Knightly
Jedziemy do kliniki, z której moja mama korzysta dla swoich klientów. W pobliżu wejścia zaparkowany jest czarny Urus. Na szybie są trzy naklejki. Mamusia, Aizen i Ayrie. Przez ten pierwszy rok nie mogłem przestać o niej myśleć. Trochę mi zajęło, zanim stłumiłem w sobie wilka. Niejeden raz prawie mu uległem i odnajdywałem pocieszenie w myśli, że jest poza moim zasięgiem.
Nie zasługuję na jej przebaczenie. Zawsze o tym wiedziałem, ale tu nie chodzi już o nią. Będą mnie potrzebować.
Phoebe zesztywniała, widząc, jak wchodzę do kliniki, ale nie rusza się, gdy siadam obok niej. Chrząka i spogląda na kartkę w swojej dłoni. Zabieram ją jej i zgniatam w kulkę.
"Nie musisz tego robić, Aniele. Możemy gdzieś pójść i porozmawiać o tym jak dorośli. Tylko o to proszę."
Nienawidzę tego, że drży, że jestem kimś, kogo się boi. Czekam na jej odpowiedź, a ona w końcu lekko kiwa głową. Wychodzimy razem. Odprawiam Petera skinieniem dłoni i idę z nią do jej samochodu. Jest tak blisko, że czuję ciepło bijące od jej skóry.
"Ty prowadzisz" – odblokowuje samochód, widząc, jak Pete wsiada do mojego.
Muszę trzymać ręce przy sobie. Jedno dotknięcie i mój wilk się przebudzi. Sama jej bliskość go pobudza. Stopniowe oswajanie się z tym jest teraz dla nas obojga najlepsze. Wywożę ją za miasto. Z dala od każdego, kto z chęcią wykorzystałby okazję, by zagonić nas w róg w sytuacji, z którą nie jesteśmy jeszcze gotowi sobie poradzić.
Tuż za miastem znajduje się stary domek na plaży z prywatnym dostępem do morza. Jest tu cicho, a w promieniu wielu mil nie ma żywej duszy. Kiedy domek pojawia się w zasięgu wzroku, opiera się wygodnie i uśmiecha.
"Byłaś tu już wcześniej?" – pytam.
"Hmm?" – odwraca się, by na mnie spojrzeć. "Nie."
"Wyglądało, jakbyś go poznała."
"Ayrie" – mówi łagodnie. "Kiedy byłyśmy w samolocie, zapytała mnie, czy zamieszkamy w zwykłym domu zamiast w apartamencie. Powiedziała, że wolałaby domek na plaży lepszy niż ten od Barbie."
"Tutaj mieszkałem z mamą, zanim poznała mojego tatę" – uśmiecham się.
"Słucham?"
"Fredrick Blake to mój ojczym. Zaadoptował mnie, kiedy ożenił się z moją mamą. Pomyślałem, że przydałoby się nam trochę prywatności."
"Dziękuję" – kiwa głową.
"Oprowadzę cię."
"Chyba chcę po prostu usiąść" – odmawia.
Obchodzimy dom, by dotrzeć do altany prowadzącej na plażę. Siada na schodach przodem do wody. Jej ramiona trzęsą się, gdy zaczyna płakać. Nic nie wiem o tej dziewczynie, ale jakiejś części mnie nie podoba się widok jej w takim stanie. Sytuację pogarsza fakt, że to przeze mnie płacze. Przynajmniej mój wilk i ja zgadzamy się co do tego, że jestem idiotą.
"Phoebe, ostatnią rzeczą, jakiej pragnę, to zranić ciebie albo nasze szczenięta... to znaczy dzieci" – siadam obok niej.
"Są moje" – posyła mi gniewne spojrzenie.
Jej oczy są czerwone. Makijaż spływa jej po policzkach. Jest równie piękna co w dniu, w którym się poznaliśmy. Jak to możliwe, że aż tak bardzo tęsknię za kimś, kto istniał dla mnie zaledwie przez kilka godzin?
