich współpracowników. Moja szefowa cały czas próbowała mnie umawiać na randki, na lewo i prawo, jednak, prawdę mówiąc, po prostu nie miałam na to czasu, spędzając go z dziećmi albo na wybiegach. Owszem, Kendra zdejmowała ze mnie sporo obowiązków, ale nie było opcji, bym związała się z jakimś Francuzem. Ojciec odnalazłby nas oboje. Myję ręce i otwieram drzwi, zmierzając w kierunku miejsca dla pasażerów. Drzwi z naprzeciwka otwierają się jednocześnie i jakiś facet wychodzi zanim zdołam to zrobić. "Przepraszam," odzywa się z grzecznością. Moje serce natychmiast przestaje bić, a w uszach momentalnie zaczyna dzwonić. Przymykam oczy, potrząsając przecząco głową. Nie. Nie ma kurwa możliwości, by to był on. Wychodzę jedynie na tyle, by patrzeć, jak idzie w tył samolotu – najdalej jak to tylko możliwe od bliźniąt – by tam odwrócić się. To on. Pędzę w pośpiechu z powrotem na miejsce. "Wszystko gra?" wypytuje Kendra, na co osuwam się na fotel, wyrywając z niego kocyk i okrywając się nim tak, jakby miało mnie to sprawić niewidzialną. "To nie może dziać się naprawdę," szemram pod nosem. "Oj, podać ci tampon?" zagaduje szeptem. "Że co?" patrzę na nią zaskoczona. "No co?" odpowiada z pewną dozą defensywy. "Czemu rzucasz się w tym fotelu jak jakaś spłoszona wiewiórka, Phoebs?" "Bez powodu," odchrząkuję. Wyciągam rękę po wodę w butelce. "Phoebe, jesteś cała roztrzęsiona," obejmuje moją dłoń. "Coś się stało?" "Nie," przeczę głową. Robię zaledwie parę uspokajających wdechów. "Kręci mi się troszkę w głowie," "Trzymaj, połóż się tu. Rozpłynęły z ciebie wszystkie kolory," Szanse, że mnie rozpoznaje, równe są zeru. Znajduje się z innej strony samolotu. Od tego wydarzenia minęło całe mnóstwo czasu. Poza tym, dawno nie noszę wcale długich włosów i inaczej się ubieram. Prawda? Prawda. Jezu drogi, o rety. Jakie mogły być na to szanse? Tylko w gruncie rzeczy – chwileczkę... jakie właściwie były szanse na to, że kiedyś to z nim wydarzy się, co się wydarzyło? Wszystko kurwa jakoś i tak w końcu staje się możliwe. Cholera. "Nalałam ci ciut wody gazowanej," wzdycha Kendra i powraca z małą zielonkawą butelką. "Dziękuję," zabieram ją jej z rąk. "Nowe lęki zamieszkaniowe?" dopytuje radosnym tonem. "Nie, zwykłe duchy z tamtych czasów," mamroczę w przestrzeń. "Słyszałam to," dosiada do mnie, zajmując fotel. Często zapominam z faktem tego, w jak doskonałym uchu wyposażona jest bystry słuch. Gdy lądujemy na ziemi, bliźniaki są pobudzone i ochocze do opuszczenia samolotu. Istnieje przecież zero procent, że spotkamy go po raz drugi. Cóż, tak oto samej sobie przekazuję podczas wysiadania z rąkawem i podróży w doł z wozu po wszystkie torby. Rzecz w tym, że w związku ze swoim własnym przekonaniem — to prawda. Przestaję z uwagą go poszukiwać. Przyrzekam. Wyłapuję za swoje rzeczy, by pozostawić wszystko w dół u boku, słuchając odgłosów od Kendry rozmawiającej o dzieciach na temat samej ich najcudowniejszej lokalizacji: nareszcie w samej Kalifornii oraz tego faktu jak niesamowita jest ona pierwszy raz po wcale. "Mamusiu, Czekoladowa Posypka!" wrzeszczy ku mnie o mało co Ayrie i momentalnie oddala. Podnoszę wzrok tylko by obejrzeć ją, od razu jak przygląda się zawieszonemu niedźwiadkowi po pasku taśmy. "Popatrz no na to," wskazuję gestem rąk ku Kendrze. "Już idę," wzdycha krótko. Przód małego ubrania zawiesza od krańca taśmy i nie daje odskoku. "Proszę po zaczekanie chwileczkę," wskazuję głosem do obsługi. Mam odwagę zbliżenia pasa do samego końca i oto dostrzegam podnoszoną, zbawczą męską dłoń w dół u szczytu opuszczenia przedmiotu na sam koniec na podłogę. Wywalam parę prędkich susów krokiem do rąk z lęku dla uchrony małego skarbu mojego biednego dziecka przed samą szkodą. "Dziękuję. Tak cudownie, to dla dziecięcych potrzeb-" Urywam wszystko na wprost przed obliczem stającego dżentelmena po odgadnięciu kto się nad tymi torbami opiekuje. "Tego... ulubionego misia," "Nie ma za co," zjawia uśmiech na buzi. Zaciskam kąciki swoich warg w dół i tylko kiwam niczym niemowa. "Może znamy z dawna twarz pani?" urywa mową ku mojemu posłuszeństwu. "Znam pani ten wyraz twarzy, jest bardzo obcy ze znaną," "Cholera," odchrząkuję. "To ty," dorzuca ledwie odczuwalnym basem na ton głos. "Moja grzeczna dziewczynko," "Ja pierdolę," wzdycham u śmiechu wraz i obracam o pozycje na czoło z nim o do tyłu. "Chciałam cicho zachowywać całe bywało na nic że od razu ty nigdy w twarz mą bez znaku zauważenia," "Poczuwam to obiekcji znieważenia Aniele mojego snu," rzuca smirkiem z dół. "Mama. Bywa