Knightly
Nie sądziłem, że jeszcze kiedyś ją zobaczę. Phoebe. Tak naprawdę nigdy nie przebolałem naszego spotkania. Nie co dzień spotyka się tak swoją bratnią duszę. Stwierdzenie, że zaskakuje mnie fakt, iż jest mężatką i ma dzieci, to mało powiedziane.
Tej nocy niewiele rozmawialiśmy, ale nasza więź była natychmiastowa. To, jak wypowiedziała moje imię. Jak mnie dotykała. Nie prosiła o nic w zamian, kiedy pozwoliła mi mieć siebie na wszystkie możliwe sposoby, jakie tylko przyszły mi do głowy. Winyl był jedyną rzeczą, jaką mogłem po sobie zostawić. Gdybym został i pozwolił jej się obudzić, sprawy skończyłyby się źle dla nas obojga. Czy myślała o mnie od tamtej pory?
Jest równie piękna co za pierwszym razem, gdy na nią wpadłem. To spotkanie jest tak samo fatalne jak poprzednie. Ten głód, o którym myślałem, że zniknął, zaczyna we mnie narastać, a ja wcale tego nie chcę.
"Zrobiłeś scenę na lotnisku," mówi Pete i opada na fotel naprzeciwko mnie.
"Na kogoś wpadłem," wyjaśniam.
"Dawaj, mów," Rip zrzuca moją nogę ze swojego stolika kawowego. Jego żona spogląda na mnie morderczym wzrokiem.
"Sorki," przepraszam i siadam prosto.
"Kto to był?" pyta.
"Pamiętacie dziewczynę sprzed sześciu lat?"
"Tę, która była inspiracją dla albumu, który wydaliśmy po tym zdarzeniu?" śmieje się Pete. "Tak, pamiętamy Phoebe,"
"To właśnie na nią wpadłem,"
"Że co?" wszyscy się prostują. Śmieję się z ich reakcji.
"Dostałeś chociaż jej numer?" Rip klepie mnie w udo.
"Nie, nie dostałem, a nawet gdybym. Jest teraz mężatką. Ma dwójkę dzieci,"
"Ooo," Felicity puka mnie w kolano. "To słabo, stary,"
"Tak," i to, kurwa, bardzo słabo.
"Przynajmniej trochę przytyła?" prycha Pete. Wszyscy się śmiejemy.
"Ani trochę. Ścięła włosy. Wyglądała, kurwa, tak dobrze," przyznaję i opieram się w fotelu. "Jej córka wygląda zupełnie jak ona,"
"To słodkie. Jak mówiłeś, że ma na imię?" pyta Felicity.
"Phoebe," odpowiada Pete.
"Zaraz zobaczymy, kim jest ten szczęściarz, za którego wyszła," śmieje się. "Znamy nazwisko?"
"Na tabliczce, którą trzymał jej kierowca, było napisane Altaha," mówię.
"Jest rdzenną Amerykanką?" pyta Pete.
"Chyba tak. Może z mieszanej rodziny. Ma ciemnoniebieskie oczy. Jak granatowe oczy," kiwam głową. Wszyscy się ze mnie śmieją. To było ckliwe, nawet jak na mnie.
"Jesteś pewien? Wszystko, co wyskakuje przy tym nazwisku, to nowa dyrektor generalna Royal Threads w SoCal,"
"Co? Czekaj, to może być ona. Mówiła, że jest projektantką ubrań, kiedy się poznaliśmy. Miała rysunki w całym swoim apartamencie,"
"Nie ma, kurwa, mowy," śmieje się i podaje mi swój telefon.
"To ona," kiwam głową. Wszyscy zbierają się wokół nas, żeby na nią spojrzeć. Wow, naprawdę wzięła się w garść i odniosła sukces.
"Stary, ale ona jest, kurwa, gorąca," przytakuje Pete.
"Też myślałbym o tym przez cały dzień, gdybym był na twoim miejscu," Rip na moment zapomina, że w pokoju jest jego żona, za co obrywa w tył głowy. "Sorki, kochanie,"
"Aww, są, kurwa, tacy uroczy," wierci się obok mnie. "Och, spójrzcie na tego małego chłopca. Ma gitarę," przesuwa zdjęcie na takie, na którym dzieciak siedzi na jej kolanach, a ona brzdąka mu na gitarze, gdy ma około roku czy dwóch. Dziecko to uwielbia. "O mój Boże. On umie grać," przechodzi do następnego filmiku. To chłopiec w obecnym wieku, grający na spersonalizowanej, błękitnej gitarze elektrycznej. "Próbowała upodobnić go do ciebie?"