"Są nasze. Przestały być tylko twoje w chwili, gdy je zobaczyłem."
"Błagam, nie rób tego" – kręci głową.
"A co myślisz, że zrobię?" – pytam.
"Nie wiem" – próbuje walczyć ze łzami. "Ale wiem, że cokolwiek to będzie, zrani ich. Ze mną możesz zrobić, co tylko zechcesz. Ale nie z nimi. Knightly, byliśmy dzieciakami. To była szalona decyzja. To nie ich wina. To ja dokonałam wyboru. Jeśli zamierzasz mnie ukarać, nie mieszaj w to ich."
"Nie wiem, co każe ci myśleć, że zrobiłbym cokolwiek tobie lub im, Phoebe" – wzdycham. "Wiem, że byliśmy dziećmi i nie zaprzeczam, że wybór, którego dokonałaś, był słuszny. Kurewsko nienawidzę tego, że straciłem z nimi tyle czasu, ale nic już nie mogę na to poradzić, Aniele. Jedyne, czego chcę, to ich widywać. Chcę, żeby mnie poznali. Chcę poznać ich. Tylko tego na razie pragnę."
"Co to znaczy, na razie?"
"Krok po kroku, Aniele. Zaskoczyłaś mnie po raz drugi i w tej chwili nie znam wszystkich odpowiedzi."
"To ja cię zaskoczyłam?" – prycha. "Miałam dwadzieścia cztery lata i byłam sama, kiedy się dowiedziałam. Nie ty tu jesteś ofiarą."
"Jakbym kurwa o tym nie wiedział" – śmieję się.
"Obiecujesz?" – spogląda na mnie. "Obiecujesz, że chodzi tylko o nich, a nie o nas?"
"Tak" – kiwam głową. "Naprawdę nic o tobie nie wiem, Aniele. Aż do tamtej nocy wiedziałem tylko tyle, że pewnego wieczoru spotkałem naprawdę śliczną dziewczynę i to było na tyle. Teraz ona wróciła, a ja kurwa nie wiem, co robić."
"Chcesz zobaczyć zdjęcia?" – pyta po kilku minutach ciszy. Sięga do torby po tablet. Na wygaszaczu ekranu widnieje zdjęcie ich roześmianej trójki. Odblokowuje go i otwiera galerię. Przewija tysiące zdjęć w dół, aż dociera do samego początku. "To z czasu, kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży" – ociera oczy. "Proszę."
Biorę tablet i widzę czarne zdjęcie z białymi cieniami. Na dole widać dwie małe fasolki. Krew ścina mi się w żyłach, gdy się w to wpatruję. Potrzebuję chwili, żeby się ogarnąć, bo jasna cholera. To dzieje się naprawdę.
"Jak się dowiedziałaś?" – pytam, pragnąc dowiedzieć się o niej czegokolwiek.
"Wróciłam do pracy" – śmieje się, ocierając łzy. "Byłam młodszą projektantką, a to nie jest najlżejsza praca. Musiałam dopilnować, żeby wszystko było zapięte na ostatni guzik, zanim modelki wyszły na wybieg. Zemdlałam" – uśmiecha się. "Wpadłam w panikę. Znaczy, o cholera. To była najbardziej przerażająca rzecz pod słońcem. A potem technik USG pokazał mi dwie małe fasolki na ekranie i bicie ich malutkich serc. Nie wiedziałam, co robić, ale nie byłam całkowicie bezradna. Zastanawiałam się, czy ci powiedzieć, i szukałam sposobu, żeby się z tobą skontaktować."
"Co wpłynęło na twoją decyzję?" – pytam.
"To" – śmieje się i przewija zdjęcia, aż trafia na zrzut ekranu nagłówka. To była noc, kiedy poznałem Hailey. Jakiś dupek nie przyjmował odmowy, więc odciągnąłem go od niej. To wywołało zamieszki w klubie, w którym byliśmy. "Taak."
