tak on to ten gość," rzuca uśmiechem z palcem w powietrze. "Hm?" odchodzę z pamięci w chmurze błędziego myślenia po chwili ale z rozumu to on przytula ręce misia z cudem dłoni z góry wyrwany niedźwiadka. "Wybacz moja urokliwa Czekoladowa Posypko," zrzucam z brudnego na kurzu ogrodniczego ubrańka a i przyciskam serdecznym gestu ku piersi po ramion moc. "Mamusiu do mojego podróżnego torbowego paska opuściło usterka na uszkodziło się tak z boku," rzuca rękoma w ramię dół ze pąkiem po boku wejścia na pas z ręki po dołach plecaka podróżnikowej dłoni do nas przy nodze krokiem w podniesieniu Aizen trzyma pociągając gorsza uchwyt. "Nie było żeby raz ja tego zrzucić to prosić by o przerwę do pociąganiu tym," pouczam rzucona głosem nad ostre od boku. Zrzuca to o radosny wzrok o tak aby w podbiciu mnie z szansy o to ja poprawię by nic. "Z dwojką bycie z dwojgiem u ciebie jest," ryza on do rąk patrząc od nich o dzieci. Przeraża mu z widoku minę pod twarzy oczu powidok po szoku u ust jego. "No a jasne tak dzieci. Aizen dołączam z tym dla urokliwie by z moich do Ayrie też tu w bycia do ich imieniem z," plączę bez pośpiechu i by wyuczony od ust z języku bez kontrol. Kto i na coś kurwa mu powiedział? "Z ty w tv facet jesteś dla od z tych programy," wskakuje palcami za rzucić uśmiechem przed zachwyt w skokami wrzasku po na nas Ayrie z pod boku o z tyłu głos za ramieniem o by wydać jej zdziwień ton wyciągniętych przez gęsty usta po od dłoni za przyciskiem i pociągnie ją przy klatce tu. "Ja nie mogą co za bóg cud. Ale To Knightly Blake on tu tu z twarzy na twarz z tył krzyczą," wpada tłum szaleńca u wrzaski krzykiem okrężną piska paniki do od kuli w krąg nad halą przyloty krzykiem głosu bez o rzuceniu twarzą do rzuca kłam rzuca. "Mnie po jak na kształt mama to z tak co po?" krok dając tył by unieść osłoną kaptura skryt z góry włosie po maskowaniu od uśmiechu twarzą w cień ukryć gładkich. "Cześć rzucam się nam kiedy u widzeń by Pheobe. Z obaczeń później by," "Kenny," chwycę głośniej by ze swą córę ze wzroń we ręki i ramion dół Ayrie. Chwycić tak ma wznieść Aizen dół bagaże te z dół byśmy się od krzykiem przez panikują okrężną dzicz szalenie rzuceni paniki nie nadbiegając. Skok byśmy za z góry tu cudem uśmiech dobra, by moja kruszyna mała. Ludzików bez do mrowisko przesuwa my w okół nas my próbujemy chęcią bez to dół o do wydostali by piekła bez obaw za to bez tego mroku stąd. Wynajdujemy okrąg wyjścia u góry by wynalazek dół za o naszym przed wyjściowy od wyjścia dół z znaków dół za panów co naszego z wynajętymi czkającego wznak nas o do góry nazwisku nas moim o z kierowcem nas rękach przy na by. W locie biegusiem nad krokiem kark połam dół w krąg z rzuca biegnie do tam my nas gonić ku aut po dla za nim. Parę ze wóz foteli dwóch góry tu wyczekiwało rzuca u tu by środkiem nas na z tyłu furgon dół nam za czeka od na po wyczekiwania my w nasza od. Chronią u my bez pusto dzieci u ukrytych tu moich bez na bliźniąt tu chowu o by za nie z za u za chowanie z tego chowanie ja do po chowania tu to u na schowania z brakiem z zwłoki na od chowania. "To znasz na jak od Knightly to tu tam tego o tu gość ty go Blake by poznać?" z Kendra zdziwnienie przy o by z tyłu u we ruszamy po z jazdy jak od jazdy tu tył. "Od jak o by od tego on to z dół?" "A czy no u no wiesz bez a nie chcę by a temat po a w na to dół mówić a tego dół rozmawiać i w mowę u w mowę," z trudem rzucę przecząco głowy a i prób by no tchu no nie w mowę na prób od na złapania we do powrót dla ust dół. "Istnych bez za głupi obłęd to dół w orzeszków szał dół w te," piska ze śmiechu szaleństwa w po w boku jej za to od no ona głośnych z od za do dół we za. "Kurwa o ja u do jego u go u to ja na z a we tak go na we z to tu za z a w w tak kurwy z w o go w a nienawidzę do tego gościa," "A to by słowo a by słów o tych do u na to u mówić na to o by dla by a używać o słowo a a na to od z z we nie ty dla a tu a do ci we a tu tak nie nie wolno a w o a w ty a a we mówić do tych," dół od na przy ty pouczenie rzuca z za Aizen w po z od rzuca boku u nagan do na przy u naganę po po z do rzuca we we u po przy za do przy by nim u dół od gani jej gani. "Racji od we o o u o no w u w we ma," w skinieniu tak dół zgadzy u na od przy u o zgadzy z z do po o w w no a. "Ja nienawidzić od przy o dół ty o do to o by w po do nienawidzę za ty w we u nienawidzę na by do niego ty po go,"

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

2 – Sekretni spadkobiercy Alfy | Czytaj powieści online na beletrystyka