"Do jej męża," przewracam oczami.
"Żadnego nie widzę," mówi, przewijając dalej. "Czekaj, tu," żołądek mi się zaciska, gdy się zatrzymuje. "To jest sprzed jakiś trzech lat,"
Zdjęcie nadal mi się nie podoba. Jakiś facet obejmuje ją ramieniem. Patrzy w górę w stronę obiektywu, ale spojrzenie, jakim go obdarza, sugeruje, że są kimś więcej niż tylko przyjaciółmi. Nie powinno mnie to obchodzić. Przecież ona nie należy do mnie. Prawdę mówiąc, nie wiem o niej nic, poza tym, że jest kurwa fenomenalna w łóżku.
"Chyba nie ma męża," mówi Pete, podczas gdy Felicity przewija jej Instagram. "Hej, to ty,"
Podają mi telefon. Pojawia się zdjęcie, które zrobiliśmy przed windą. Oboje się na nim śmiejemy. Dawno się tak nie śmiałem. Zanim ją spotkałem, wszystko wyglądało trochę marnie. Nie miałem niczego. Nigdy wcześniej nie miałem tak poważnej blokady twórczej i od tamtej pory już mi się to nie zdarzyło.
"To była dobra noc," przyznaję. Wszyscy się śmieją.
"Jeśli zobaczysz ją ponownie, sprawdź, czy ma obrączkę," Rip uderza mnie w klatkę piersiową.
"Idę trochę odpocząć. To był długi lot," mówię i wstaję. "Sorki za dzisiejszy bałagan,"
Wszyscy zbywają moje przeprosiny machnięciem ręki. Biorę gorący prysznic i kładę się do łóżka. Coś bierze we mnie górę i sięgam po laptopa. Wpisuję jej nazwisko i na ekranie wyskakuje całe mnóstwo rzeczy z zupełnie innej ligi. Pokazy mody, nagrody branżowe, artykuły o modzie, jej zdjęcia na okładkach magazynów i mnóstwo oznak sukcesu.
Jeden artykuł przykuwa moją uwagę. Traktuje o jej wspinaniu się na szczyt. O tym, jak pokonywała trudności jako samotna matka. Samotna matka? Jak do tego doszło? Kto przy zdrowych zmysłach by ją tak zostawił? Ta dziewczyna jest uosobieniem dziesiątki w skali, bez absolutnie żadnych 'ale'.
A potem dostrzegam, w jakim są wieku. Na chwilę się zacinam z nerwowym śmiechem. Jej dzieci mają pięć lat. Pięć lat plus dziewięć miesięcy to daje blisko sześć pełnych lat. Moje serce zaczyna bić szybciej i podnoszę się z łóżka. Wracam do jej QuickHowla i przewijam w dół do naszego wspólnego zdjęcia.
Powyżej niego jest ponad sto zdjęć, zanim pojawia się zdjęcie USG. Sięgam po portfel, żeby sprawdzić serwetkę z rysunkiem sukienki, którą jej ukradłem. W lewym dolnym rogu napisała datę i zaczyna mi się robić niedobrze.
"Knightly," wpada do mojego pokoju Peter. Natychmiast z trzaskiem zamykam laptopa. Może trochę za mocno. "Chyba nie waliłeś konia, co?"
"Co? Oczywiście, że nie,"
"Nieważne, chory pojebie. Stary, śledziłem tę twoją dziewczynę,"
"To nie jest moja dziewczyna," kręcę głową.
"Jej dzieci mają pięć lat, mój człowieku," wskakuje ze mną do łóżka. "Czy to by nie było kurwa szalone, gdyby okazały się twoje?" śmieje się. "Co ty robiłeś, kłamczuchu?"
"Nic," kręcę głową. On wyrywa mi laptopa. "Sam ją śledziłeś," otwiera laptopa, po czym mi go pokazuje. "Rozjebałeś sobie ekran, debilu,"
"Kurwa," odbieram mu sprzęt. Nie wiem, jak to się stało. Mój wilk był uśpiony od lat.
"Jeśli jej nie śledziłeś, to znaczy, że to było porno," oświadcza.
"Wynoś się z mojego pokoju," rzucam laptopa na podłogę. On ze śmiechem kieruje się do drzwi.
"To było porno," kiwa głową pewny swego. Biorę dekoracyjną poduszkę i rzucam nią w niego. Zamyka drzwi, zanim zdąży go trafić.
"Ja pierdolę," siadam prosto i próbuję wyrównać oddech. "Przecież tego nie zrobiłeś,"
















